Savoir vivre i zasada pragmatyzmu

Zasada pragmatyzmu czyli zasada nakazująca wszystko upraszczać i oszczędzać pojawiła się po II wojnie światowej i zaczęła powoli zdobywać sobie zwolenników, by rozpocząć swoje królowanie w XXI wieku.

Wydaje się, że pierwsze zwycięstwa zaczęła odnosić w architekturze co zaowocowało domami pudełkami i niskimi (wbrew zdrowiu mieszkańców) sufitami.
W jaki sposób wkracza ona w świat savoir vivre?
Na tysiące sposobów.

W największym stopniu w dziedzinie ubrania – adidasy, spodnie, ortalionowe kurtki 24 godziny na dobę przez cały rok.

Savoir vivre mówi: możesz ubrać się w niedzielę do kuchni w ubranie robocze, ale przebierz się do niedzielnego obiadu w garnitur. Zasada pragmatyzmu: nie przebieraj się.

Savoir vivre – przełóż, do niedzielnego śniadania, chrzan i musztardę z firmowych słoików do odpowiednich miseczek. Zasada pragmatyzmu: postaw te słoiki (czy plastikowe opakowania) na stole.
Zasada pragmatyzmu jest agresywna i pazerna. Chce coraz więcej. Chce obowiązywać wszędzie. Zaczyna dominować myślenie (i zachowanie) wielu ludzi.
Savoir vivre – organizujesz przyjęcie – niech wszyscy będą eleganccy. Ludzie przychodzą, ale pada deszcz i cześć osób nie wzięła butów na zmianę. Trudno. Potem się posprząta ślady błota na podłodze.

Zasada pragmatyzmu – kazać wszystkim zdjąć buty – niech część paraduje w wieczorowych sukniach i zniszczonych papuciach z pomponikami a część niech chodzi (np. w garniturach) boso. Podłoga ma zostać czysta (nie będę się męczył przy jej sprzątaniu).
Pan Mariusz W. napisał: „Z kilkoma zasadami nie zgadzam się. Jedną z nich jest ta, mówiąca iż każda telefoniczna wiadomość tekstowa podpisana. Uważam, że jeżeli mam pewność, że odbiorca wiadomości ma mój numer zapisany, to zbędne jest podpisywanie się”.
SMS to nowoczesny odpowiednik listu lub telegramu. W ramach oszczędzania czasu lub pieniędzy listów i telegramów też nie należy podpisywać?

Brak podpisu w sms-ie to zwycięstwo zasady pragmatyzmu.

To kolejne zwycięstwa tej zasady są jednym z istotnych czynników dzisiejszej proletaryzacji społeczeństwa. Ludzie zaczynają się zachowywać jak „biedota”, bo tak jest prościej, taniej, wygodniej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre, Stół, Ubiór i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

28 odpowiedzi na „Savoir vivre i zasada pragmatyzmu

  1. Agnieszka M pisze:

    Cytuję:
    damami pudełkami
    cześć osób Nike
    część nie chodzi (np. w garniturach) boso.
    Aż mnie korci zapytać, czy to też pragmatyzm. W końcu niesprawdzanie przed opublikowaniem to oszczędność czasu.

  2. krajski pisze:

    Dziękuje za pomoc. Literówki osunąłem. Nie dziękuję za tego typu złośliwości, które nie są przecież grzeczne, zawierają jakiś negatywny ładunek emocjonalny i można tu odczuć swego rodzaju poczucie wyższości.

    Savoir vivre zawsze nakazuje takt, delikatność, serdeczność.

    A przechodząc do meritum. Pojawiające się wciaż w moich tekstach literówki i inne błędy spowodowane brakiem korekty lub niedokładna korektą nie są wykroczeniami z zakresu savoir vivre.

    Wyjaśniałem już kilkakrotnie, że miałem do wyboru albo nie prowadzić blogu w ogóle albo prowadzić go w taki właśnie sposób – często z tzw. doskoku, często w pośpiechu.

    Za błędy wciaż przepraszam, ale też proszę o zrozumienie i wyrozumiałość, która jest ważną cnotą w świecie savoir vivre.

  3. Adam pisze:

    Poruszył Pan kwestię esemesów. Czy jeśli wymieniam z kimś kilka wiadomości, każdą mam podpisać, czy wystarczy pierwszą? To wbrew pozorom bardzo ważny temat, bo wiele rozmów, również z przełożonymi, odbywa się w tym zwariowanym świecie właśnie tą drogą. Jak należy tytułować rozmówców- są dopuszczalne jakieś skrótowe formy?

