Rozmowy telefoniczne w pociągu

W podręcznikach savoir vivre czytamy, że gdy odbierzmy w pociągu, znajdując się w przedziale, telefon to powinniśmy bezwzględnie wyjść na korytarz. Pozostając w przedziale zakłócimy spokój pozostałych pasażerów – będą siłą rzeczy słyszeli cała naszą telefoniczną rozmowę.

Jechałem w przedziale I klasy do Bydgoszczy. Poza mną w przedziale były jeszcze dwie osoby: elegancka pani w średnim wieku elegancki pan również w średnim wieku. Widać było ponadto na nich duże pieniądze (w ich ubraniu).

Pani zaraz za Warszawą zaczęła prowadzić, jedną po drugiej, rozmowy telefoniczne. Pan zaczął pracować na laptopie. Pan piorunował panią wyraźnie wzrokiem, ale ona tego nie zauważyła.

Z opowieści pani dowiedzieliśmy się, ze jest panią dyrektor. Omawiała coś z księgową i w rozmowie padały wielkie liczby.

W pewnym momencie telefon odebrał pan. Nie mówił wcale ciszej od pani. Z jego wypowiedzi dowiedzieliśmy się z kolei, ze jego specjalność to badania naukowe z zakresu medycyny i że niedługo ich wyniki będzie omawiał z ministrem.

Następnie zadzwonił mój telefon. Natychmiast wyszedłem na korytarz.

Gdy wróciłem zadzwonił telefon pana. Pan wyszedł na korytarz.

Gdy wrócił Pani odebrała kilka telefonów i nadal prawie krzyczała do słuchawki.

Pan, któremu to wyraźnie przeszkadzało w pracy powiedział wreszcie: „Czy nie mogłaby pani ciszej rozmawiać, bo ja nie mogę pracować?”.

Pani wyraźnie się obraziła i nie powiedziała ani słowa (powinna przeprosić), ale wszystkie kolejne rozmowy przeprowadzała już na korytarzu.

W trakcie tej jazdy pani i pan, późno, bo późno, ale nauczyli się wskazań etykiety dotyczących rozmów telefonicznych w pociągu i zaczęli je stosować.
Precyzyjnie to nie oni się ich nauczyli. Tych zasad nauczyło ich życie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Komunikacja i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Rozmowy telefoniczne w pociągu

  1. Bubu pisze:

    Tych zasad nauczyło ich życie, oraz trochę im Pan dopomógł swoim dobrym przykładem. To obrazuje, jak ważne jest to, żeby samemu się nie poddawać i żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami, pomimo tego, co panuje dookoła 🙂

    Mam do Pana pytanie dotyczące netykiety: W internecie i smsach przyjmuje się stosowanie emotikonów, czyli „buziek – nastrójników”, mających uzupełnić przekaz przy braku kontaktu twarzą w twarz. Ich funkcja to zobrazować kontekst emocjonalny tekstowej wypowiedzi. Czytałam wielokrotnie różne artykuły na temat netykiety (zasad savoir vivre obowiązujących w sieci) i wydaje mi się, że umiem je stosować. Zauważyłam jednak, że na tym forum bardzo rzadko pojawiają się emotikony w wypowiedziach osób piszących komentarze, a wszak komentarze mają pełnić funkcję dyskusji po przeczytaniu artykułu. Chciałabym wiedzieć, czy to w porządku, jeśli wstawiam emotikony do swoich wypowiedzi?

  2. Joan pisze:

    Mnie z kolei denerwuje wpuszczanie do środków komunikacji międzymiastowej osób bardzo nietrzeźwych. Ostatnio jechałam całą noc, z jednego końca Polski na drugi i na początku trasy wsiadł zataczający się pan, który przewrócił się w przejściu busa. Potem usiadł obok jakiejś biednej dziewczyny, która musiała znosić woń jaką wydzielał ten pan. Tak naprawdę to prawie cały autobus musiał znosić zepsute alkoholowymi oparami powietrze. Dlaczego musi być tak, że jedna osoba może tak zepsuć podróż wszystkim innym pasażerom, którzy zapłacili za bilet i chcieliby odbyć podróż w spokoju?

