Dlaczego klasa średnia jest tak słaba?

Ten problem wywołał Pan Lacek pisząc: „Chciałem zaryzykować pytanie odrobinę polityczne, choć, moim zdaniem ściśle powiązane z tematyką SV i klasy średniej, której odtworzenia chciałby zarówno Pan jak i większość czytelników Pańskiego bloga.
Czy proletaryzacja klasy średniej nie jest powiązana ściśle z demokracja socjalną? Wydaje mi się, że istnienie klasy średniej jest naturalne w zhierarchizowanym społeczeństwie. W momencie, gdy w zasadzie wszyscy są równi (w sensie istnienia w debacie publicznej) dwa sposoby życia: a) przestrzeganie SV oraz b) nie przestrzeganie SV, stają się równowartościowymi systemami wartości, choć “wrogimi” (SV ludzi nieprzestrzegających SV mogą podświadomie uważać za ludzi nieokrzesanych, a tamci ludzi SV za bufonów). Natomiast w debacie publicznej przestrzeganie SV, honorowe zachowanie nie jest już uważane za cnotę. Za cnotę jest uważana szeroko rozumiana nowoczesność (np. ateizm), otwartość na łamanie wszelkich reguł.
Sprawa druga: czy redystrybucja bogactwa, która jest naturalną konsekwencją państwa opiekuńczego nie prowadzi do niszczenia wartości klasy średniej? Tzn. w sytuacji, kiedy większość wpływów z podatków pochodzi od klasy średniej (ludzie biedni płacą niższe podatki, bo zwalnia ich z nich kwota wolna od podatku, a klasa najbogatszych płaci horrendalne podatki, ale tych ludzi jest po prostu niewiele), a następnie te wpływy są dzielone między wszystkich ze wskazaniem na biednych (za sprawą programów “wyrównywania szans” i rozmaitych zasiłków beneficjentami są przede wszystkim ludzie biedni, pomijam fakt różnych patologii np afer FOZZ itp… których beneficjentami nie są ludzie biedni). Zawsze jest tak, że jeśli państwo zabiera komuś pieniądze, a następnie daje innej osobie, prowadzi to do skojarzeń, że “ma miejsce sprawiedliwość dziejowa” (np. Państwo przymusza do płacenia alimentów, grzywien…), a tym samym ma miejsce stygmatyzacja klasy średniej. O istnieniu powszechnego przekonania że bogatszych należy stale rozkułaczać można było się przekonać w czasie ostatnich protestów w Warszawie.
Czy to jest tak, że klasa średnia w sensie SV nie pasuje do obecnego modelu państwa?”

Podane przez Pana lacka czynniki są, moim zdaniem marginalne. Wielu czytelników błoga wyraziło w różnych momentach przekonanie, ze głównym czynnikiem zaniku klasy średniej jest wyrównanie poziomu życia społeczeństwa. Absolutnie się z tym nie mogę zgodzić.

Działania państwowe wyrównujące poziom życia społecznego, a godzące w klasę średnią w taki sposób, że doprowadzały do zniszczenia jakiejś jej części (a wiec jej ilościowego ograniczenia) miały miejsce w zasadzie tylko na początku XX wieku. I tak w Polsce była to np. reforma rolna w okresie międzywojennym, która spowodowała podniesieniem poziomu życia chłopów, a doprowadziła do zniszczenia pewnej części ziemiaństwa, które zmuszone zostało do przeniesienia się do miast i tam uległo proletaryzacji.

To prawda, że poziom życia najuboższych podnosi się czerpiąc pieniądze ze zwieszonych podatków nałożonych na klasę średnią, ale ta klasa te podatki by wytrzymała gdyby nie inne czynniki.
Wyjaśnienie mechanizmu, który niszczył i niszczy klasę średnią wymagałoby napisania wielkiej rozprawy.

Tutaj pozwolę sobie tylko na parę słów.

Zauważmy, że dzisiaj proporcja dochodów jest mniej więcej (tak na oko) następująca: 3% klasa niższa, 6% klasa średnia, 91% bardzo wąska grupa najbogatszych. Kiedyś zaś było tak (mniej więcej): 1% klasa niższa, 49% klasa średnia, 50% duża grupa najbogatszych (gdzieś 100 razy większa niż dzisiaj).

W wyniku procesu, który miał miejsce w USA, a potem Europie i następnie na całym świecie 90% najbogatszych trafiło do klasy średniej, a 90% klasy średniej trafiło do klasy niższej, a 10 % najbogatszych stało się superbogatymi.

Jak to się stało?

Wprowadzenie w prawo pojęcia osobowości prawnej.