  4. Aleksandra pisze:

    Pani Agnieszka wypowiedziała się niegrzecznie, ale jednak merytorycznie ma rację. Pragmatyzm zwycięża w pisaniu tego bloga po Pańskiej stronie. Bardzo zdziwiło mnie Pańskie wytłumaczenie w powyższym komentarzu. Jest wręcz obrażające mnie jako czytelnika, bo mówi w podtekście, że nie szanuje (i nie traktuje) mnie (ogólnie nas) Pan jako czytelnika, który chce czytać teksty napisane na najwyższym poziomie, czyli ma mnie Pan za proletariusza zadowalającego się każdym tekstem, nawet tym z błędami jeśli tylko traktuje na tematy „godne” (cokolwiek pod tym słowem się kryje). Wymaga Pan ode mnie zaakceptowania czytania takich tekstów (jeśli jestem zainteresowana śledzeniem Pańskiego bloga – a jestem) i uważa, że lepiej jest wypuszczać w sieć literackie niedociągnięcia, niż żeby Pana wpisy w ogóle nie ujrzały światła dziennego. Moim zdaniem to nie do końca poprawne myślenie, choć może się Pan ze mną nie zgodzić.
    Zastanawia mnie też dlaczego uważa Pan, że pańskie pomyłki nie należą do świata savoir vivre. Skoro savoir vivre to piękne życie, powinno być ono piękne w każdym jego aspekcie jakiego się podejmujemy. Ja nie mam wątpliwości, że człowiek savoir vivre powinien posługiwać się pięknym, literackim językiem polskim wolnym od błędów, a przynajmniej powinien o piękno tego języka dbać z najwyższą starannością (może mu się nie udawać, bo jest np. dyslektykiem). Pan jednak w swojej wypowiedzi wyraźnie dał mi do zrozumienia, że się Pan nie stara o poprawność na blogu („miałem do wyboru albo nie prowadzić blogu w ogóle albo prowadzić go w taki właśnie sposób”), co niestety jest dość zasmucające.

  5. krajski pisze:

    Krzywdzi mnie Pani. Oczywiście mógłbym podejść „rzetelnie” tylko wtedy byłyby dwa wpisy na tydzień. Moja decyzja o zamieszczaniu tekstów bez korekty wyrasta z dobrych intencji. Lekceważenie jest, poza tym, wtedy, gdy są intencje lekceważenia, a nie ma Pani podstaw i prawa przypisywać mi takich intencji.

    Niemniej będę oczywiście starał się o to, by w tekstach nie było błędów i jeszcze raz przepraszam za nie.

  6. krajski pisze:

    Odpowiem jutro.

  7. krajski pisze:

    A może Pani mi pomoże w tym pięknym języku zwracają uwagę zawsze, gdy popełnię błąd.

  8. krajski pisze:

    I jeszcze jedna uwaga. Staram się o poprawność na blogu ze wszystkich sił tylko nie zawsze, i o tym pisałem, mam możliwość zrobienia korekty czy powolnego przeczytania tekstu po raz drugi (czasami jestem zmuszony zrobić to bardzo szybko).

  9. Bubu pisze:

    Na Pana usprawiedliwienie muszę podkreślić, że często jest tak, że autor, który czyta swój tekst „na świeżo” i wciąż ma w pamięci to, co napisał, nie jest w stanie wyłapać literówek. Chodzi tu o szybkie czytanie, w którym automatycznie odkrywamy sens zapisanych słów bez dokładnej analizy liter zawartych w wyrazach.
    „Porszę srpadzwić na tym pyrzłkadzie.”
    Pewnie każdy, kto potrafi szybko czytać, a nie musi literować, boryka się z takim problemem. Przyznam, ze ja tak mam – dlatego zwykle robię literówki i nie umiem ich wyłapać, czytając tekst po raz drugi. Czasem pomaga pisanie z wykorzystaniem podkreślania błędów, ale to tylko program i bywa zawodny.
    Gdyby Pan Krajski miał czekać z publikacją artykułu tydzień, aż zapomni, co napisał, po to, żeby móc wyłapać każda literówkę, było by tutaj po prostu nudno. No i większość pytań, została by pewnie bez odpowiedzi.
    Myślę, że można się tutaj odwołać też do takiej zasady, że goście nie powinni pouczać gospodarza, jak ma ich przyjmować.

