Parking w Molini di Prela

DSC01706DSC01707

Opublikowano Złota Dolina | Dodaj komentarz

Kot, który wciąż podziwiał widok

kot

Obrazek | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Złota Dolina: rola krajobrazu w życiu savoir vivre

Jeżeli pierwsza zasada savoir vivre głosi, że wszystko w naszym życiu ma być szlachetne – najwyższej jakości to takie powinno być również to wszystko na co patrzymy.

Oto kilka zdjęć z pierwszego dnia – widok na Tavole, w którym mieszkaliśmy, jego uliczki, widoki na sąsiednie miasta (zdjęcia wybrane w pośpiechu).

P. S. Odpowiedzi na pytania Czytelników.

O liturgii w Kościele Doliny napiszę w swoim czasie kilka słów – jest ona pełna przepięknego ceremoniału i przedmiotów – dzieł sztuki. Biskup tej diecezji wyświęca kapłanów tylko w starym rycie. Nasz proboszcz-gospodarz nigdy w życiu nie odprawił nowej Mszy Św. W nowym rycie odprawiają tylko niektórzy starzy kapłani (tylko w wielkich miastach). Biskup został mianowany przez Jana Pawła II pod koniec Jego pontyfikatu.

Mieszkańcy Doliny nie są nastawieni wrogo wobec cudzoziemców.  Są bardzo serdeczni dla wszystkich. Oni jednak chcą, by Dolina była wciąż taka sama, by zamieszkiwali ją ludzie, którzy znają się od pokoleń.

Byłbym świnią gdybym nie załatwił dla Czytelników bloga pobytu w Złotej Dolinie, ale o tym za jakiś czas.

kiwimiasteczkouliczka Tavole1uliczka Tavole 2Widok z góry na TavoleWidok z góry na ValorięWidok z okna - VillatagliaZaułek w Tavole

Opublikowano Złota Dolina | Dodaj komentarz

Odnalazłem Księżycową Dolinę – najpiękniejsze miejsce na świecie – krainę ze snów człowieka savoir vivre

Pierwszą zasadą savoir vivre jest zasada szlachetności – wszystko ma być najwyższej jakości – najwspanialsze, najpiękniejsze. Trudno spełnić te kryteria. Poznałem miejsce, w którym się one spełniają – Złotą Dolinę.

W liceum zaczytywałem się powieścią Jacka Londona pt. „Księżycowa dolina”. Jest to opowieść o małżeństwie, które poszukuje wymarzonego, idealnego miejsca do życia, miejsca, które nazwali Księżycową Doliną. Znajdują ją. Powieść kończy się opisem doliny i życia w niej. Poznałem wielu ludzi, którzy tak przejęli się tą powieścią, że całymi latami szukali swojej księżycowej doliny. Ja ją znalazłem. Księżycową Doliną jest Złota Dolina – miejsce, o którym każdy kto je poznał mówi, że to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, miejsce, którego kilka procent mieszkańców to ludzie z całego świata, którzy przez przypadek wjechali do niej na 15 minut i już z niej nie wyjechali – zostali tu na całe życie. Moim zdaniem to najpiękniejsze miejsce na świecie. Co ciekawe, gdy w niej byłem księżyc pojawiał się w południe i był obecny na niebie, gdy zasypiałem.

