Czy można nakazać gościom zdjąć buty?

Pan Przemysław napisał: „Panie doktorze, a propos zdejmowania butów – biorąc pod uwagę fakt, że jest to obyczaj bardzo rozpowszechniony, jakie powinno być założenie, kiedy przychodzimy do kogoś pierwszy raz? Osobiście stosuję taką zasadę, że wchodząc do czyjegoś domu sprawdzam, czy gospodarz przyjmuje mnie w butach, czy bez – jeżeli bez, zdejmuję buty (chyba, że gospodarz sam z siebie oznajmi, że nie muszę) i przy kolejnych wizytach stosuję się do zasady poznanej za pierwszym razem. Czy takie zachowanie jest prawidłowe, czy też powinienem z założenia wchodzić w butach i zdejmować je tylko, jeżeli gospodarz wyraźnie mnie o to poprosi? Kiedyś tak robiłem, ale kilka razy spotkałem się z sytuacją, że zostało to źle odebrane – nie zwrócono mi uwagi przy samym wejściu, ale w trakcie spotkania lub przy wyjściu, przeważnie w formie „żartobliwej” aluzji, np. „Czy zna pan jakiegoś dobrego fachowca od układania parkietu? Od tego chodzenia w butach starł się lakier.”. Czasami też ludzie proponują założenie laczek lub kapci (niektórzy mają kilka par przeznaczonych specjalnie dla gości) – czy powinno się przyjąć taką propozycję, czy też odmówić i pozostać w butach?”
Tekst ten zadziwił mnie i zaskoczył. Nie pamiętam bym kiedykolwiek będąc gościem zdejmował buty w ciągu ostatnich 20 lat. Nikt nigdy mnie do tego nie skłaniał ani nie komentował potem tego faktu, że jestem w butach. Nigdy też ich sam z siebie nie zdjąłem.
Zdarzało mi się natomiast widzieć gospodarzy w kapciach. Powinni, oczywiście, też być w butach. Fakt, że butów nie założyli nie był jednak przeze mnie nigdy rozumiany jako propozycja, abym ja zdjął buty. Sądzę, że niektórzy ludzie na to nie zwracają uwagi i nie mają po prostu świadomości, że człowiek w kapciach wygląda niepoważnie i że można się w nich poruszać po domu tylko jak nie ma gości.
Zmuszenie, szczególnie eleganckiego, gościa do założenia kapci jest jakoś niegrzeczne i upokarzające. Wyobraźmy sobie mężczyznę w eleganckim garniturze i w kapciach albo panią w wieczorowej kreacji i w kapciach.
Nie sądzę też, by ci sami ludzie, którzy zmuszają znajomych do tego, by założyli kapcie zmuszali do tego również swojego szefa, gdy odwiedzi ich dom. Jeśli jego by nie zmuszali, a nas zmuszają to w ten sposób nas obrażają traktując nas jako gościa drugiej kategorii. Każdego gościa powinno się traktować tak samo. Ciekawe kto by skłaniał np. papieża albo królową angielską do założenia kapci?
Jako goście butów więc nigdy nie zdejmujemy, albo precyzyjniej, zdejmujemy je po to, by założyć drugie przyniesione ze sobą buty (gdy jest chlapa, mróz, śnieg, deszcz).
Nie pozwalajmy zatem aby zmuszano nas do zdejmowania butów. Jeśli podejrzewamy, że będą próbowali przynośmy drugie buty i już w progu je zakładajmy.
W Polsce nigdy i nigdzie poza wsią nie było takiego obyczaju. Na wsi ten obyczaj nie dotyczył świąt i gości tylko (pragmatycznie) domowników wracających z obory czy chlewu lub sąsiadów, którzy też przyszli prosto z obory.

Taki obyczaj jest natomiast w Czechach, gdzie buty zostawia się pod drzwiami na zewnątrz. Ma on prawdopodobnie wiejskie pochodzenie.
Gdy zapraszamy gości do siebie i ci w deszcz czy w śnieg przychodzą w zabłoconych butach i nie mają innych na zmianę uśmiechamy się do nich i proponujemy im pomoc w oczyszczeniu i osuszeniu butów. W brudnych butach wygląda się przecież tak źle jak w kapciach.

Jeśli pobrudzą nam posadzki musimy zacisnąć zęby i miło się uśmiechać. Takie już jest „ryzyko zawodowe” gospodarzy. Jeśli nie chcemy pobrudzonych posadzek nie zapraszamy tych gości, którzy je brudzą. Jeśli posadzki są dla nas najważniejsze nie zapraszamy w ogóle gości.
Powtórzy raz jeszcze i podkreślmy. W świecie savoir vivre nie chodzi się w kapciach czy skarpetkach. Jeśli nawet gość by nalegał nie pozwalamy mu zdjąć butów. Chyba, że gość narzeka, że go bolą nogi. Wszystko dla gościa, choć nie ustrzeżemy się myśli, że chyba gościowi zabrakło jednak ogłady.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przyjmowanie gości, Ubiór i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

75 odpowiedzi na „Czy można nakazać gościom zdjąć buty?

  1. ślązara pisze:

    Na Śląsku zawsze się zdejmowało buty i nadal jest to praktykowane, okazuje się tym szacunek dla gospodarzy, więc proponuję poczytać trochę więcej za nim napiszę Pan, iż nigdzie w Polsce się tego nie praktykowało chyba, że uważa Pan, iż Śląsk to nie Polska…

  2. krajski pisze:

    Nie wiedziałem o tym i nigdy nigdzie z takim obyczajem w Polsce się nie spotkałem. Niech będzie: „Nigdzie poza Śląskim tego zwyczaju się nie praktykuje”. Jedna uwaga. Wielokrotnie gościłem na Śląsku w prywatnych domach i nigdy tego obyczaju nie zarejestrowałem. Być może jest to wyłącznie obyczaj ludu śląskiego, a nie całego społeczeństwa śląskiego, obyczaj przeniesiony przez ten lud do miast w trakcie migracji. I wtedy wszystko w mojej wypowiedzi się nadal zgadza. Być może obyczaj ten zanika. Podkreślmy. Obyczaj jest ewidentnie ludowy i sprzeczny z podstawowymi zasadami savoir vivre i wskazaniami etykiety.

  3. krajski pisze:

    A dlaczego miałbym uważać, że Śląsk to nie Polska? Jakie element mojej wypowiedzi upoważnił Panią do postawienia tezy, która ma znamiona wielce obraźliwej insynuacji?

  4. ślązara pisze:

    Widać, że nie bywał Pan w Śląskich domach tylko u ludzi mieszkających na Śląsku a to różnica. Co do insynuacji to pisząc, iż nigdzie w Polsce nie odnotował Pan takiego zwyczaju co mnie rdzenną Ślązaczkę zdziwiło bo jak jak już napisałam wcześniej u nas zawsze się buty zdejmowało i każdy powinien o pewnych obyczajach wiedzieć wybierając się do kogoś w gościnę i niema to nic wspólnego z savoir vivre to po prostu obyczaj…

  5. Michal pisze:

    Mi się wydaję, że trzeba rozgraniczyć, czy przyjmujemy zwyczaje ludowe, jako savoir vivre, czy też przyjmujemy raczej, że goszcząc w domu powinniśmy zachować się tak jak na balu, wytwornym przyjęciu.
    Trochę bezsensownym jest przytaczanie takich fragmentarycznych tez, może istotnie przychodząc na imieniny Waldka, w domu Śląskim buty wypada zdjąć, ale to chyba nie jest przedmiot naszego zainteresowania.

