W jaki sposób się podpisywać?

Problem ten wywołała Pani Anna K.: „Prosiłabym o rozwianie moich wątpliwości odnośnie podpisywania się pod wszelkiego typu zamówieniami, ofertami, zapytaniami itp. W mojej nowej pracy, w której pełnię również obowiązki asystentki prezesa często wysyłam za niego korespondencję, a tym samym ją tworzę. Jak powinnam podpisywać korespondencję od prezesa? Prezes Jan Kowalski, Jan Kowalski, czy może przy użyciu tytułów naukowych mgr inż. Jan Kowalski? Zauważyłam, że niektórzy używają swoich tytułów (ponieważ jest to branża techniczna, najczęściej jest to mgr inż.), jednak mnie się to wydaje śmieszne. Równie dobrze ja mogę się podpisać z przedrostkiem mgr. Kiedyś, a i owszem, kiedy nie każdy był magistrem może to miało sens, ale teraz większość młodych ludzi ma magistra (który teraz niczemu niestety nie służy, ale to inny temat) i nie uważam, że jest to ważne. Jak to jest w biznesie? Czy używać tytułów, czy jednak sobie je darować”.

Można by powiedzieć tak, najprościej, że należy zapytać się szefa o jego życzenie. To jest jego podpis i on decyduje jak ma on wyglądać.

Natomiast co do zasad. Mam przed sobą dwie książki: „Poradnik korespondencji użytkowej” Radosława Pawelca i Doroty Zdunkieiwcz-Jedynak (Warszawa, bez daty wydania; książkę wydało ostatnio wydawnictwo Langenscheidt) oraz „Korespondencję dyplomatyczną” Juliana Sutora (Warszawa 2008).

W tej pierwszej czytamy, że wszystkie stanowiska i tytuły tego kto pisze list umieszczamy w lewym górnym rogu (s. 25). W podpisie umieszczamy tytuł zawodowy lub stopień naukowy lub tytuł naukowy, gdy korespondencja dotyczy spraw dotyczących jakiejś dziedziny wiedzy. W podręczniku jest przykład listu w sprawie konferencji naukowej. Przed podpisem jest „mgr”(s. 26).

W tym samy podręczniku (s. 33) są wzory nagan. Jedna podpisana jest:

„Dyrektor III Liceum im. Jana Kiepury
mgr Zofia Kolasińska”

Pod druga widnieje następujący podpis:

„Dyrektor Janke-bis
mgr Janusz Kret”

W podręczniku jest też podanie o pracę. U góry jest „mgr”, w podpisie już nie (s. 42).

W pracy Sutora znajdujemy punkt pt. „Tytuły naukowe, wojskowe itp.” Oto jego treść: „przeważa praktyka, zgodnie z którą w oficjalnej korespondencji dyplomatycznej, a nawet oficjalnych kartach wizytowych, unika się zazwyczaj zamieszczania tytułów naukowych i innych tytułów niedyplomatycznych, np. tytułu profesora, doktora, generała, pułkownika itp. Natomiast tytuły takie stosuje się zazwyczaj w korespondencji półoficjalnej i prywatnej. Zasada ta jednak stosowana jest elastycznie. Należy brać pod uwagę zwyczaje miejscowe” (s. 54).

Ostatnie zdanie należy uznać za ważne.

Ja osobiście nigdy nie podpisuje się „dr”. Boje się, że zostanie to odebrane jako „przechwalanie się” tytułem, ale to jest moje osobiste odczucie.

W Polsce zawsze w wielu środowiskach uznawało się, że tytułu „mgr” się nie pisze, że zaczyna się od „dr”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Komunikacja i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „W jaki sposób się podpisywać?

  1. bbk pisze:

    Według mnie tytuł inżyniera w korespondencji z innymi firmami powinien być inż. W końcu to nie tytuł naukowy, a zawodowy. Pisząc do kogoś takiego wiem, że mogę dołączyć rysunek techniczny bez wyjaśnień czy używać nazw takich jak „St5”.

