A co mają robić weganie na polskich, mięsnych, przyjęciach?

Ten problem zgłosiła Pani A. K.: Chciałabym się poradzić w bardzo istotnej dla mnie jak i dla wielu osób sprawie. Jestem weganką (spożywam wyłącznie warzywa) i bardzo często na obiadach, weselach i innych uroczystościach dochodzi do niezręcznej sytuacji, gdy gospodarz, osoba zapraszająca, państwo młodzi czy ktokolwiek inny proponuje mi skosztowanie mięsa czy nabiału. Zawsze mówię wprost, że jestem weganką i nie jem produktów pochodzenia zwierzęcego, ale zdarzają się takie sytuacje, że mimo to ktoś brnie w to komentarzami typu „ale nic ci się nie stanie jak spróbujesz kurczaka”, „no spróbuj, tak się napracowałam”. Chciałabym wiedzieć jak mogę taktownie taką rozmowę uciąć i sprawić, by do tego nie wracano i nie wmuszano we mnie mięsa. Weganką jestem z powodów ideologicznych nie zdrowotnych, nie chce brnąc w konwersacje na ten temat z osobami, które tego nie rozumieją.
Nurtuje mnie jeszcze kwestia wesel. Bardzo często wracam z wesela głodna, bo wszystkie potrawy serwowane jak i te na stole mają w sobie składniki których nie jem, również sałatki z jajkiem czy majonezem. Do tego wszystkiego jestem osobą pijącą jedynie okazjonalnie, więc z ostatniego wesela wróciłam kompletnie wstawiona, bo przez całe wesele zjadłam tylko ziemniaki, a tolerancja na alkohol jest niska. Państwo młodzi nie pytają podczas zapraszania czy Ty albo Twoja osoba towarzysząca jest wege, więc czy wypada mi lub chłopakowi podczas takiej wizyty zwrócić uwagę na to, że jestem weganką i prawdopodobnie na weselu będę jadła tylko alkohol na przemian z kawą? Czy może dyskretnie zapytać czy będzie menu wegańskie, a jak odpowiedzą, że nie to żartobliwie powiedzieć, iż przyjdę ze swoim jedzeniem? Nie chcę nikogo stawiać w sytuacji niezręcznej, dokładać problemów, wybrzydzać, ale ostatnimi czasy wolę zrezygnować z pójścia na wesele niż iść i patrzeć jak wszyscy dookoła jedzą. Oczywiście sytuacje te odnoszą się do osób, które albo nie wiedzą, że jestem wege, albo nie jesteśmy na tyle blisko bym wprost mogła zapytać czy będzie coś wegańskiego.

Pisałem już na ten temat przytaczając między innymi następujący fragment podręcznika savoir vivre autorstwa Baronowej Rothschildowej: „Kilka lat temu w Marrakeszu podczas kongresu bankowców – którym towarzyszyły małżonki – spotkałam bardzo młode małżeństwo Nepalczyków. (…) Szybko zauważyła, ze ich talerze były cały czas prawie puste, bo oboje prawie wcale nie jedli. Jako buddyści byli z przekonania wegetarianami. Nie jedli oczywiście mięsa i ryb, a także jajek. Nie mogli nawet jeść jarzyn ugotowanych z dodatkiem tłuszczu pochodzenia zwierzęcego. Tymczasem kuchnia marokańska proponuje wiele niezwykłych kuskusów, królewskich dorad, niebiańskich tajime (potrawka z mięsa – dop. S. K.), góry ciastek. Nie ma jednak wcale warzyw surowych lub gotowanych na parze. (…) Ofiarowałam się, ze poproszę o przygotowanie dla nich sałatki z pomidorów i bakłażanów. Zaprotestowali oboje, zapewniając, że wszystko jest w porządku. Ich dyskrecja, skromność, pragnienie, by się nie wyróżniać zachwyciło mnie”.