Dolina jest też w specyficzny sposób krainą savoir vivre – jest między innymi krainą przyjęć. Odbywają się w niej dziesiątki typów przyjęć, głównie na świeżym powietrzu (na placach miast, w gajach oliwnych, na polanach, które są na szczytach gór). Około 100 z nich to przyjęcia, na które każdy może bezpłatnie wejść. Są też przyjęcia płatne.
Jeden przykład. W miasteczku w środku doliny – Molini di Prela jest najlepsza restauracja w dolinie. Trzeba zarezerwować stolik. Restaurację otwierają o 20,00. Wchodzimy i w ten sposób zobowiązujemy się zapłacić taką sumę, jaką podadzą nam o północy (jest ona zresztą zawsze taka sama). Nie ma menu. Najpierw podają nam białe i czerwone wino (najlepsze gatunki win doliny) oraz wodę mineralną i czekadełko (wina, woda i pieczywo są bez ograniczeń). O 20, 15 właściciel restauracji i jego rodzina zaczynają podawać dania. Jest ich 12. Po jedenastu daniach podaje się digestif. Ostatnim daniem jest deser. Po nim jest kawa espresso. Wszystko dokładnie tak jak w podręcznikach savoir vivre. (opiszę to szczegółowo w oddzielnym wpisie)
O północy się płaci. Zgadnijcie Państwo: ile? Dla ułatwienia podam, że nad morzem pizza kosztuje 7-14 euro. Makarony 9-14 euro. Dania mięsne i rybne od 13 euro do góry (z reguły 15-20 euro).

Dolina zaczyna się nad morzem na poziomie 0 metrów nad poziomem morza przy wzgórzu, na którym leży cudowne miasto Imperia. Kończy się po 20 km przełęczą na wysokości 1360 metrów. Pierwsze 7 km to XXI wiek. Prawdziwa Dolina zaczyna się od jej stolicy – miejscowości Dolcedo, która w części ma 2000 lat w części 1500. Jest to duże jak na dolinę miasto. Ma 1000 mieszkańców i mieści się w samej dolinie. Droga idzie w górę. W samej dolinie (czyli na samym jej dole) są jeszcze dwa miasta Molini di Prela (500 mieszkańców) i Prela (200 mieszkańców). Dolina ma kształt trójzębu (na końcu przechodzi w trzy doliny), który ma dodatkowo jedną dolinę-wypustkę w Molini di Prela. Do wypustki tej można się dostać przez rzymski most sprzed 2600 lat (nie udało nam się jej poznać; podobno raj; są tam budynki sprzed 2600 lat). Pozostałe kilkanaście miast mieści się na zboczach i szczytach gór. Najważniejsze z nich to położone na szczycie jednej z gór miasto artystów Valoria (50 mieszkańców), położone na zboczu – wyżej, w odległości 4 km miasto Tavole (250 mieszkańców; poziom 470 metrów, tam mieszkaliśmy) i jeszcze wyżej w odległości 2 km (570 metrów nad poziomem morza) miasto Villatalia (150 mieszkańców). To ostatnie miasto ma widok na morze, pozostałe miasteczka i Imperię (widać na 20 km).

Każde miasteczko ma przynajmniej jeden kościół i swoją niepowtarzalną kulturę (przez wieki żyły własnym życiem) i jest samo w sobie dziełem sztuki (domy i kościoły mają po 1000 lub 500 lat).
W Dolinie zima trwa dwa miesiące (grudzień, styczeń), a to oznacza, że pada deszcz, a w nocy temperatura spada nawet do 5 stopni (w dzień często wynosi 24 stopnie; w ostatnie cztery Wigilie była taka). Klimat jest stabilny i wahania temperatury są niewielkie (przez 2 tygodnie w dzień było dokładnie 26 stopnie, w nocy 22; w słońcu do 40 stopni).

W Dolinie dominują lasy i gaje oliwne. Lasy są pełne dzikiej zwierzyny, owoców leśnych (np. jeżyn) i grzybów (prawdziwki, podgrzybki, kurki i dziesiątki nieznanych w Polsce grzybów jadalnych). Zwierzyna grasuje w nocy po szosach (spotkaliśmy dziki, lisy, łasice).

Wszędzie rosną bezpańskie: oliwki, figi, orzechy włoskie, kasztany jadalne, drzewa pieprzowe (byłem tam, gdzie pieprz rośnie),i wszelkie znane nam jadalne zioła. Kiedyś wyżywienie doliny opierało się na tych roślinach (z mąki z kasztanów pieczono chleb i robiono makarony i kluski). Gdy idzie się drogami czy ścieżkami i podziwia zapierające dech widoki pije się wodę ze źródełek i je co chwila figi (dwa gatunki: słodkie i kwaśne).

