Mała irytacja związana z paleniem

Zawsze, gdy pojawia się wpis czy komentarz dotyczące palenia jest mała burza na stronie. Podczas dyskusji na ten temat ujawniają się jednak pewne ciekawe sprawy, postawy czy aspekty. Tak jest i tym razem. Pani „Bubu” mówi o „smrodzie” dymu tytoniowego, a Pan Poet stwierdza autorytarnie: „Palenie stało się powszechnie kojarzone z proletariatem, a wśród klasy średniej staje się coraz bardziej passé”.

Te wypowiedzi prowadzą mnie do jednego wniosku. A oto on.
Wyobraźmy sobie dyskusje na temat „alkoholu” i głosy przeciwne jego spożyciu. Jedni powiedzą, że śmierdzi, inni, że jest paskudny w smaku, jeszcze inni stwierdzą, że prowadzi do marskości wątroby i alkoholizmu i jest generalnie bardzo szkodliwy dla zdrowia. Znajdą się tacy, którzy podkreślą, że budzi agresję, pociąga za sobą wiele przestępstw, jest przyczyna wypadków na drodze (często ze skutkiem śmiertelnym). Ktoś wreszcie powie: „Pice alkoholu stało się powszechnie kojarzone z proletariatem, a wśród klasy średniej staje się coraz bardziej passé”. Może i tak będzie, bo mody narzucane przez media są coraz bardziej zwariowane, a niekiedy wręcz patologiczne.

Jak można do jednego worka wrzucać siwuchę, bimber, wino „patykiem pisane”, podłe alkoholowe zajzajery i najszlachetniejsze wina, szampana, miody pitne, likiery, stare i szlachetne koniaki?

Jak można porównywać konsumpcję (i jej skutki) szampana Dom Pérignon, w salonach z konsumpcją (i jej skutkami) tzw. bełta w bramie przez margines społeczny?

Tak samo nie można mówić generalnie o paleniu tytoniu, wrzucać do jednego worka palaczy „papierosów” marki „Fajrant”, którzy ćmią je po wychyleniu kufla podłego piwa w jakiejś spelunie na przedmieściu z panami w smokingach, którzy po wystawnym przyjęciu wypalają dobre cygaro w palarni.
Co jest używając tu języka Pana Poet, passé w świecie savoir vivre? Na pewno nie to, co jest passé w tzw. świecie, bo tam to passé jest efektem kampanii prowadzonej przez kolorowe pisemka, o których kiedyś mówiło się „brukowa prasa” albo „literatura dla kucharek”, kampanii, którą wymyślają media lub koncerny pragnąc upowszechniać styl życia prowadzący do kupowania ich produktów.

Prawdziwa klasa średnia nie poddaje się żadnemu passé, bo w jej ramach zawsze jest to samo passé – to, co niskiej, jakości, co, prymitywne, wulgarne itp. To, co jest szlachetne, co jest najwyższej jakości, co jest produktem wysokiej kultury, co w tradycji salonu, czy jak kto woli, savoir vivre miało swoje miejsce i to miejsce się sprawdziło.
Wyroby tytoniowe najwyższej jakości, szlachetne papierosy i cygara (itp.) nigdy nie były, nie są i nie będą passé, bo są szlachetne, bo są jak szlachetne wina. Są tacy, którzy tak jak po szlachetne wina sięgają po nie kilka razy w roku czy kilka razy w miesiącu lub kilka razy w tygodniu.
Można przestrzegać przed nieumiarkowanym paleniem. Można oburzać się na palaczy, którzy zachowują się w sposób niezgodny z savoir vivre, ignorują niepalących i palą tam, gdzie niepalący się gromadzą i gdzie palić nie wolno.

Nie można jednak robić z tytoniu całego zła tego świata, traktować go jak szatana, a palących jak ludzi wyjętych spod prawa, ludzi, którzy żadnych praw nie mają lub, jak kto woli, których prawa może sobie interpretować i łamać każdy fanatyk – wróg palenia jako takiego.