I oto mamy rozwiązanie. Zachowujmy się niezależnie od tego czy jesteśmy weganami czy mamy jakąś specjalną dietę tak jakby tego faktu nie było. Nie siedźmy przy pustym talerzu. Możemy coś na niego nałożyć i rozgrzebać(markować jedzenie). Jeśli ktoś nas zaprasza na jakiekolwiek przyjęcie powinniśmy oczywiście zasygnalizować we właściwy sposób nasz problem, np. mówiąc: „Wiesz, mam problem, bo jestem weganką i boję się, że na tym przyjęciu nie będzie nic dla mnie do zjedzenia”. Jeśli mamy do czynienia z osobą ze świata savoir vivre to wystarczy. Dostaniemy to, co sprawi nam przyjemność (jeśli będzie to tylko możliwe). Jeśli nie mamy do czynienia z osobą ze świata savoir vivre i reakcja będzie zerowa mamy dwa wyjścia: albo markować jedzenie, robić dobrą minę i się męczyć albo nie pójść na przyjęcie.

Opublikowano gościnność, Przyjęcia | Otagowano | 15 komentarzy

W obronie mieszkańców Vallorii

Po pojawieniu się mojego wpisu na temat przyjęcia odpustowego w parafii Valloria, któremu towarzyszyły zdjęcia i filmy kilku Czytelników zareagowało negatywnie na stroje uczestników i fakt podawania potraw na plastikowych talerzach. Próbowałem tłumaczyć mieszkańców warunkami terenowymi (przyjęcie odbyło się wysoko w górach 5 km od Vallorii), ale i sam nie byłem do końca przekonany do swoich tłumaczeń.

Dziś rozmawiałem telefonicznie z Don Tomaso czyli ks. Tomaszem Jochemczykiem, proboszczem tej (i trzech innych parafii). Opowiedział mi o przyjęciu, które, gdy pisze te słowa, jeszcze trwa (zbliża się północ) w samej Valorii. Dziś było tam bierzmowanie (jednego chłopca; parafia ma 50 mieszkańców). Był oczywiście biskup, a potem zaczęło się wielkie przyjęcie na tarasie widokowym miasta ( z widokiem na morze i miasto Imperia leżące 15 km od Vallorii). Było kilkanaście gorących potraw przygotowanych przez mieszkanki Vallorii, podawanych na półmiskach porcelanowych i jedzonych z porcelanowych talerzy. Stoły były przykryte białymi obrusami i udekorowane. Mężczyźni byli w garniturach i pod krawatami, a panie w sukienkach. W przyjęciu uczestniczyli wszyscy mieszkańcy miasta i drugie tyle zaproszonych gości (razem ok. 100 osób).

Opublikowano Złota Dolina | 5 komentarzy

Przebieg najbardziej oficjalnego przyjęcia

Taki problem zgłosiła Pani Zuzia: Wiem, że blog dotyczy klasy średniej. Mam jednak prośbę o poruszenie tematu klasy wyższej. Chodzi mi o scenariusz, opis lub zasady przyjętej etykiety przy stole na oficjalnych proszonych kolacjach. Może to być nawet Biały Dom lub Pałac Królowej : ) Pomyślałam sobie, że może Panu łatwiej dotrzeć do takich informacji. Ja, niestety, pogubiłam do nich dojścia. Z tego co kojarzę, była tam mowa m.in. o 12 gorących daniach o gramaturze do 100g, które wchodzą i schodzą ze stołu co 10-15minut. Pamiętam, że osoba opisująca taką kolację skwitowała to tym, że po takim przyjęciu goście udają się do restauracji zaspokoić głód, bo nie wypada ‚rzucać się’ na posiłki, których wielokrotnie nie byli w stanie nawet skosztować. I z pewnością nie chodzi tu o przedwojenną arystokrację, ponieważ serię tych artykułów czytałam ok 10-15lat temu.

Przyjęcie zasiadanie przy stole to najwyższa forma przyjęcia. Ma ono różne stopnie. Jest i najwyższy, najbardziej formalny i uroczysty. Może być stosowany (i jest) w życiu prywatnym. Najczęściej występuje na dworach, w dyplomacji i w wielkim biznesie.

Takie przyjecie składa się z trzech przyjęć: aperitif w pierwszym pomieszczeniu (ok. 15 minut), właściwe przyjęcie w drugim pomieszczeniu (2-3 godziny), kawa w trzecim pomieszczeniu (ok. 15 minut).

Po aperitifie goście przechodzą w parach w określonym porządku do stołu. Po toaście, który wznosi gospodarz zaczyna się posiłek, który obejmuje z reguły 12 dań (może być ich więcej).

