W jaki sposób nie wolno traktować gościa-prelegenta

Problem ten wywołał pan Marc, pisząc: „Pracuję w zagranicznym ośrodku badawczym. Mojego przełożonego, profesora który jest uznanym i medialnym autorytetem w swojej dziedzinie, zaproszono, aby wygłosił przemówienie podczas sympozjum dla nauczycieli. Sympozjum to było organizowane w Polsce w ramach jakiegoś projektu. Niestety profesor zachorował, więc wysłał do Polski mnie (wiedząc, że jestem pół-Polakiem), organizator się zgodził. Na miejscu jednak wyczułem, że ludzie byli zawiedzeni (mimo że też mam duże doświadczenie w swojej dziedzinie i starałem się to bardzo przystępnie i ciekawie opowiedzieć). Na przerwie zupełnie przypadkiem usłyszałem, jak organizator mówi chyba do jednego z nauczycieli, że <>. Przed lunchem organizator podszedł do mnie i powiedział, że jestem już wolny i jak chcę, mogę wracać do swojego pokoju (sympozjum było w tym samym hotelu). Zrozumiałem, że nie jestem mile widziany na lunchu, więc nie poszedłem. Dodam, że po lunchu była jeszcze druga część sympozjum, na którą również nie poszedłem. Później zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem? Czy dobrze odczytałem intencje organizatora? A może mimo wszystko powinienem był go wprost spytać, czy przewidziano dla mnie lunch (dla profesora na pewno by przewidziano), czy też może po prostu iść na ten posiłek razem ze wszystkimi? Cały czas myślę, że coś zrobiłem nie tak. Bardzo proszę o ocenę tej sytuacji.
Dodam, że oprócz mnie było jeszcze dwóch gości-prelegentów, starszych profesorów, tzw. autorytetów w swojej dziedzinie. Dla nich i dla organizatorów został przygotowany osobny stół. Nauczyciele, uczestnicy sympozjum, siedli przy dwóch długich osobnych stołach. Organizator zagadał do mnie w momencie, gdy rozglądałem się po sali za miejscem. Moją <> jest to, że mimo dawno skończonych 30 lat wciąż wyglądam bardzo młodo, jak student, więc widocznie uznali, że nie pasuję do ich towarzystwa. Ale tak jak mówię, być może to ja źle odczytałem intencje gospodarzy – nikt nie powiedział wprost, że nie dostanę obiadu…”.
Zachowanie gospodarzy było skandaliczne.
Najbardziej skandaliczna i wprost niewybaczalna była mimowolna gafa, gdy główny gospodarz powiedział głośno do kogoś (najprawdopodobniej przeznaczając swoją wypowiedź tylko dla tego kogoś) pod adresem pana Marca: „Przyjechał taki g… zamiast profesora”.
Złamał w tym momencie trzy ważne zasady.
Po pierwsze, nigdy nie wolno wypowiadać się w sposób negatywny na temat osoby nieobecnej.
Po drugie, absolutnie nie wolno wypowiadać się negatywne na temat gościa – to jest wykroczenie do n-tej potęgi.
Po trzecie, nasze wypowiedzi mogą słyszeć wyłącznie osoby, do których są one skierowane (wypowiadający się ma obowiązek nad tym czuwać).
Gospodarz wykazał w ten sposób również bezmyślność. Każdy myślący człowiek powinien założyć, że tego typu wypowiedź może, w taki czy inny sposób, dotrzeć do osoby, której ta wypowiedź dotyczy (jedna pani przekaże to innej pani, a ta panu, a ten pan innemu panu itd.). Znam dziesiątki „afer”, które zrodziły się właśnie w ten sposób. Takie błędy można wybaczyć tylko nastolatkom.
Każda osoba zaproszona gdzieś jako prelegent zyskuje w ten sposób status gościa honorowego. Gość z zagranicy jest zaś zawsze gościem szczególnym i podwójnie honorowym.
Jeżeli zapraszamy kogoś ważnego, a on nie może przybyć i wysyła kogoś w swoim zastępstwie, to należy traktować zastępcę tak (lub prawie tak) jak gościa właściwego. I tak np. jeżeli zaprosimy pana X jako prelegenta, traktujemy go jak gościa honorowego. Jeśli jednak zaprosimy prezydenta Austrii i on wyśle w swoim zastępstwie pana X, traktujemy pana X ze szczególnymi honorami. Jeśli w tej sytuacji ktoś źle potraktuje pana X lub go obrazi, to tak jakby źle potraktował prezydenta Austrii. Obrażając zatem pana Marca, obrażono profesora, za którego przyjechał. Na miejscu pana Marca opowiedziałbym to wszystko temu profesorowi. Niech te informacje dotrą do profesora przez pana Marca, a nie innymi kanałami. W tym drugim przypadku profesor może mieć uzasadnione pretensje do pana Marca. Przecież pan Marc reprezentował profesora.
Gospodarz cały czas zachowywał się skandalicznie.
Skandaliczna była wypowiedź skierowana do pana Marca, że jest już wolny i może iść do swojego pokoju.
Prawdziwy gospodarz, człowiek savoir vivre i z klasą, powinien powiedzieć: „Od tej chwili pana obecność nie jest konieczna. Jeśli jest pan zmęczony, może pan odpocząć w swoim pokoju. Jeśli jednak ma pan jeszcze siły, to sprawiłby nam pan wielką radość, pozostając z nami. Pana obecność ubogaciłaby dalsze obrady”.