Na koniec przypomnę, co o papierosach pisała, pod koniec lat dziewięćdziesiątych Baronowa Rotshildowa: „Chociaż papierosów nie powinno się – w zasadzie – palić aż do podania serów czy kawy, trzeba rozstawić na stole popielniczki, pasujące do zastawy stołowej bądź srebrne, i papierosy w specjalnych czarkach. W trakcie obiadu popielniczki muszą być regularnie opróżniane”.

Przypomnę też, przekornie, co o papierosach pisał Tomasz Mann: „Nie rozumiem jak niektórzy ludzie mogą nie palić. To tak, jakby odrzucali jedną z najlepszych rzeczy, jaką oferuje życie”. Ten cytat znalazłem, przypomnę, w pracy Bertharda Roetzela „Gentleman. Moda ponad czasowa” (Kőnemann 2006), w której wiele ciepłych słów poświęca wyrobom tytoniowym, w tym papierosom.

Nie każde, oczywiście, odpalać papierosa od papierosa. Mówi o papierosach (o pewnych ich szlachetnych gatunkach) jak o najlepszych koniakach, o tym, że można w nich, jak w najlepszych koniakach, się rozsmakowywać. Przez przynajmniej dwa stulecia były w Europie setki tysięcy ludzi, którzy to potrafili robić i nie byli nałogowymi palaczami, tak jak byli i są ludzie, którzy potrafią docenić szlachetnego szampana, dobry koniak czy likier i nie są alkoholikami.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Palenie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „Mała irytacja związana z paleniem

  1. Bubu pisze:

    Ma Pan całkowitą rację, że nie można porównywać palenia do patologii jako zjawisko samo w sobie. Nie należy tez oczywiście zrównywać palenia dobrych i złych papierosów, ale… z drugiej strony – czy cena lub smoking zmieniają charakter uczynku?
    Jeśli ktoś powie, że zażywa narkotyki tylko najwyższej jakości i zawsze w smokingu i doborowym towarzystwie to postępuje prawidłowo? Co np. z paleniem marihuany? Co jeśli ktos okrada tylko najbogatsze banki w szytym na miarę garniturze? – wówczas wszystko w porządku? Przecież przez niego cierpia ludzie…
    Zresztą to, co ktos czyni ze swoim zdrowiem to absolutnie jego sprawa. nie mają zastosowania żadne argumenty o szkodliwości palenia w odniesienie do osoby palacza – jego zdrowie – jego sprawa. Słusznie. Gdyby chodziło o zdrowie i samopoczucie palacza to rzeczywiście Pana porównanie do otyłości lub alkoholu miałoby głęboki sens.
    Jednak jest jedna zasadnicza różnica między paleniem a otyłością czy piciem alkoholu – mianowicie palenie nie ogranicza się do samej osoby palacza. Dym nie mieści tylko i wyłącznie w jego kieliszku ani nawet w promieniu 1 m od niego, tylko niestety rozchodzi się w sposób całkowicie niemożliwy do kontrolowania. Prowadzi to do sytuacji, gdy narażony jest interes osób znajdujących się wokół palacza.
    Bo cóż z tego, że palacz ma prawo palić, skoro inni mają prawo nie być biernymi palaczami?
    Palacz swoim zachowaniem (które wynika z jego wolności osobistej) może ograniczać wolność innych osób.
    Palacze poniekąd sami są winni obecnej ustawie. Kiedyś nie było ograniczeń – ale również dawniej palacze sami wiedzieli, że po obiedzie udadzą się do palarni na coś mocniejszego i tam będą palić, a jesli palacz zamierzał zapalić poza palarnią (a szczególnie w obecności kobiety) to grzecznie pytał, czy mu wolno.
    W dwudziestym wieku palacze zrezygnowali z tej szlachetnej praktyki i palili entuzjastycznie bez umiaru tak, jak opisuje Baronowa. Zdesperowani niepalący musieli w końcu powiedzieć dość.
    Dla przykładu – dzisiaj wracałam z synkiem trolejbusem i niestety nie mogliśmy nawet sprawdzić rozkładu jazdy na przystanku, bowiem ławeczkę pod wiatą „okupowały” dwie palące panie. W palaczach juz dawno zanikła wrażliwość na potrzeby innych ludzi.