Dotąd firmy miały właścicieli. Teraz zaczęły funkcjonować jako osoby, a właścicieli nie ma. Powstały wielkie koncerny, które zaczęły pożerać klasę średnią na następnie siebie nawzajem (i tak np. w jednej branży w USA ze 100 wielkich firm pozostało 10)

Likwidacja parytetu złota i pojawienie się pieniądza dłużnego. Proces ten zakończył się ostatecznie w latach siedemdziesiątych inflacją rzędu 400%, która pożarła oszczędności klasy średniej i wystawiła ją na zniszczenie.

Proces ten doprowadził do tego np., że w Polsce 3,5 % to złotówka- pieniądz wyemitowany przez Państwo Polskie, a 96,5% to złotówka- pieniądz dłużny wykreowany z niczego przez banki (mechanizm jego powstawania można poznać wchodząc na stronę NBP – jest tam specjalny filmik, w którym się to wyjaśnia).

Wszystkie oszczędności (które są ważne dla istnienia klasy średniej) w takiej sytuacji pożera (w dłuższym okresie czasu w 100%) inflacja będąca skutkiem pojawiania się na rynku pustego pieniądza oraz dziabana tzw. ekonomicznych zabójców. Klasa średnia tak jak inni ma długi, które niszczą jej suwerenność (gdy na rynku jest pieniądz dłużny wszyscy muszą mieć długi – zaciągają kredyty).

Czynnikiem niszczącym klasę średnią było otwarcie rynków – nieograniczony handel międzynarodowy i otwarcie gospodarek na inwestycje zagraniczne.

W wyniku tego procesu handel i produkcja zostały zdominowane przez wielkie koncerny, które wypchnęły klasę średnią (faktycznie ja zniszczyły)/

Zostało tyle klasy średniej, by ktoś płacił podatki. Wielkie firmy nie płaca podatków. To im płaci się podatki w postaci procentu od kredytów, które w bankach zaciągają tak osoby fizyczne, małe i średnie firmy jak i państwa.

Taki podatek na rzecz wielkich firm płacimy w dwóch płaszczyznach – stanowi on do 50% ceny towarów i stanowi do 50% budżetu państwa.

Wszystkie te mechanizmy opisał między innymi wielki i znany ekonomista (był jedną z głośnych i wpływowych postaci w USA) Song Hongbing w swoim dwutomowym dziele pt. „Wojna o pieniądz” (książka dostępna po polsku).

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Dlaczego klasa średnia jest tak słaba?

  1. Lacek pisze:

    Uprzejmie dziękuję za odpowiedź, jednak chyba zostałem źle zrozumiany. Pisząc, miałem na myśli problem, dlaczego klasa średnia jest słaba, ale przede wszystkim jeśli chodzi o jej status w oczach ogółu społeczeństwa („ci wredni burżuje”). Innymi słowy: dlaczego niemodne jest mieć oszczędności, dlaczego klasa średnia jest słaba „propagandowo”. Dlaczego ludzie bogaci istnieli zawsze, ale by ich złupić, raczej nikt nie wpadał przed XX wiekiem (pomijam rewolucję francuską, komunę paryską i tym podobne wypadki).

    W encyklice Rerum Novarum napisano, że bogacz, ma prawo do wynagrodzenia stosownego do potrzeb i pozycji społecznej (czyli jak rozumiem by utrzymać dom i służącą, móc gdzieś pojechać), a resztę środków powinien (nakaz religijny) przeznaczyć na dobroczynność, a gdyby je przeznaczył na inwestycje, które pomagają innym przez danie im pracy, to byłoby wręcz wspaniale (bo dałby pracę innym ludziom). Tak tam jest wprost napisane. Czyli wolno być bogatym.

    Obecnie uważa się, że bogacz powinien zaopatrzyć się w żywność, a resztę pieniędzy oddać biednym. Ludźmi bogatymi się raczej gardzi. Po części wynika to z zazdrości, ale tego typu opinie są dość powszechne.

    Znajduje to teraz odzwierciedlenie w tym, że w Polsce hasło „opodatkujmy bogatych” pada na porządku dziennym. We Francji majątek powyżej 1 mln euro jest znacznie opodatkowany (majątek, nie dochody), dochody powyżej 1 mln euro też (sławnym podatkiem 75%). W Szwecji w latach 70′ Astrid Lindgern musiała zapłacić od części swoich dochodów podatek 102%.

    To wszystko oznacza, że klasa średnia jest gardzona i jest słaba.

    PS. Jeśli chodzi o działania rządowe, to pisząc o Polsce, warto też wspomnieć działania rządu Bieruta, który z majątku ograbił dosłownie wszystkich. Choć rozumiem, że pisał Pan wyszedłszy od trendów międzynarodowych, a rozkułaczanie było jednak zjawiskiem ograniczony do bloku wschodniego.