    Ostatnio, podczas różnych świątecznych zakupów w centrach handlowych zaczęłam się zastanawiać, czy jest jakaś nadzieja, żeby w przyszłości obsługa w Polsce była na wysokim poziomie. Wydawałoby się, że w sklepach droższych marek będzie lepiej, ale tak nie jest. Ostatnio podczas zakupów ze smutkiem stwierdziłam, że tylko jednemu sprzedawcy przyznałabym 4+ za obsługę. Jako jedyny ekspedient z kilkunastu sklepów jakie obeszłam przyszedł się przywitać, spytał czy mógłby w czymś pomóc, uśmiechał się i nie był przy tym nachalny.

    W innych miejscach obecność klienta nie przeszkadzała młodym ekspedientkom w plotkowaniu, nie interesowały się też czy potrzebuję pomocy w znalezieniu czegoś, zachowywały się tak jakby nikogo w sklepie nie było. Jest to naprawdę bardzo smutne, że wydaje się mnóstwo pieniędzy na marketing i reklamę, a nie inwestuje się w ludzi, nie wymaga się od nich, aby się starali. Ja wiem, że jeśliby wymagać tego od personelu, zacząłby się zachowywać dobrze i z klasą. Wiem też, że bo sama pracowałam przy obsłudze klienta, że takie uśmiechanie się jest czasami trudne, ale praca to praca. Poza tym widziałam, że klienci byli bardziej zadowoleni i chętni do kupowania, gdy uśmiechałam się, byłam miła i poświęcałam im uwagę.

    Moim zdaniem problem leży w managerach, którzy nie przykładają do tego zbytniej wagi. Nie wiem jakie szkolenia Pan prowadzi, ale mam nadzieję, że dzięki nim kiedyś poprawi nam się jakość obsługi. Przepraszam za bardzo rozwlekły wpis, ale chyba wciąż jestem wzburzona po sobotnich zakupach 🙂

  3. krajski pisze:

    Jutro pojutrze odpowiem.

  4. krajski pisze:

    W ciągu kilku dni zareaguję.

  5. Michal pisze:

    Teoretycznie (regulaminy) to kierowca (konduktor) odpowiada za bezpieczeństwo i komfort pasażerów, którzy w jakiś sposób są odrażający, przeszkadzają innym w sposób znaczny. Dlatego powinni Państwo – pasażerowie wyraźnie to zaakcentować i domagać się by kierowca wyprosił (ma do tego prawo, nawet obowiązek) osobę która komuś przeszkadzała. Jeśli nikt tego nie robi – widocznie nikomu to nie przeszkadza – taka jest logika.

  6. Michal pisze:

    Dla wielu osób rozmowy telefoniczne stały się tak bardzo powszechne za sprawą aparatów komórkowych, że zapominają zupełnie o pilnowaniu się przy wykonywaniu i odbieraniu połączeń. Również w ostatnich dniach podróżowałem, także pociągiem, gdzie akurat nie zaobserwowałem tego problemu, bo było wyjątkowo pusto i w przedziale byłem tylko ja i jeden mężczyzna. Gdy mi zadzwonił telefon, wyszedłem, chociaż przyznam, że na korytarzu znacznie gorzej słychać rozmowę, niż w wyciszonym przedziale. Nieco później gdy wyszedłem na korytarz, by się trochę przejść, to mój współpasażer telefonował w przedziale – co jak sądzę nie było błędem, gdy był tam sam.

    Natomiast tę samą trasę pokonywałem w drugą stronę czymś w rodzaju nieco bardziej wygodnego busa, niestety tu było o wiele gorzej, bo +/- 20 osób siedziało w jednym pojeździe i nie było możliwości wyjścia. Jestem jeszcze w stanie zrozumieć krótki telefon niektórych osób, by ustalić godzinę przyjazdu na miejsce z witającymi ich bliskimi. Natomiast pewna Pani przed 60, zresztą dość elegancka, używająca dobrych perfum, uznała, że pobyt w busie to bardzo dobry czas na plotki i opowieści rodzinne i nie przesadzę, jeśli powiem, że połowę z ponad dwugodzinnej podróży spędziła na telefonowaniu.

