Komentarz Idasa do wpisu pt. „Jestem sproletaryzowany”

Dodam jeszcze, że chyba każdy kto zagląda na to forum mógłby podpisać się, w mniejszym lub większym zakresie, pod tym tekstem. A powód jest jeden – zmieniły się czasy i uwarunkowania. Należy wziąć pod uwagę, że zamożność przedwojennej klasy średniej pozwalająca na prowadzenie życia zgodnego z wymaganiami savoir vivre nie pojawiła się nagle. Była efektem pracy i wysiłku przynajmniej kilku pokoleń. Wojna przerwała ten cykl w sposób nieodwracalny (np. 10 minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i wywózka), w jednej chwili wszystko przepadło. Kto miał szczęście i jakimś cudem przetrwał wojnę w miarę bez szwanku (na wsi niekiedy to się udawało) tego rozkułaczyła władza ludowa, a 50 lat socjalizmu sprowadziło go “do parteru”.

W 1989 roku rozpoczął się start normalności i wszyscy zaczynali od zera. Przez 20 lat nie jest możliwe odbudować coś co kiedyś było dziełem kilku pokoleń. I to nie chodzi tylko o zamożność materialną, ale przede wszystkim o mentalność. Wykorzenienie proletariackich nawyków, którymi wszyscy przesiąkli za czasów socjalizmu wymaga pewnie z czterech pokoleń. Uczciwe dojście do jakiej takiej zamożności materialnej pewnie też coś około tyle. Szybko wzbogacają się tylko (poza nielicznymi wyjątkami) aferowicze, hochsztaplerzy i wszelkiej maści przestępcy. Ale ci ludzie po dojściu do majątku nie realizują zasad savoir vivre bo nie czują takiej potrzeby. Tworzą raczej sferę prymitywnych, hałaśliwych nowobogackich.

Dlatego jedynym wyjściem jest zachowywanie “mentalnego” savoir vivre i tam gdzie to możliwe, gdzie nas na to stać i gdzie istnieją odpowiednie warunki wprowadzać te zasady do praktyki. Na przykładzie ubrań można stwierdzić, że każdy mężczyzna, który zarabia średnią krajową lub coś około, może sobie pozwolić na posiadanie jednego czy dwóch eleganckich garniturów szytych na miarę i ubieranie ich na ważne uroczystości i inne okazje. I osoba ceniąca savoir vivre takie garnitury sobie sprawi i może nie na co dzień, ale na rozmaite uroczystości będzie je nosić.
Mało kto ma możliwości organizowania wystawnych przyjęć, ale oszczędzając jakiś czas można odłożyć na porcelanową zastawę stołową i ładne sztućce, i używać ich w niedzielę i święta. I tak postąpi osoba ceniąca elegancję i savoir vivre.

Pełne wyzwolenie i zrzucenie z siebie nawyków proletariackich jest w jednym pokoleniu raczej niemożliwe, ale drobne kroki każdy może zrobić. Trzeba tylko chcieć.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Komentarz Idasa do wpisu pt. „Jestem sproletaryzowany”

  1. Michał O. pisze:

    Abstrahując nieco od dyskusji na temat proletaryzacji. Czy jedząc w restauracji mam obowiązek zamówić coś do picia? Co do zasady rzadko spożywam napoje do posiłku, ze względów zdrowotnych. Ostatnio jednak odniosłem wrażenie, że kelnerka wręcz nalegała, bym coś do picia jednak zamówił. O ile po zajęciu miejsc, było to najzupełniej normalne, jak i przy zamawianiu też mnie nie zaskakiwało, to przy kończeniu posiłku zasugerowano kolejny raz napój i deser. Dodam, że sugestia ta padła nie po zakończeniu, ale jeszcze w trakcie jedzenia. Z drugiej strony, otoczenie może odebrać sygnał, że po prostu poskąpiłem pieniędzy na coś do picia. Jak z tego wybrnąć?