  2. krajski pisze:

    Dwie sprawy.

    Gdy w okresie międzywojennym filozofowie pisali o dobrobycie i określali go jako łatwe zaspokojenie potrzeb usprawiedliwionych, to pośród tych potrzeb wymieniali potrzeby stanowe.

    Klasa średnia w normalnym społeczeństwie kształtuje opinie publiczna, cieszy się autorytetem, faktycznie sprawuje władzę.
    Jest gwarantem demokracji, bo potrafi mysleć o potrzebach innych, o potrzebach społeczeństwa, państwa, Ojczyzny (tak było kiedyś ze szlachtą, która choć często egoistyczna i tak jako jedyna umiała mysleć dobrem publicznym).

    Dziś w świecie dominuje ta najbogatsza oligarchia i ro ona podważa i niszczy pozycję klasy średniej. Klasa średnia również sama, jednak niestety, niszczy swój autorytet nie wypełniając wartości, które są dla niej właściwe. Stąd pozbawione jej społeczeństwa podlegają manipulacji politycznej i medialnej.

    Ważne dla klasy średniej est savoir vivre, bo to ono wdraża ją w szlachetność, która potem owocuje we wszystkich porządkach, również politycznym i gospodarczym.

  3. Lacek pisze:

    Uprzejmie dziękuję za odpowiedź.

  4. Xellos pisze:

    Celem sprostowania – ateizm to żadna nowoczesność. Ateistą był już Sokrates.

  5. Eugeniusz A. pisze:

    Pan Lacek ma bardzo wyidealizowane spojrzenie na kwestie opodatkowania i redystrybucji dóbr. Otóż to nie dobra najbogatszych są przekazywane w dół drabiny społecznej. W dzisiejszym ustroju socjalnym, to najbiedniejsi są najbardziej obciążeni podatkami. Zabiera się im, aby je przemielić w strukturach państwowych i część rozdać z powrotem. Opodatkowani są również przedsiębiorcy – ale tylko do pewnego poziomu, powyżej którego opłaca się już uciekać przed opodatkowaniem.

    Korporacje i najbogatsi – jak napisał Pan Doktor nie są opodatkowani w ogóle. Przykład Szwecki jest niereprezentatywny.

    Panie Xellos: w starożytnej kulturze pogańskiej tylko gmin wierzył w bogów.
    Ateizm dziś jest przejawem źle pojętej pseudo-nowoczesności w kontrze do tradycyjnego społeczeństwa opartego na chrześcijaństwie. Stąd, jak sądzę, spostrzeżenie p. Lacka. Mówimy tu oczywiście o cywilizacji europejskiej.

  6. Michał O. pisze:

    Oszczędzanie w obecnych warunkach gospodarczych jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Jeżeli dzisiaj odejmę sobie od ust 1 000 zł, to w przyszłym roku, będzie ono warte tylko 960 zł w cenach z chwili „zaoszczędzenia”. Ludzie podświadomie to czują, dlatego wydają pieniądze od razu. I paradoksalnie, jest to dla nich bardziej opłacalne niż oszczędzanie.

  7. krajski pisze:

    Patrząc z punktu widzenia klasy średniej z prawdziwego zdarzenia/ Dopóki człowiek nie ma oszczędności dopóty nie ma suwerenności, niezależności, a nawet wolności. Może Pan kupować złoto

  8. Anna pisze:

    Odbiegając nieco od tematu, złoto jest również ciekawą alternatywą dla prezentów, np ślubnych. Sztabki złota można kupić już od kilkuset złotych (200-300), a w eleganckim pudelku prezentują się bardzo efektownie. Myślę, że jest to forma prezentu daleko szlachetniejsza od pieniędzy w kopercie i może stanowić miłą pamiątkę jeśli obdarowany nie zdecyduje się jej od razu spieniężyć.

  9. Michał O. pisze:

    Cóż, wydaje mi się, że inwestycja w złoto jest cokolwiek niepewna. Oczywiście, ostatnio trend dla złota jest wzrostowy, ale tutaj trzeba „odczarować” złoto. Obecnie jest to taki sam towar jak każdy inny i podlega takim samym wahaniom wartości.

    To faktycznie jest trudny problem do rozwiązania. Myślę jednak, że jeżeli nie przekroczy się pewnego pułapu dochodów, które pozwalają odłożyć kwotę na tyle dużą, by można było ją bezpiecznie i sensownie zainwestować, to lepiej inwestować pieniądze w rozwój ducha i umysłu. To też jest forma inwestowania, która może zaprocentować.

  10. krajski pisze:

    Tak tylko brak oszczędności czyni nas zależnymi.