  6. kaja pisze:

    Piszę do Was, ponieważ mam problem troszkę innej natury. Ja swoich gości nie zmuszam do ściągania butów. Gdy robią to sami przy brzydkiej pogodzie- nie protestuje, gdy jest sucho i ciepło na dworze to oczywiście daję im do zrozumienia, że jest to niepotrzebne. Problem dotyczy jednak tego, że do domu przychodzą do mnie uczniowie na dodatkowe lekcje, inna wydaje mi się ta sytuacja, ponieważ są to dzieci, które same z siebie nie chcą butów ściągać- nawet zimą, co trochę mnie denerwuje, ponieważ sama nie chciałabym im o tym mówić, ale ciężko mi przyjmować kilka osób w tygodniu do pokoju gdy każdy z nich nie ściągnie butów. Dodam jeszcze, że dzieci nie mają zwyczaju korzystania z wycieraczki, co również należy do złych manier. Pamiętam jednak czasy kiedy to sama byłam uczniem i chodziłam również do nauczycielek do domu i ściągałam tam buty sama, nikt mi nie musiał o tym mówić. Martwi mnie trochę ta sprawa i nie wiem jak sobie z tym poradzić, co zrobić? Nie chciałabym z tego powodu stracić uczniów, nie chcę też by rodzice tych dzieci jakoś dziwnie to odebrali. Jakie Wy macie opinie na ten temat, proszę o odpowiedź
    Myślałam też, że powinno być w miarę dobrym znakiem, podać komuś grzecznie papcie, dopóki jednemu chłopcu pokazałam papcie i zaproponowałam „może zdejmiesz buty, bo brzydka pogoda dzisiaj jest…” a on wymamrotał, że jemu dobrze w butach…. Ręce mi opadły, nie wiem jak reagować w tak ekstremalnych sytuacjach. Może użyć jakiś argumentów, może zapytać dosyć jednoznacznie „w domku też chodzisz w bucikach?”. Chciałabym, by wypadało to kulturalnie a na dodatek bez krępowania się mnie i ucznia.

  7. Pingback: Zdejmowanie butów w Japonii « Joan in Japan

  8. ptr pisze:

    Kaja, jeśli przyjmujesz po kilka osób na korepetycje to chyba trochę na tym zarabiasz. Powinno Cię być więc stać na zakup jakiegoś wanisza lub innego preparatu, który odświeży Twoje cenne dywany. To że dzieci nie chcą zdejmować butów to dobrze. Jest to jakiś dziwny zwyczaj. Zawsze pomyśl, że mogą komuś po kilku godzinach śmierdzieć skarpetki, bo ma nadmierną potliwość. Czy chciałabyś to wąchać? Zdejmowaniu butów – NIE.

  9. Emil pisze:

    Kilkanaście lat temu, będąc przed maturą chodziłem na korepetycje do pewnej nauczycielki z mojego liceum. Kiedy za pierwszym razem próbowałem ściągnąć buty poprosiła mnie żebym tego nie robił. Zażartowała, że po to wymyślono odkurzacz, żeby można było po dywanie chodzić w butach.
    Nawiązując do wcześniejszych wypowiedzi. Urodziłem się i mieszkam na śląsku. W 99% przypadków jestem proszony o zdejmowanie butów. Czasami jeszcze zdarza się propozycja ubrania kapci. Przywykłem do tego, chociaż uważam to za niemiły zwyczaj i sam gościom zawsze proponuje pozostanie w butach.

  10. krajski pisze:

    I prawidłowo. Zwyczaj zdejmowania butów jest niewyłącznie ludowy. W sytuacjach oficjalnych jest obraźliwy dla gości i zmusza ich do zachowań absurdalnych – np. czarny garnitur i na bosaka.

  11. wi pisze:

    nie no wielki problem zdjąć buty. Zapomniałam, że w Warszawie się urządza imprezy domowe w garniturach a my zaścianek a w dodatku zakamuflowana opcja niemiecka na Śląsku nie możemy mieć swoich zwyczajów. Szkoda ,że jak wielka reszta wyjeżdża na wakacje do Egiptu czy gdzie indziej jakoś te zwyczaje respektuje a wszyscy się czepiają, że to nie ładnie zdejmować buty tak na Śląsku jest było i będzie póki prawdziwi Ślązacy tu będą mieszkać a nie przyjezdni Gorole. Zresztą w Japonii buty się zdejmuje to jest zwyczaj nie interesuje nas goralsko- warszawski pogląd napewno wy nas uczyć nie będziecie mamy własną kulturę i zwyczaje. pyrsk ludkowie

  12. krajski pisze:

    No właśnie. To są zwyczaje ludowe (nie przeczę), a my tu mówimy o savoir vivre i etykiecie.

  13. wi pisze:

    ludowe powiada Pan? bo szlachta warszawsko-krakowska to co innego. tylko jakie to ma znaczenie skoro teraz na Śląsku buty się zdejmuje i nie jest to żadna obraza gościa tylko to gość okazuje szacunek domowi i ludziom w nim mieszkających. Ślązacy od zawsze szanowali i pomagali sobie nawzajem i ja dalej to podtrzymuje a może powie mi Pan, że tego też nie wolno robić bo jak to mówią wolność Tomku w swoim domku? Albo jeszcze lepsze, to przychodzenie bez zapowiedzi no tragedia, na Śląsku prowadzi się otwarte domy do nikogo nie trzeba się wcześniej zapowiadać. Pan powie, że jesteśmy nie wychowani nie douczeni w Pańskiej etykiecie to nie przystoi to ja się pytam dla kogo ta etykieta jest chyba dla Warszawiaków i Krakusów bo dla Ślązaków nie! najlepiej napisać, że po prostu Ślązacy to prostaki…

  14. krajski pisze:

    Savoir vivre to sztuka życia, która każdy może wybrać. Wielu Warszawiaków jej nie wybiera. Wielu ludzi na Śląsku czyni z niej swoją sztukę życia.

  15. przeciwnik reguł pisze:

    zdejmowanie butów jest po prostu higieniczne. domownicy nie będą po wyjściu każdego gościa myć podłogi, żeby potem z łazienki do sypialni móc przejść na boso, bo zapomnieli kapci. są u siebie w domu. żadne bzdurne reguły nie obowiązują w tym przypadku. to może jak w amerykańskich filmach leżeć w łóżku z butami na nogach? trochę rozsądku, a nie zapatrzenia w jakieś wymyślone dyrdymały. róbcie, jak uważacie, a nie jak wam ktoś każe, bo „tak powinno być”.

  16. krajski pisze:

    I często Pan tak paraduje w garniturze i samych skarpetkach?

  17. przeciwnik reguł pisze:

    Nie chodzi o noszenie garnituru i skarpetek. Czy gospodarze po wyjściu gości, którzy nie raczyli ściągnąć butów, muszą myć od razu podłogę? Jeśli tego nie zrobią, po wyjściu z kąpieli idąc na boso do sypialni zabiorą ze sobą masę pozostawionych na podłodze bakterii, które „nadzwyczaj kulturalni” goście przynieśli wprost z ulicy, chodnika i bóg wie skąd jeszcze.

  18. krajski pisze:

    Pisałem, ze gość z bon tonem przynosi ze sobą czyste buty i zakłada je w przedpokoju.

  19. a pisze:

    Witam
    Generalnie zgadzam się z powyższym tekstem. Sama zawsze protestuję gdy goście chcą zdejmować buty. Natomiast proszę mi napisać co w przypadku wizyt nie w sukniach i garniturach – ot tak wpada do mnie koleżanka na kawę w ubraniu prawie domowym czyli w polarze i w spodniach jeansowych ? Czy koleżanka ma mieć ze sobą buty na zmianę czy kapcie ? Czy mogę po prostu dla takich bliższych mieć jakieś dyżurne kapcie i czy wypada je proponować ?
    pozdrawiam
    a

  20. Misc pisze:

    Mam małe dziecko, które uczy się chodzić i często raczkuje, nie wyobrażam sobie by jakikolwiek gość jakkolwiek by nie był ubrany władował mi się w buciorach do domu!! Dałabym mu potem mopa do sprzątania!