  2. Xellos pisze:

    Małe sprostowanie – magister nie jest tytułem naukowym.

  3. krajski pisze:

    Poprawiłem. Dziękuję.

    Uczyłem 10 lat na uniwersytecie. Nauczono mnie patrzeć na uniwersytet tak jak patrzyła na niego przez wieki Europa – miejsce studiów, poszukiwania prawdy, gromadzenia i porządkowania wiedzy, toczenia sporów naukowych. Dla mnie więc studia uniwersyteckie były zawsze w pierwszym rzędzie przygotowaniem do pracy naukowej. Tytuł magistra to tytuł, który umożliwia podjecie pracy dydaktycznej i naukowej na uczelni. Ta ostatnia owocuje doktoratem. Do zawodu przygotowują szkoły zawodowe. teraz inaczej traktuje się uniwersytet, a mnie żal.

  4. Widziałem w pewnym urzędzie „mgr” na tabliczkach przy dzwiach do pokoi w jednym wydziale, natomiast pietro wyżej juz widniało samo imię i nazwisko – pewnie bardziej skromniejsi 😉

  5. … i taki mały off-topic: patrząc na zachowanie dzisiejszych „studentów”, ich zachowanie, brak elementarnej kultury, postawę życiową- aż trudno uwierzyć w ich „wyższe wykształcenie” 😉

  6. walrab pisze:

    Z dzieciństwa (trzydzieści lat wstecz) mam w pamięci „Książkę telefoniczną” mojej małej miejscowości – wówczas ok. 10.000 mieszkańców – w której był umieszczony numer telefonu Pani Mikrobiolog. Przed nazwiskiem, imieniem oraz numerem telefonu tej Pani był podany tytuł „magistra”. W tej „książce” była to jedyna (tak, jedyna) adnotacja dotycząca wyższego wykształcenia owej osoby. Dlaczego o tym piszę (wspominam), ponieważ, tak jak wcześniej ktoś napisał na tym blogu: po pierwsze – wyższe wykształcenie miało (relatywnie) w tamym czasie bardzo niewiele osób, a po drugie – co jest bardziej istotne – takie osoby zasługiwały na pełny szacunek i zaufanie, co do swojego wykształcenia, aniżeli obecnie – po prostu będąc magistrem najzwyczajniej w świecie na to zasługiwały. I to było oczywiste i nie budziło u nikogo żadnych negatywnych skojarzeń. Obecnie…… no właśnie ……..

  7. Bubu pisze:

    Czytając te wszystkie komentarze można by pomyśleć, że.. hmm… wstyd być magistrem?
    Niedługo ludzie zaczną się wstydzić wyższego wykształcenia, jak tak dalej pójdzie 😉
    Wydaje mi się, że nikt nie powinien obnosić się ze swoimi tytułami i nie podawać ich, jeśli to nie jest istotne. Jednak skromność to jedno, a niechęć wobec tytułów w ogóle to przesada.
    A może dzisiaj więcej ludzi ma tytuł magistra, bo więcej ludzi się stara?

  8. jdas pisze:

    Więcej ludzi ma tytuł magistra bo uczelnie obniżyły poziom i postawiły na masowe kształcenie. A wszystko co masowe i powszechne siłą rzeczy nie może być wysokiej jakości. Pracuję na wyższej uczelni, tak więc znam problem „od podszewki”.

  9. krajski pisze:

    Zgadzam się z Panem.

