Wyobraźcie sobie Państwo, że organizujecie uroczyste, eleganckie śniadanie dla światowych znajomych.
Czy podalibyście masło w plastikowych pojemniczkach, miód w plastikowych pojemniczkach, różne dżemy w plastikowych pojemniczkach, różne gatunki serków Tartare w plastikowych pojemniczkach, jogurty w plastikowych pojemniczkach?
Czy widzicie Państwo oczami wyobraźni ten stół zastawiony plastikowymi pojemnikami?
We wszystkich polskich cztero- i pięciogwiazdkowych hotelach, które znam (a więc ponad trzydziestu), nie wyłączając „Jawora”, te plastikowe pojemniczki są w bufecie i goście znoszą je do stołów i stoły są nimi zastawione.
Tak nie powinno być.
Dlaczego tak jest?
Sądzę, że, z jednej strony, chce się dogodzić gościom, a drugiej trochę się na nich oszczędza i na pracy – tak łatwiej.
Poza tym brak tu, i to wszędzie, pewnego podstawowego wyczucia.
I wreszcie goście i tak, najczęściej nie widzą w tym nic zdrożnego, ale cieszą się, że to jest.
Jak pozbyć się tego plastiku?
Prze4cież to proste, pisałem już o tym kilkakrotnie, ale może trzeba wciąż o tym pisać. Przecież dżem i miód można kupować w słoikach i wykładać na miseczki, masło w kostkach i porcjować lub wystawiać w maselniczkach. Jogurty można przekładać sukcesywnie do odpowiednich naczyń i umieszczać przy nich tabliczki z informacją, a serki kupować w większych opakowaniach i przekładać do miseczek (z niektórymi serkami tak się robi w hotelach).
A ja chciałbym poruszyć temat jakości pieczywa w hotelach. Czasem odnoszę wrażenie, że jedyne do czego hotele dążą to maksymalizacja zysku w taki sposób by klient tego nie zauważył. W hotelach w których byłem zawsze podawano chleb i bułki kiepskiej jakości (czytaj: nadmuchane, pełne spulchniaczy i polepszaczy, ewentualnie tzw. pseudo razowe barwione karmelem lub kawą zbożową). Nigdzie natomiast nie spotkałem dobrych, smacznych bułek czy chleba wypiekanego według tradycyjnych receptur (poza jednym małym pensjonatem za granicą). Zachodzi więc tutaj obawa, że składniki wszystkich potraw przyrządzanych w kuchniach hotelowych to tzw. “najtańsze produkty” z supermarketu. Tymczasem przy cenach jakie się płaci za pobyt powinny to być wszystko produkty najwyższej jakości.
W hotelu “Jawor” jest jednak lepiej. Pieczywo jest najwyższej jakości i inne produkty podawane w trakcie śniadania (wędzony łosoś, pstrąg, oliwki, feta, sałaty, pomidory, ogórki itd.), jak również w trakcie innych posiłków. Gdy np. w hotelu Magellan podawano melona to był niedojrzały, niesmaczny. W hotelu “Jawor” podają zawsze, nie wiem jak oni to robią, dojrzałe, soczyste, pachnące melony (jest taka zakąską: melon z szynką parmeńska i gorącą bułką z masłem czosnkowym).
Generalnie się z Panem zgadzam, np. wędliny są te najtańsze i to w większości hoteli. W hotelu “Jawor” też takie są, ale jest również pasztet ewidentnie własnej roboty i cała noga z szynką, którą na życzenie kroi kuchcik, który serwuje potrawy na gorąco.
Jeden problem wszędzie, również w “Jaworze” to sery żółte. Te polskie sery około 20.00 zł za kilogram są tylko wyrobami seropodobnymi przynajmniej w perspektywie smaku.
Na śniadaniach w hotelach powinny być oczywiście wędliny najwyższej jakości, najlepiej własnego wyrobu typu szynka pieczona, pieczeń rzymska, pasztet, schab pieczony itp.
To dobrze że są miejsca gdzie jest lepiej, ale np. w hotelu Mercure w Zakopanem pieczywo było niejadalne, mimo szerokiego asortymentu. Nikomu to jednak chyba zbytnio nie przeszkadzało bo większość jest pewnie do czegość takiego przyzwyczajona gdyż tak jada codziennie. A druga rzecz, która mnie tam uderzyła negatywnie to gdy kolega wypił małą wodę mineralną, która była w pokoju to go przy wyjeździe dodatkowo “złupili” za tę wodę na 6 czy 7 złotych (przy detalicznej cenie sklepowej bodajże 1,20 – specjalnie sprawdziłem). Uważam, że takie postępowanie hotelu świadczy o braku klasy, bo drobiazgi w stylu wody powinny być wliczone w cenę.