  21. Roza pisze:

    Ano wlasnie, goscie na przyjecia oficjalne powinni przyniesc ze soba czyste buty na przebranie, zwlaszcza jesli na dworze jest plucha, ale zazwyczaj tego nie robia. Mozna przezyc takich gosci jesli oficjalne przyjecia organizuje sie sporadycznie. Co jednak zrobic, jesli ktos bezpardonowo wchodzi do mieszkania w ciezkim i brudnym obuwiu? Ja sobie nie zycze takiego brudu w mieszkaniu, a wycieraczka i sciereczka nie zalatwia sprawy. Wystarczy popatrzec jak wygladaja klatki schodowe, kiedy na dworze snieg i plucha. Ludzie nie korzystaja z wycieraczek przed glownym wejsciem. Albo pani w szpilkach pokaznych rozmiarow wchodzi mimo protestow do mojej sypialni na drewniana podloge robiac dziury 2mm gleboke. Mam jej wystawic rachunek za cyklinowanie podlogi? Zadne savoir vivre nie moze byc wazniejsze niz zdrowy rozsadek. Podawanie kapci znajomemu to tez niehigieniczny, wrecz obrzydliwy zwyczaj. Smierdzace stopy czy grzybica to nie wymowka na chodzenie w butach podczas niezapowiedzianych czy nieoficjalnych wizyt. Najpierw nalezy sie pozbyc problemu, albo nosic buty na zmiane. Kiedys szlachta i arystokraci myli sie raz na rok czy na miesiac, tez mamy wprowadzic taki zwyczaj? Tyle sie mowi o higienie, produkuje silne srodki odkazajace, zmywajace, ktore tez nie sa obojetne dla zdrowia. Po jakiego grzyba wiec, mamy chodzic w swoim czy w cudzym domu w butach? Skoro badajac wozki sklepowe w supermarketach, do ktorych rodzice wkladaja swoje pociechy, Sanepid nagminnie znajduje jaja pasozytow, to wchodzac do czyjegos domu w butach sytuacja bedzie inna? Mam w nosie takie zasady, moje zdrowie i moich bliskich jest wazniejsze.

  22. krajski pisze:

    Odpowiem niebawem.

  23. Ania pisze:

    Witam!
    Przestrzegać savoir-vivre? Czekać na reakcję gospodarza? Robić to, co się chce w danej chwili? Przerażające!!! Przerażające, że ludzie zastanawiają się nad kwestią -zdejmować buty, czy zostać w nich! Przejdźmy najpierw do savoir-vivre – czy niezależnie od tego, co byłoby tam napisane – robilibyście właśnie w ten sposób? Np. 1 zasada brzmiałaby: – idąc do kogoś w gości zawsze witaj się namiętnym pocałunkiem w usta… Domyślam się, że niektórym panom taka zasada wcale by nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie – częściej chodziliby w gości… Wierzę jednak, że większość z Was zastanowiłaby się nad sensem tej reguły przed wdrożeniem jej w swoje życie. Argumenty przemawiające za tym, by nie ściągać obuwia są niedorzeczne, żeby nie powiedzieć śmieszne.
    Nie ściągamy obuwia, ponieważ:
    – widok gościa w eleganckim garniturze i skarpetach jest groteskowy
    – skarpetki są niehigieniczne, mogą śmierdzieć
    – urazimy gospodarzy widokiem naszych stóp
    – dywan może zaśmiergnąć…
    – gospodarz i tak ma odkurzacz
    Boże, ludzie!!! Proszę!!!
    Zacznijmy od tego, że idąc do kogoś w gości, bardzo łatwo zauważyć, jakie zasady panują u kogoś w domu. Widzimy, czy wchodzimy do wielkiej rezydencji, mieszkania stworzonego na pokaz, gdzie gospodarz sam chodzi w obuwiu, czy też osoba zapraszająca uchyla przed nami drzwi do ciepłego, rodzinnego gniazdka, nierzadko stojąc w samych skarpetkach lub kryjąc gołe stopy w mięciutkich papciach. Nie mówię tutaj o zaproszeniach np. na bankiet w rezydencji słynnej gwiazdy, czy przymusowej wizycie u kogoś, kto lekko mówiąc nie widział ścierki i odkurzacza, tylko o tym, co nas zwykłych ludzi spotyka na co dzień. Wypieszczone, przytulne mieszkanie, jasny dywan, parkiet i gospodarz, który dba o to, żeby zarówno jego rodzina jak i goście czuli się komfortowo. Nie rzadko na mięciutkim dywaniku przy narożniku bawi się małe dziecko. A my co, niezależnie od pogody, przechodząc często bez większego zainteresowania przez wycieraczkę, kierujemy się prosto do salonu (przy dłuższej wizycie skorzystamy z łazienki). Żenada! Zasłaniacie się skarpetami? Idąc do kogoś w gości zadbamy nie tylko o naszą bluzkę, ale także o skarpetki. Jeśli wstydzicie się swoich stóp, jest lato i macie sandałki, zabierzcie ze sobą laczki (nigdy nie proponuj swoim gościom, ani też nie korzystaj z kapci domowników, nawet jeśli są one przeznaczone dla odwiedzających – jest to bardzo niestosowne, niehigieniczne!!!). Wchodząc do kogoś, czekasz na jego reakcję, wyraźną prośbę o zdjęcie butów – to stawianie w niezręcznej sytuacji gospodarza, a jeśli trafisz na mnie – prowokowanie do „złego początku”, ostrej wymiany zdań. Kupiłam razem z mężem mieszkanie, nie jesteśmy zbytnio zamożni, dlatego przez dłuższy czas zbieraliśmy na remont, wszystkie pieniądze odkładaliśmy na nasz kochany domek. W przedpokoju mamy piękne, jasne płytki, w pokojach drogi (jak na nas) parkiet oraz mały puszysty, jasny dywanik, łazienka w białych, gładkich i błyszczących jak lustro płytkach. Przed każdą wizytą, jak i na co dzień dbam, żeby moje mieszkanie było przytulne i czyste- a tu co – gość znający zasady savoir-vivre… Nie znajduję słów… Bardzo Was wszystkich proszę o chwilę zastanowienia nad swoim zachowaniem, nad zasadami, które są ogólnie przyjęte – nie wszystko co człowiek stworzył jest słuszne. Każdy z Was może znaleźć się w innej sytuacji, każdy z Was ma obowiązek ruszyć głową zanim coś zrobi.

  24. Michal pisze:

    To jest blog o savoir vivre. Nie ma specjalnych wymagań, by zasady z etykiety wprowadzać w swoje życie.

    Wielokrotnie była poruszana kwestia, że przy złej pogodzie, można, a nawet wypadałoby idąc do kogoś (szczególnie, jeśli wiemy, że sprowokuje ‚ostrą wymianę zdań’), zabrać przygotowane na tę okazję czyste półbuty. Czy to nie rozwiązanie problemu?

  25. Efy. pisze:

    Moi drodzy,w butach chodzi sie na dworze a w domu w papciach. W moim domu natomiast cala moja rodzina chodzi na bosaka, taka panuje tu czystosc. Z drugiej strony mam znajomych gdzie zamiast podlog jest klepisko. Jesli wiec wchodzimy w gnoj zakladamy gumowce, w domu natomiast w kapciach albo na bosaka.

  26. krajski pisze:

    Minister, który odwiedzi Państwa dom jako jego gość honorowy i będzie w garniturze też będzie musiał chodzić w kapciach? I to nawet wtedy, gdy przyniesie buty na zmianę?

  27. czans pisze:

    A ten znowu o ministrach, królowych…

  28. Dora pisze:

    W ilu domach bywa minister? Ktos kto wymyslil te zasady nigdy nie sprzatal. To sa zasady na”salony” a nie dla zwyklych ludzi.

  29. krajski pisze:

    Tak jest. To są zasady na salony, a nie dla zwykłych ludzi. Sami sobie wybieramy czy mamy salony czy nie. Zawsze w historii savoir vivre jako swoja sztukę życia wybierało sobie niewielu.

  30. Starczewski pisze:

    Szanowny Panie Krajski!

    Czy zgodziłby się Pan na wprowadzenie takiego rozgraniczenia: zasady dobrego tonu dla salonów oraz dla zwykłych ludzi, mieszkających w typowych, niewielkich polskich mieszkaniach? Jeśli tego nie uczynimy, będziemy zmuszeniu byc zakładnikami czy nawet niewolnikami zasad, które w praktyce dobre mogą się okazać fatalne.

    Konkret:
    Odwilż, polskie chodniki „ozdobione” psimi odchodami. Idziemy z wizytą do pewnej ubogiej kobiety wychowującej kilkoro dzieci w niewielkim mieszkanku, jedno z dzieci jeszcze raczkuje. Zapomnieliśmy obuwia na zmianę. Za późno, by po nie wracać. Wizyta jest ważna. Nie wypada, a nawet nie można jej w ostaniej chwili odwołać. Czy w takiej sytuacji dobre wychowanie ma mi nakazywać pchanie się do tego mieszkanie w butach? Jeśli tak – jest totalnie niezgodne z moim poczuciem smaku, rzekłbym moralnego smaku.

