Kilka razy pisałem już na temat napiwków dla kelnerów w restauracji. Problem napiwku dla szatniarza pojawia się ponieważ ostatnio chodzę na rehabilitację barku i w tej przychodni (prywatnej, ale świadczącej usługi też usługi bezpłatne w ramach ubezpieczenia) jest „profesjonalna” szatnia. Obsługują ją starsi, eleganccy panowie (w garniturach i „pod krawatami”).
Dla mnie było to jakoś naturalne, że za każdym razem, gdy odbieram płaszcz daję razem z numerkiem złotówkę (rehabilitacja trwa 10 dni, więc będzie to mnie kosztował 10 zł). Szatniarze stali się dla mnie uprzedzająco grzeczni.
Oddając i odbierając płaszcz z szatni widziałem jak inni ludzie dają numerki. Nikt z nich nie dał ani grosza szatniarzom.
To ciekawe zjawisko, bo jak świat światem w Europie zawsze dawało się coś wraz numerkiem. Ten obyczaj panuje i na Zachodzie. W Polsce szczególnie się ugruntował, ponieważ w PRL-u dawanie monet szatniarzom, przede wszystkim w kawiarniach i restauracjach, było obowiązkowe.
Dlaczego ludzie nie dają dziś napiwków szatniarzom?
Uważają, że i tak to im się należy?
Sproletaryzowali się?
Brakuje im klasy?
Są skąpi?
Pamiętajmy, że usługi tak się nazywają, bo pochodzą od słowa służba, są służbą innym i to w taki znaczeniu, które odnoszono do określonych pracowników nazywając ich służbą.
Demokracja i równość niczego tu nie zmienia. Nadal jest służba.
Napiwki są znakiem klasy.
Utrwalają relację „Pan” – „służba”, w przeciwieństwie do relacji „pracownik’ – „natrętny, niechciany petent”.
Napiwki są znakiem wielmożności, ważnej cnoty w świecie savoir vivre o której kilkakrotnie już pisałem.
Kiedyś było przeciwstawienie „pan” –„cham” (to słowo w znacznej mierze zmieniło już swoje znaczenie) Pan albo był wielmożny albo nie był panem.
Chciałbym zapytać jak powinno wyglądać dawanie napiwków na stacjach paliw pracownikom, którzy nalewają paliwo i ewentualnie myją szyby.
Każdą usługę, nazwijmy ją w skrócie “fizyczną”, powinniśmy traktować tak samo. Jest tutaj też pewna racjonalna postawa. Gdy będą już nas rozpoznawać usługa będzie szybsza i wyższej jakości.
Skoro napiwki utrwalają relacje “Pan-służba”,to tak naprawdę upadlają pracownika-szatniarza,degradując go do roli służby. Z resztą jak widzę Pan Doktor uważa to za argument “ZA” napiwkami.
Nie widzę powodu,by traktować jako służbę rówieśnicę,która w czasie wolnym od studiów dorabia akurat w szatni bibliotecznej. Nasza sytuacja materialna jest zapewne podobna (kształcimy się i dorabiamy za niewielkie pieniądze). Równie dobrze mógłbym pracować np jako kelner, wówczas gdyby przyszła do restauracji ja bym był ”służbą” i tak na zmianę.
Sztywny podział klasowy runął i człowiek nie jest przypisany do zawodu całe życie. Także dzisiejszy “pan” może być jutro “służbą”, wystarczy,że straci pracę.
Instytucja szatniarza to dzisiaj jednak już nie to co ‘kiedyś’, nawet w tak zniesławionym PRLu, była to funkcja, można to nazwać zauważalna. Dlatego też może nie tyle zdziwił mnie ten wpis, co dał do myślenia. Bo dziś tak naprawdę w wielu mających się za lepsze, restauracjach, brak szatni, takiej jaka mogłaby się wydawać.
Stąd też dwie wątpliwości:
Jeśli szatnia jest płatna (a wiec w większości płacimy przy oddawaniu okrycia – z ‘urzędu’) – też symboliczne 1-2 zł, co wtedy, kiedy i czy dajemy napiwek?
Dość naturalnym wydaje się dawanie napiwków w szatni w restauracji, na balu itp. ale w mojej opinii w wielu miejscach, gdzie jest szatnia taka jak tu opisana, mogłoby to być źle, a wręcz negatywnie odebrane. Może dlatego też nie ma nawyku gratyfikacji szatniarzy, co gdyby to nie były osoby obyte z zawodem, czy nie doprowadziłoby to do niezręcznej sytuacji.
Przynajmniej ja, nie znałem zwyczaju wręczania napiwków w taki sposób i w takim miejscu, nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja byłbym za tym, by w miarę możliwości wątek napiwków rozwijać. Powinniśmy je dawać w każdej sytuacji, gdy ktoś nam usługuje, ale w jakiej wysokości, gdy są to usługi niemierzalne (właśnie gdy ktoś myje szyby w aucie, pokojowe, bagażowi w hotelu, taksówkarz, kierowca auta, wysłany by nas odebrać z lotniska) – przykładów jest wiele. Myślę, że warto by to było rozwinąć i sprecyzować, bo nie spotkałem się z jakimiś konkretnymi informacjami na ten temat, jedynie z opiniami.
Zareaguję na ten komentarz po niedzieli.
Moim zdaniem to wszystko zależy od tradycji – mówiąc wprost od regionu Polski (dawnego zaboru), w którym się wychowaliśmy. U nas w Krakowie szanujemy pieniądz i nie jesteśmy tak rozrzutni, jak mieszkający w Warszawie – to dla nas jest dopiero szokujące! Ciekawym jak jest w Poznaniu, bo dawno nie byłem, ale domyślam się, że podobnie jak u nas.
Odpowiem po niedzieli.
Chciałbym tylko zaznaczyć, że zaistniała tzw. zbieżność imion i powyższy wpis nie jest mój (tj. Michala, który wypowiada się na blogu od dłuższego czasu). Taka sytuacja może trochę mylić, dlatego pozwolę sobie podpisywać się teraz tak jak pod tym wpisem, z pierwszą literą nazwiska, a w wolnej chwili spróbuje zarejestrować konto.
Tak wiem. Ja to rozpoznaję po adresach mailowych.
W miejscu pracy też korzystam z szatni. Mam dawać napiwek? Korzystam też z baru – też napiwek? Idei napiwków – jeśli ktoś pracuje za stałą pensję – nie zrozumiem. Czy od napiwków służba płaci podatki?
Odpowiem na to pytanie po niedzieli.
W stanach 99% cen w restauracjach czy barach, podawana jest ‘implicite’ chyba, że gdzieś jest wyraźnie podkreślone, żeby tego nie robić (np. w menu). Jest to dla Nich (Amerykanów) oczywiste i nie danie napiwka częstokroć spotyka się z oscentacyjną wręcz niegrzecznością. O ile przebywając w obcym kraju powinniśmy się (moim zdaniem) dostosować do panujących tam obyczajów (w miarę możliwości oczywiście), to sama idea bardzo mi się nie podoba. Znacznie bardziej naturalny wydaje mi się model, w którym napiwek dajemy, za rzeczywiście solidnie wykonaną usługę. Np. fachową i miłą obsługę w restauracji. Dla np. kelnera/kelnerki jest to dodatkowa motywacja, a dla gościa jest to oczywiście przyjemne.
Dopiero teraz spostrzegłem, że wprowadziłem zamęt. Proszę mi wybaczyć, po prostu dotąd nie czytałem w ogóle innych komentarzy, dlatego nie spostrzegłem, że już ktoś posługuje się imieniem “Michal”.
Michal Stanisław