Woda, która stoi w pokojach (jedna buteleczka na osobę) jest we wszystkich hotelach, które znam wliczona w cenę pokoju i codziennie dostarczana jest nowa. Wszystko to, co jest w mini barku (z reguły w lodówce) jest natomiast płatne i ceny tam są wysokie (czemu zresztą trudno się dziwić, bo obsługa ma tu trochę roboty i jeszcze trzeba kontrolować czy tam ubywa).
Ceny w hotelach niekiedy są nieproporcjonalne. Miałem szkolenie w jednym z hoteli pięciogwiazdkowych i poprosiłem barmana o szklankę wodę. Wystawił mi rachunek na 8.00 zł. W takim kontekście wydałbym na wodę przez cały dzień szkolenia jakieś 80 zł. Poprosiłem zatem organizatorów szkolenia o dostarczenie mi półtoralitrowej butelki wody.
Odwiedziłem kiedyś, żeby tylko zobaczyć, na godzinę, jeden z najdroższych hoteli na Mazurach. Mało, że pokoje tam kosztowały prawie 1000,oo zł za dobę, to czegokolwiek człowiek by się nie dotknął musiałby płacić (za kajak, rower, leżak itp). To faktycznie brak klasy i pazerność.
Jednym słowem zdarza się, że naszym hotelarzom jeszcze sporo brakuje. Tak dla porównania powiem, że będąc nie tak dawno w Austrii nocowałem w bodajże dwugwiazdkowym pensjonacie w cenie ok. 30 euro za dobę od osoby i tam w cenie pobytu można było latem bez ograniczeń wypożyczać rowery elektryczne, a zimą sprzęt narciarski.
Wydaje się, że jednak poziom hotelarstwa spada w całej Europie. W Polsce zaś powoli, ale wciaz się podnosi, ale punktem wyjścia dla naszych hotelarzy, nie są przykłady dobrych polskich hoteli przedwojennych czy dzisiejszych Zachodnich . Wciąż najważniejsza jest tu natomiast, chyba, świadomość, mentalność, wyobrażenie – jak powinien wyglądać dobry hotel? I wciaz poprzeczka jest za nisko, bo dostosowuje się warunki do wymagań przeciętnego klienta, który w Polsce jeszcze nie wie czego tak naprawę do końca powinien wymagać.
Dzień dobry,
myślę, że plastik – naganny wg savoir vivre, jest tak dobrze odbierany, ze względu na gwarancję sterylności, jaką ze sobą niesie. Moja mama często ma opory przed jedzeniem jogurtów, które w hotelach za granicą wystawiane są w misach. Powiedzmy sobie szczerze, jogurt leżący 4 godziny podczas śniadania w otwartym naczyniu nie jest niczym higienicznym.
Pozdrawiam,
H. Motyka
W dobrym hotelu jogurt nigdy nie leży cztery godziny. W hotelu “Jawor” wszystko pojawia się sukcesywnie. jest wciaz donoszone. Można wystawić 5-10 porcji jogurtu w porcelanowych miseczkach i w miarę jak ubywają donosić.
Dobry hotel to hotel, w którym mam zaufanie do jego higieny większe niż do siebie.
Jest też inne rozwiązanie. W hotelu “Jawor” w różnych miejscach stoją kelnerki, które zajmują się czymś konkretnym, np. pieką tosty na życzenie gościa. Taka kelnerka może przekładać jogurt z plastikowego naczynia (te plastiki muszą być jednak wtedy jakoś zakryte) do odpowiedniej miseczki.
Może to zresztą zrobić i sam gość.
Problem jakosci pieczywa to nie tylko problem braku dobrych dostawców dla hoteli, ale takze czesto ogólne zapchanie rynku takimi produktami. Sa supermarkety, w których nie ma w ogóle jadalnego pieczywa – ot chociażby niedaleko mojego domu jest Kaufland – nie ma w nim żadnego jadalnego pieczywa niestety… nie jest to jedyny taki supermarket. Chleb ma sie skladac z zakwasu, mąki żytniej, ew. dodatku maki pszennej, soli i wody. Czasem, jelsli pieczywo zawiera duzo mąki pszennej, powinnno sie dodac drożdże. Dodanie karmelu czy kawy to juz jest drobiazg wobec zbrodni dodawania spulchniaczy i polepszaczy smaku.
Tak tylko dobry hotel zawsze musi umieć dotrzeć do jakiejś dobrej piekarenki, albo, po prostu piec pieczywo samemu. W “Jaworze” o 5.00 rano cukiernik hotelowy zaczął piec pączki w tłusty czwartek.
A ja podam pozytywną informację
W mojej miejscowości jest pizzeria, w której keczup i sosy są podawane w porcelanowych miseczkach