  2. sylwester pisze:

    pewien problem polega na tym, że Pan Doktor chce wszystkie dylematy wrzucić w dualizm proletariat – nie-proletariat, zapominając, że mamy kilka żyjących obok siebie klas społecznych. Obok klasy średniej mamy drobnomieszczaństwo (dodajmy, że globalizacja generuje presję na klasę średnią ale jest wiatrem w plecy dorobnomieszczaństwa), mamy „biurową klasę średnią”, zwaną powszechnie kororacyjnym mięsem armatnim, które gdzieś przechodzi w prekariat. Nową klasę społeczną, której fundamentem jest niepewność losu.

    Zupełnie z boku są robotnicy wykwalifikowani, proletariat właściciwy, wreszcie biedoda robotnicza. Dalej są ludzie bez stałych dochodów, potem patologia.

    Między klasą średnią a salonami jest wyższy management, dalej ludzie ze świecznika. To, że coś nie przystoi na salonach, nie oznacza, że jest ploretariackie. Po prostu nie przystoi na salonach, ale klasa średnia, może to zaakceptować.

    Co jest fundamentam klasy średniej ? Według mnie kluczem jest niezależmość. Niezaleźność ekonomiczna, myślowa.

  3. krajski pisze:

    Nie pomijam wcale tych innych warstw społecznych. Trochę już o nich pisałem. Napiszę w takim razie więcej. Skupiałem się, to prawda, na proletaryzacji (nie na proletariacie). Oczywiście, że tak rozumiana niezależność jest fundamentem klasy średniej.

  4. PanM pisze:

    Mieszczaństwo jako plebs, pospólstwo, patrycjat to najwłaściwszy podział. Nie jest w żadnym wypadku obrażliwy. Oczywiście są osoby i grupy, które będą „pomiędzy” lub „zdegradowane”.

    Nie wiem w jakim celu Pan Sylwester tworzy nowe grupy społeczne? Czy tzw. „biurowa klasa średnia” to coś nowego? Oczywiście, że nie. Przykładowo w łódzkich fabrykach za czasu ich największego rozkwitu oprócz robotników pracowali przecież urzędnicy, którzy zarabiali owszem nieźle, ale nie posiadali mocnej pozycji i mogli łatwo wylądować na bruku. Takich ludzi było wielu, ale nikt wtedy nie tworzył dla nich odrębej warstwy społecznej!

    Proletaryzacja w pojęciu autora to zdaje się tęsknota za pięknem i potrzebami wyższymi w sytuacji, gdy są one częściowo lub całkowicie poza naszym zasięgiem. Natomiast nie wszyscy takie potrzeby odczuwają dlatego większość osób należących do niższych warstw może odczuwać jedynie potrzebę posiadania pieniędzy i w momencie ich nabycia nadal zachowywać się proletariacko, gdyż nigdy nie marzyli pięknym życiu, a jedynie o życiu wygodnym.

