Ślubna kolacja

Zacznę od tego, że blog nie funkcjonował ostatnio normalnie (wpisy nie pojawiały się każdego dnia, komentarze czekały długo na zatwierdzenie i odpowiedź itd.) ponieważ miałem ślub średniego syna i większość zadań z nim związanych spadła na mnie. Do tego doszły emocje ojca (czyli moje).

Pytanie Pani Kasi dotyczy problemu, który był moim udziałem przez ostatnie kilkanaście dni: „Planujemy ślub, który miałby się zacząć o godzinie 20:00, po którym miałaby być kolacja trwająca do północy i zakończona pokazem sztucznych ogni. Zastanawiam się jednak, czy forma kolacji (dwa dania, deser i tort weselny; szampan i wina – zero wódki) bez tańców jest na taką okoliczność odpowiednia? czy nie będzie za późno na jedzenie, bez spalania przy tym kalorii poprzez taniec? Czy może powinniśmy pomyśleć o raucie/bufecie? Czy mogę nie zagwarantować gościom weselnym kwaterunku (żadna z rodzin nie mieszka w mieście, w którym chcemy się pobrać), skoro to będzie trwało tylko 4 godziny? Czy wypada, żebym wraz z osobistym zapraszaniem gości poinformowała ich, że nie życzę sobie sypania ryżem, bilonem czy konfetti oraz witania nas chlebem i solą? Te praktyki uważam za zbędne i trącące wsią i zacofaniem. Rozumiem, że jeżeli oboje mamy babcie, które są na tyle schorowane, że nie są w stanie wyjść o własnych siłach z domu (a co dopiero mówić o długiej podróży przez pół Polski), to wypada je zaprosić”.

W świecie savoir vivre nie ma dziś pojęcia „kolacja”. Jest pojęcie obiadu zasiadanego, dla które najwłaściwszą porą jest właśnie godzina 20.00. To co my w życiu codziennym nazywamy obiadem jest w świecie savoir vivre nazywane uroczystym śniadaniem (lunch) i w jego trakcie serwuje się wyłącznie lekkie dania (ryba, drób, cielęcina).

Dziś ludzie przeważnie, to prawda, nie są przyzwyczajeni do obfitych posiłków o 20.00.

Kolacja była obecna w świecie savoir vivre do 1939 roku. Było to przyjęcia wyłącznie prywatne, które odbywało się z reguły po wspólnym pójściu do opery czy teatru i zaczynało się z reguły o godz. 22.00-23.00. Z założenia przypominało lunch, ale była, jak wtedy mówiono, „tania”, bo dominowało ptactwo: perliczki, przepiórki, dzikie kaczki, bażanty.

To co organizuje Pani Kasia to zatem typowy obiad.

Ja organizowałem to samo.

Ślub był o 16.00. O godz. 17.30 sformowała się zwarta kolumna samochodów, która wyruszyła pod Warszawę do zamkniętego ośrodka na wzgórzu, w lesie, nad Wisłą, z parkiem. Na miejscu byliśmy o 18.15. Para młoda poszła do parku z fotografem. Goście zamiejscowi zajęli pokoje. Wszyscy sobie jakiś czas porozmawiali. O godz. 18.45 zarządziłem zbiórkę. O 18.55 para młoda ustawiła się kilka metrów od restauracji, a pozostali przed wejściem do niej w ogrodzie (nie było to główne wejście). Na czoło wysunęła się czwórka rodziców. Matka panny młodej trzymała w rękach talerz z chlebem i solą. Dałem znak i para młoda do nas podeszła i została powitana chlebem i solą, którego zjedli po kawałku.

Obyczaj powitania młodych chlebem i solą nie jest tylko wiejski. Jest to obyczaj staropolski (por. choćby: http://www.culture.pl/kalendarz-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/L6vx/content/chlebem-i-sola-dawne-uczty-polskie)
Chlebem i sola witało młodych ziemiaństwo, magnateria i królowie (por. http://www.laudate.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1074&Itemid=43)

Następnie wszyscy pobrali z tac trzymanych przez kelnerów kieliszki z „szampanem” (w naszym wypadku było to hiszpańskie wino musujące CAVA Miret – wino musujące otrzymane metodą tradycyjną).

W tym momencie toast na cześć państwa młodych wygłosił ojciec panny młodej (gdy go brakuje zastępuje go jej brat itp.).

Następnie ogłosiłem, ze kieliszki szampana zabieramy do stołu, bo będziemy go pić do zimnej zakąski.

