Wspólny nocleg z narzeczonym

Ten problem wywołała Pani podpisująca się jako Studentka, a przypomniała go Pani Izabela S.: „Nie ukrywam, że oczekuję także na wpis dotyczący wspólnych wakacji z narzeczonym, wzajemnego nocowania w swoich domach, wspólnego wynajęcia mieszkania itp., o który prosiła jedna z czytelniczek – “Studentka”.”

Jedna z podstawowych zasad savoir vivre nakazuje, by podejmować takie działania, jeżeli to tylko jest możliwe, które nie będą u innych wywoływać negatywnych reakcji, ranić ich, powodować ból. W świetle tej zasady powinniśmy powstrzymywać się od działań, które będą sprzeczne z przyjmowanymi przez innych zasadami, wartościami.

Oczywiste jest, że spanie w jednym pokoju, np. w domu narzeczonej, przez narzeczonych czy wspólne zamieszkiwanie przez narzeczonych będzie przez ortodoksyjnych katolików (oraz wyznawców innych wyznań i religii) jak równie osoby przywiązujące wagę do tradycji, odebrane negatywnie, wywoła sprzeciw, oburzenie itd. Trzeba te uczucia innych, o ile to tylko możliwe, brać pod uwagę.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Savoir vivre na co dzień. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

21 odpowiedzi na „Wspólny nocleg z narzeczonym

  1. arapacz pisze:

    I w tym, Szanowny Panie Doktorze, problem: savoir vivre zakłada istnienie „światopoglądowego” pluralizmu, który rzutuje na jego zasady, które, mimo wszystko, nie są niezmienne dla poważnej części jego teoretyków. Pozamałżeński stosunek płciowy (oraz pozaślubne wspólne pomieszkiwanie wiadomych osób) odrzucić należy ze względu na, co najmniej, sumienie świadczące o prawie naturalnym, notabene całkowicie zgodne ze zdrowym rozsądkiem, bez względu na zmieniającą się przecież postawę ludzi względem niego.

  2. krajski pisze:

    To już jest inna sprawa. Savoir vivre w swej czystej postaci (bez kontekstu) bierze pod uwagę reakcje innych; nie zranić, nie wywołać negatywnych reakcji.

    Nakazuje też zachowania zgodne z obyczajem kraju, w którym się znajdujemy.

    Oczywiście może być problem: co jest dziś obyczajem danego kraju. Mogą w nim być różne sprzeczne obyczaje.

    Wtedy savoir vivre trzyma się tradycji danego kraju.

    Pierwsza zasada savoir vivre: „bądź szlachetny”.

    Trzeba zatem umieć odpowiedzieć w każdym przypadku na pytanie; które rozwiązanie jest szlachetne a które nie?

  3. arapacz pisze:

    Ktoś rzec może – savoir vivre wyrasta z tradycji europejskiej, zatem w kwestii bieżących problemów etycznych za szlachetne i obowiązujące uznawać należy, wbrew zachodzącym zmianom, te „staroświeckie” normy moralne. Pytanie tylko, czy pod takim stwierdzeniem podpisaliby się dziś czołowi teoretycy savoir vivre, zwłaszcza z krajów Zachodu? Mnie osobiście nie za bardzo chce się w to wierzyć – savoir vivre nie charakteryzuje się kanonicznym określeniem katalogu w miarę szczegółowych zasad aksjologicznych, skupia się na bardzo ogólnym wskazaniu pożądanych cech osobowych i całej „technice” towarzyskiej. Dlatego za przedstawicieli savoir vivre uważać się mogą ludzie o wręcz skrajnie odmiennych spojrzeniach na daną, niezwykle ważką materię moralną, z tym że oni sami mniemać mogą o sobie wzajemnie jako o indywiduach nieszlachetnych. Wprawdzie przytoczyć tu można różne kodeksy honorowe i tym podobne, ale dla dzisiejszych światowych ekspertów od savoir vivre nie stanowią one zapewne nienaruszalnego dogmatu. Powie ktoś: i kodeks Boziewicza pomijał wśród wykluczonych ze społeczności ludzi honorowych: rozwodników (też tych „notorycznych”), rozpustników, publicznych demoralizatorów i gorszycieli, antyklerykałów, socjalistów, liberałów i tak dalej, a tacy w wiekach średnich prawdopodobnie znaleźliby się poza „społecznością ludzi honorowych”.