Dania i napoje są podawane według zasad procedencji i w serwisach rosyjskim (zwanym też przez niektórych niemieckim) – z tacy z prawej strony gościa i angielskim (dotyczy to pieczeni – kroi ją kelner lub sam gospodarz i jest roznoszona według zasad procedencji na talerzach).

Na zjedzenie jednej potrawy goście mają 10-15 minut. To wystarczy tym bardziej, że wielkość potraw jest taka, by goście mogli wszystkie jej zjeść i na koniec nie mieć doznania, że było to „obżarstwo”.

W podręcznikach można znaleźć jedną uniwersalna zasadę dotyczącą przyjęć: nigdy nie przychodź na nie głodnym. Chodzi o stosowne zachowanie i skupienie uwagi na osobach, a nie na jedzeniu.

Więcej szczegółów będzie we wpisie dotyczącym przebiegu posiłku dwunastodaniowego w restauracji w Złotej Dolinie.

Opublikowano Przyjęcia | 1 komentarz

Mężczyzna prosi kobietę o telefon

Problem ten wywołała Pani Ewa: Mam taką zagwozdkę, spotkałam się ostatnio z opinią, że to mało kulturalne jeśli facet prosi o numer telefonu dziewczynę, iż to on powinien zostawić jej nr telefonu. J jak to jest?

Gdy spotykają się nieznający się dotąd mężczyzna i kobieta i on daje jej swój numer telefonu to oznacza: „Podobasz mi się, jest panią-dama, oddaję swój „los” w twoje ręce. Jeśli zadzwonisz będzie wspaniale, jeśli nie będę smutny”

Ten mężczyzna może zaproponować wymianę telefonów. Jest to informacja: „Jesteśmy partnerami, każde z nas może przejawiać inicjatywę”.
Jeśli mężczyzna prosi o numer telefonu kobiety to jest to niegrzeczne i obcesowe. Pojawia się tu informacja: „Jestem panem. Będę chciał to zadzwonię do ciebie. Nie będę chciał to nie zadzwonię. Czekaj z nadzieją na mój telefon”.

Oczywiście takiego mężczyznę można sobie wychować. Jego działanie może też wynikać z braku ogłady.

Wszystkie trzy wyżej opisane sytuacje nie są zgodne z etykietą. Są dopuszczalne wśród licealistów.

W świecie savoir vivre takie problemy rozwiązuje się za pomocą wizytówek.
Wyobraźmy sobie sytuację. Jest przyjecie, np. lampka wina z okazji dziesięciolecia firmy X. Obok siebie stoją mężczyzna i kobieta, którzy się nie znają. Zaczynają rozmowę. Etykieta nakazuje by w pewnym momencie wymienili się wizytówkami. Inicjatywa powinna należeć do osoby ważniejszej czyli kobiety. Jeśli jednak w pewnym, naturalnym, momencie np. na koniec rozmowy mężczyzna wyciągnie wizytówkę, mówić o sobie kilka słów (np. ja jestem z firmy Y) i w ten sposób się przedstawi, to kobieta jest zobowiązana dać mu swoją wizytówkę. Może ona jednak podjąć jedną z trzech decyzji: uznać, że to jest próba wyłudzenia jej numeru telefonu i dać mężczyźnie wizytówkę, na której jest wydrukowane wyłącznie jej imię i nazwisko; może uznać, że to będzie dobry kontakt służbowy lub, ze należy postępować w tym wypadku ostrożnie i nie dawać prywatnego numeru telefonu i dać mu wizytówkę, na której są wyłącznie dane służbowe; może uznać, że mężczyzna się jej podoba i nie ma nic przeciwko np. randce i dać mu wizytówkę z prywatnym numerem telefonu.

Opublikowano Komunikacja, Precedencja | 7 komentarzy

Jak żyje arystokracja

W Dolinie mieszka w swoim pałacu nad Molini di Prela stara arystokratka. Nie bierze ona jednak udziału w życiu Doliny.