Skandaliczne było to, że nie zaprosił pana Marca do stołu profesorów. Tam było miejsce pana Marca jako prelegenta.

Skandaliczne było to, że nie zareagował na nieobecność pana Marca na posiłku. Jego zadaniem jest zadbać o gościa. Powinien zatem zainteresować się, dlaczego gość nie jest na posiłku i prosić go, żeby przybył na ten posiłek (np. dzwoniąc albo przychodząc do pokoju pana Marca). Mógłby zaprzestać swoich wysiłków tylko wtedy, gdyby usłyszał: „Nie jestem głodny” albo „Źle się czuję i trochę poleżę”.

Z punktu widzenia savoir vivre pan Marc zachował się bez zarzutu i bardzo taktownie, unikając w ten sposób ewentualnych dalszych sytuacji niezgodnych z etykietą.

Trudno ocenić, czy jego interpretacja sytuacji była właściwa, ale jeśli nawet była błędna, jego zachowaniu nie można niczego zarzucić. Nie uzewnętrznił przecież swoich ocen. Pozostali mogliby zatem odczytać jego zachowanie jako np. efekt złego samopoczucia.

Nie wiem, jak postąpiłbym na miejscu pana Marca. Wszystko zależy przecież od niekiedy ulotnych odczuć. Być może, gdybym nie odczytywał jakichś wyraźnie i mocno negatywnych sygnałów, podszedłbym do gospodarza i zapytał, przy którym stole mam usiąść do posiłku.

Korekta: Anna Łuczkiewicz

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii gościnność, Przyjmowanie gości, Zachowania niewłaściwe i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „W jaki sposób nie wolno traktować gościa-prelegenta

  1. Marc pisze:

    Panie Doktorze! Bardzo dziękuję za odniesienie się do opisanej przeze mnie sytuacji. Cieszę się, że nie popełniłem gafy. Byłem wtedy przekonany, że wyczuwam wyraźną niechęć gospodarzy w stosunku do mojej osoby, dlatego nie zostałem na obiedzie. Wiem, że się spodziewali znanego profesora, ale było mi trochę przykro, że potraktowano mnie gorzej od innych prelegentów, których gospodarz przy mnie w wylewny sposób zaprosił do stołu. Na dodatek, no cóż… byłem bardzo głodny, gdyż przyjechałem na to sympozjum prosto z lotniska, więc i tak musiałem zjeść obiad w hotelowej restauracji. A mojemu profesorowi oczywiście opowiedziałem o sytuacji, był bardzo zdziwiony i nie dowierzał, gdyż u nas każdy gość – nawet doktorant, traktowany jest z honorami i co chwilę częstuje się go jakimś posiłkiem…

  2. Arkadiusz pisze:

    Zachowanie organizatorów było oburzające i poza wszelkimi normami. Sam jeżdżę na różne konferencje i sympozja, i nigdy nie spotkałem się jeszcze z czymś takim. Pamiętam, jak jako młody student brałem „nadprogramowo” udział w spotkaniu naukowym. Przewodniczący tego spotkania, profesor, zaprosił mnie później na obiad. Byłem zaskoczony, próbowałem odmówić, ale profesor nalegał, że absolutnie muszę coś zjeść.

  3. Anja pisze:

    A ja mam pytanie, które gdzieś już się przewinęło. Czy w sytuacji, gdy gospodarze nie zapewniają przez dłuższy czas gościowi posiłku, i w związku z tym gość jest głodny, może to jakoś zasygnalizować? Czy raczej etykieta nakazuje znosić głód w milczeniu? Zaznaczam, że nie chodzi mi o ocenę zachowania gospodarzy, a jedynie o to, co powinien zrobić gość.