  4. Maria Konarska pisze:

    Szanowni Państwo, uważam, że zamieszkiwanie z narzeczonym przed ślubem zwyczajnie sprzeczne z zasadami savoir vivre’u. Jak kiedyś nazywano kobietę, która gościła u siebie w nocy mężczyznę nie będącego jej mężem? To, że zachowania patologiczne stały się powszechne, nie znaczy, że mogą stać się normą. Mam jeszcze jedną uwagę do słów Pana Doktora, który napisał, że nocowanie pod jednym dachem narzeczonych może być odebrane negatywnie przez „ortodoksyjnych katolików”. Jakimi zasadami kierują się w takim razie w życiu „nieortodoksyjni” katolicy? Dekalog jest jeden.

  5. krajski pisze:

    W pełni z Panią się zgadzam. Napisałem tak, bo ująłem problem z punktu widzenia ludzkich reakcji, a sam znam ludzi, którzy uczęszczają systematycznie na Mszę św., deklarują katolicyzm i nie mają nic przeciwko temu, że ich córka mieszka z „narzeczonym”.

  6. arapacz pisze:

    Chciałbym jednak zauważyć, że i rozwody, małżeńska niewierność i w ogóle rozmaite wykroczenia przeciw obyczajności małżeńskiej, dziś już generalnie zinstytucjonalizowane i/lub niekarane, niegdyś były odbierane w Europie przez większość populacji jako moralnie naganne/niemoralne, ale po jakimś czasie, niestety nieporównanie prędzej w kręgach ludzi savoir vivre niż na wsi, przestały być w ten sposób traktowane. To samo odnieść można do wielu innych zjawisk, na przykład wolnomyślicielstwa.

  7. ŁZ pisze:

    To wszystko prawda, ale pod warunkiem, że przyjmujemy iż szóste przykazanie odnosi się do wszystkich innych niż małżeńskie stosunków. Śmiem twierdzić (na podstawie lektury Pisma Świętego), iż „cudzołóstwo” jest to stosunek wyłącznie zamężnej kobiety z mężczyzną innym niż jej mąż.
    To tak na marginesie głównego spostrzeżenia, że mieszkanie pod jednym dachem wcale nie musi mieć nic wspólnego z kontaktami seksualnymi. Niektórzy (znam dwie takie pary) chcą po prostu poznać swoje nawyki zanim powezmą decyzję o połączeniu się na całe życie, a mieszkają w oddzielnych pokojach. Inna sprawa, iż może to wywoływać zgorszenie prawowiernych katolików, którzy nie uwierzą że nic się nie dzieje.

  8. krajski pisze:

    Tu nie chodzi o kwestie moralne tylko etykietalne – zasada nie rań, nie wywołuj w nim skrajnie negatywnych reakcji.

  9. Łukasz Z. pisze:

    Zgadzam się z Panem.

  10. arapacz pisze:

    Szanowny Panie Doktorze: „powinniśmy powstrzymywać się od działań, które będą sprzeczne z przyjmowanymi przez innych zasadami, wartościami” – wyznawanie i praktykowanie zasad jakiejś (pseudo)religii również zaliczyć można do jakiegoś „działania”. Co zatem z wyznawcami rozmaitych, mnożących się dziś jak grzyby po deszczu „związków religijnych”, osiągających przecież nieraz znaczne rozmiary: na przykład – wiccanizm, New Age, satanizm laveyański, scjentologia, nie wspominając o masonerii, klubach rotariańskich i tak dalej? Przecież i oni mogą się uważać za ludzi savoir vivre, a zapewne inni ludzie savoir vivre z „centrum i prawicy” uznawać mogą ich nie tylko za barbarzyńców, lecz i za osobników stanowiących zagrożenie dla ładu moralnego i państwowego. Ci pierwsi odparować mogę tę krytykę takim oto argumentem: i w średniowieczu za barbarzyńców i wywrotowców uważano ludzi, którzy później z upływem wieków stali się w zasadzie pełnoprawnymi członkami kręgu savoir vivre – wszelkiej maści wolnomyśliciele, libertyni, masoni i tym podobni.

  11. arapacz pisze:

    Zapomniałem dodać: i vice versa – ci przedstawiciele „nowych ruchów religijnych i quasireligijnych”, jak i w ogóle rozmaici niekatolicy (innowiercy, muzułmanie, Żydzi, lewicowcy, liberałowie czy wyznawcy jediizmu) za ludzi „złych” i niebezpiecznych dla „demokracji” uważać mogą z kolei reprezentantów „starego porządku”, a zwłaszcza katolików, nie wspominając już na przykład o tzw. lefebrystach.

