W jaki sposób odnaleźć pokrewne dusze?

Poniższy list dotarł do mnie stosunkowo dawno. Wciąż zwlekałem z odpowiedzią uznając, że jest on bardzo ważny i że należy poświęcić na odpowiedź wiele czasu. Tego czasu nie mogłem wciąż znaleźć. Napisze teraz krótko, a wrócę do tematu po urlopie.

Szanowny Panie Doktorze,

Jak bardzo moje życie zmieniło się przez savoir-vivre niemożliwe jest do przekazania słowami. Zrozumienie kultury słowa i zachowania umożliwiło bezsprzecznie zrozumienie sztuki i jej historii. Cały czas jednak moja miłość kultury jest miłością samotną, miłością niezrozumianą, tępioną, wyszydzaną. Dawno już stwierdziłem że w moim obecnym otoczeniu tego zrozumienia nie otrzymam, a próba zreformowania go, to krucjata godna Don Chichota. Postanowiłem więc zerwać z tym otoczeniem, nie minęło jednak długo, a zostałem sam.

Mój jedyny przyjaciel o wrażliwości na sztukę wrócił do ojczystej Austrii i rzadziej będę go widywał. Mówi Pan często o potrzebie zerwania ze środowiskiem, o tym, że otoczenie nas określa. Czy mógłby Pan podać jednak alternatywę dla tego otoczenia ? Co ma zrobić młody człowiek kiedy jego otoczenie, szczególnie szkoła i jej kadra, to zaprzeczenie savoir-vivre? Innymi słowy, gdzie ma szukać nowego otoczenia? Savoir-vivre to sztuka życia, stąd moje pytanie, jak żyć Panie Doktorze ?

Pisał Pan o tym że klasa średnia żyła tak i tak, że żyła kulturą i sztuką. Czy mógłby Pan napisać jak to życie powinno wyglądać teraz ? Gdzie iść, aby obcować z tak zacnym i obytym gronem czcicieli kultury ?

Wiem jak brzmi to co napisałem, niech Pan jednak potraktuje tę prośbę jako krzyk rozpaczy w świecie, w którym nie ma już z kogo czerpać wzorów. W świecie, w którym nawet w rodzinach z godnymi tradycjami i historią górę wzięło ponad 60 lat komunizmu. Gdzie wychowania kulturowego nie wynosi się z domu, w szkole zaś otrzymuje się jego karykaturalną skarłowaciałą wersje. Wierze że w takim świecie, pytania jakie zadałem, są niestety nie żartem a smutną koniecznością.

Drugie moje pytanie to czy mógłby Pan Doktor polecić jakieś książki na temat popranej polszczyzny, w sensie polszczyzny wyrafinowanej, „zaawansowanej”?

Z wyrazami szacunku

Witold G.
Tak to niestety jest i coś trzeba z tym koniecznie zrobić. Po to jest ten blog. Myślę, że trzeba jednak zacząć organizować spotkania jego czytelników.

Polska jest dziś chora, bo nie ma życia towarzyskiego, bo nie ma klasy średniej, nie ma resurs, nawet obywatelskich. Kuleje z tego powodu demokracja. Nie ma opinii publicznej. Media nami manipulują. Ludzie staja się niewolnika w wielu porządkach, również poglądów i opinii. Nikt nie podnosi poprzeczki, wszyscy ją obniżają. Proletaryzacja jest coraz bardziej powszechna, dotyka tych, którzy powinni przestrzegać najwyższych standardów.

Sądzę, że nie należy jednak uciekać na pustynię. Trzeba ludzi brać takimi, jakimi są i być wspaniałomyślnym wobec małości. Trzeba promieniować i zarażać savoir vivre.

Będą o tym pisał i również wspólnie się nad tym zastanawiajmy – jak wyjść z tej sytuacji.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „W jaki sposób odnaleźć pokrewne dusze?