  10. Bubu pisze:

    Czy zatem nie jest tak, że to wykładowcy ponoszą winę za to, że wręczają dyplom osobom, które nie posiadają odpowiednich kwalifikacji? Zdumiewa mnie fakt, że najpierw nie stawia się wymagań, a później podważa wagę dyplomów, które są wręczane…
    Naprawdę, dawałam z siebie ile mogłam na studiach i nie chcę się wstydzić bycia magistrem, a niedługo chyba do tego dojdzie 😉
    Argument, że studia kształcą masowo, bo takie jest zapotrzebowanie rynku, to żaden argument – żeby pracować i mieć wyższe wykształcenie, wystarczy ukończyć studia licencjackie. To są studia zorientowane na zdobycie zawodu.
    Studia magisterskie sa z definicji skierowane do osób, które praną rozwijać swoją wiedzę naukową, chcą prowadzić badania i opracowywać własne rozwiązania. Nie każdy musi przecież być magistrem, tak samo, jak nie każdy musi być doktorem…
    Dzisiaj coraz więcej młodych osób robi doktorat tylko po to, by nie wstydzić się bycia magistrem, bo wiedzą, że stać ich na więcej. Efekt jest taki, że tytuł doktora też będzie dostępny za chwilę dla co czwartego studenta. Gdzie tu sens? Po co marnować państwowe pieniądze, jeżeli ktoś i tak nie ma zamiaru wybrać kariery naukowej?

  11. amires pisze:

    Po tak długich sporach na temat tak istotnego etapu kształcenia, jakim jest jego uwieńczenie przyznaniem tytułu magistra, wreszcie czytam kilka słów płynący ze zdrowego rozsądku. Bo czy można, czy należy wstydzić się jakichkolwiek zasług zdobytych dzięki nakładowi własnej pracy?. Według mojej oceny nie i to zdecydowanie nie. Oczywiście wysiłek w osiągnięciu celu mógł być różny i zawsze tak było, że jedni z trudem osiągali cel, innym przychodziło to trudniej, a jeszcze inni nigdy do niego nie dotarli. I nie mam tu na myśli tylko uczelni wyższych, gdyż tak w ogóle dotyczy ten problem wszystkich absolwentów wszelkich szkół zawodowych itd. To rynek pracy i zdrowa konkurencja powinna weryfikować czy absolwent zasługuje na tytuł dobrego fachowca w wybranej dziedzinie. Równie dobrze może odnosić się to do robotnika jak i inżyniera czy intelektualisty. Wszyscy w zdrowym systemie zasługują na właściwy sobie szacunek, a tytuł który zdobyli tylko ich zobowiązuję do ciężkiej pracy, i udowadniania na co dzień sobie i innym, że na niego zasługują (łącznie z mechanikiem samochodowym, szewcem, piekarzem, hydraulikiem, inżynierem, no i magistrem). Pozdrawiam…

  12. Wykładowca z UK pisze:

    To nie jest wina wykladowców, że poziom kształcenia w Polsce i zagranicą gwałtownie spadł. Niestety wymusza to struktura kapitalistyczna, która traktuje uniwersytety, jak każde inne miejsce pracy i wytwarzania (prawie fabryki), które muszą udokumentować swoje istnienie zyskiem finansowym, (tak, niekoniecznie naukowym lub ten jest bardzo trudno osiągalny ze względu na nieproporcjonalne rozłożenie środków lub ich brak). Zatem uczelnie ratują się zwiększając nabór i retencję studentów, co przekłada się na obniżenie wymogów, (aby studenci nie odeszli ze studiów, bo wraz z nimi odchodzi dofinansowanie). Zatem uniwesytety z kuźni wiedzy, nowych rozwiązań i idei, zamieniły się w przerażajacej większości w wyższe szkoły. Zaznaczam, że zjawisko występuje na całym świecie. Polska edukacja i tak pozostaje jedną z lepszych i kształcących samodzielnie myślącego człowieka.

  13. Matzayew pisze:

    W Niemczech za to, jak ma się stopień dr. to przykleja się on aż po wieki do posiadacza. Nawet burmistrz we wniosku o meldunek pyta się, czy jest posiadany stopień naukowy i jaki, a potem wszystkie listy przychodzą per Dr. Czy też na nagrobku takiego naukowca jest wstawiany tenże stopień. Wydaje mi się też, że tak samo jest na Węgrzech.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s