  10. Bubu pisze:

    Jeszcze chciałabym skomentować opinię pana Mariusza W. w której stwierdził, że „osoba posługująca się takimi wyrażeniami w normalnej rozmowie robi wrażenie bardziej inteligentnej i mocno wykształconej.” chciałabym to sprostować.
    Osoba, która wtrąca całe wypowiedzi w jakimkolwiek języku obcym, na ogól jedynie CHCIAŁABY takie wrażenie wywoływać. Uważam, że skutek jest odwrotny, tym zachowaniem osoba taka jedynie podkreśla swój kompleks. Można tez mieć wrażenie, że usiłuje zadzierać nosa.
    Mając to na względzie, nigdy takich strąceń nie stosuję, chyba, że rozmawiam z bardzo bliskimi osobami, co do których mam pewność, że możemy takich strąceń w naszej rozmowie używać.

  11. Przemysław pisze:

    A ja stanę w obronie pana doktora, co poprę kilkoma argumentami. Po pierwsze – na różne problemy poruszane przez czytelników reaguje bardzo szybko, często właśnie z tzw. „doskoku”, podobnie jest z sytuacjami bieżącymi (np. zauważy coś w życiu codziennym i chce to skomentować póki jest jeszcze świeżo zapisane w pamięci). Często może się zdarzyć, ze robi to nawet wtedy, kiedy akurat nie ma na to czasu, ale i tak znajduje chwilę, żeby pomóc czytelnikom.
    Jeżeli chodzi o sprawy zauważane w życiu można, co prawda, zapisać je szybko w pliku tekstowym, a na blogu umieścić dopiero po korekcie, ale każdy na pewno wie jak to jest z odkładaniem rzeczy na później, zwłaszcza będąc zajętym człowiekiem. Mógłby się zrobić spory nawał takich nieobrobionych wpisów i potem byłby problem, żeby je wszystkie umieścić albo pojawiałyby się w grupach po kilka, ale w dużych odstępach czasu. Natomiast niektóre pytania czytelników wymagają odpowiedzi od razu (dotyczą np. jakiegoś nagłego problemu) i odwlekanie odpowiedzi mogłoby być dla nich krzywdzące – już lepiej odpowiedzieć w pośpiechu niż wcale.
    Po drugie – bardzo trudno wyłapuje się błędy we własnej pracy (w tekście, obliczeniach, rysunkach technicznych itd.), kiedy osoba trzecia wyłapuje je bez problemu od razu. Funkcja sprawdzania pisowni przez program nie wyłapie niektórych błędów (jak np. domy i damy, bo oba słowa istnieją w słowniku programu jako poprawne, nie zauważa on błędów wynikających z niewłaściwego kontekstu) literowych, bardzo rzadko wyłapuje też błędy interpunkcyjne (nie wszystkie programy w ogóle mają taką funkcję). Ten problem można rozwiązać dając komuś tekst do przeczytania przed publikacją, ale nie zawsze ma się pod ręką kompetentną osobę (bo nie ma sensu dawać tekstu do sprawdzenia komuś, kto sam ma problemy z poprawnym pisaniem), ani też nie zawsze ta osoba ma czas. To kolejny problem, który powodowałby znaczne opóźnienia w publikacji wpisów.
    Tak jak pan doktor zaznaczył, błędy nie wynikają z lekceważenia czytelników. Może oczywiście publikować wpisy po korekcie, co będzie skutkowało opóźnieniami, ale istota bloga polega na regularnych wpisach. Wielu czytelników – w tym ja – cieszy się, że wpisy pojawiają się często i ewentualne błędy nie stanowią dla nich wielkiego problemu (skoro wiedzą, że nie są one objawem lekceważenia). Patrząc z drugiej strony – przesadne dopieszczanie tekstu mogłoby świadczyć o tym, że autor bardziej dba o swój wizerunek niż o stałe dostarczanie wiedzy czytelnikom, co mogłoby być odebrane negatywnie.
    Niestety w dzisiejszych czasach bardzo częstym zjawiskiem jest złośliwe wytykanie błędów innym, bardzo często próbując przy tym przypisać im hipokryzję (niestosowanie się do zasad, które sami głoszą). To trochę smutny fakt, gdyż błędy popełnia każdy. Smutniejszy tym bardziej, jeżeli złośliwość jest skierowana przeciwko komuś, kto działając w dobrej wierze i szlachetnym celu, pomyli się w sposób nieszkodliwy. Niektóre osoby bardzo łatwo w ten sposób zniechęcić lub wręcz zrazić do działania. Ktoś mniej zmotywowany i wspaniałomyślny mógłby np. poczuć się urażony taką złośliwością i zrezygnować z prowadzenia bloga. Zamiast złośliwości lepiej zaproponować pomoc, albo chociaż milczeć, zamiast szukać dziury w całym.
    Pewnym rozwiązaniem mogłoby być poproszenie kogoś (może kogoś ze stałych czytelników bloga?) o przeczytanie tekstu przed jego publikacją i wskazanie ewentualnych błędów. W końcu blog służy nam wszystkim i możemy się w miarę własnych możliwości czasowych przyłożyć trochę do jego działania. Oczywistym jest, że nie każdy ma na to czas, ale myślę, że mogę zaproponować pewne rozwiązanie – otóż każdy, kto chciałby pełnić funkcję takiego edytora może zaproponować jeden dzień w tygodniu, kiedy ma na to czas. Pan doktor przed publikacją wysyłałby tekst do konkretnej osoby (zależnie od dnia tygodnia), a ta osoba tego samego dnia wieczorem odsyłałaby tekst z uwagami. Wpis mógłby pojawiać się następnego dnia (albo tego samego dnia późnym wieczorem). Spowodowałoby to tylko jednodniowe opóźnienie w pojawianiu się tekstów, a pozwoliłoby uniknąć ewentualnych błędów. Sam chętnie zgłoszę się na ochotnika w dowolny dzień tygodnia poza weekendami (dostosuje się do reszty osób, mogę zająć ten dzień, który akurat zostanie).