  1. Lucy pisze:

    Przeczytawszy ten wpis, znów pomyślałam nad pewną sprawą, która od dawna mnie nurtuje: jak, chcąc być człowiekiem savoir vivre, zwalczać pokusę pychy, zważywszy na to, jakie są obecnie standardy zachowań naszego społeczeństwa? Bez trudu wyobrażam sobie, że mnóstwo osób, po przeczytaniu listu pana Witolda G., uznałoby go za pyszałkowatego snoba itd. Jak chronić się przed pokusą spoglądania na ludzi z góry, wtedy, kiedy zachowują się, z punktu widzenia savoir vivre, nagannie? I nie chodzi mi tu o takie zachowanie, które wynika z niewiedzy, np. jak używać sztućców w przypadku jedzenia skomplikowanych potraw – ale chodzi mi o zachowania chamskie, rubaszne, wywołujące niesmak… No właśnie, wywołujące niesmak, ale tylko u jednej osoby – bo reszta, widząc, że ta osoba nie chce brać w czymś takim udziału – „puka się w czoło” i zarzuca tej osobie, że „nie zna się na żartach”. I pytanie najistotniejsze: gdy takie zachowanie cechuje rodzinę, nie towarzystwo, które można zmienić, ale właśnie rodzinę? To jakie są drogi wyjścia? Jaki sposób, by nie czuć się w rodzinie obco? Najlepiej byłoby, gdyby nagle cała rodzina poczuła przemożną chęć do poznania savoir vivre – ale tak raczej nie dzieje się często… Jak żyć w rodzinie, która ma kompletnie inne podejście do życia, by nie wyrzekać się swoich zasad, a równocześnie nie oddalać się od członków własnej rodziny?…
    Wydaje mi się, że temat przeze mnie zaproponowany jest dość ciekawy i byłabym wdzięczna, gdyby odniósł się Pan do niego, może w nieco dłuższym wpisie – jeśli oczywiście uważa go Pan za godny rozwinięcia.

  2. Muszę przyznać, że to o czym pisze Pani Lucy faktycznie jest problemem, a czytając list Pana Witolda, faktycznie można wyczuć gdzieniegdzie (mam nadzieję, że nieświadome) przebłyski wywyższania się. Nie wiem, gdyż nie przeczytałem wszystkich pańskich wpisów, gdzie niby Pan zaleca zmianę towarzystwa gwałtowną (tak przynajmniej zrozumiałem z listu zaprezentowanego w tym poście). Rzeczywiście z towarzystwem, przyjaciółmi czy znajomymi są pewne problemy w tym temacie, ale myślę, że po żadnym pozorem nie powinno się ich opuszczać, tylko dlatego że się z nas śmieją, tudzież nie mają zamiaru się zmieniać. To oczywiście nieprawda. Jeszcze pięć lat temu nic nie wiedziałem na temat zasad savoir-vivre. Podam też przykład z liceum, rzeczywiście, w dzisiejszych czasach, prawie wszyscy moi koledzy i koleżanki nadużywały brzydkich słów nagminnie. Co ciekawe, rozmawiając ze mną, a jestem osobą, która nie przeklina, nie czyniły tego. Zatem patrzmy raczej w górę niż w dół. Nasze zachowanie, siłą rzeczy będzie ich zmuszało do zmiany siebie, jako że człowiek, tak mi się wydaje, podświadomie przyjmuje pewne dobre wzorce, gdyż gdzieś tam w sercu czuje taką potrzebę. Choć dzieje się to bardzo powoli. Złe nawyki łatwo sobie przyswoić, ale też, powiedzmy sobie szczerze, nie są tą rzeczy, których nie dałoby się pozbyć.
    Oczywiście z rodziną jest zupełnie inna sytuacja, najtrudniejsza, jako, że na członków rodziny, zwłaszcza rodziców, nie ma się takiego mocnego wpływu. Ale na pewno nie można ich opuszczać. Być może na początkowym etapie będą się z nas śmiać, albo przez całe życie uważać za dziwaków, mimo to, tak mi się wydaje, zawsze będą nas kochać. A na końcu i tak się do wszystkiego przyzwyczają, choć wcale nie powiedziane, że się zmienią.
    A pytanie też mam osobiste. Nie wiem, czy na tej stronie Pan reklamuje inne blogi, ale czy na swoim blogu można „zareklamować” Pański blog?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s