  2. ArekS pisze:

    „Przez przynajmniej dwa stulecia były w Europie setki tysięcy ludzi, którzy to potrafili robić i nie byli nałogowymi palaczami, tak jak byli i są ludzie, którzy potrafią docenić szlachetnego szampana, dobry koniak czy likier i nie są alkoholikami.”

    Wszak cechą właściwą ludziom żyjącym wedle wskazań savoir vivre’u jest umiarkowanie, a tzw. „kultura osobista” zasadza się w dużej mierze na umiejętności powstrzymywania się od pewnych czynności, co z pewnością pozytywnie kształtuje charakter.

    Jeżeli jesteśmy więc już przy kwestii używek, to jak postrzegana jest kokaina w świecie savoir vivre’u? W naszym państwie zażyć jej oczywiście niepodobna, ponieważ byłoby to złamaniem prawa, lecz jak się ją winno traktować w krajach, gdzie jest legalna?

  3. czytelnik pisze:

    Mam nadzieję,że jednak Pan Doktór za dużo nie pali, bo grozi to podobno (czytalem w gazecie) chorobą rakową, a wówczas stracilibyśmy autora bloga.
    Problem jest następujący: część osób uważa palenie za coś bardziej obrzydliwego niż purkanie. Część osób zaś jest uzależnionych od papierosów i nie może poprzestać. Co więcej uważa,że ma do tego prawo. Jesteśmy w sytuacji, w której życie towarzyskie między tymi dwoma grupami istnieć nie może. Ktoś może być specem od savoir vivre, ale ponieważ pali będzie uznany za – tak to trzeba nazwać – buraka,prostaka i śmierdzącego srula .

  4. Maciek pisze:

    Sz. Panie Doktorze,

    Pragnąłbym tylko zwrócić uwagę na to, że ów spadek popularności palenia, ZWŁASZCZA wśród klasy średniej i wyższej (bo proletariat tytoniu trzyma się mocno) to nie produkt mody wylansowanej przez prasę brukową, lecz postawa prozdrowotna promowana przez większość (jeśni nie: prawie wszystkich) lekarzy i tzw. czynników oficjalnych.

    Norma savoir vivre jakoby palenie było czymś właściwym, naturalnym i odpowiednim dla osób kulturalnych (a zwracanie im uwagi – nie) pochodzi z czasów, kiedy i wiedza medyczna w tym temacie była inna (nie było oczywiste że palenie powoduje raka, choroby serca, impotencję) a i stan prawny był inny (nie było tak powszechnych zakazów palenia a palenie drogich papierosów i cygar było naturalne dla osób z kręgów władzy).

    Z wyrazami szacunku

  5. Poet pisze:

    Kilka uwag:
    – Nie „stwierdziłem autorytarnie”, tylko dokonałem spostrzeżenia;
    – Tomasz mann żył w czasach kiedy o szkodliwych skutkach palenia było wiadomo o wiele mniej niż dzisiaj;
    – Co Pan ma na myśli pisząc o „szlachetnych papierosach”? Rozumiem, że za szlachetne można uznać np kubańskie cygaro za 100zł sztuka zwłaszcza, że dym cygar niekoniecznie musi być przykry w zapachu. Ale „szlachetności” papierosów nie pojmuję. Są dla mnie cytując powyższy artykuł – prymitywne i wulgarne. A to za sprawą śmierdzącego (w przeciwieństwie do niektórych cygar i tytoni fajkowych) dymu oraz np niezręcznych sytuacji kiedy musimy prowadzić konwersację z kimś, komu śmierdzi z ust. Może Pan Krajski poda jakieś marki lub gatunki papierosów i skonkretyzuje na czym polega ich szlachetność. I co Pan pali na co dzień, jeżeli można zapytać?
    – Osobiście jako wolnościowiec nie mam nic do palaczy. Oczekuję tylko, że nie będą naruszać mojej wolności smrodem dymu tytoniowego.