    Proszę o precyzyjną odpowiedź.

  31. KAsia pisze:

    Proszę popatrzeć na polskie ulice, same psie i kocie odchody, ludzie idą i spluwają, co można przynieść na podeszwach od butów, okropne to, a w domu może raczkować małe dziecko, które ciągle wkłada wszystko z podłogi do buzi, a niby taki kulturalny, wspaniały gość. idąc ulicą wdeptywał w plwociny, odchody i Bóg wie jeszcze co, a teraz sobie chodzi po podłogach naszego domu a za nim malec wyciera te podłogi i łapie wszystko do buzi, coś okropnego, na cóż mi zatem takie savoir-vivre

  32. krajski pisze:

    Może Pani nie przyjmować gości, ale zmuszanie, np. senatora by paradował po domu w skarpetkach…

  33. Arleta pisze:

    Dzień dobry.Nie rozumiem wokół czego ta cała dyskusja.Pan Krajski przedstawił zasadę savoir vivre’u, przekazał ją, a nie stworzył sam.Zasada mówi: nie zdejmujemy butów u kogoś,nie proponujemy gościom zdejmowania butów.Pan Krajski nie powiedział że każdy musi żyć zgodnie z zasadami savoir vivre prawda?Kto chce ten będzie się stosował, kto nie chce ten będzie wręczał papcie 😉

  34. Wojtek pisze:

    Wiem, że temat był już wałkowany sto razy, ale jeszcze mam dwa pytania(101 i 102)
    – Dlaczego przestano używać ochraniaczy na eleganckie obuwie (tzw kaloszy dla panów i botków dla pań) ściągało się to w międzywojniu i zostawało w lakierkach lub pantofelkach? Co na to savoir-vivre i czy jeszcze ktoś tak robi? Można gdzieś kupić takie obuwie na obuwie?
    – Część moich znajomych przynosi z sobą drugą parę obuwia (eleganckiego, panie np. szpilki, panowie eleganckie obuwie wyjściowe) i nieproszeni przez gospodarza po „rozpłaszczeniu się” zmieniają je.
    Moim zdaniem to jest optimum. Wyglądają elegancko, a nie brudzą. Dodatkowo panie np. w wigilię czy sylwestra mogą być w szpilkach, a nie np. kozakach. (Okazują też tym savoir-vivrową wielkoduszność, obecnie mało kto ma salon będący wyłącznie salonem i nie wykluczone, że nazajutrz na dywanie będą bawić się dzieci.)
    Jak Pan ocenia takie zachowanie, wspomniał Pan o takiej możliwości, czy nie powinien to być jednak obowiązek?

  35. Lucyna pisze:

    Gdzie nie spojrzeć mały, ciasny, wstrętny, egoistyczny pragmatyzm. Na zaproszeniu weselnym ludzie piszą wierszyki o przynoszeniu książek, wina, czekoladek czy innych fantów zamiast kwiatów. W gościnie wręczają kapcie, albo każą gościowi chodzić po domu w rajstopach. Nie pomyślą już nawet o tym, że wizyta gościa od nich samych wymaga założenia obuwia. Program zachowania drugiego człowieka obmyślili sobie po swojemu, po małemu i ma być tak, żeby to oni, egoiści, byli zadowoleni. Cały świat kręci się bowiem wokół ich mieszkania, czy żenującej chęci wyciśnięcia korzyści finansowych z pięknego i symbolicznego zwyczaju przynoszenia kwiatów. Dobrze, że na wizytę gość nie musi jeszcze przynosić plastikowych kubków, sztućców i talerzyków, a nawet ręczników, bo można pomyśleć, że skoro takim ciężarem jest dla niektórych „zmopowanie” podłogi po wspomnianych wyżej toksycznych plwocinach, to ciężarem jest i mycie naczyń po gościu (nie wiadomo jakie pasożyty może w sobie nosić i pozarażać dzieci), czy wyparzanie ręczników (dotykał brudnych poręczy w tramwaju). Nie powinien gość także zapomnieć o podkładce pod pupę, bo siadanie może ściera piękną wychuchaną białą sofę, na którą gospodarzy w zasadzie ledwie było stać. Gospodarzy nie było stać ani na oszczędność i kupienie praktycznej sofy na lata, ani na logiczne myślenie i kupienie sofy, na której można siadać. Stać ich było jedynie na spełnienie własnej zachcianki, a oszczędzać mają teraz, zamiast nich, ich goście. Oszczędność i zachowywanie porządku to wspaniałe cnoty, ale w wersji popularnej zamieniają się w swoje karykatury podszyte zwykłym egoizmem i bezmyślnością.

  36. Monika pisze:

    Rozwiązanie proponowane przez Pana Wojtka wydaje mi się bardzo dobre. Rzeczywiście, są sytuacje, w których ciężko będzie po zakończonej wizycie od razu posprzątać (np. wigilia, inne święto – w końcu nie będziemy latać z odkurzaczem w taki dzień, zwłaszcza wieczorem), a następnego dnia na zabrudzonym dywanie mogą bawić się dzieci (przykład z wigilią jest odpowiedni – w wielu rodzinach następnego dnia rano odpakowuje się prezenty, często siedząc na podłodze pod choinką). Myślę, że rozsądni goście, idąc w gościnę w deszcz, śnieg i tym podobne, mogą pomyśleć o gospodarzach i zapewnić sobie parę zamiennych butów, albo chociaż dokładnie obetrzeć parę, w której przyszli po wejściu do domu.

  37. krajski pisze:

    Savoir vivre podpowiada, by przynieść ze sobą buty na zmianę.

  38. Wojtek pisze:

    Odpowiedź do komentarza Pani Lucyny:

    Proszę Pani,
    Wrzuca Pani „do jednego worka” bardzo różne rzeczy. Nie porównywałbym przynoszenia własnych naczyń (choć w Polsce Szlacheckiej ponoć przynoszono własne sztućce) do chodzenia w butach.
    Nie zdarzyło mi się zetknąć z obawą gospodarzy o meble tapicerowane (może Pani ktoś kiedyś proponował podkładkę?) no może poza sytuacjami gdy to goście wymyślali siadanie z nogami na kanapie. (Po turecku czy „w kucki”).
    Jeśli się wchodzi w obuwiu z ulicy, to nawet idąc najostrożniej nie można wykluczyć wdepnięcia w nieczystości bardzo różnej maści, w tym „toksyczne”.
    Nie wszędzie wystarczy wymopować podłogę, niektórzy mają dywany – nie przez własne widzimisię, ale również z troski o komfort i estetykę gości. Tam usunięcie „psiej pamiątki” wymaga wiecej zachodu niż mopowanie.

    Przytaczane przez Panią przykłady z kwiatami, nasuwają pytanie – komu chce Pani zadośćuczynić tym bukietem, obdarowywanemu, sobie czy tradycji? Jeśli obdarowywanemu, to chyba należały okazać tak związaną z SV wielkoduszność, nawet, jeśli sądzimy że to „mały, ciasny, wstrętny, egoistyczny pragmatyzm”. W końcu w dniu wesela młodzi są najważniejsi i pod wieloma względami ustępujemy ich obyczajom (np. jeśli jedno z nich pochodzi z innego kraju, lub jeśli proponują specyficzne atrakcje weselne), więc może i w tym zamiast się obruszać należałoby okazać wielkoduszność?

    Nie wszyscy chcą żyć w zgodzie z klasycznym savoir-vivre, co nie znaczy, że kieruje nimi „mały, ciasny, wstrętny, egoistyczny pragmatyzm”.

  39. zibi pisze:

    załatwcie sobie taki automat jak w szpitalu i goście sobie nałożą celofanową osłonę jak się boicie o parkiet

  40. Daulaaaa pisze:

    Jest chyba idealne rozwiązanie 🙂 nie trzeba myć podłogi ani nakazywać gościowi zdjęcia butów, ponieważ jest coś takiego jak domowe ochraniacze na buty, Tu można sprawdzić o co chodzi http://av-artview.com , można również znaleźć na facebooku: AV Kapcie na buty

  41. Odpowiadam na głównej stronie.

  42. Michal pisze:

    Komentarz apropo’s kapci na buty – ewidentna reklama. Sprawa z punktu savoir vivre wg. mnie została wyczerpana.

