Kto pierwszy mówi „dzień dobry” w sklepie

Po moim materiale na ten temat swoje wątpliwości wyraziła Pani Aleksandra. Oto one:
„Coś mi tu nie pasuje. A co w sytuacji kiedy dwie osoby są w tym samym pomieszczeniu, ale się jeszcze nie spotkali? Sklep jest stosunkowo duży i do kasy podchodzimy na końcu zakupów, a nie zaraz po wejściu do sklepu. W sklepie jest kasjerka, jest i klient. Po jakimś czasie się spotykają – cóż że w „dziwnych” okolicznościach. Moim zdaniem nie można zatem klasyfikować tej sytuacji jako klasycznego wchodzenia do pomieszczenia, w którymś ktoś już przebywa.
Jeśli już to można zacząć się zastanawiać kto powinien się pierwszy odezwać patrząc na relacje między klientem a kasjerką lub kasjerem. I o ile łatwo jest rozróżnić sytuację kobieta-mężczyzna, to już trudno wymagać od kasjerki/kasjera żeby wiedziała kto jest profesorem, kto doktorem, a kto nie.
Czy nie można znaleźć w zasadach savoir vivre takiego przypadku, który by odpowiadał powyższej sytuacji i tłumaczył kasjerskie „dzień dobry”?”

Krótko: nie można.

Pierwsza rzecz. Opisuję klasyczną sytuację. Ktoś jest w pomieszczeniu, a ktoś właśnie wchodzi (nieważne czy wszedł w tej chwili czy piętnaście minut wcześniej).

Jeszcze ważniejsze. Ktoś siedzi lub stoi, a ktoś podchodzi. To podchodzący mówi „dzień dobry”. Pisze o tym wiele podręczników savoir vivre.

Druga rzecz. Opisałem konkretną sytuację. Klient podchodzi do kasy. Naturalne i jedyne rozwiązanie: to on mówi „dzień dobry”.

Trzecia rzecz. Kwestia wątpliwości Pani Aleksandry. Rozwiązanie tych wątpliwości jest proste.
Kasjerka, sprzedawczyni, każdy inny pracownik sklepu jest w nim gospodarzem. Klient jest zaś w sklepie gościem. Niezależnie zatem od tego kiedy spotkają się gospodarz i gość gość pierwszy powinien powiedzieć „dzień dobry”. Inaczej jest tylko w jednym wypadku: gdy gość nie zauważy gospodarza i gospodarz podchodząc od niego mówi mu „dzień dobry”.

Ten sam problem możemy rozpatrywać, oczywiście, dodatkowo, w płaszczyźnie: obecny-wchodzący.
Pracownik sklepu znajdzie się w sklepie w 99% przypadków wcześniej niż klient.

http://www.savoir-vivre.com.pl/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Savoir vivre na co dzień i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Kto pierwszy mówi „dzień dobry” w sklepie

  1. fiki pisze:

    ciekawe bo pracuje w sklepie w dzielinicy gdzie mieszkają same profesory (św.krowy) i nigdy jak wchodzą do sklepu to nie muwią dzień dobry ,tylko czekają aż ja im sie uklnie , na początku sie klanialem ale teraz . jestem taki cham jak oni .a człowiek slyszy ta dzisiejsza młodzież to normalnie mam ochotę zabić ale te św krowy 30 + to są wychowane w oborze bo mlodsze opsoby jak wchodzą to sie kłaniają a te św krowy tylko czekają ,i sie nie do czekaj 🙂 pozdrawiam sprzedawca

  2. krajski pisze:

    Wypowiedź oryginalny i przestroga dla tych, którzy nie mówią „dzień dobry”, gdy wchodzą do sklepu. Zły przykład też działa skutecznie (jak widać).

  3. niechcemalemuszem pisze:

    Przecież to jest klasyczna sytuacja, gdzie savoir vivre ma podłoże ekonomiczne, klient jest tu osobą, której sprzedawca powinien/nna mówić dzień dobry. Odwrócenie sytuacji (patrz komentarz wyżej o profesorach, co nie mówią) to odtworzenie sytuacji żywcem z PRL-u (njiedoborów towarów), gdzie od łaski sprzedawcy zależało, co/czy się dostanie lub jak zostanie się obsłużonym. Sprzedawca, a zwłaszcza kierownik sklepu, to była persona, której należał się szacunek, bo dzielił po uważaniu dobra niedostępne. jAK KOMUŚ NIE PASOWAŁO TO TRAFIAŁ NA TABLICĘ ZATYTUŁOWANĄ „TYCH KLIENTÓW NIE OBSŁUGUJEMY!”.

  4. krajski pisze:

    Savoir vivre to savoir vivre i ekonomia nie ma na to żadnego wpływu.

  5. ZnaFca pisze:

    Co do zasady mówienie gospodarzom „dzień dobry” pełna zgoda. Lecz sklep to nie dom, a sprzedawca nie gospodarz tylko/aż pracownik. Jeżeli szanuje swoją pracę i chce ją wykonywać dobrze to powinien stworzyć taki klimat w którym klient czuje się komfortowo. Brak dystansu to podstawa a na jego przełamanie najlepszym remedium jest otwartość przejawiająca się własnie w przywitaniu, wbrew wydumanym zasadom savoir vivre. Więc fanom zachowań z klasą nie odmawiam mówienia na wejściu do sklepu „dzień dobry”, jednak zdecydowanie nie zalecam prowadzenia biznesu.