Mieszkańcy uprawiają dziesiątki warzyw (większość u nas nieznane) i owoców (wiele gatunków winogron do jedzenia, pomarańcze, cytryny, mandarynki, kako, kiwi, jabłka, gruszki, śliwki, brzoskwinie, owoce kaktusów, limonki, avocado itd.). Jest wiele winnic (w dolinie pije się tylko miejscowe wina i używa tylko miejscowej oliwy).

Ulice miast są naturalnie klimatyzowane (z reguły mają 150 cm szerokości) i temperatura na nich wynosi 18-20 stopni). Naturalnie klimatyzowane są też szosy, które są zacienione przez skały i drzewa i stanowią punkty widokowe (są głównie serpentyny).

Dolinę przez cały rok porastają setki kwiatów. Wszędzie rosną palmy i dziesiątki typów kaktusów. W dolinie są konie i osły. Gdy przez dolinę przejeżdża autobusik i daje co chwila sygnał specyficznie brzmiącym klaksonem osły odpowiadają mu swoim rykiem.

Mieszkańcy doliny to w 95% Włosi mieszkający tu od 1000 lat. Pozostali to ci, którzy zakochali się w dolinie, głównie bogaci ludzie (ale nie tylko), w tym milionerzy. W Dolinie swoją posiadłość ma Berlusconi. Mieszkał w niej też jeden z największych architektów świata w domu zbudowanym przez siebie. Gdy zmarł jego dom kupił za kilka milinów euro rosyjski milioner (nikt nigdy go jednak nie widział: przemieszcza się w nocy). Wielu ma domy w nieodstępnych i niewidocznych miejscach i prawie nikt nie wie, że są mieszkańcami Doliny. Kiedyś schodziliśmy szosą w dół (udawaliśmy się na plaże Imperii) i łapaliśmy autostop (jest to powszechny sposób poruszania się po Dolinie). Na szosie samochód pojawia się z reguły co pół godziny. Zeszliśmy więc kawałek podziwiając widoki i nagłe pojawił się samochód. Pojawił się nagle, bo nie było go słuchać i nie trąbił (wszyscy trąbią na zakrętach). Była to luksusowa, poruszająca się bezszmerowo limuzyna – BMW z francuską rejestracją. Samochód udawał się do Nicei, a zatem na autostradę. Nadłożył 15 km i zawiózł nas na najlepsza piaszczysta plaże. W środku była elegancka para ok. 50 lat. Okazało się, że to Ukraińcy mający od 3 lat dom blisko naszej miejscowości. Nikt z mieszkańców nie wiedział, że ma takich sąsiadów.

Czas w Dolinie zatrzymał się kilkaset lat temu. Jest mało samochodów (nie ma gdzie ich zaparkować; nawet jak ktoś ma pieniądze). Nie ma Internetu. Rządzi nią skrajna prawica, która nie wpuszcza cudzoziemców. Cudzoziemiec może jednak kupić dom w Dolinie (stąd taka ich liczba) lub gościć u kogoś. Myśmy gościli u polskiego kapłana, który jest tam proboszczem w 4 parafiach (na terenie jego parafii mieszka 950 osób). Gdy został proboszczem wszyscy domagali się od biskupa natychmiastowego jego uśnięcia (bo cudzoziemiec). Pisano petycje. Przychodziły delegacje. Domagały się tego lokalne władze. Biskup powiedział: „Dajcie mu pół roku”. Potem wszyscy pokochali proboszcza i mówią, że to najlepszy kapłan jaki kiedykolwiek był w dolinie. Kościół Doliny jest też sprzed kilkuset lat. Odprawia się tu po łacinie Msze św. trydenckie. Liturgia nie jest jednak bezpośrednio sprzed Soboru Watykańskiego II, ale sprzed setek lat.