    Niestety zdecydowana większość podróży w tego typu środkach transportu odbywa się z mniejszym lub większym zgrzytem i to głównie przez ludzi, którzy nie myślą. Robią w towarzystwie te rzeczy, które normalnie wykonują w domu i wydają im się normalne. Telefonującym, czy np. słuchającym muzyki, nie przyjdzie chyba do głowy myśl o innych, bo nie wierzę, że każdy dzwoni czy głośno włącza odtwarzacz specjalnie, z premedytacją.

  7. Bubu pisze:

    Z ja mam wprost odwrotne odczucia – nie cierpię, gdy obsługa sklepu do mnie podchodzi i pyta, czy w czymś może pomóc. Jeśli sklep jest samoobsługowy (a w sklepach odzieżowych tak zazwyczaj jest), to uważam, że świetnie poradzę sobie sama i jakiekolwiek zaczepianie mnie uważam za zbędne zawracanie głowy. Jeśli chcę o coś zapytać albo poprosić o radę lub pomoc, to zawsze jest jakiś pracownik w pobliżu i zauważyłam, że pracownicy ci zawsze są mili i uśmiechnięci, jeśli i ja się do nich uśmiecham. Jeśli chcemy być dobrze obsłużeni to naprawdę sami powinniśmy pamiętać o uśmiechu i serdeczności, bo to się udziela (oczywiście kwaśna mina również się udziela). Co do poziomu obsługi to mnie najbardziej obchodzi wymiar merytoryczny, a z tym bywa rożnie. 😉 No ale wiadomo, że żaden pracownik nie pracuje w takim sklepie dłużej niż kilka miesięcy, więc nic dziwnego…

  8. Cv pisze:

    Szanowni Państwo, ja sam, chcąc postępować szlachetnie zawsze i wszędzie, mógłbym, prawdopodobnie, czuć się źle, dzieląc przedział pociągu, na przykład, z niemalże na pewno feministyczną panią dyrektor lub niemalże na pewno karierowiczem płaszczącym się przed ministrem choroby. To nowa „elita”, wychowana w „szlachetnych” promieniach niosącego światło. Zaś w klasie B reszta euronarodu niknąca w oparach jakby absurdalnego prymitywizmu, ale nie gorsza od zdemoralizowanych „panów” w chronicznie uwierających szatach senatorskich. Wielka szkoda, iż savoir vivre zgodnie tylko z literą prawa w bezczelny sposób zachowuje antyszlachetny, leseferystyczny „biznes”. Ludzie z rzymskim rodowodem ubrani w sposób godny okradanemu społeczeństwu kojarzą się z rządząca hołotą, bezwzględną barbarią. Jestem przekonany o podległości sztuki savoir vivre prawdzie wyrytej na sklepieniu niebieskim. Szlachetność będzie fikcją bez wierności tejże. Formy towarzyskie obumrą jako ceremonie umarłych za życia, bezczeszczących święty depozyt naiwnych przodków.

  9. realista pisze:

    Pracując za 7zł na godzinę i znosząc humory i groźby szefa ciężko jest być non stop miły i radosny. Klienci nie znając kulis pracy w tym nie pomagają. Sam pracowałem wprawdzie nie w sklepie ale w telemarketingu. Ciężko być nie-nahalny jak szef krzyczy „sprzedawaj” grożąc zwolnieniem.

  10. Joan pisze:

    Nie zgodzę się, w Polsce mentalność jest taka, że każdy boi się wychylić i coś powiedzieć. Nikomu się nie chce. Zresztą nie każdy też musi mieć ochotę się wykłócać, to kierowca powinien dbać o pasażerów.
    Oto przykład pokazujący obojętność ludzi – w autobusie była też awaria, chyba systemu ogrzewania, przez co co chwilę z klimatyzacji wydobywał się dźwięk jakby ktoś jechał obok kosiarką. Było to nie do zniesienia. Nie wierzę, że nikomu to nie przeszkadzało, chyba tylko głuchemu nie przeszkadzałoby takie ryczenie. Odczekałam jakieś 20 minut z nadzieją, że może przestanie ta wentylacja „warczeć”. Nikt w tym czasie nawet nie drgnął, żeby pójść do kierowcy zgłosić problem. Ja to w końcu zrobiłam i jeden z kierowców powiedział mi, że „warczy, to warczy”. O i tak to u nas jest, że i klient nie wymaga i obsługa ma klienta w nosie, logiczna zależność.

