Takie pytanie zadał mi Pan Łukasz. Oto ono w dokładnym brzmieniu: „Po co w takim razie krzesło ma oparcie, skoro siedząc mamy nie dotykać go plecami?”.
Pan Łukasza zareagował na poprzedni wpis, w którym znalazł informację, że siedząc na krześle nie powinniśmy dotykać jego oparcia plecami, że nasza postawa, jak powtarzają to podręczniki savoir vivre, powinna być „mysz za plecami” (pomiędzy oparciem krzesła a plecami powinna być niewielka wolna przestrzeń).
Warto zadać takie pytania. Gdyby je zadawali współcześni projektanci mebli oraz wszelkich przedmiotów użytkowych nie popełnialiby tylu rażących błędów. Gdyby zawsze zadawali sobie np. pytanie „poco filiżanka ma uszko”, to odpowiednio by te uszka modelowali tak, by można je było wygodnie trzymać dwoma palcami (dziś często się w te palce wrzynają – mają ostre krawędzie).
Po co krzesło ma oparcie?
Po pierwsze, by osoba siedząca na nim nie zsuwała się z niego do tyłu.
Po drugie, jest to zabezpieczenie przed spadnięciem na tył głowy.
Po trzecie, by łatwo było, bez schylania się, krzesło przesuwać i przenosić.
Po czwarte, co bardzo ważne, by można je było sprawnie i elegancko odsunąć, gdy dama chce na nim usiąść i następnie podsuwać je w miarę jak siada oraz odsuwać je w miarę jak wstaje.
Po piąte, oparcie pojawia się również ze względów estetycznych (oparcia krzeseł to często dzieła sztuki).
Po szóste, zabezpiecza ono przed uderzeniem, potrąceniem osoby na nim siedzącej (np. przez osoby usługujące przy stole). Trudniej osobę siedzącą na takim krześle zaatakować od tyłu (aspekt historyczny), np. wbić jej nóż w plecy (siedząc na takim krześle czujemy się zatem, świadomie lub nie, bezpieczniej).
Po siódme, można o to oparcie wyjątkowo, gdy sytuacja jest nieoficjalna, a my jesteśmy bardzo zmęczeni, oprzeć się.
Zatem zabawnym wydaje się fakt, że nazwano oparciem – oparcie, które de facto nie służy opieraniu się…
Dlaczego? Bywa, że służy też jako oparcie i jest oparciem, gdy ktoś za bardzo wychyli się do tyłu. Wtedy nie spadnie, bo znajdzie oparcie.