  12. Agnieszka M pisze:

    Proponuję zaprzestanie analiz emocji i intencji uczestników rozmów na tym blogu. Nikt nie wie, jakie miałam intencje ani uczucia dopóki o nich nie napiszę – dotyczy to każdego. Apeluję o używanie wypowiedzi typu „ja” zamiast „ty”. Np. nie podoba mi się …, czuję się źle oceniony, skrzywdzony, mam wrażenie, że …, odbieram to jak poczucie wyższości.
    Czy niegrzeczne było z mojej strony samo zwrócenie uwagi czy ta uszczypliwość, którą stonowałam nie zadając jednak pytania?

  13. Marcin pisze:

    Tak sobie czytam rozmaite komentarze i porażają mnie niektórych Państwa pretensje kierowane pod adresem Pana doktora odnośnie tzw. literówek. Pan doktor, poświęca swój czas pomagając nam rozwiązać różne problemy dotyczące savoir vivre niejako w wolontariacie, szybko odpowiada na nasze pytania. Powinniśmy to docenić, a jeżeli ktoś zauważy literówkę czy jakiś inny problem, lepiej niech napisze prywatnego e-maila do autora i wskaże jakieś uchybienia a nie pisze od razu na forum publicum. Takie jest moje zdanie. Zaznaczam, że nie dążę do konfrontacji, tylko wskazuję problem nad którym każdy z nas mógłby się zastanowić.

    Pozdrawiam serdecznie.

  14. krajski pisze:

    Ja tylko zwróciłem, uwagę w jaki sposób Pani uwaga została przeze mnie odebrana.

  15. krajski pisze:

    Jest dokładnie tak jak Pan mówi. Pana pomysł jest ciekawy. Pytanie: czy nie skomplikuje jednak nam życia?

  16. krajski pisze:

    Dziękuje za ciepłe słowa.

  17. Przemysław pisze:

    Myślę, że gdyby zebrało się kilka osób, które podeszłyby rzetelnie i sumiennie do sprawy, to nie byłoby żadnych komplikacji poza np. jednodniowym opóźnieniem w publikacji. Oczywiście sprawy nagłe czy też odpowiedzi na pytania wymagające natychmiastowej reakcji byłyby załatwiane bez dodatkowej korekty ze względu na ich charakter. Niemniej jednak, część wpisów może być publikowana po korekcie bez uszczerbku na użyteczności.
    Nawet jeżeli nie zbierze się „ekipa korektorów”, to ze swojej strony chętnie posłużę pomocą. Jeżeli będzie miał Pan jakiś tekst, którego publikacja może poczekać jeden-dwa dni i chciałby Pan, żeby ktoś go przeczytał przed umieszczeniem na blogu, to proszę wysłać do mnie mailem, a ja chętnie pomogę. I tak czytam regularnie wszystkie Pańskie wpisy na blogu, więc nie będzie to dla mnie żaden kłopot.