  12. arapacz pisze:

    Pozwolę sobie na jeszcze jedno uzupełnienie: nawiązując do ostatniego mego komentarza – owi ludzie „starego porządku” oczywiście nie zgodzą się z adwersarzami, na co ci rzekną (przepraszam za powtarzanie się): jak niegdyś, w wiekach średnich, nikczemnymi byli szlachetni, (cokolwiek by to miało oznaczać), ojcowie wolnomularstwa, tak i dziś, albo w niedługim czasie, cała reakcja znajdzie się poza nawiasem środowiska wysokiej kultury i oby stało się to jak najprędzej, czasy się zmieniają, średniowieczne mroki wreszcie rozproszy światło prawdy.

  13. widawski2 pisze:

    Rozwiązaniem w takich spornych, „ideologicznych” sytuacjach może być niejako „sąd” nad określonym przypadkiem dokonany przez dany krąg towarzyski, domyślnie przestrzegający zasad savoir vivre. Ale pojawia się tu problem: jakie filozofie, ideologie, religie, poglądy etyczne itd. uznawać trzeba (bo chyba jakieś trzeba) za same w sobie sprzeczne z duchem i filozofią savoir vivre. Nadmieniony kodeks honorowy dosyć enigmatycznie podniósł zagadnienie zdrajcy – zdrajcą niejeden nazywał i do dziś (znacznie rzadziej) nazywa osobę podważającą w jakikolwiek sposób średniowieczne dziedzictwo europejskie na jakimkolwiek polu, inni z kolei tak określają ludzi już nie uległych wobec klasycznego liberalizmu, a obojętnych na kulturową rewolucję nowej lewicy i postmodernistów albo, z drugiej strony, „klerykałów i reakcjonistów”.
    Wprawdzie rzeczony sąd wykluczy (lub nie wykluczy) kogoś z towarzystwa za jakieś „poglądy”, więc sprawa się zakończy, tylko czy taka decyzja była słuszna? Czy człowiekiem savoir vivre w pełni może być reprezentant każdej ideologi, religii itp., czy też wyzwanie tylko jednej, prawdziwej filozofii, religii czyni człowieka „mistrzem” savoir vivre’u? Szlachetność wymaga niewątpliwie posiadania prawdy na polu filozoficzno-religijnym.

  14. krajski pisze:

    Ustosunkuję się do tej wypowiedzi.

    Teraz pragnę tylko zauważyć, ze protokół dyplomatyczny jest swoistą postacią savoir vivre. Stosują się do neigo dyplomaci w codziennych kontaktach z innymi dyplomatami. Ambasador jakiegoś kraju kontaktuje się wciąż z dyplomatami wielu innych krajów reprezentujących różne ideologie, religie, filozofie i politykami i protokół dyplomatyczny pozwala na to, że te kontakty są i są bezkonfliktowe.

  15. KrystynaNN pisze:

    Wiem, że to nie blog na ten temat, ale chciałabym skorygować wypowiedź Pani/Pana ŁZ, która/-y napisał/-a:
    „Śmiem twierdzić (na podstawie lektury Pisma Świętego), iż “cudzołóstwo” jest to stosunek wyłącznie zamężnej kobiety z mężczyzną innym niż jej mąż”.
    Biblia rozróżnia między cudzołóstwem (współżycie z czyimś małżonkiem) i nierządem (współżycie pozamałżeńskie): „Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa” (Ewangelia Mateusza 15,19).

  16. arapacz pisze:

    Szanowny Panie Doktorze – pozwolę sobie uprzejmie przypomnieć, na wyraźne Pana życzenie, o mych pytaniach, za odpowiedź na które byłbym bardzo wdzięczny.

  17. krajski pisze:

    Przejrzałem wszystkie Pan komentarze i nie znalazłem pytanie. Odniosłem wrażenie, że zgłasza Pan w nich taki problem: Savoir vivre – moralność- światopogląd – religia. Na ten temat napiszę wkrótce, ale czy o to właśnie Panu chodziło?

  18. arapacz pisze:

    Szanowny Panie Doktorze, oczywiście chodziło mi o możliwe rozwikłanie przez Pana moich „pytań”, a raczej pewnych wątpliwości.

  19. widawski2 pisze:

    I niech i mi będzie wolno napomknąć o postawionych wcześniej przeze mnie „światopoglądowych” znakach zapytania.

  20. krajski pisze:

    Dobrze. Jutro odpowiem, również Panu podpisującemu się jako Widawski 2, bo to podobny problem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s