  43. Milagros pisze:

    Goście przestrzegający właśnie takich jak ta zasad SV pozostawiają po sobie niezmiernie miłe wrażenie w postaci mojego całonocnego sprzątania :> (bo ja z tych, którym brud w mieszkaniu przeszkadza). Ah – aż chce się znowu :>

  44. The-D pisze:

    Mimo że post już ma parę lat, nadal pokazuje się w wyszukiwarce na wysokiej pozycji i dyskusja też gorąca więc dorzucę swoje 3 grosze.

    Zgadzam się z przedmówcami, którzy zwrócili uwagę na to że należy oddzielić wytworne przyjęcia w pałacykach czy rezydencjach od szarości dnia codziennego. To o czym pisze Pan Krajski ma dla mnie takie samo zastosowanie w odniesieniu do zwykłych wizyt jak etykieta dworska. Można o tym poczytać ale rzeczywistość jest troszkę inna.

    W zasadzie wszystkie argumenty już podali przedmówcy, ja tylko dodam, żeby każdy zwolennik butów w domu zastanowił się jak postępuje u siebie w domu. Osobiście nie znam nikogo kto we własnym domu chodzi w butach, raczej gdyby któryś z moich szanownych kolegów wszedł do salonu bądź łazienki, szybko dorobiłby się odcisku buta na czole pozostawionego tam przez małżonkę. Sam należę do tych, którzy nie znoszą brudu i mam świadomość co można wnieść z dworu (odchody, pasożyty, guma do żucia, smoła, olej silnikowy itp). Na myśl że dziecko mogłoby potem polizać taką podłogę, zaczyna mnie mdlić.

    Zdarzyło mi się dwukrotnie również wygonić monterów z firm telekomunikacyjnych i złożyć skargę – otrzymałem listowne przeprosiny. Pierwsza ekipa była po prostu bezczelna (jesień i odpowiednia do tego pogoda, w domu rodziców białe kafle i biało niebieski dywan, zwrócili się do mnie per TY oraz usłyszałem że „nie w takich pałacach byliśmy i nigdy nie ściągaliśmy butów”) a człowiek który innym razem przyjechał coś kręcić przy liczniku energii elektrycznej podał argument który rozłożył mnie na łopatki: „to jest moja odzież robocza i NIE WOLNO mi jej ściągać jak jestem w pracy”.

    Mieszkam na śląsku od wielu lat, potwierdzam to co pisali inni, że zdjęcie butów jest dobrze widziane, oznacza szacunek dla domowników. W wielu miastach ludzie nie wchodzą w butach nawet do mieszkania i zostawiają je na klatce schodowej. O ile ten zwyczaj wydaje mi się trochę przesadzony, jak najbardziej go rozumiem i szanuję.

    Pozdrawiam

  45. Aga pisze:

    Pochodze z Czestochowy, mam rodzine w Opolu i Debicy i wszedzie tam ten zwyczaj sie podtrzymywany, czyli sciaganie obuwia. Oczywiscie gospodarz moze po gosciach wymyc podloge, nie jest to trudne. Ale co w wypadku bialych/jasnych dywanow lub wykladzin dywanowych? Wedlug mnie jest to duza roznica. Gosc ma byc przyjemnoscia a nie pozniejszym „wydatkiem” na nowe meble.

  46. Dla Pani: Agi: Pisałem o tym kilkakrotnie. Jeśli na dworze jest plucha goście powinni przychodzić z butami na zmianę. Jęli takich nie mają musimy przeboleć.

  47. Arleta pisze:

    Pochodzę z domu,gdzie uczono mnie,że gość zawsze ważniejszy jest od podłogi i nie wyobrażam sobie upokorzyć człowieka,każąc mu zdjąć buty, w trosce o podłogę. Pani Ago,mieszkam w domu,białe wykładziny posiadam w części sypialnej,gdzie goście nie zaglądają.W części domu dostępnej dla gości mam zwyczajnie parkiet,a w przedpokoju kamienne płytki i nie widzę problemu nawet kiedy gość wchodzi w butach,chociaż na zewnątrz pada deszcz 🙂

  48. Aluś pisze:

    Dla mnie nakazanie komuś zzucia butów, bo nie chce się sprzątać to grubiaństwo. To tak jakby zasugerować gościom, by przynieśli własne talerze, bo mi się nie chce moich zmywać.

  49. BartoszJ-M pisze:

    Nie wierzę, że powstała tu tak długa dyskusja. Butów nigdy się nie ściąga. U mnie w rodzinnym domu nigdy butów się nie ściągało, większość gości nawet nie pytała czy musi to zrobić, bo to było oczywiste. Czasem trafiały się jakieś ewenementy, które to czyniły, ale to byli jacyś bardzo prości ludzie pod wieloma względami, którzy nawet po usłyszeniu zakazu ściągania, czynili to. Buty ściągało się wyłącznie w chłopskich chatach, żeby nie nanieść odchodów żywego inwentarza. Savoir-vivre jest dla elit i tych, którzy do elity predystynują. Dawniej jeśli ktoś awansował i był ambitny, to przejmował zasady wyżej urodzonych. Czy dziś większość mieszka w jakichś chatach, gdzie jest sień i stajnia z krowami. Nie bądźmy śmieszni. Nie mam chłopskich przodków, ale nawet po prywatyzacji rodzinnego mienia przez państwo, kiedy spadł standard życia niewyobrażalnie, to zasady zostały w rodzinie. Te zasady były nośnikiem dobrego wychowania, czymś co pozwoli odnaleźć się bez problemu, jeśli nadejdą lepsze czasy. Kiedy wśród znajomych nowych mam osoby różnego pochodzenia i może kiedyś ktoś mnie do siebie zaprosić, to staram się wcześniej mniej obyte osoby uprzedzić w luźnej dyskusji różnymi anegdotami, wplatając wśród nie także genezę zwyczaju ściągania obuwia. Mój rodzinny dom od dziecka odwiedzały tłumy gości. Codziennie sąsiedzi, krewni itd. I wiecie co? Mój dom podawano za ten czysty. Jakoś tony błota w nim nie leżały i nie leżą. Owszem, może parkiety się przyniszczyły i po 40 latach trzeba było je cyklinować na nowo w najbardziej używanych pomieszczeniach (choć i tak nie było tak źle), to nigdy nie zamieniłbym domu w muzeum i samotnię. Puchowe dywaniki, które trudno się czyści odkurzaczem i środkami czystości, radziłbym zostawić tylko w sypialni. Jako małe dziecko jakoś raczkowałem w miejscach, gdzie chodzili goście, ale żyje w dobrym zdrowiu. Wszędzie są bakterie i jak udowodniono, właśnie ich obecność nas uodparnia. Najwięcej w pierwszych latach życia dzieci uodparnia połykanie wielu bakterii, nawet tego, co wyciągną w własnego nosa (co jest sprzeczne z dobrym wychowaniem, ale dobrym dla zdrowia). Przewrażliwieni ludzie robią z domów muzea. Ściągają buty i wymagają tego od innych. Ubierają się za ciepło i swoje dzieci przez co częściej chorują. Przed wojną dzieci w mojej rodzinie nie chorowały, bo były wzmacniane spacerami na zimnie, kąpielą w chłodnej wodzie, ukąszeniami pszczół. W tym czasie chorowało mnóstwo dzieci chłopskich przegrzanych i zbyt ciepło ubranych. Często dzieci służby naśladowały te zwyczaje i ich dzieci były w doskonałym zdrowiu. Przewrażliwieni ludzie gnają do lekarza po antybiotyki, żeby wyjałowić organizm i rozchorować się znowu za jakiś czas. Sterylnemu życiu mówię nie. Traci ono rozsądek i cały smak. Mowa w głównej mierze oczywiście o życiu sterylnym od pewnych zasad. Przedmówczyni zarzuciła, że dawniej szlachta i arystokracja myła się raz na 100 lat. Gratuluję wiedzy! Może w średniowieczu robiła to nieczęsto, ale w XIX wieku dość często. Niektórzy codziennie, niektórzy raz na kilka dni. W poprzednich wiekach przemywano się alkoholem, ale nawet dbając o higienę dobrze w XXI wieku, może zdarzyć się sytuacja, kiedy ktoś ma obuwie na stopach wiele godzin i przy nadpotliwości i szczelności obuwia może stworzyć się niemiły zapach, którego lepiej komuś nie serwować. Dawanie komuś kapci to szczyt chamstwa. Obuwie to rzecz osobista. Niemal, jak bielizna. Chłopski zwyczaj ściągania butów nie dotyczył tylko Śląska, tylko całej RP. Do dziś w wielu rodzinach o chłopskich korzeniach lub zdominowanych przez chłopskie zwyczaje tak się robi. Jednak, jeśli ktoś ma choć krztę ambicji i rozsądku, powinien uznać ten zwyczaj za niedorzeczny. Co ta PRL zrobiła z ludźmi. Szok. Przed wojną nawet chłop, który zacząć żyć choć ciut na wyższym poziomie, kończył automatycznie ze zwyczajem ściągania butów. Może na Mazowszu jest to najmniej praktykowany zwyczaj, ale to tu żyło najwięcej szlachty zagrodowej, czyli takiej, która różniła się od chłopstwa tylko stanem społecznym, a nie majątkiem. Owa ambicja z dobrymi zwyczajami rodziła zaradność i gospodarność u najdrobniejszej szlachty, stąd nazywano ją często zaściankiem, bo pomimo identycznych majątków z chłopami, potrafili prosperować na wyższym poziomie.