  6. Aleksandra pisze:

    Staram się śledzić komentarze pod wpisami w miarę regularnie i w związku z tymi odnośnie palenia nasuwa mi się poniższy wniosek.
    Zadałam sobie pytanie: dlaczego ludzie są tak bardzo podzieleni akurat w kwestii palenia. Dlaczego Ci, którzy stanowczo się mu przeciwstawiają (w tym ja) nie mają już tak radykalnego stanowiska np. w sprawie alkoholu (tak jak ja). Wydaje mi się że odpowiedź leży w tzn. strefie prywatnej, którą palacz łamie wobec niepalącego. Nikt nie lubi kiedy ktoś nieznajomy stoi za blisko nas, kiedy rozmawia za głośno, kiedy narusza naszą prywatność. Nie jestem właścicielem powietrza wokół mnie, tak jak nie jestem właścicielem przestrzeni mnie otaczającej, a jednak roszczę sobie do niej jakieś prawo. Człowiek, który w restauracji przy stoliku obok, pije alkohol zupełni mi nie przeszkadza – dopóki się nie upije i nie zacznie hałasować, zwracać się personalnie do mnie lub robić jeszcze gorsze rzeczy. W którymś z komentarzy padł przykład ludzi puszystych. Oni również nie przeszkadzają mi swoim wyglądam. Nie naruszają mojej prywatności. Jednak palacz może siedzieć kilka rzędów ode mnie i ja czuję dym. W powietrzu, którym oddycham. I nie ważne jest jak szlachetny jest to tytoń. Szanuję upodobania osób palących, rozumiem, że palenie może polegać na czymś więcej niż tylko zaciąganiu się Popularnymi bez filtra, jednak jeśli czyjeś upodobania wkraczają na „moje terytorium”, budzą się we mnie nieprzyjemne uczucia. Dokładnie tak samo ta osoba mogłaby zacząć za głośno rozmawiać czy przyjść ubrana w zbyt mocne perfumy.

    Tak na marginesie dodam, że dobrze jest się czasem z kimś nie zgadzać. Wtedy otwiera się pole do dyskusji, ważenia argumentów, wysiłku intelektualnego. Moi najlepsi kompani do rozmowy to Ci, z którymi w większości przypadków nie zgadzam się w szczegółach, choć płyniemy w tym samym kierunku.

  7. walrab pisze:

    Nie rozumiem zbytnio tej polemiki, odbywającej się na tym blogu, a dotyczącej palenia papierosów – konkretnie papierosów – nie fajki i cygar. Otóż, palenie fajki czy cygar uznawane jest, jako namiętność, a nie nałóg, natomiast palenie papierosów jest nałogiem, gdyż jak powszechnie wiadomo, papierosy bardzo szybko uzależniają (o wiele szybciej niż np. alkohol). Również nie potrafię dokładnie zrozumieć intencji wpisu Szanownego Pana doktora Krajskiego dotyczącej palenia – konkretnie papierosów – ja nie widzę tu żadnej „szlachetności”. Palenie papierosów marki „Fajrant” tak naprawdę niczym nie różni się od palenia papierosów marki np. „Gauloises” (oczywiści te drugie mają lepszy smak, zapach etc.), jednak sięgamy po nie, nie dlatego, że lubimy, tylko, że jesteśmy uzależnieni – i tyle filozofii.

  8. Monika pisze:

    Zgadzam się z powyższymi komentarzami – również jestem osobą niepalącą i przeszkadza mi zapach dymu papierosowego. Zastanawia mnie jednak porównanie papierosy vs. otyłość. Stwierdzamy, że osoba otyła nam nie przeszkadza, ale palacz już tak. Otyłość się nie „rozprzestrzenia”, natomiast dym owszem. Co jednak jeśli ktoś uzna, że osoba otyła siedząca przy stoliku obok w restauracji przeszkadza mu ze względu na jego poczucie estetyki? Oczywiście łatwiej będzie tu znaleźć rozwiązanie: wystarczy patrzeć w inną stronę. Ale ten esteta jest uparty i chce koniecznie być zwrócony w stronę otyłego (tak mu wygodnie, na ścianie za otyłym jest ciekawy obraz itp.). Sytuacja dość kuriozalna, ale nie niemożliwa. Taki problem się jeszcze nie pojawił, ale pojawić się może w przyszłości, wtedy pewnie restauracje będą zmuszone do wyznaczenia osobnej sali dla otyłych (ci znów odezwą się, że są dyskryminowani…)…
    Myślę, że aby uniknąć takich rozwiązań wszyscy powinniśmy kierować się prostą zasadą wielkoduszności. Palacze nie powinni palić przy osobach, które sobie tego nie życzą, osoby, które nie chcą przebywać wśród palaczy powinny zwrócić szczególną uwagę na to, czy dana sala jest salą dla niepalących.

