Kiedyś zwracano szczególną uwagę na to jak ktoś siedzi. W szkole często nas strofowano: „Jak siedzisz”. W domu zwracano na to uwagę („Nie podpieraj się łokciami”; „Nie garb się”).
Dziś, gdy savoir vivre wraca do łask, coraz powszechniej obowiązuje, postawa siedząca, w wypadku większości populacji, jest niechlujna i lekceważącą dla otoczenia jak nigdy.
Rzadko można spotkać osoby przyjmujące postawę prawidłową: stopy dotykają podłoża, kolana się stykają („kot na kolanach”), plecy wyprostowane nie dotykają oparcia krzesła czy fotela („mysz za plecami”).
Gdy byłem na niedzielnej Mszy św. siedziałem w taki sposób, że, chcąc nie chcąc rzucało mi się w oczy kilka osób siedzących na ławie pod ścianą.
Pierwsza to był mężczyzna w średnim wieku. Jego siedzenie opierało się w zasadzie tylko o brzeg ławki, bo przyjął postawę półleżącą. Nogi wyciągnął przed siebie i jedną zarzucił na drugą.
Kilka miejsc dalej siedziała kobita już starsza. Była w spódnicy, ale to jej nie przeszkadzało przyjąć postawę dojarki (wiadro mleka między nogami).
Pewnie sądzili, że nikt na nich nie patrzy, ale rzucali się w oczy jednej trzeciej wiernych i nie sposób było ich nie zauważyć.
W internecie znalazłem definicje nesesera i aktówki, aczkolwiek nie satysfakcjonują mnie one w zupełności. Chciałbym w związku z tym spytać, czego powinien używać student II roku prawa w celu noszenia zeszytu, długopisu, książki, telefonu komórkowego? Aktówki, nesesera czy może czegoś jeszcze innego?
Myślę, że ma Pan tu swobodny wybór. Poszukam jednak w literaturze i jak znajdę tam jakieś rady czy rozstrzygnięcia napiszę.
Po co w takim razie krzesło ma oparcie, skoro siedząc mamy nie dotykać go plecami?
Miło mi. Aczkolwiek chcę podkreślić, że nie zależy mi w tym przypadku na długich referatach, a raczej na krótkiej poradzie.