  6. Małgorzata pisze:

    Jakoś nie trafia do mnie to, co napisał pan ZnaFca. Gdy wchodzę do sklepu i to sprzedawca pierwszy mówi mi „dzień dobry” uczucie jakie mnie ogarnia od razu, to lekkie zawstydzenie, że wchodząc „dzień dobry” pierwsza nie powiedziałam i sprzedawca musi sam takich grzeczności dopełnić. Oczywiście, że sprzedawca jest gospodarzem, może nawet najemnym, ale gospodarzem; to on dba o dobro sklepu gdy nie ma właściciela, to on dogląda, doradza klientowi, traktuje go tak, jak gospodarz traktuje gościa. Naturalnie, jeśli klient pierwszy „dzień dobry” nie powie, sprzedawca powinien go uprzejmie przywitać, ale nie oznacza to, że klient nie popełnił błędu. Człowiek dobrze wychowany, który wchodzi do pomieszczenia pierwszy mówi „dzień dobry”. Nie ma tu znaczenia, czy wchodzimy do pokoju czy biura osoby nam podległej, pełniącej służebną wobec nas funkcję itp, itd.
    Jeśli zaś chodzi o brak dystansu, to też zupełnie się nie zgadzam. Jakiś czas temu w sklepach Empiku płacąc kartą słyszeliśmy „dzień dobry Panie Adamie”, „Coś jeszcze, Pani Małgorzato?”. Mnie to drażniło. Ideą było skracanie dystansu. Eksperyment chyba się nie powiódł, bowiem zaprzestano tej praktyki.
    Dodam jeszcze, że rozpoczynając karierę zawodową w pewnej firmie prezesem był taki właśnie fan zachowań z klasą. Jak to o prezesie, ludzie różnie mówili i zachować też potrafił się różnie, jak każdemu z nas zdarzały mu się ostre gafy, ale jednak dbał bardzo o kulturę, jakość zachowań, ubioru. Wtedy nieco drażnił mnie ten reżim dotyczący stroju, byłam świeżo po rozpasanym ASP, trzeba było się na powrót ucywilizować, ale na dobre mi to wyszło. Wracając zaś do tematu – człowiek ów, fan zachowań z klasą, z wielkim sukcesem prowadził biznes.

  7. Popieram Panią Małgorzatę.

  8. Pawel pisze:

    To jest postawione na glowie. Dlaczego zatem w Anglii i w innych krajach zachodnich, kasjer, sprzedawca – gospodarz zawsze i nieodlacznie wita gosci pozdrowieniem: „Hi”, ” Hello”, „good morning” itp? Nie mozna zasad ogolnych tzw. sv przenosic na sfere konkretnej relacji – sprzedawca/handlowiec – klient. To nice jest taka sama relacja, co gospodarz domu i gosc, przynajmniej tutaj gosc nice jest nikim niezapowiedzianym, a oczekiwanym, sklep nie jest domem zamknietym, a miejscem otwartym, I oczywiste jest, ze gospodarz spodziewa sie wizyty goscia, wielu gosci i take jak spodziewajacy sie gosci gospodarz na nim spoczywa obowiazek pozdrowienia, czy przywitania. Pan nie potrafi interpretowac tej sytuacji w sposob logiczny, sensowny i przekonujacy. To wprowadzanie ludzi w blad, co ma powazne konsekwencje i przyczynia sie do zepsucia zasad dobrych obyczajow w Polsce.

  9. Panu Pawłowi to „dzień dobry” sprzedawcy to wynik złej lub błędnej tresury „biznesowej”, a nie etykieta. Gdy mówimy wchodzącemu „dzień dobry” mówimy mu tym samym: „Co brak ci ogłady? Ja cię jej nauczę”.

  10. Pięknowłosy pisze:

    Uważam, że kodeks pracy powinien ulec drastycznej modyfikacji, jeśli już mowa o tym wymuszonym „dzień dobry” ze strony sprzedawców. Uważam przymus takiego zachowania za mobbing i powinny być takie zasady bardzo surowo karane.

  11. Michał pisze:

    Hmm…a co w sytuacji kiedy jesteśmy u kogos na podwórku (nie w domu) z właścicielem i w tym czasie przyjeżdża inny z domowników np. żona właściciela. Czy w takiej sytuacji to gość powinien pierwszy sie przywitać czy nowo przybyła osoba ? Czy wiek stron ma tu jakies znaczenie ?
    Pozdrawiam.

  12. Katarzyna pisze:

    ja kobieta 35 lat wchodząc do sklepu mam mówić pierwsza dzień dobry studenciakowi za kasą w takiej żabce? żart?

  13. Panie Katarzynie: to nie żart, to dobre wychowanie.

  14. Adam pisze:

    Ja przyswoiłem taką zasadę, że jak gdzieś wchodzę i widzę, że nikt mojego wejścia nie zauważył (w 90% tak jest) to po prostu nic nie mówię a „dzień dobry” mówię dopiero sprzedawcy gdy nawiążę z nim pierwszy kontakt. Niestety ostatnio zarówno sprzedawca jak i jej znajoma klientka zarzuciły mi chamstwo, tzn. rozmawiając ze sobą skomentowały moje wejście (oczywiście nie mówiąc personalnie o mnie, ale wiedziałem, że o kogo może chodzić – obydwie były starszymi paniami a ja mam 25 lat). No cóż, ja raczej swoich zasad nie zmienię, takie mam przyzwyczajenie – puste „dzień dobry” rzucone ot tak w próżnię bez odzewu uważam za bezsensowne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s