    Uwaga na marginesie. Co do złota, Ze złota próbuje się zrobić zwykły towar, by bardziej uwiarygodnić pieniądz dłużny i wyeliminować ludzi niezależnych materialnie. Historia ostatnich stu lat pokazuje, że to się jednak nie udaje. W latach siedemdziesiątych uncja złota kosztowała 35 dolarów. Dziś kosztuje ponad 1300 dolarów. To jest trochę więcej niż inflacja.

  11. krajski pisze:

    Zgadzam się z Panią.

  12. Michał O. pisze:

    Pogrzebałem w materiałach i odnalazłem ten wykres:
    http://zloto.bullionvault.pl/wykres-cen-zlota.do

    Jeśli wierzyć prawdziwości zawartych w nim danych, to złoto wcale nie jest taką pewną inwestycją. Ja np. odnoszę wrażenie, że właśnie na naszych oczach pęka pewna bańka.

  13. krajski pisze:

    Wchodzimy w dyskusję, na temat który nie ma już wiele wspólnego z savoir vivre, ale odpowiem – to jest bardzo krótki okres i efekt sztucznego zbijania cen złota. W momencie super kryzysu, skaczącej inflacji czy wojny błyskawicznie objawi się jego realna wartość.

  14. jdas pisze:

    A propos złota. Dla mnie najbardziej absurdalne w tym wszystkim jest to, że 90% albo i więcej, metalu wydobywanego i uzyskiwanego z takim trudem i wysiłkiem, zamiast cieszyć oko w pięknych wyrobach, biżuterii i przedmiotach, leży bezużytecznie w sejfach bankowych w postaci sztab. A jego cena jest nakręcona sztucznie. Dowód? Proszę pomyśleć co by się stało z ceną złota, gdyby np. Chiny rzuciły na rynek swoje zasoby.

  15. krajski pisze:

    Trzeba pamiętać, że praktycznie od początku istnienia pieniądza do lat siedemdziesiątych XX w. był parytet złota (pokrycie w złocie likwidowano powoli od końca lat trzydziestych). Pieniądze były albo złote albo, gdy już były papierowe miały pokrycie w złocie. Ekonomiści zbadali ten problem i okazało się, że to pokrycie w złocie powodowało, ze nie było inflacji. I tak np. udało się zbadać inflacja franka francuskiego w latach 1814-1914 (a wiec przez sto lat) Inflacja w tym okresie wynosiła 0 (słownie zero).

    Dla porównania, gdy dolar całkowicie odszedł od złota w 1971 r. rozpoczęła się inflacja i jego wartość zaczęła gwałtownie spadać. Od 1971 do 2008 r. jego siła nabywcza spadła o 94,4%. Dziś dolar jest wart zaledwie 5,6% centa z 1971 r.
    Od 1800 r. do 1913 r. inflacja w USA była w okolicach zera, a fluktuacja cen nie przekroczyła 1,3%.

  16. jdas pisze:

    Zgadzam się z tym. Podobnie było z funtem brytyjskim, który przez cały XIX i początek XX wieku nie zmienił wartości i siły nabywczej. Prawdę mówiąc trwały i solidny pieniądz ma ścisły związek z s-v. Bo czyż nie było znacznie bardziej elegancko i z klasą gdy płaciło się na co dzień srebrnymi czy złotymi monetami, które nierzadko były małymi dziełami sztuki?
    Pewne echo tego stanu rzeczy można jeszcze poczuć w Szwajcarii. Monety nie są już oczywiście srebrne, ale ich wygląd nie zmienił się bodajże od 1880 roku. I co ciekawe monety z tamtych lat (te które nigdy nie były srebrne) są nadal w obiegu. Kilka razy sam trafiłem na monety z początku XX wieku.

    P.s. A ostatnią, lub jedną z ostatnich na świecie, monetą srebrną, która występowała w realnym obiegu była PRL-owska 200 złotówka XXX-lat PRL.

  17. mroovkoyad pisze:

    Odniosę się do słów Pana jdas. Ubolewa Pan nad tym, że 90% złota leży ukryte w bankach zamiast być przerobiona na biżuterię. Gdyby tak się stało, to wartość złotej biżuterii radykalnie by spadła. Poza tym trzeba byłoby czyste złoto wymieszać z innymi metalami. Czy tego Pan chce?

    Natomiast co do „elegancji” płacenia złotymi monetami, to chyba zagalopował się Pan w dążeniu do wyżyn Savoir Vivre i przekroczył granicę elegancji po drugiej stronie której jest skansen z niepraktycznymi reliktami. Równie dobrze można powiedzieć, że jazda bryczkami była bardziej elegancka niż samochodami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s