\Ważna natomiast w Dolinie osobą jest młody arystokrata Luca, który mieszka w pobliskim mieście Imperia. Jest on rycerzem Grobu Chrystusowego i poświecił swoje życie na obronę wiary. Wspomaga on finansowo kościół w Dolnie pomaga ks. Tomaszowi. Jest mistrzem ceremonii, jak trzeba ministrantem lub kościelnym. Rodzina Luki to jedna z najstarszych rodzin arystokratycznych w na Półwyspie Apenińskim.
Po drugiej wojnie światowej rodzina ta… wymarła. Ostatni z rodu ożenił się i zaczął prowadzić rodziny koncern działający we Włoszech i Ameryce Południowej. Urodziła mu się córka i nagle umarł. Jego żona opuściła w dniu jego śmierci rodowy pałac nad morzem, zamknęła go na cztery spusty pozostawiając w nim wszystko: meble, książki, ubrania i postanowiła nigdy już do niego nie wrócić. Rodzina podjęła decyzję o sprzedaży koncernu (bo kobieta nie może go prowadzić). Postawiono sobie tylko firmę ubezpieczeniową, dwa pałace. żona arystokraty nie chcąc robić niczego, co przypominałoby jej męża rzuciła arystokratyczne Zycie i wychowała córkę „demokratycznie”. Córka wyszła za arystokratę i z tego małżeństwa urodził się Luka. Do prawie 20 roku życia był chowany tak jakby arystokrata nie był. Czterdzieści lat po śmierci męża babcia Luki podjęła ważną dla rodziny decyzję; wsadził Lukę do samochodu i zawiozła do pałacu, w którym umarł jej mąż. Wszystko tam było jak w dniu śmierci jej męża. Na stole leżała gazetą datowana na dzień jego śmierci. Babcia zaczęła w tym pałacu uczyć Lukę historii rodziny i przekazywać mu arystokratyczne zasady i wartości. W pewnym momencie Luka stał się arystokratą. Zaczął żyć tak jak żyli jego przodkowie, ubierać się w odpowiednie stroje (garnitury i buty wyłącznie szyte na miarę), przebierać się kilka razy dziennie, zmieniać kilka razy dziennie kapelusze i laski.

Rodzice Luki zbudowali kamienicę w centrum Imperii, 100 metrów od plaży i 100 metrów od centrum. Kamienica ma wielki ogród porośnięty głównie drzewami cytrynowymi i sosnami nadmorskimi. Jej pierwszy poziom stanowi wielki garaż. Z tego garażu windą można dostać się na cztery kondygnacje. Na jednej jest mieszkanie rodziców, na drugiej Luki, na trzeciej i czwartej są mieszkania, w których lokuje się gości, przede wszystkim kuzynostwo.

Mieszkanie Luki jest takie samo jak mieszkanie jego rodziców. Ma ponad 200 metrów kwadratowych, siedem pokoi, długie korytarze, dwie łazienki i kuchnię.

Luka zaprosił nas pewnego wieczoru na lody, a ks. Tomasz poprosił go, by oprowadził nas po wszystkich pokojach i powiedział coś o każdym z ważniejszych przedmiotów (w mieszkaniu tym jest dużo drogocennych i zabytkowych przedmiotów, obrazów, mebli itp.) Luka pokazał nam też, na prośbę księdza, zawartość niektórych swoich szaf (np. szafy z drogocennymi książkami czy szafy z kapeluszami).
Przyjęcie „lodowe” odbyło się pomiędzy 22,00 a północą. Były lody, ciasteczka kruche, czekoladki, soki i kawa. Ja często droczyłem się z Luką. Chciałem go zaskoczyć i zażyczyłem sobie herbatę (Liguryjczycy piją herbatę z cytryną lub herbatki owocowe jak są chorzy). Luka wyciągnął kilkanaście ozdobnych puszek z różnymi gatunkami herbat. Ksiądz powiedział, że Luka sprawdza sobie najwyższej jakości herbatę z… Paryża.

Kamienica rodzinna

Kamienica rodzinna

Luka przed Mszą św.

Luka przed Mszą św.