Wszyscy zgromadzili się przy stole i gdy już stali przy swoich krzesłach para młodych usiadła. Usiedli wtedy wszyscy. Panna młoda nałożyła serwetkę na Kolna i zaczęła jeść. Pozostali zaczęli jeść.

Goście siedzieli przy stole ustawionym w podkowę. Obok pana młodego siedziała matka panny młodej, obok panny młodej ojciec pana młodego.

Pozostali goście zostali usadzeni (na stole były karteczki z nazwiskami z dwóch stron, by każdy widział jak każdy się nazywa)według zasad precedencji z zachowaniem zasad: kobieta nie siedzi obok kobiety, mężczyzna obok mężczyzny, obok gościa z rodziny pana młodego siedzą goście z rodziny panny młodej, obok gościa z rodziny panny młodej siedzą goście z rodziny pana młodego.

Wybrałem serwis familijny (była sama najbliższa rodzina, razem z młodymi 20 osób). Kelnerzy podali zatem zupę w wazach stawiając je na stole, Danie drugie i dodatki były na półmiskach. Goście nakładali sobie je same. Wino zostało polane do drugiego dania przez kelnerów (do wyboru były dwa wina niemieckie: Mainzer Domher kabinett – białe (kupaż), o zawartości alkoholu8,5%, bardzo lekkie i najlepsze niemieckie wino czerwone Dornfelder Qualitaswein (ten szczep winogron został wyhodowany w latach pięćdziesiątych XX w.), o zawartości alkoholu 11,5%.

Potem wino ja rozlewałem.

Na drugie danie była cielęcina. Potem lody, tort weselny.

Następnie goście rozeszli się po trzech salach restauracyjnych. W jednej serwowano herbatę, kawę, ciasta, miód pitny dwójniak.

Cały czas serwowany był szampan, wino białe i czerwone.

Goście rozjechali się pomiędzy 23.00-23.30.

Jedna uwaga na koniec.

Babcie mogą chcieć być na weselu. Wtedy trzeba je przywieźć i odwieźć.

I jeszcze jedna uwaga. Można poprosić, by nie sypano czegokolwiek. Jeśli jednak i tak zaczną sypać należy to zignorować (nie reagować).

About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ślub i wesele. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Ślubna kolacja

  1. Bianka pisze:

    Szanowny Panie Doktorze, jak zachować się w sytuacji, w której zawieram tylko ślub cywilny, po którym planuję skromny obiad dla rodziców i rodzeństwa (7 os.), a część rodziny odczuwa silne negatywne odczucia związane z brakiem ślubu kościelnego i hucznego wesela (na które byliby zaproszeni)? Mam dużą rodzinę, z którą utrzymuję stały kontakt, ale czuję się bardzo niezręcznie w sytuacjach, w których cała uwaga skupia się na mnie. Biała suknia i bale do rana to nie dla mnie. Nie wiem jak nie urazić krewnych brakiem zaproszenia.
    Z góry dziękuję za pomoc.

  2. Kasia pisze:

    Serdecznie dziękuję za odpowiedź na moje pytanie.
    Jednak nasuwa mi się co rusz jeszcze więcej pytań związanych z moim weselem.
    Jestem osobą, która nie lubi się rzucać w oczy. Nie mam tremy (jestem zawodowym muzykiem) ale nie lubię, gdy wszyscy wokół mnie „skaczą”, gratulują mi czy składają życzenia. I tu jest problem: przecież ślub i wesele to jest czas, kiedy wszystko kręci się wokół panny młodej! A ja wolałabym się wtedy ukryć w cieniu. Niestety mój narzeczony uparł się, że będzie to wesele dla rodziny (z przewagą jego rodziny, bo moja nie dość że mieszka daleko, to z ciotkami nie utrzymuję kontaktu w ogóle, a on tak) i nie przeskoczę tego. Czy jest jakiś kulturalny sposób, żebym nie była z każdej strony osaczona wzrokiem i pytaniami? Czy jest sposób na uniknięcie tej kolejki ludzi składających życzenia? Czy zaraz po ślubie mogę iść do domu i nie uczestniczyć w tej kolacji/weselu? Wiem, że to ostatnie pytanie brzmi głupio. Ale dzień ślubu ma być dniem szczęśliwym. A mnie unieszczęśliwia fakt, że mam być w centrum uwagi. Na dodatek mój narzeczony czułby się nieszczęśliwy, gdyby nie było wesela. A że uznajemy patriarchat, to musi wyjść na jego stronę.

    Jak powiedzieć gościom, że nie będzie tańców i nie mają nawet na co liczyć w tym względzie? Czy wystarczy ustawienie stołu tak, żeby nie było miejsca do tańca?

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s