  11. Joan pisze:

    Właśnie dobry sprzedawca potrafi wyczuć kiedy ktoś potrzebuje pomocy a kiedy lepiej klienta nie zaczepiać 🙂

  12. Cv pisze:

    Ma Pan rację. Savoir vivre musi ulec oczyszczeniu socjalizmu, ucisku żelaznej pięści gnostyków-pragmatyków, opuścić labirynty przeklętych piramid. Kto żyw, niech dojrzy Oko i przejrzy się w nim … Różne formy, jedna treść. I jeden gniew bezsilny jak morze. Proszę Pana, znalazł się w Pan w mackach Lewiatana, który pożera, teraz w roli nadczłowieka, filantropa, herosa pracy i godziwego zysku, Ludzie szlachetni patrzą na niego z perspektywy, nie kryjąc obrzydzenia. Socjalizm w postaci liberalizmu cuchnie okropnie, najlepsze perfumy na nic się zdadzą. Szlachetność stoi na antypodach wulgarności wszelkiej maści socjalizmów; teraz należy uważać, by przypadkiem nie pobrudzić się komunałami „wolnego rynku”.

  13. Michal pisze:

    Zdaje sobie sprawę z tego, jaka jest rzeczywistość. Dlatego na początku zaznaczyłem – teoretycznie – ale nie dajmy się zwariować. Zawsze nad kierowcą jest jakiś przełożony, a jeśli nie to są inne służby kontrolne. Jeśli w autobusie jedzie ktoś pijany i agresywny, można domagać się wezwania policji, ewentualnie samemu to zrobić. Pewnie nie jest to łatwe, ale taka jest właśnie cena nie bycia obojętnym.
    Natomiast co do przykładu, to nie wiem jakie było rozwiązanie, natomiast w upalny dzień wolałbym jechać w hałasie niż bez klimatyzacji jak w puszce lub czekać godzinę na dworcu na kolejny autobus, czy w trakcie trasy oczekując na naprawę usterki.

  14. jdas pisze:

    Szczytem chamstwa telefonicznego jest korzystanie w środkach komunikacji publicznej z tzw. telefonów muzycznych, włączonych na cały regulator, z których dobywa się najczęściej trudny do zdefiniowania jazgot. Wiadomo słuchawki kosztują te 5 zł, a i telefonem przecież trzeba zaszpanować. Niestety trudno takim zwrócić uwagę, gdyż najczęściej są to osobnicy w dresach, którzy w każdej chwili są gotowi kogoś pobić lub gorzej. Ponadto w razie zwrócenia uwagi nikt ze współpasażerów nie stanie po stronie zwracającego tylko wszyscy zachowają obojętność. Podobnie jak było to kilka dni temu w Gdyni gdzie dresiarze na peronie ciężko pobili studenta bo nie spodobały im się jego spodnie i również nikt nie zareagował.

  15. Bubu pisze:

    No cóż… obecnie chyba wszystkie telefony dostępne na rynku są „muzyczne” i problem DJów bez słuchawek staje się palący, ale na szczęście puszczanie puzyki w środkach komunikacji masowej nie jest chyba zjawiskiem nagminnym? Jak dotąd w ciągu kilku lat spotkałam się z tym tylko kilka razy i to głownie w podrzędniejszych miejscowościach. Oczywiście jest to bardzo denerwujący rodzaj chamstwa. Nie zgodzę się z tym, że dotyczy głownie niebezpiecznych osobników w dresach, bowiem najczęstszej głośnym puszczaniem muzyki z telefonu zajmują się dzieciaki (na szczęście poza pojazdami). Tak jest przynajmniej w Gdyni. Nie wiem, co ma wspólnego chamskie puszczanie muzyki i bicie studentów na peronach, nie wiem czemu ktoś próbuje od razu szargać dobre imię mojego ukochanego miasta? Można odnieść wrażenie, że to miasto chamstwa, dresów i przemocy, a jest raczej odwrotnie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s