Używanie przypraw przy stole

Ten problem poruszył Pan Jdas pisząc: „Czasami trzeba uważać też na inne rzeczy. We Francji nietaktem towarzyskim jest np. doprawienie sobie potrawy, mimo że sól, pieprz i inne przyprawy stoją na stole. Jest tak, bo doprawiając sobie potrawę sygnalizujemy, że kucharz nie potrafił jej właściwie przyrządzić. A że sól i pieprz na stole stoją, no cóż, taka tradycja.

Nie tylko we Francji jest to faux pas (które jest naruszeniem etykiety; nietakt pojawi się wtedy, gdy mimowolnie, bez złych intencji urazimy kogoś, spowodujemy zakłopotanie itp., np. powiemy „Pani syn młodo wygląda”, a ta kobieta odpowie: „To mój mąż). Etykieta określa, że przypraw nie używamy (chyba, ze to są flaki lub coś podobnego, co wymaga indywidualnego przyprawienia).

Używanie soli czy pieprzu nie tylko obraża kucharza ( czy gospodynię) lecz jest również znakiem niskiej kultury kulinarnej (człowiek wysokiej kultury szuka smaku potrawy, a nie zmienia go na ostrzejszy, bo jego kubeczki smakowe nie reagują na „prawdziwy” smak; nigdy zatem nie doprawiamy bażanta, kawioru itp.).

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przyjęcia, Restauracja, Stół. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Używanie przypraw przy stole

  1. Selina pisze:

    Witam

    Trudno mi się z tą tezą do końca zgodzić. Jeśli na stole znajdują się przyprawy, to po to by ich użyć, jeśli poprawią nam walory smakowe. Nie sądzę też by jakiś kucharz czuł się urażony faktem, że ktoś lubi potrawy bardziej słone, czy ostre. Przecież wiadomo, że kucharz tworzy okresloną głebię smakową potrawy (w kwestii słoności i pikantności wyłącznie, nie chodzi o inne walory smakowe) na pewnym minimum, akceptowanym dla większości gości. Czy zatem osoby lubiące wyraziste smaki (słone i ostre) nie mogą skorzystać z przypraw stojących na stole? To jakiś absurd. Oczywiście nie mówię tu o doprawianiu takich rzeczy, jak wspomniany przez Pana kawior, bo to samo przez się się rozumie. Tak samo jak trudno by osoba lubiąca jedzenie delikatne zgłaszała zastrzeżenia, że pieczona papryczka chili jest zbyt ostra, bo to nie wynika z nieumiejętności kucharza, a z samej specyfiki tejże papryki.

    Trudno zgodzić mi się też z ostatnim akapitem. Sama przygotowując przyjęcie zaniżam słoność potraw, tak by np. osoby wiekowe (osoby starsze zwykle mają obniżony próg wyczuwalności soli, zatem zwykle potrawy są już dla nich dość słone, gdy dla nas ciągle jeszcze niedosolone) lub chorujące na nadciśnienie, cukrzycę itp. mogły bez obaw konsumować moje potrawy. To samo w przypadku potraw (zwykle meksykańskich, węgierskich i wschodnich), których istotą jest ostrość nadana głownie różne papryki (nie tylko). Wkładam tylko tyle ostrej papryki, by lekko zasygnalizować tendencję potrawy. Jednocześnie na stół kładę różne przyprawy, które pozwalają na wydobycie ich właściwej głębi, czyli doprawienia według inwywidualnego uznania każdego z gości. Nigdy nie przyszłoby mi nawet do głowy poczuć się urażoną, że gość korzysta z przypraw 🙂 Z szacunku do gości nie narzucam też przypraw i dodatków. Takie rzeczy jak pieprz, sól, papryka, ocet spirytusowy, ocet winny, magii, surowa cebulka pokrojona w kostkę, szczypiorek itp. podaję w oddzielnych naczyniach. Nie każdy lubi pomidora z cebulą i nie każdy lubi jajka ze szczypiorkiem. Zatem wszystko, co nie stanowi podstawy wydobycia pożądanego przez kucharza smaku w danej potrawie, serwuje na stole odrębnie, jako fakultatywne dodatki.

    Wydaje mi się, że twierdzenie iż przyprawy znajdują się na stole zwyczajowo i nie należy ich używać, bo to faux pas jest nadużyciem. Owszem, podręczniki savoi-vivre w tej materii podają jedną, bezsprzeczną zasadę – nie wolno doprawiać nic przed skosztowaniem, bo to jest dopier faux pas, a nie samo skorzystanie z przypraw stojących na stole :).

    Pisze Pan, że „człowiek wysokiej kultury szuka smaku potrawy, a nie zmienia go na ostrzejszy, bo jego kubeczki smakowe nie reagują na „prawdziwy” smak”. Jeden lubi cielęcinę inny wołowinę, jeden lubi jedzenie pikantne drugi delikatne, jeden woli wczasy na karaibach, drugi na fiordach norweskich, jeden woli lamborgini inny porche. I nie ma to nic wspólnego z kulturą. Jak mówi łacińskie przysłowie „de gustibus not est disputandum”. Osobiście lubię potrawy jedne i drugie, dlatego Pana stwierdzenie mnie obraża. Obraża również prawie trzy czwarte świata, które na co dzień jada ostro. Potrafię napawać się delikatnością jednych i ostrością drugich potraw. Zatem raczej moje kubki smakowe nie uległy wypaczeniu :).

    Poza tym posiłki na przyjęciach nie służą do „szukania smaku”, lecz do nakarmienia gości. Przyjęcie to nie konkurs kulinarny dla poszukiwaczy smaków. Przyjęcie to mniej lub bardziej uroczyste spotkanie grupy ludzi, którzy spędzą na nim wiele godzin, w związku z czym należy im zapewnić jedzenie i picie, podobnie jak dostęp do toalety i szatni (w określonej porze roku czy aurze). Istotą imprez oficjalnych czy uroczystych nie jedzenie, tylko CEL spotkania. Jedzenie i picie, to tylko dodatek, oprawa, elementy logistyki przyjęcia. Nie zapominajmy o tym.

    Pozdrawiam serdecznie
    Selina

  2. Do Pani Seliny: Ustosunkuję się jeszcze raz do kwestii przypraw.

  3. Mariusz Jagielski pisze:

    Pani Selino,czasami warto wstrzymać się od komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s