  5. R.O. pisze:

    Szanowni Państwo, doprawdy zastanawiający jest pewien specyficzny pogląd na świat reprezentowany przez zauważalną część z Państwa, która komentuje poszczególne wpisy. W związku z tym muszę zareagować. Po pierwsze – kultura społeczeństwa („proletariatu”) w okresie PRL „niestety” była wyższa od tej obecnej, dlatego jeśli stan obecny ma być ową „normalnością” lepszą od „komuny”, za której nie następowała depopulacja i eksterminacja obywateli, w przeciwieństwie do III RP, nastąpić musiało jakieś przewartościowanie wartości. Po drugie – kultura społeczeństwa zachodnich jest „”niestety” niższa od kultury obywateli naszego euroregionu. Po trzecie – to na Zachodzie zrodziła się znacznie bardziej plugawa od socrealizmu kultura masowa, znacznie bardziej plugawa od peerelowskiej aksjologii kontrkultura. Po czwarte – tradycyjne, konserwatywne, prawicowe elity zachodnie także zostały poddane fizycznej likwidacji lub zepchnięciu na margines w wyniku II wojny światowej, a zwłaszcza, także powojennej, „denazyfikacji” – przetrwała i ma się dobrze elita liberalno-lewicowo-masońska. Po piąte – dziś uzyskać niezależność ekonomiczną dla miażdżącej większości jest rzeczą niezwykle trudną – łatwiej w PRL-u można było rozpocząć rozsądną i dającą realne nadzieje na korzystny rezultat bez zaciągania lichwiarsko-unijnych zobowiązań inicjatywę prywatną, którą obrócili w perzynę eksperci zachodnich elit, więc proszę nie dziwić się, gdy ktoś stwierdza fakt oczywisty – poza naprawdę wąską grupą dzisiejsi „prywaciarze” swój status zawdzięczają partyjnej nomenklaturze, ludziom związanym w jakikolwiek sposób z aparatem administracyjno-państwowym minionego ustroju bądź też aktywności paramasońskiej, masońskiej lub oddaniu „hołdu lennemu” w jakiejkolwiek formie politycznej poprawności materializującej się w strukturach współczesnej nam władzy (de facto okupacyjnej). Po szóste – to nie konieczność dziejowa doprowadziła do eksterminacji, niestety przegniłych, elit II RP. To one same popełniły „samobójstwo”, dając się ponieść „demokratyczno-liberalnemu” potopowi, nie wyłączając wbrew pozorom obozu rzekomej sanacji. Zachęcam Państwa do lektury wartościowych tekstów i publikacji, chociażby Pana Doktora Stanisław Krajskiego jako filozofa i badacza kultury.

  6. R.O. pisze:

    Ponownie zabieram głos, ale celem tylko sprostowania części mej wypowiedzi, w której niestety minąłem się z prawdą: „(…) dlatego jeśli stan obecny ma być ową “normalnością” lepszą od “komuny”, za której nie następowała depopulacja i eksterminacja obywateli, w przeciwieństwie do III RP (…)”.
    Wersja poprawna powinna brzmieć mniej więcej tak: ” (…) dlatego jeśli stan obecny ma być ową “normalnością” lepszą od “komuny”, za której przyrost naturalny dawał chociaż prostą zastępowalność pokoleń, w przeciwieństwie do III RP (…).

  7. Michal pisze:

    Generalnie sam kontekst nie jest tu aż tak istotny. Na blogu rozważamy kwestie savoir vivre, a ekonomiczne czy polityczne w tym temacie się nie zawierają bezpośrednio.

    Proletariat, to tak naprawdę, w kontekście savoir vivre, nie tyle robotnicy i tzw. ludzie pracy, a generalnie, moim zadaniem, osoby nie starające się żyć pięknie, szlachetnie, nie interesujące się tematyką etykiety wcale. Pieniądze czy wykonywana funkcja nie mają tu znaczenia kompletnie.

    Tak jak Pan podkreślił, istnieją tzw. „prywaciarze”, czyli jak rozumiem, osoby posiadające duże pieniądze, firmy, którzy, w części, mimo tego, że mają warunki by żyć, w dużej mierze, zgodnie z przyjętymi zasadami savoir vivre, tego nie robią. Mają inne pasje, znają podstawy odpowiedniego zachowania, które są niezbędne, by osiągać sukcesy w biznesie, ale ich zachowanie, ubiór, zainteresowania w wolnym czasie kompletnie ze światem savoir vivre nie mają nic wspólnego. Częściowo jest to wymuszone przez sytuację. Dziś wielu biznesowych spraw nie załatwia się, jak to powinno się odbywać, przy lampce koniaku lub w antrakcie, raczej w t-shircie przy piwie lub przy okazji hobby typu offroad itp.. Oczywiście są również osoby, które przy dużych pieniądzach, nie tracą klasy i dzięki nim ich życie staje się coraz piękniejsze.