Od pierwszego dnia weszliśmy głęboko w życie Doliny. Wprowadził nas w nie Ksiądz. Bywaliśmy w domach prywatnych, uczestniczyliśmy przez 13 dni w 8 przyjęciach. Byliśmy między innymi w domu arystokraty, w domu malarki, niemieckiego psychologa, domach prostych ludzi (wszędzie prawie mogłem robić zdjęcia). Każdy zresztą, kto znajdzie się przynajmniej na tydzień w Dolinie wchodzi w taki czy inny sposób w jej życie i uczestniczy w przyjęciach (jeśli np. jedzie się na dół stopem często jest się zapraszanym na przyjęcie).

Poznałem rzeczy, które nie śniły się filozofom. Widziałem niebywałe piękno, uczestniczyłem w niesamowitych wydarzeniach i, nie wstydzę się tego powiedzieć, często miałem w oczach łzy wzruszenia i szczęścia.

To naprawdę jest raj na ziemi i najpiękniejsze miejsce na świecie.

Na blogu opiszę to co ma jakiś związek z savoir vivre i zamieszczę niektóre zdjęcia (zrobiłem ich 1500).

Opublikowano Złota Dolina | 8 komentarzy

W jaki sposób jeść homara?

Ten problem zgłosił Pan Karol: Moje pytanie dotyczy potraw spożywanych zazwyczaj podczas spotkań z przedstawicielami innych krajów (na przykład Japonii). Jak należy (według protokołu dyplomatycznego lub literatury) jeść sushi? Prawdę powiedziawszy pytanie o sushi jest wstępem, najbardziej interesuje mnie czy istnieje literatura lub zalecenia odnośnie spożywania homara – w szczególności czy (i w których momentach) wolno używać rąk do dotykania samej potrawy.

Po pierwsze, wszelkie potrawy jemy tak jak je gospodyni (jeśli jej nie ma to gospodarz) lub jak sugeruje restauracja (o ile nie jest to marna knajpa).

Jeśli gospodarze jedzą nieprawidłowo i tak ich naśladujemy.
Co do sushi. Zależy kto go jej. Europejczyk będzie jadł nożem i widelcem lub samym widelcem.

Sposób jedzenia homara zależy od tego czy jest odpowiednio przygotowany do jedzenia. Powinien mieć rozcięte twarde powłoki.

Oto procedura jedzenia homara podana przez jednego z największych specjalistów od takich procedur Hermanna Bareissa (autor pracy „O zachowaniu się przy stole. 77 kłopotliwych potraw”): „Nożem przytrzymujemy skorupkę, a widelec wbijamy w koniec ogona i, o ile mięso jest idealnie ugotowane czy upieczone na grillu, bez trudu oddzielamy ogon. Kroimy go na porcje wielkości kęsa; łyżka do sosów lub łyżka degustacyjna może być ewentualnie przydatna, żeby móc w dosłownym sensie w pełni nasycić się kunsztem przyrządzania sosów przez kucharza. Do obróbki szczypiec przystępujemy manualnie; jeśli komuś jest potrzebne wsparcie narzędziowe, można korzystać z kleszczy do szczypiec, które funkcjonują na zasadzie dziadka do orzechów. Poszczególne odcinki szczypiec oddziela się albo placami albo widelczykiem do homara. Mięso jest miękkie jak masło i daje się kroić bez problemów. Z odnóżami posteruje się podobnie; ręka odłamuje się je w stawach, as mięso z rurkowatego szkieletu jest albo wysysane, albo wydłubywane widelcem do homara” (strona 89).

Opublikowano Stół | Otagowano | Dodaj komentarz

Czy w Niemczech można mówić z pełnymi ustami?