  50. Majka pisze:

    Savoir vivre w sprawie butów powinien obowiązywać tylko tam, gdzie zatrudnia się osoby sprzątające. W pozostałych miejscach dostosowujemy się do obyczajów panujących w domu zapraszającego. U jednych jest tak, u innych inaczej. Moi goście sami domagają się kapciuszków:))) Jak im nie dać???

  51. Pani majce: jeśli goście się opierają to im dajemy. Ale to chyba bardzo bliskie osoby?

  52. Agatakujpom pisze:

    Jestem mamą 4 dzieci 2 małe sprzątam myje szoruje żeby maluszki nie zjadły czegoś brudnego z podłogi a tu przyjdzie jakiś ciul z błotem i uwali wszystko to kultura ma być to prawie tak jakbym zaprosiła gościa do upaplanego po obiedzie stołu żeby łokcie sobie upaćkał bo maluszki sorry ale brudzą w czasie jedzenia jestem z kujawsko pomorskie wszyscy ściągali buty jeżeli gospodarz nie kazał wejść w butach do Śląska daleko mam

  53. Agatakujpom pisze:

    Najlepiej nie myć podłogi przed wizyta gości i tak ubrudza. Albo gazety położyć he he

  54. Pani Agacie.
    Dlaczego Pani zakłada, że gość nie zmieni butów albo nie przyjdzie już w zmienionych – czystych.
    Jakich Pani ma gości?

    Jeśli brudzą nie zapraszać albo zacisnąć zęby.

  55. Pięknowłosy pisze:

    Najlepiej w ogóle się nie myć, bo i tak się człowiek ubrudzi.

  56. Pięknowłosy pisze:

    Najlepiej w ogóle się myć, bo człowiek się niedługo i tak spoci. Zębów też nie myć, bo i tak się psują.

  57. mlodyvege pisze:

    Dosadnie i skondensowanie 🙂 Brawo Panie Bartosz J-M.

  58. mlodyvege pisze:

    Do Pani AgataKujpom:Pani Agato ja tez jestem z kujawsko-pomorskiego i nigdy w domu gości nie nakłaniało się do zdejmowania butów natomiast uczono mnie w domu,że goście są zawsze ważniejsi niż podłoga.Swoją drogą nie przypominam sobie zeby nasz dom był brudny,wręcz przeciwnie,a goście przychodzili nader często i chętnie 🙂

  59. doktor M pisze:

    Przeczytałem ww. artykuł z uwagą i zastanawiam się czy Pan go piszący ma odrobinę wiedzy na temat otaczającego świata czy świat savoir vivre całkiem nim zawładnął. jako biolog i toksykolog jestem wstrząśnięty gadaniem jajogłowego od prostych kołnierzyków i równo ułozonych sztućców. Otóż każdy z nas powinien zdawać sobie sprawę, że jak wspomniana królowa angielska, papież i inni, którzy od utrzymania porządku i dbałości o czystość mają innych nie zawracają sobie głowy tym co ktoś im na butach przyniesie. Poza tym w domu, mieszkaniu nie ma sal audiencyjnych, konferencyjnych, poczekalni etc., są pokoje, kuchnia, łazienka, sypialnia. Uwaga, co do zdejmowania butów w domu powinna być jak najbardziej na miejscu, ponieważ jeśli my sami nie zapewnimy sobie higieny to nikt inny nam jej nie zapewni. Kogo obchodzą różne „syfy” przyklejone do podeszwy buta i pozostawione na czyimś dywanie, podłodze, pozostawione w łazience, w której będziemy brać kąpiel i stawać boso, a następnie iść do łóżka. Życzę samej przyjemności w spaniu z czyimiś fekaliami, gilunami, splówkami, spermą etc. Poza tym dom, mieszkanie to miejsce gdzie przyrządzamy posiłki. Kolejna sprawa dotyczy higieny. Poza tym toksyny, drobnoustroje chorobotwórcze np. e.coli. Jest też miejsce na drobiny gleby niszczącej nasze podłogi (bardzo skutecznie), w rysach gromadzą się drobnoustroje. Ktoś nam za to zapłaci. Już widzę kolejkę chętnych przed moim domem do wymiany mojego teakowego parkietu. Zamiast brać przykład z syfiarskiej kultury amerykańskiej i innych im przyklaskującym brudasom, popatrzmy na kulturę azjatycką (japońską) sprawdźcie czy oni włażą sobie do domów w buciorach. A gdzie całowanie kobiety po stopach i nie tylko, która wcześniej wzięła kąpiel przeszła się po dywanie boso po czym na nim usiadła (jak gość wniósł jej na swoich buciorach na dywan zestaw promocyjny z dworcowej toalety). No i dzieci bawiące się na podłodze, a potem oblizujące smakowite paluszki. Mniam. Drobnoustroje przyniesione na butach do domu wywołują choroby będące bardzo często bardzo trudne do zdiagnozowania. Lekarz zanim się połapie faszeruje nas lekami nieodpowiednimi. Bo tzw grypa żołądkowa (czyli sraczka) zaraz przejdzie, a tym czasem to zupełnie inny szczep bakterii i co? Mija czas leki nie działają a wątroba się kończy. Etc. Rozsądek i własne myślenie a savoir vivre z domu na salony.

  60. Panu Doktorwi M: Czyzby albo higiena albo savoir vivre.
    Pan wybiera higienę.
    Ja wybieram savoir vivre.

  61. Arleta pisze:

    Dyskusja bardzo burzliwa. Pozwolę sobie i ja dorzucić pięć groszy, o ile Pan Doktor będzie łaskawy opublikować mój komentarz.
    Zapewne powtórzę słowa Pana Doktora Krajskiego, savoir vivre to sztuka źycia.
    Tak, niewątpliwie, ale jak sam Pan Doktor pisał, człowiekiem savoir vivre albo się jest albo nie, nie da się wybiórczo.
    Innymi słowy, osoba która zna zasady noszenia butów w gościach, posługuje się prawidłowo sztućcami, ubiera się zgodnie z etykietą, ale do tego jest arogancka, złośliwa, z jej ust „płynie jad” nie jest osobą savoir vivre, gdyż zgodnie z definicją osobę savoir vivre cechuje szlachetność, kultura osobista, poczucie taktu itp.
    Wszystkich zwolenników usilnego trzymania się zasady „nie zdejmę butów, gdyż to jest niezgodne z savoir vivre, wiejskie, nietaktowne ze strony gospodarzy, godzi we mnie i chodzenie bez nich nie pasuje mi do garnituru czy sukienki” niech się zastanowią czy samym już zaparciem się i tkwieniem przy swoim, nie wykraczają poza zasady savoir vivre? Dlaczego? Dlatego, że sprawiają przykrość gospodarzom, czyli zapominają o chociażby empatii, wrażliwości, szlachetności.