  4. Helena pisze:

    O ile gospodarz rzeczywiście nie zachował się prawidłowo, nie rozumiem do końca krytyki sugestii organizatora, że gość jest wolny i może iść do pokoju. W końcu może powiedział to z troski o tego gościa, który był zmęczony. Może forma nie była najlepsza, ale żeby od razu „skandaliczna”?
    No i dlaczego „skandaliczny” jest brak reakcji gospodarza gdy gościa nie ma na posiłku? Przecież to jest dorosły człowiek, może nie miał ochoty jeść, nie trzeba za nim aż do pokoju chodzić… nie wiem, może się mylę.

  5. krajski pisze:

    Do tej wypowiedzi w najbliższym czasie się ustosunkuję.

  6. Emilia pisze:

    Bardzo bulwersujące zachowanie gospodarzy, i jak zwykle trafny komentarz Pana Doktora. Jedyne, z czym się nie zgadzam, to następujące zdanie, cyt.:
    >>Prawdziwy gospodarz, człowiek savoir vivre i z klasą powinien powiedzieć: „Od tej chwili Pan obecność nie jest konieczna. Jeśli jest Pan zmęczony to proszę odpoczywać w pokoju. Jeśli jednak ma Pan jeszcze siły, to sprawiłby nam Pan wielka radość pozostając z nami. Pana obecność ubogaciłaby dalsze obrady”.<<

    W mojej opinii, już samo zasygnalizowanie ni stąd ni zowąd gościowi, że jego obecność nie jest konieczna, nawet w najpiękniejszej formie, jest nietaktem. Chyba, że bardzo wyraźnie widzimy, że gość źle się czuje, jest zmęczony itp, lub nam to wcześniej jakoś sygnalizował. Wówczas należy to na początku zaznaczyć, np. "Widzę, że jest Pan bardzo zmęczony po podróży, jak się Pan czuje?", i dopiero gdy gość zareaguje, że np. całą noc spędził na lotnisku bo lot był opóźniony, jest przeziębiony itp. można powiedzieć: "Myślę, że Pana obecność nie jest już konieczna" itp j.w.. Jednakże w opisanej sytuacji nie ma mowy o złym samopoczuciu tego młodego naukowca, więc organizator tak czy inaczej nie powinien pierwszy wychodzić z tego typu inicjatywą.

    Ponadto, czego też Pan nie napisał, gospodarz powinien bezwzględnie zaprosić prelegenta, jako honorowego gościa, na obiad! Tym bardziej, że zapewne uczynił to w stosunku do pozostałych dwóch prelegentów. Powinien następnie upewnić się, że wszyscy trzej prelegenci na ten obiad się udali. Dzwonienie czy pójście za kimś do pokoju to naprawdę ostateczność, znak, że gospodarz "coś przegapił". W ogóle nie można dopuścić do takiej sytuacji. Wyjątkiem jest jedynie sytuacja, gdyby gość wyszedł nagle w połowie obrad i nie pojawił się na lunchu.
    Dlatego słowa "Pana obecność nie jest konieczna" powinny paść, jeśli w ogóle, to już po posiłku.

  7. krajski pisze:

    Zapewne się nie zrozumieliśmy. Chodziło mi o to, ze w trakcie tego typu konferencji czy obrad stosuje się dwie zasady.
    Pierwsza: wszyscy prelegenci cały czas siedzą przy stole prezydialnym i następnie biorą udział w dyskusji. W takiej sytuacji ich obecność jest obowiązkowa.

    Druga. Prelegent po wygłoszeniu swojego wykładu jest wolny. Może wyjść lub usiąść wśród publiczności.

    Chodziło o zasygnalizowanie, że sytuacja jest właśnie taka (prelegent może tego nie wiedzieć).

    Idziemy do gościa do pokoju(czy dzwonimy) oczywiście tylko wtedy, gdy gość nam nagle zniknął i nie przychodzi na posiłek.

  8. Emilia pisze:

    Panie Doktorze, odnosząc się do tego: „Chodziło o zasygnalizowanie, że sytuacja jest właśnie taka (prelegent może tego nie wiedzieć)”. Chodzi o to, że każdy kto był na chociaż jednej konferencji wie, że może w każdej chwili wyjść / wejść jeśli akurat sam nie ma referatu. Jest to tak oczywiste „jak to że dwa razy dwa jest cztery”. Dlatego właśnie wspomnienie prelegentowi, że jak chce to może wyjść skoro już zaprezentował swoje, może spowodować jego wręcz zaskoczenie i być odebrane jako „wyproszenie” z sali. A już zrobienie tego bezpośrednio przed obiadem jest absolutnym nietaktem. Przynajmniej ja bym to tak odebrała, a konferencji w życiu przeżyłam dziesiątki (zarówno jako uczestnik, jak i organizator).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s