Ubiór 1ubió 2marynarka128
Na moją prośbę Luka pokazał nam jedną ze swoich bonżurek

Na moją prośbę Luka pokazał nam jedną ze swoich bonżurek

Gabinet

Gabinet

Gabinet

Gabinet

gabinet 3
Domowa szafa pancerna

Domowa szafa pancerna

Pokój gościnny

Pokój gościnny

Jeden z korytarzy

Jeden z korytarzy

Kaloryfer

Kaloryfer

Drugi z korytarzy

Drugi z korytarzy

Na obrazie kuzyn Luki

Na obrazie kuzyn Luki

Salon

Salon


Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

Salon

salon 7
Salon

Salon

Salon

Salon

Sypialnia Luki

Sypialnia Luki

szafa2szafa x1szafa x2szafa x 3szafa x4w sypialni
Pałac arystokratki

Pałac arystokratki

Opublikowano Uncategorized, Złota Dolina | 15 komentarzy

Czy można być nadubranym?

Ten problem wywołała Pani: Vivianne: Proszę wybaczyć moją ciekawość, ale interesuje mnie też, jak Pan się odnalazł w tamtej rzeczywistości jako ekspert of SV. Na przykład, czy miał Pan na sobie garnitur? I czy w ogóle wypada mieć garnitur gdy pozostali goście ubrani są „na luzie”?

Pierwsza zasada ubraniowa savoir vivre mówi, że nie można być ani nadebranym ani niedoubranym w stosunku do innych obecnych w danym miejscu osób. Typ ubrania zależy jednak również od miejsca i okoliczności. Jeżeli jestem np. w pięciogwiazdkowym, eleganckim hotelu na śniadaniu i ubrany jestem w garnitur, krawat itp., a pozostali goście są w krótkich spodenkach nie zakładam krótkich spodenek na następne śniadanie. Uznaję, że to ci pozostali goście są niedobrani (ze względu na miejsce i okoliczności).

W Złotej Dolinie miałem niewiele ubrań z przyczyn technicznych (przejechaliśmy 1800 km czterma pociągami, a miejsce w walizce zajmowały głównie prezenty). Miałem kilka par spodni białych, jedne bardziej garniturowe (ciemniejsze), jedną marynarkę i dwie pary butów, w tym ciemnobrązowe brogsy od Wittchena. Marynarkę i brogsy zakładałem do kościoła, na wieczorne spotkania w restauracjach i na przyjęcia w domach prywatnych. Przy pozostałych okazjach byłem w białych spodniach, białej (lub jasnej) koszuli oraz „gorszych”, jasnobrązowych butach „garniturowych”. Na przyjęciu w górach byłem bez marynarki.

Opublikowano Ubiór, Złota Dolina | 9 komentarzy

Jeszcze raz o etykiecie w Złotej Dolinie

Zaskoczyły mnie wpisy niektórych Czytelników zwracających uwagę na brak etykiety na opisanym przeze mnie przyjęciu w górach i na moja niekonsekwencję w ocenie zachowań różnych ludzi.

Na Boga, opisane przeze mnie przyjecie było przyjęciem parafialnym, a zatem ludowym. 95% mieszkańców Doliny to rolnicy (uprawiają drzewa oliwkowe) zakorzeniani w tej dolinie od 1000 lat, ze swoimi obyczajami, prości (większość ma 3 klasy podstawówki). Jak ci komentujący to przyjecie Czytelnicy wyobrażają sobie piknik zorganizowany przez takich rolników wysoko w górach przy temperaturze w cieniu 28 stopni, jak wyobrażają sobie ich ubrania?
Na przyjęciu był burmistrz, elity danej parafii (w liczbie 4 osoby), Niemcy, którzy maja domy na terenie tej parafii. Wpisali się oni w konwencję przyjęcia.
Dolina jest Dolina, moim zdaniem, savoir vivre, ze względu na wspaniała przyrodę, piękne krajobrazy, przepiękną architekturę i ludzi, dla których wiele podstawowych zasad savoir vivre stanowi w sposób rzucający się w oczy filozofię ich życia (wszystko to w najlepszy gatunku – szlachetne. Inaczej też wyglądają przyjęcia miejscowej elity, obiady proszone w domach artystów czy Niemców.

Jedna z Czytelniczek napisała o mojej niekonsekwencji, że w swoim czasie ostro skrytykowałem prokuratora za niestosowne zachowanie, a tu, w odniesieniu do przyjęcia, nie krytykowałem niczego. Inne są obowiązki etykietalne prokuratora w godzinach pracy, a inne liguryjskiego ludu – rolników na pikniku w górach. Czy to nie jest oczywiste?

Opublikowano Uncategorized, Złota Dolina | 15 komentarzy