  18. Przemysław pisze:

    Bardzo rzadko udzielam się w komentarzach, ale bardzo cenię sobie sprawiedliwe traktowanie i czułem się w obowiązku zareagować. Nie zamierzam doszukiwać się u nikogo złych intencji, uważam jednak, że nad którymi wypowiedziami powinno się zastanowić, gdyż mogą one niepotrzebnie sprawić komuś przykrość, nawet jeżeli padły z pozytywnych pobudek.

  19. krajski pisze:

    Dziękuję i coś niedługo wyślę

  20. Agnieszka M pisze:

    Nie dąży Pan do konfrontacji, ale użył oceniającego słowa „pretensje”. O literówki miałabym mieć pretensje? Może kto inny ma, nie wiem. Pan wie?

  21. Aleksandra pisze:

    Panie doktorze, wcześniejsze Pana argumenty wprowadziły mnie w błąd, być może dlatego, że były pewnym skrótem myślowym, który został rozwinięty w komentarzu do mojego komentarza. Przepraszam, za wyciągnięcie niewłaściwych wniosków.
    Bardzo chętnie będę korektorką tekstów, ale by nie wstrzymywać ich publikacji mogę wysyłać Panu poprawki w formie komentarza do artykułu, a Pan tego komentarza po prostu nie będzie publikował – nie ma takiej potrzeby. Wtedy i wilk będzie syty i owca cała. Pytający szybko dostanie odpowiedź, a w archiwum będą teksty wolne od błędów. Proszę napisać co Pan o tym sądzi.

  22. Wojciech P. pisze:

    Może zatem chciałby Pan nawiązać coś w rodzaju cichej współpracy? Chętnie zgłoszę się na ochotnika, tzn. kogoś kto teksty sprawdzałby albo jeszcze przed albo po publikacji i takie błędy wyłapywał? To tylko luźny pomysł…

    Pozdrawiam,
    Wojciech P.

  23. krajski pisze:

    Dziękuję bardzo za taką propozycję. Cieszę się na przyszłą współpracę.

  24. krajski pisze:

    Być może niezręcznie się wyraziłem. Przepraszam.

  25. krajski pisze:

    Nie musi być cicha. Może pomysł Pani Aleksandry jest najmniej kłopotliwy. Ja zamieszczam tekst. Pan zwraca uwagę na błędy w komentarzu. Ja poprawiam błędy.

  26. Mariusz pisze:

    Do tej pory mało udzielałem się w komentarzach, ale tym razem muszę zabrać głos. Sądzę bowiem, że uwagi niektórych z Państwa są zupełnie nie na miejscu. Sam jestem czytelnikiem tego blogu od dłuższego czasu i doceniam pracę Pana Doktora, którą wykonuje – jakby nie było – pro publico bono. Dostajecie Państwo dostęp do sporej dawki specjalistycznej wiedzy zebranej w jednym miejscu za darmo, więc należy się choćby doza wyrozumiałości dla autora. Przecież wszelkie błędy we wpisach można zgłosić chociażby poprzez zakładkę „Kontakt” na górze bloga, na co Pan Doktor z pewnością by zareagował. A już na pewno jest to lepsze rozwiązanie niż niektóre z Państwa komentarzy.

    Poza tym, uważam pomysł pana Przemysława za bardzo dobry. Myślę, że gdyby dało radę zdobyć pomoc 2-3 osób, to korekta mogła by być stosunkowo szybka. Osobiście chętnie służę pomocą, przez większość dnia mam dostęp do skrzynki e-mailowej, więc mógłbym na spokojnie przeglądać tekst w wolnych chwilach.

  27. Wojciech P. pisze:

    To rzeczywiście dobry pomysł Pani Aleksandro. 🙂

  28. krajski pisze:

    Dziękuję za ten głos. Spróbuję zrobić coś takiego. Gdy będę miał bardziej wolne chwile napiszę kilka zapasowych tekstów i porozsyłam po osobach, które zgłosiły chęć dokonywania korekty. a więc również i do Pana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s