    Poza tym, czy wszyscy tu krytykanci zwolenników zdejmowania butów w gościach, faktycznie są ludźmi savoir vivre?
    Czyli, np: ubierają się i noszą zgodnie z etykietą, gdzie Panie powinny nosić stonowane stroje, bez zbytnich dekoltów, bez zbyt krótkich sukienek, bez butów z odkrytymi palcami, bez krzykliwego manicure we wzorki i różnokolorowe paznokcie tudzież w mocnych barwach? a fryzury? czy faktycznie kobiety starają się nosić w miarę naturalne kolory włosów, bez kontrastowych pasemek, wygolonych boczków, rodem od 15-latki gdzie samej ma się już koło 25-35 lat? czy kobiety starają się nosić piękną szlachetną stonowaną, klasyczną biżuterię, zamiast wiszących kolorowych, wielkich pseudozłotych tudzież kolorowych świecidełek?
    Aaa, i nigdy gołe nogi tylko zawsze rajstopy, prawda?
    Wszakże kobieta savoir vivre winna ubierać się wytwornie, elegancko, klasycznie, skromnie, paznokcie powinna mieć „nieszponiaste” pomalowane lakierem bezbarwnym lub lekkim cielistym,
    Czy faktycznie drogie Panie przestrzegają tego?

    Czy faktycznie Państwo tu wypowiadający się przestrzegają choćby tych kilku podstawowych zasad savoir vivre, gdzie kieliszek wina trzyma się za jego podstawę nie zaś za pucharek (poza koniakiem z tego co mi wiadomo)?

    Czy faktycznie zarówno płeć męska jak i piękna, przestrzegają zasad kolejności powitań, przedstawiania się oraz przechodzenia na „ty”, zasad podawania dań przy stole na przyjęciu które organizują, czy rzeczywiście starają się Państwo usadzić gości zgodnie z wytycznymi savoir vivre?
    albo czy siadają Państwo prawidłowo w samochodzie gdy mają Państwo gościa do przewiezienia typu teściowa, matka, szef, sąsiadka?

    I wreszcie, czy faktycznie drodzy Państwo broniący nieściągania butów jako rażący przykład łamania zasad savoir vivre, czy pozwalają na palenie u Państwa w domu, nawet jeśli sami są niepalący mając ponadto np. dzieci, co gorsza astmatyczne lub alergiczne?

    Oczywiście szczegółów tychże zasad opisywać nie muszę, przecież człowiek savoir vivre powinien je doskonale nie tylko znać ale również stosować, a jeśli nie to blog Pana Doktora doskonale je opisuje, za co jestem wdzięczna.

    Jeśli te oraz pozostałe (a jest ich o wiele więcej) zasady Państwo przestrzegają to cudownie – są Państwo ludźmi savoir vivre, jeśli nie, to nie mają Państwo prawa nazywać się ludźmi savoir vivre, ponieważ nie da się żyć zgodnie z etykietą w sposób wybiórczy, bo kierowca zawodowy nie jest kierowcą znającym tylko znaki nakazu lecz znającym cały kodeks drogowy, zaś baletnica nie jest nią tylko dlatego, że ma odpowiedni stroj a dlatego, że otrzymała stosowną edukację w tym kierunku i czynnie tańczy.

    Można być człowiekiem savoir vivre, a można być po prostu człowiekiem kulturalnym, ja zaliczam się do tej drugiej grupy, gdyż nie popieram i nie wcielam w życie ślepo wszystkich zasad savoir vivre.
    Tak. Nie jestem człowiekiem savoir vivre i jestem z tego dumna. Jestem kulturalna, staram się żyć tak aby mówiono o mnie, że jestem człowiekiem dobrym, wrażliwym, godnym zaufania, i to jest dla mnie ważniejsze niż protokoły/regułki/zasady.

    I osobiście zdejmuję buty gdy idę w gości, chyba, że ewidentnie ktoś sobie tego nie życzy, ale uważam, że jestem bardziej mile widzianym gościem w domu, gdzie panuje taka zasada,
    Bo gospodarze (słynna rodzina 2 + 2) mają „domowe gniazdko” – całe 35-55 m kw, np dwa pokoje, jeden dzieci, drugi to ” pokój życia” salono-jadalnio-sypialnio-gabinet często dzielony jeszcze z niemowlakiem który nie powinien spać jeszcze w innym pokoju niż rodzice. Ciepłe gniazdko z panelami, puszystymi białymi dywanami, na którym bawią się ich „szkraby” a Pani domu na tymże dywanie wykonuje ćwiczenia fitness, zaś Pan domu turla się po nim z dzieciaczkami po pracy, a ponadto wszyscy lubią dotyk bosej stopy na owym białym „puszku”. A dlaczego chętniej mnie będą zapraszać? ponieważ ja uszanuję ich zasady, pracę włożoną w czystość a co za tym idzie ich styl życia, i nie ubędzie mi, że będę tylko w rajstopach do eleganckiej sukienki, bo wolę ludzi od sztywnych zasad savoir vivre, wolę tę kulturę czyli szacunek dla gospodarzy. I tego samego oczekuję od innych u siebie w domu, gdyż mam jak w opisie wyżej, jak większość moich znajomych. Jeżeli ktoś stawia zasady nad znajomość ze mną, trudno.

    Pragnę jeszcze zwrócić uwagę, że w dużych miastach również są takie domy jak z mojego opisu, Polska, i Warszawa także to nie tylko rezydencje, gdzie można sobie na to pozwolić mając oddzielne części – dzienną i sypialnianą i gości typowo savoir vivre’owych którzy nie będą chodzić i zglądać kątów, bo wówczas rady typu „zostawcie białe puszyste dywaniki do położenia w sypialni” na nic się nie zdadzą, taki wścibski niewychowany gośc i tak wejdzie na górę czy do sypialni i podepcze nam biały dywan butami, choć on dalej będzie twierdził, że jest człowiekiem zasad savoir vivre bo butów nie ściąga. Mieszkam od wielu pokoleń w Warszawie a jakoś nie trzymam się zasady nieściągania butów.
    Kolejna sprawa to pojęcie czystości, u każdego jest ona na innym poziomie, dla jednego odkurzenie raz na tydzień i starcie mopem to wystarczająco. Dla innych nie, ja wolę odkurzyć i umyć panele raz dziennie lub dwa razy, gdyż nie cierpimy w domu uczucia piachu/okruchów na stopie. A i mój niemowlak nie będzie ścierał brudu kolanami.
    Przemyślę kwestię pozwolenia gościom wchodzenia w butach jak postawimy dom i będziemy mieli na dole część gościnną otwartą a góra będzie prywatna sypialniana, ale to perspektywa najbliższych 10 lat póki co.
    A w tej chwili moje mieszkanie całe dwa pokoje 46 m kw, gdzie mamy pokój nastoletniego syna i nasz (ja + mąż + młodszy syn – niemowlę) i jest to pokój służący nam do przyjmowania gości, spożywania posiłków, gabinetem męża który przynosi pracę do domu, sypialnią i pokojem dziecka – to przykro mi, nie stać mnie na luksus w postaci zniszczonych paneli, brudnego dywanu i braku możliwości raczkowania synka.
    Proszę mi uwierzyć, wiele jest tak mieszkających rodzin, i nie powinno się im tego psuć w imię zasad. Liczą się ludzie.
    Owszem, dom to nie muzeum, ale dom to przystań ciepła, miłości, radości, ciepłe przytulne miłe gniazdko, gdzie domownik ma czuć się swobodnie, i dla mnie liczy się szacunek dla moich domowników, tudzież gospodarzy takiego domu w którym panuje zasada szanowania czystości dla możliwości swobody. Japonia jest przykładem takiego szacunku dla domu, dla gospodarza, gdzie bardziej liczy się człowiek aniżeli zasady, że ktoś będzie gorzej wyglądał do garnituru/sukienki.

    A tym którzy dalej będą twierdzić, że to savoir vivre i koniec i tak powinno być, to niech dotrze do nich, że dom to także nie sala operacyjna i należy gościom pozwolić u siebie palić zarówno papierosy czy cygara, i nie ma znaczenia , że mają Państwo dzieci, a co do tego, że podłogę można umyć, dywan uprać po brudzie z butów, otóż tak, ale dym możne wywietrzyć, żółć i zapach z firanki uprać, a ściany pomalować.

