Jeszcze raz o używaniu słowa „dziękuję”

Reagując na wypowiedzi Pani Agnieszki dotyczące używania słowa „dziękuję” umieściłem we wpisach materiał pt. „W jakich sytuacjach używać słowa „dziękuję”?”

Materiał ten jednak Pani Agnieszki nie usatysfakcjonował i postawiła kolejne problemy (do który w pewnym momencie się odniosę).
Jej dociekliwość skłoniła mnie do przeprowadzenia szczegółowych badań tego problemu w literaturze savoir vivre i pracach z dziedzin pokrewnych.
Wyniki tych badań przedstawię w kilku wpisach w ciągu najbliższych dziesięciu – czternastu dni.
W tym momencie zarysuję tylko obraz, który wyłonił mi się po tych badaniach.

Wszystko wskazuje na to, że sam problem używania słowa „dziękuję” nie należy w zasadzie w ogóle do zakresu etykiety. Nie ma bowiem żadnych wskazań etykiety związanych z użyciem tego słowa.
Problem używania tego słowa jest problemem z zakresu zwyczaju językowego i obyczaju lokalnego (krajowego lub dzielnicowego).

Kwestie związane z tym sensem, który niesie za sobą to słowo regulują natomiast ogólne zasady i wskazania savoir vivre: „wyrażaj swoja wdzięczność”, „manifestuj grzeczność”, „bądź uprzejmy”. Z zasad tych nie wynika, kiedy i gdzie i jak należy wyrażać wdzięczność i manifestować grzeczność, w jaki sposób być uprzejmym. Sposób wyrażania wdzięczności i manifestowania grzeczności i uprzejmości wiąże się ze zjawiskiem tzw. bon tonu, w ramach którego można (a niekiedy należy) odwoływać się do zwyczaju językowego czy obyczaju lokalnego i o ile to nie pozostaje w sprzeczności z zasadami savoir vivre i poszczególnymi wskazaniami etykiety. Stąd słowo dziękuje jest przez wielu autorów wręcz zalecane, ale…

Tych „ale” jest wiele. Wymienię tylko niektóre z nich.
Podziękowanie musi być szczere.
Podziękowanie musi być sensowne. Jeśli nie jest sensowne odbierane jest jako pusta formułka wraz z przekazem „nic mnie, tak naprawdę, nie obchodzisz” lub jako zwrot wyrażający tzw. wdzięczność pozorną, jak zwrot, który „zarówno przez nadawców i odbiorców traktowany jest jako działanie słowne podejmowane nie z wyboru, lecz z obowiązku”.
W Internecie znalazłem taką oto wypowiedź na ten temat biznesmena:
„W moim przekonaniu każda z tych reguł polega na prowadzeniu gry (często fałszywej) ze swoimi pracownikami. Czy to jest sposób w jaki powinien postępować manager? Wyrażanie wdzięczności i podziwu przy każdej okazji niestety przeradza się w rutynowe używanie słowa “dziękuję”, doświadczam takich komicznych zachowań obecnie i proszę mi wierzyć, że wywołuje to we mnie odwrotny do zamierzonego skutek”.

Pani Agnieszka pyta się mnie w swoim komentarzu:
„To w końcu dziękujemy komuś za to, że wykonał swoje obowiązki w sposób zwyczajny? Np. sprzedawczyni, krawcowej itp.? Jest to nieobowiązkowe czy niewskazane?”
Odpowiadając krótko: dziękujemy kiedy mamy za co. W pozostałych wypadkach spróbujmy okazać nasza grzeczność i uprzejmość w bardziej autentyczny, a mniej szablonowy sposób.
Lepiej żebyśmy byli odbierani jako ludzie faktycznie uprzejmi i życzliwi, a nie jako obojętni ludzie frazesów i pozorów, którzy tylko idą w kontaktach międzyludzkich na formalna łatwiznę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Komunikacja, Savoir vivre na co dzień, Życie towarzyskie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jeszcze raz o używaniu słowa „dziękuję”

  1. red.hair pisze:

    Mój komentarz bezpośrednio nie będzie nawiązaniem do postu, pomimo tego, chciałabym się dowiedzieć, jak zachowywać się wobec osób z pracy. Już tłumaczę o co dokładnie chodzi. Pracuje w średniej wielkości firmie, w której codziennie mam styczność z około 20 osobami, w tym z sześcioma w bardzo bliskich relacjach ze względu na dzielenie jednego biura. Wszyscy mają ukończone wyższe studia, raczej mają wyrobione gusta i uważają się za dobrze wychowane osoby ale…
    Jako że firma nie wydzieliła pomieszczenia, w którym by można było zjeść drugie śniadanie czy obiad, wszyscy przynoszą go do pokoju przed komputer (trudno), co mnie irytuje? Wręcz obłędne mówienie sobie SMACZNEGO już od wejścia z talerzem do pokoju, często kilkakrotnie, chóralnie, obowiązkowo. Staram się jak mogę przyzwyczaić, nie zwracać uwagi i szybko dziękuje. To samo dotyczy kichania i wiecznego NA ZDROWIE. W całej firmie ogólnie panuje barak prawidłowej wiedzy z zasad savoir-vivre (to tylko dwa przykłady), potrafiłabym to przełknąć gdy osoby te nie uważały się za kulturalne i lepiej wychowane od przeciętnego Kowalskiego. Dodatkowo próbują narzucać swoją „wizję” etykiety innym (czyli mnie) i uważają, że to ja mam problem (ogólnie w firmie jest problem z przerostem ego u wielu pracowników).
    Pewnego razu kiedy doszło do rozmowy na temat zasad (zdarzyło się, że kierowniczka działu na forum zapytała się, dlaczego tylko ja jej nie życzę smacznego!) opowiedziałam grzecznie dlaczego nie mówię smacznego czy na zdrowie (nie pouczałam jednak, opowiedziałam jak to wygląda ze strony podręczników i wiedzy jaką posiadam na ten temat). Nie przyjęto tego ze zrozumieniem i chęcią przynajmniej zbadania problemu. Dalej jest jak jest. Do czego dążę – kiedy zachowuje wszystkie wskazania etykiety, w mojej firmie uważa się że to mi jej brakuje. A wiedząc jak czynić dobrze nie potrafię już czynić niedobrze (parafrazując Sokratesa).

  2. krajski pisze:

    Ustosunkuję się jutro do Pani wypowiedzi. Dziś jestem w drodze.

  3. C pisze:

    Nie ma możliwości, by zorganizować w Pani firmie choćby krótkie szkolenie na ten temat?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s