  9. czytelnik pisze:

    Mi otyli przeszkadzają. Niekiedy zbiera mi się na wymioty, jak ich widzę. Nic na to nie poradzę. Mogą oni sobie być otyli, ale nie w miejscach publicznych, bo mi szkodzą.

  10. krajski pisze:

    Z ostatnim Pana zdaniem nie mogę się zgodzić. Wyjaśni to wpis pt. „Bernhard Roetzel:”Ten wspaniały smak papierosa…”

  11. Łukasz Z. pisze:

    Ja również nie wiem jak jakiekolwiek papierosy mogą być szlachetne. Tytoń który trafia do papierosów, nawet jeśli byłby drobiazgowo kontrolowany ze względu na jakość i tak jest w otoczeniu bibułek, filtrów, czy różnych chemicznych odczynników by papieros równo się spalał, by nie gasł (tak jak to jest z cygarem, gdy 2-3 minuty nie pyka się) itp. Przez te wszystkie dodatki traci on na szlachetności. Myślę że dobrym porównaniem byłby jakiś produkt z popularnych firm mięsnych. Nawet najlepsze mięso nafaszerowane antybiotykami, jakimiś stabilizatorami E-ileśtam, nie może równać się nawet ze średniej jakości mięsem kupionym na targu, od masarza czy od zaprzyjaźnionego hodowcy. Papierosy stworzone zostały w XIX w. jako substytut cygar dla ludzi posiadających pieniądze (jako że wtedy produkowano ich mało ze względu na technologię, przez co ceny były raczej nieosiągalne dla proletariatu) ale jednak jako tańszy i szybszy w paleniu zamiennik cygar, czy łatwiejszy w zaaplikowaniu zamiennik fajki.
    Tak na marginesie rozważań, „luksus” palenia cygar nie polega na tym by palić kubańskie za 100 (nawet euro), a na fakcie, że do wykonania cygara musiał zasiąść mistrz , a każde cygaro zrobione ręcznie to małe dzieło sztuki (zwłaszcza gdy jest w nietypowym, a co za tym idzie trudnym do wykonania, kształcie). Poza tym uważam palenie kubańskich cygar (czy picie kubańskich rumów) za niemoralne, jako że fabryki zostały ukradzione prawowitym właścicielom a zyski z nich czerpią złodzieje i paserzy. Wiele uciekinierów-plantatorów uciekło po rewolucji m.in. do Nikaragui z której pochodzą cygara nie gorsze od kubańskich, w niższych cenach (koszty pracy i nienapompowany PR jak w przypadku kubańskich), z których produkcji pochodzą zyski trafiające do prawowitych właścicieli.

  12. krajski pisze:

    Tylko jedna uwaga na marginesie. W tej perspektywie każdy zakup chińskiego towaru jest niemoralny – to przecież zbrodniczy, komunistyczny totalitaryzm odpowiedzialny za śmierć setek tysięcy, jeśli nie milionów ludzi.

  13. dude pisze:

    Ten wpis uświadomił mi pewną rzecz: owszem zarówno „sikacz” ze spożywczego jak i Dom Perignon to alkohol, ale upić się „sikaczem”, mimo iż to haniebne zachowanie, jakoś tak bardziej wypada, czy może raczej mniej nie wypada niż upić się Dom Perignonem.
    Gdyby ludzie gustowali w szlachetności to alkohol piliby wszyscy, ale (prawie) nikt nie chodziłby pijany.