    No i czy zdają sobie Państwo sprawę, że człowiek savoir vivre powinien mieć buty na zmianę? Noszą Państwo?
    Nie wspomnę już o ilości grzybów, drobnoustrojów, pasożytów, bakterii, chyba jednak więcej ich jest na bucie aniżeli na skarpecie czy rajstopach? Buty, …chodnik, …klatka schodowa, …ulica, co tam mamy? np. odchody nie tylko zwierzęce, ale też ludzkie, nawet sprzątnięte z chodnika pozostawiają to „coś”, wymiociny, plwociny, sperma resztki jedzenia, rozlane chemikalia, ojej silnikowy, benzyna, jakieś napoje, alkohol, i wiele innych. I taki gośc przejdzie się po takiej ulicy czy chodniku i będzie usilnie chciał wejść do nas w butach?
    Ja wiem, nie przefrunie przecież, więc niech bierze buty na zmianę z miękką podeszwą. A to, że schodzą Państwo prosto z klatki do garażu do auta, to nic nie daje, dlaczego? Bo i tak uczestnikami ruchu na klatce czy w garażu są inni, chodzący po dworzu oraz Państwa opony jeżdżące po resztkach płynów z silnika, a czasem nawet po resztkach zwłok zabitych zwierząt na drodze.

    Ja wybierarm higienę i dobre relacje z gospodarzami oraz poczucie komfortu moich domowników, a Państwo przeciwni wybierają savoir vivre, tylko niech pierwszy rzuci kamienień kto nie złamał jakiejkolwiek z zasad savoir vivre…

  62. AP pisze:

    A jak jest w sytuacji gdy w mieszkaniu jest małe dziecko raczkujące, bawiące się na podłodze. Czy tu nie należy bezwzględnie zmienić obuwia, lub chodzić w skarpetach?

  63. Gianna pisze:

    „Tak jest. To są zasady na salony, a nie dla zwykłych ludzi. Sami sobie wybieramy czy mamy salony czy nie. Zawsze w historii savoir vivre jako swoja sztukę życia wybierało sobie niewielu.”

    Problem w tym, że wielu czytelników odbiera zarzut „nie wybierasz życia savoir vivre” jako „jesteś chamem”. Uważam, że te wszystkie superzasady powinni praktykować ci, którzy mogą sobie na to pozwolić (no trudno, żeby ta słynna królowa angielska nie zachowywała wszystkich zasad etykiety, kiedy ma do tego doskonałe warunki). Jeśli zwykli ludzie nie mogą sobie na zachowywanie wszystkich zasad pozwolić, to ok, nie zachowują savoir vivre w wersji rygorystycznej, ale nie oznacza to, że są chamidłami bez kultury osobistej. Pewnie, że na oficjalnym przyjęciu głupio paradować w garniturze i skarpetkach. Tyle że w większości domów i tak nie będzie ku temu okazji, bo ludzie, słusznie zdając sobie sprawę ze swoich ograniczeń mieszkaniowych, organizują imprezy wymagające oficjalnego stroju POZA domem.
    Rozumiem, że Pańska odpowiedź „wybieram savoir vivre, a nie higienę” jest w pewien sposób prowokacyjna, ale nie służy to temu blogowi, bo nadaje savoir vivre piętno jakiegoś sekciarstwa.

  64. Pani Giannnie: Nikt nie nazywa tego, kto odrzuca savoir viuvre chamem.
    W Ttradycji europejskiej ten kto odrzuca savoir vivre zalicza się jednak do niższej klasy społecznej.
    Nie da się bez savoir vivre funkcjonowac nawet dziś w tzw. wielkim świecie.

    Wybieram savoir vivre a nei chigienę to nie sekciarstwo ani prowokacja. To deklaracja wierności savoir vivre a nie dzisiejszym przesądom.

  65. Joanna B pisze:

    Czy tak trudno sprawdzic tekst przed wyslaniem? Az ciarki po plecach lataja od tej chigieny.
    Wstyd!

  66. Małgorzata pisze:

    Demokratyzacja życia społecznego, którą uważam za zjawisko dobre, ba, nawet pożyteczne, pociągnęła za sobą to, że wszyscy, którzy do tej pory zaliczali się do niższych klas urośli w dumę. I dobrze. Lepsze to niż być pozbawionym przyszłości tylko dlatego, że nie posiada się odpowiedniego garnituru. Jednakże przy tej dumie (ze swoich, często plebejskich, korzeni i osiągnięć swoich ciężko pracujących w polu,fabryce, czy w carskich kamaszach przodków) wypadałoby też okazać troszkę pokory. Spojrzeć prawdzie w oczy, a prawda jest często taka: Nie mieszkam w pałacu. Ano, nie mieszkam. Nie mam szofera. Nie mam służby. I może nigdy mieć nie będę. Czy to jednak znaczy, że zasady mają się nagiąć do mnie? Bo mnie nie stać? I cóż, że mnie nie stać? To, swoją drogą, popularna bolączka naszych czasów – jak mi się coś nie podoba, to ma się to zmienić, bo ja jestem w porządku. Jeśli nie dorastam do ideału to problem ideału, nie mój. Wystarczy zmienić wzorzec i już wszystko gra. Bardzo długo hołdowałam takim zasadom zanim miałam odwagę uczciwie spojrzeć w lustro.
    Jeśli nie możemy sprostać wszystkim wymaganiom savoir-vivre należy nad tym ubolewać i tyle. Nie roztrząsać, że teraz to ja cham jestem, bo nie jestem. Po prostu jestem ubogim człowiekiem, który dawniej zaliczałby się do niższej klasy, ale na szczęście dzisiaj teoretycznie wszyscy jesteśmy równi, więc dalej mogę nosić swoją demokratyczną dumę. Ale naginać zasady przynależne elitom tylko dlatego, że z jakiegoś powodu się do elit nie zaliczam, albo dostosowywać je do swoich niskich progów, bo tak mi lżej na duszy i tym samym deprecjonować nie? Nie, tego nie rozumiem.
    Etykieta jest prawem elit czy nam się to podoba czy nie.

    Zaś jeśli chodzi o higienę i te, wyświechtane już, „małe dzieci raczkujące po podłodze” to pragnę zwrócić uwagę, iż owe dzieci zaraz pobiegną do piaskownicy, gdzie toksykolodzy dopiero mogliby sobie poszaleć i z upodobaniem będą zjadać mrówki z chodnika gdy tylko mama zagada się z sąsiadką. Też wybieram savoir-vivre. Gdy mnie na to stać, rzecz jasna.

  67. Pingback: „Ale butów nie zdejmuj!” – Kultura to baba

  68. JAsne, przestanmy przestrzegac zasad savoir vivre, zasad kulturalnej wypowiedzi, zasad moralnych…..butki zostawiajmy w sieni, jak parobkowie powracajacy z obory. Po diabla nam kultura, wracajmy do dziczy

  69. zwykły obywatel pisze:

    co wy z tymi raczkującymi dziećmi? Przecież dzieciak to nie jakaś święta krowa żeby pod niego ustawiać innych ludzi. Na czas wizyty gości to sie raczkującego zamyka w innym pokoju żeby nie przeszkadzał, a jak goście pójdą to sie umyje podłoge i dzieciaka puści na klepisko, niech sobie raczkuje dalej.

  70. Zamiast podziękować panu Krajskiemu za lekcję dobrego wychowania, to większość komentujących wydaje się wręcz obrażona. Czym – że ktoś powiedział prawdę, która nie pasuje do waszego wyobrażenia o świecie? Z przykrością stwierdzam, że dziś chamstwo jest w modzie, a dobre wychowanie jest traktowane wyłącznie utylitarnie: jak mi coś pasuje, to przestrzegam, ale jak nie pasuje, to nie tylko łamię zasady, ale jeszcze głośno protestuje.

  71. NiePrzedstawiamSię pisze:

    Do Pana Lugi Saladini:

    Zupełnie nie chodzi o to co Pan napisał. Co ma „moda na chamstwo” do brudnej podłogi i obawy o zdrowie swoich bliskich? Można się z czymś zgadzać lub nie, ja gościom nigdy nie każę ściągać butów i moi znajomi to rozumieją, nikt nie robi z tego powodu afery, ale „własne” wyobrażenie o świecie nic do tego nie ma. Co do stwierdzenia o utylitarności to niestety, ale żyjemy w czasach w jakich żyjemy, warunki są jakie są i nie da się wszystkiego przenieść ze świata SV do realnego świata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s