Śniadanie w hotelu

Pożegnanie z latem w Kazimierzu nad Wisłą się udało. Było słonecznie, ciepło i cicho. Hotel „Villa Bohema” był stylowy, miły i spełniał zdecydowaną większość kryteriów, które powinien spełniać hotel, łącznie z pięknym i rozległym widokiem.

Brakowało mu tylko słońca. Pierwszy raz mieszkaliśmy w Kazimierzu na zboczu góry naprzeciwko Góry Krzyży, na zboczu, na którym znajduje się większość najbardziej reprezentacyjnych domów Kazimierza. Niedaleko nas była, między innymi Kuncewiczówka. To zaskakujące, że to właśnie zbocze jest północne i jest tam odrobina słońca tylko przed południem i tylko z boku.
W pokoju znaleźliśmy ankiety zawierające pytania związane z jakością usług hotelu. Większość dotyczyła jakości usług SPA. Pozostałe związane były z: obsługą przy rezerwacji pobytu, obsługą w recepcji w dniu przyjazdu, przygotowaniem pokoju, ofertą restauracji, obsługą w restauracji.

Mięliśmy zastrzeżenia w związku z ostatnimi dwoma punktami.

Śniadanie było standardowe, nic nadzwyczajnego, poprawne (już to może być zarzut).

Nota bene najlepsze, bezkonkurencyjne, śniadania jakie w życiu jedliśmy serwowane są w czterogwiazdkowym hotelu „Jawor” koło Bielska-Białej. Nie umywa się do nich nawet śniadanie w pięciogwiazdkowym „Belwederze” w Ustroniu Zdrój czy pięciogwiazdkowym „Odyssey ClubHotel Wellness & SPA” koło Kielc.

Brakowało owoców, a to przecież sezon na owoce (co ciekawe wszystkie praktycznie restauracje serwują na śniadania wyłącznie owoce południowe: pomarańcze, mandarynki, grapefruity, ananasy, kiwi, brzoskwinie; wyjątkiem są jabłka, które czasami się pojawiają).

Brakowało sałatek owocowych, warzywnych, jakichkolwiek.

Brakowało bułeczek i słodkiego pieczywa.

Ciasto domowe było jedno i to samo przez dwa dni.

Nie było żadnych deserów.

Był mały wybór wędlin i serów (brakowało serów pleśniowych.

Nota bene większość hoteli (ale jednak nie wszystkie), również ten, serwuje, jak za czasów PRL-u, wędliny i sery tylko w cienkich plasterkach, tak jakby zakładano, że ludzie będą tak jak z biedy w PRL-u robili sobie kanapki, a nie jedli wędlinę i ser krojąc je nożem, jedząc widelcem i zagryzając małymi kawałkami pieczywa.

Nie było żadnych ryb (np. śledzi, wędzonego łososia, pstrąga, halibuta).

Nie było tostów i tostera.

Nie było świeżych soków np. z marchwi i jabłek.

Brakowało „prawdziwej” herbaty (świeżo zaparzonej w czajniczku). Nie spotkałem co prawda jeszcze hotelu, w którym podawano by na śniadanie taką herbatę, choć spotkałem hotele, w których można było ją zamówić poza śniadaniem.

To zaskakująca tajemnica. Nawet pięciogwiazdkowe hotele serwują herbatę ekspresową, a w wielu podręcznikach czytamy, że taka herbata jest, tak naprawdę, właściwa tylko dla lokali na dworcach kolejowych. Hotelarzom się wydaje, że jak podadzą herbatę ekspresową renomowanej firmy to już będzie elegancko. Żadna herbata ekspresowa nie zastąpi tradycyjnie parzonej herbaty i nie dorówna jej jakością.

Gdy nałożyłem sobie parówki zacząłem szukać keczupu i musztardy. Po dłuższej chwili znalazłem eleganckie drewniane pudełeczko, w którym były… tekturowo-papierowe saszetki z majonezem i keczupem. Tektura i papier, niezależni od sposobu ich ekspozycji nie pasują do dobrego hotelu – nie są eleganckie. Musztarda, keczup, majonez podane są w sposób właściwy, gdy znajdują się w odpowiednich porcelanowych pojemnikach – miseczkach (z małymi łyżeczkami).

To samo dotyczy dżemów, masła miodu czy jogurtów, które serwowane były w jednorazowych, plastikowych opakowaniach.

Plastiku tak jak tektury nie da się pogodzić z elegancją.

Brakowało też sztućców. Były tylko obiadowe. Zabrakło zatem sztućców zakąskowych (mniejszych) i deserowych.

Brakowało nakryć. Były tylko duże talerze obiadowe. Zabrakło talerzy mniejszych do zakąsek i talerzyków deserowych.

Wyglądało to tak jakby zakładano, że gość położy wszystko (również pieczywo) na jednym talerzu, a przecież normą jest wielokrotne zmienianie nakryć podczas śniadania i umieszczenie chleba i masła na specjalnym talerzyku, nie mówiąc już o sałatkach czy krojonych warzywach (były pokrojone pomidory i ogórki) oraz ciastach.

Jednego dnia brakowało też talerzyków pod filiżanki i mleka do kawy i trzeba było o nie się dopraszać.

Tego samego dnia obsługa była niedostępna lub opieszała. Były zatem długie chwile, gdy nie było w sali restauracyjnej i przy bufecie nikogo, a brudne talerze czekały dosłownie kilkanaście minut na zabranie, choć w Sali restauracyjnej goście siedzieli zaledwie przy trzech stolikach.

Nota bene, najlepsza obsługa jaką spotkaliśmy w życiu była we wspomnianych już hotelu „Jawor”, gdzie wszystko pojawiało się (lub znikało – brudne nakrycia) dosłownie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Elegancja, Herbata, Hotel, Recenzje i opisy hoteli, Stół i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Śniadanie w hotelu

  1. Michal pisze:

    Jestem ciekaw jaki to był hotel, wczesnym latem tego roku gościłem w lokalu zlokalizowanym właśnie w tej części Kazimierza i również miałem kilka zastrzeżeń. Być może to ten sam hotel.

  2. krajski pisze:

    Byliśmy w Villa Bohema. Zastrzeżenia mieliśmy tylko w odniesieniu do śniadania.

  3. krajski pisze:

    Tak naprawdę się z Panią zgadzam. Pod wpływem Pani wypowiedzi przygotuję materiał pt. „Idealne śniadanie hotelowe (inie tylko)” . Niedługo tekst ten pojawi się na stronie głównej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s