    Gdyby ludzie palili tylko szlachetne papierosy (czy papieros może być szlachetny?), cygara, fajki itp. to robiliby to stosunkowo rzadko i nie szkodziliby swojemu zdrowiu. Tylko na gruncie ekonomicznym można stwierdzić, że mało kogo stać na wypalanie 40 szlachetnych papierosów dziennie.

    Kiedyś u mnie w domu zostało zapalone cygaro przez jednego z gości. Byłem akurat wtedy w innym pomieszczeniu, a kiedy zapach do mnie tam doszedł, to pierwsze co poczułem to nie była nikotyna, ale delikatny i przyjemny aromat, który, jak sądzę, pochodził z liścia, w który cygaro to było zawinięte (potem, oczywiście, poczułem nikotynę). Sam byłem bardzo zaskoczony tym aromatem, bo to był mój pierwszy (i jak dotąd ostatni) kontakt z cygarem.

    Dotąd byłem wrogiem palenia (ale oczywiście nie oburzałbym się, gdyby w wagonie dla palących ktoś przy mnie zapalił; w końcu po to są te wagony), ale ten wpis uświadomił mi, że można palić nienałogowo, ale szlachetnie, dla przyjemności.

  14. Łukasz Z. pisze:

    Panie Doktorze,

    Mi nie chodzi o to że zarzucam reżimowi kubańskiemu krwiożerczość, a złodziejstwo i żerowanie na cudzej własności. Przykład chiński jest o tyle nietrafiony, że raz – setki tysięcy czy miliony ofiar to były za czasów Mao, a po 1980 to już tylko w tysiącach można liczyć (jeśli będziemy liczyć również zbrodniarzy którzy zasłużyli na karę śmierci), bo dzisiaj to raptem do obozu reedukacji możnaby trafić, a nie przed pluton egzekucyjny, a dwa – przemysł chiński nie istniał przed rewolucją komunistyczną, a jeśli jakiś istniał to podczas Wielkiego Skoku Naprzód i Rewolucji Kulturalnej został całkowicie unicestwiony. Po reformach Deng Xiaoping’a cały przemysł powstał od zera. Można się spierać na ile jest on prywatny a na ile państwowy, ale na pewno nie jest ukradziony prawowitym właścicielom.

  15. krajski pisze:

    Chiny popełniają i ostano zbrodnie na studentach (choćby masakra na placu Tian’anmen w 1989 r.; mały cytat z Wikipedii: „Chiński Czerwony Krzyż określa ją na 2600 osób – liczbę zapitych na placu – dop. S, K. – Organizacja Human Rights Watch szacuje, że około trzydzieści spośród setek osób uwięzionych po protestach ciągle pozostaje w więzieniach. Niektórzy z protestujących zostali skazani na śmierć”), kapłanach, biskupach itd. Łamią nagminnie prawa człowieka i obywatela. Chińczykom można zarzucić wiele innych ciężkich przestępstw, w tym np. niemiłosierny, poza wszelkimi standardami wyzysk. Nie będę rozwijał tematu, bo nie mieści się on w ramach tego blogu.