    Jak to, swego czasu, czy to na blogu, czy w podobnych publikacjach, przeczytałem; prawdziwego gentlemana lub damę, poznaje się po tym, jak zachowuje się w samotności. „Gdy sam pijąc poranną herbatę, kostki cukru dodaje szczypcami.”

    Z drugiej strony mamy osoby, które nie reprezentują wielkich dochodów. Idealny przykład – poruszany już na blogu w wielu wpisach – nauczyciele. Osoby wykształcone, z misją, z uznaniem społecznym, zawodem zdecydowanie szlachetnym, które zarabiają niewiele. Stąd nie stać ich na wiele z „zalecanych” przez zasady savoir vivre, rzeczy. Ciężko, by np. z pensji nauczyciela zakupić kilka futer odpowiednich do sytuacji. Mimo tego, wg. mnie każda osoba, która życie szlachetne, zgodnie z SV, a każdą ze swoich decyzji, determinuje powyższymi, nie powinna być uważana za wspomniany tu proletariat. Siłą rzeczy, niektóre decyzje będą determinowane finansami, ale mimo to, nie może być tak, że całkowicie świat savoir vivre odrzucimy, bo pieniądze.

    To jest bardzo dobre, łatwe, wytłumaczenie, przed samym sobą, nie stosuje pewnej zasady, bo mnie nie stać. Przykład z ostatniego czasu – kanapki. Istnieje wiele alternatyw, które zastępują lub czynią piękniejszym wspomniany posiłek. Brak chęci, czy pomysłu na nie, zdecydowanie zakrawa o proletaryzm.

    Stąd osoba z ‚teoretycznego’, czy też Marksistowskiego, proletariatu, tak na prawdę w ramach savoir vivre-owego ‚proletariatu’, nie powinna się zawierać w tej definicji. Jeśli każde działanie jest podparte zasadami savoir vivre to, w mojej opinii ciężko taką osobę uznać za ‚proletariat’. Nawet, jeśli nie wszystko udaje się idealnie.

    Dziwi mnie więc określanie, proletariatu jak wszystkich osób pracujących zarobkowo, jest w świetle tu poruszany, nieodpowiednie. To raczej ekonomiczna niż savoir vivre-owa definicja. Wspomniany został przykład ‚robotników’, których ‚za komuny’ było stać na obrusy i spodnie w kant, a dziś chodzą w ortalionach i piją piwo przy stole z wysokim połyskiem. Kwestia ekonomiczna jest tu raczej drugorzędna, stąd nie jestem w stanie wyobrazić sobie faktu, że ktoś neguje obrus, czy elegancki płaszcz na rzecz ortalionu i jeansów, tylko pod pozorem finansowym. Wg. mnie dziś tych ‚robotników’ również stać by było na podstawy typu obrus czy płaszcz. Czy to są rzeczy przekraczające możliwości finansowe – nie podejrzewam. Raczej brak elementarnych chęci i przedsięwzięcia trudu, z tym związanego.
    Ale jak niejednokrotnie wspomniano na łamach blogu, savoir vivre wymaga wielu wyrzeczeń i poświęcenia czasu i energii, na które nie każdego stać.

  8. Bubu pisze:

    Zwracam uwagę, że grupy społecznej nikt nie „tworzy”. Ona po prostu istnieje. Może być nienazwana, nieopisana w literaturze i nauce społecznej, ale mimo to istnieje i sama się wyodrębnia w sposób naturalny i oczywisty.
    Istnienie takich grup, o jakich pisze Pan sylwester jest oczywiste i bardzo dobrze, że autor komentarza zwrócił naszą uwagę na ten temat.
    Grup społecznych zapewne jest więcej, ale te są najbardziej charakterystyczne.
    Do „PanaM” – określenia „plebs i pospólstwo” zawsze były nacechowane negatywnie i nie ma powodu udawać, że jest inaczej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s