Takie pytanie zadała Pani Calioppe: Ja też z ciekawości sprawdzałam jak to jest z tym mówieniem w czasie jedzenia i dzięki temu trafiłam na ten blog. Znam osobę, która praktykuje następującą rzecz: jak chce coś powiedzieć mając jedzenie w ustach to zasłania ręką usta i mówi. Uważa, że tak można i to jest kulturalne. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam i jak dla mnie to jest nielogiczne (mówi, ale zasłania usta i używa ust już do jednej czynności jaką jest jedzenie) i odbierające apetyt. Sytuacja ma miejsce w Niemczech, czy to możliwe ze w tym kraju jest to uznawane za objaw kultury? Jak dla mnie nie do przyjęcia…

Zajrzyjmy do podstawowego niemieckiego podręcznika savoir vivre: „Der neue KNIGGE” (w polskim tłumaczeniu „Księga dobrych manier”. Jest tam w rozdziale dotyczącym zachowania przy stole, w ramce tekst pt. „Unikać”. Wymienione tam są najważniejsze zachowania naganne. Czytamy : „Unikać mówienia z pełnymi ustami” (strona w tłumaczeniu polskim 49).

Opublikowano Savoir vivre zagranicą | Dodaj komentarz

Czy zaprosić na wesele ciotkę z kochankiem?

Ten problem zgłosiła osoba podpisująca się jako Panna Młoda: Jest Pan moją „ostatnią deską ratunku”, proszę o pomoc w sprawie zaproszeń na wesele. Mam matkę chrzestną która spotyka się z innym mężczyzną jawnie od 2 lat, stale mieszkając i będąc w związku małżeńskim w moim wujem . Nie znam tego mężczyzny, ale ostatnio słyszałam, że na spotkania rodzinne przychodzi właśnie z nim ( spotkania rodzinne z częścią rodziny która nie utrzymuje kontaktów w moim wujkiem). Co robić? Wystawić zaproszenie na ciocię i wuja – jechać wręczyć osobiście w końcu i tak mieszkają razem (tyle że nie odzywają się do siebie słowem- boimy się niezręcznej sytuacji). Czy zaprosić ich osobno na osobnych zaproszeniach ale bez osoby towarzyszącej? Wtedy ciotka może się obrazić, a jest przecież chrzestną – gościem honorowym. Czy mimo łączącego ich ślubu wręczyć im zaproszenia z osobami towarzyszącymi. Wtedy to wujek przyjdzie sam i będzie mu przykro patrzeć na ciotkę, bądź co bądź -z kochankiem. Jak wręczyć takie zaproszenie ? Umawiać się oddzielnie z nimi? Jak usadzić ich przy stołach? Czy przy stole moi rodzice muszą siedzieć z rodzicami chrzestnymi?
Wesele już za pasem a ja bardzo bym nie chciała kogoś urazić.

Podobny problem, o ile pamiętam już się pojawił na blogu. Dotyczyło to rodziców panny młodej, którzy się rozwiedli i każde z nich ma nowego współmałżonka. Na weselu występują jednak jako para (jako rodzice). Ich współmałżonkowie mogą być obecni, ale będą siedzieć gdzieś indziej i to daleko od państwa młodych.
W tym wypadku ciotkę zaprasza się z mężem (wujem). Jeśli wyraziłaby pragnienie przyjścia z kochankiem można na to wyrazić zgodę, ale będzie on siedział (i o tym należy poinformować) gdzie indziej (wśród znajomych młodych, a nie w kręgu rodziny).

Precedencja usadzania przy stole jest na weselu taka, ze ciotka i wuj nie będę siedzieć obok siebie. W precedencji weselnej nie ma nakazu usadzania matki chrzestnej na jakimś określonym miejscu (por. http://savoir-vivre.com.pl/?rozmieszczenie-gosci-przy-stole,170). Można ją zatem usadzić tam, gdzie jest miejsce dla ciotki.

Ciotka musi przyjąć takie warunki lub zrezygnować z udziału w weselu.

Opublikowano Ślub i wesele | 4 komentarzy