  16. Gościu pisze:

    Sam palę okazjonalnie fajkę oraz cygara i uważam, że jest to przeżycie intymne lub wręcz niezbędne do tyczenia dysputy w gronie palących gentlemanów. W mojej opinii palenie przy ludziach, którzy nie palą, dzieciach, kobietach lub poza palarnią (może to być biblioteczka w której przyjmujemy gości, pokój do gry w karty) to chamstwo, gorsze od prowincjonalnej rozrywki jaką jest żucie tytoniu. Mann może i uwielbiał palić, ale stwierdzenie, że jest to rzecz najprzyjemniejsza nie tylko zdumiewa, ale i wywołuje we mnie współczucie. Na obronę pozostaje tylko stwierdzenie, że żył w takich czasach jakich żył. Nie rozumiem tego podniecenia Rotshildową. W ogóle stawianie za przykład mieszczańskich zbiorów etykiety jest śmieszne w dzisiejszych czasach. Może się uczyć z niego paryska hołota biegająca z widłami po ulicach. Bon ton stanowi imponderabilia. Pierwsza zasada savoir-vivre jest taka, że się o nim nie rozmawia. przeczytaj i zamilcz. Takie zasady albo się wynosi z domu albo się podchodzi do nich intuicyjnie.
    Mnie się wydaje, że zagubił się Pan w tym tekście. Spłycił kulturę, przywołał duchy klasy średniej, zmieszał rzeczy trywialne ze szlachetnymi. To jest tu w ogóle nie potrzebne. Kultura to nie sztuka wyboru. Nie idzie na ustępstwa. Palenie jest czynem publicznym, drażnienie komuś nozdrzy nawet najpiękniejszymi perfumami nie jest w dobrym tonie. Zresztą naprawdę w dzisiejszych czasach nieprzyznawanie, że to ludzka słabość i głupota powinno być tak wstydliwe jak samo palenie.
    Jeżeli ktoś nie wierzy jak bardzo dyskusja o zasadach, rodzajach, klasach i gatunkach jest żałosna to stawiam przykład:
    Równie dobrze jakaś blond solara o wątpliwych obyczajach, słynąca z życia blogowego, znana w najwyższych kręgach, salonach nieheteronormatywngo bełkotu, mogłaby dziś napisać: „Chociaż używek nie powinno się – w zasadzie – brać, aż do podania serów czy kawy, trzeba zostawić na stole tackę, pasującą do zastawy stołowej bądź srebrną i kokainę w specjalnych opakowaniach. W trakcie obiadu ścieżki muszą być regularnie układane”.

  17. krajski pisze:

    Nie zgadzam się z Panem. Savoir vivre to coś czego można się nauczyć (nauczyć się tym myśleć i żyć. Etykieta to nie kwestia wychowania czy intuicji, lecz pewien kodeks wypracowany przez wiele pokoleń, który określa najskuteczniejsze sposoby wypełniania zasad savoir vivre w konkretnych sytuacjach.

    Jest oczywiscie coś takiego jak bon ton – umiejętność właściwego wdrażania savoir vivre i etykiety, która wynika z kultury i praktyki, ale to nie jest intuicja tylko cnota – czyli sprawność.

    Nie zgadzam się też do końca w kwestii palenia. Związane jest ono również z hierarchią. Jeśli VIP- (np. gość honorowy) życzą sobie palić przy stole pomiędzy daniami etykieta na to zezwala pomimo obecności przy stole niepalących.

  18. Gościu pisze:

    Szanowny Panie, gdyby był to rzeczywiście „kodeks wypracowany przez wiele pokoleń” nie skreślałby dokonań pokoleń poprzednich. Ma on raczej rewolucyjny charakter, jest skierowany do plebsu wchodzącego na salony. Raczej wykrzywia dorobek przodków, a dyskutując o zachowaniu niszczy się sens. Kodeks próbuje wnikać i regulować (zaprzecza istnieniu szacunku dla czyjejś swobody) czym oddala się od cnoty, której to stanem jedynie prawdziwym jest zobojętnienie (Antystenes, Diogenes z Synopy, Ariston z Chios…) jeżeli mamy trochę w głowie i myślimy logicznie, a do tego wynosimy z domu kilka podstawowych wartości: szacunek do starszych i kobiet, wolność oraz uszanowanie prywatności- takie zapisy nie są konieczne. Tworzą raczej potworki w stylu „dyskusja o paleniu”.
    Sprawność we wdrażaniu savoir vivre to raczej cnota w wykonaniu Rousseau.

  19. krajski pisze:

    Czym jest w takim razie protokół dyplomatyczny i etykieta biznesu?

    A przy okazji: czy zdaje sobie Pan sprawę, że nie stosując się do tej etykiety może Pan wielu ludzi urazić, obrazić, a w wielu środowiskach, instytucjach, firmach nie ma Pan bez niej po prostu czego szukać?

    Czy zdaje Pan sobie sprawę, że jest ona sposobem komunikacji społecznej, jerzykiem międzynarodowym poprzez który wyraża się wiele w różnych porządkach?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s