Przekonywanie i dyskusja

Ten problem poruszył Pan X: „Postanowiłem napisać do Pana maila ponieważ zastanawia mnie bardzo jedna kwestia – kwestia przekonywania drugiej osoby.
kiedy i jakie warunki muszą być spełnione żeby można było mówić, że dany proces przekonywania jest etyczny, jest „w porządku?”, a kiedy to już jest natręctwo, cwaniactwo?
Wiadomo, że trzeba szanować czyjąś wolę, ale z drugiej strony ludzie często reagują odruchowo na zasadzie „nie chcę o tym rozmawiać, nie jestem zainteresowany”.
I zastanawia mnie czy i kiedy można, pomimo takiej reakcji rozmówcy, drążyć temat, ale tak by być w porządku, bo rozmówca może przecież mieć pretensje typu „nie słyszysz jak się do ciebie mówi!?”.
Chodzi mi o sytuacje i w dyskusjach dotyczących wiary, światopoglądu, trudnych tematów jak i sytuacjach w handlu, sprzedaży bezpośredniej.
Przykładowa sytuacja: sprzedawca dzwoni do potencjalnego klienta i proponuje mu spotkanie w celu prezentacji jakiegoś produktu / usługi. Klient (najczęściej) odpowiada „nie jestem zainteresowany”. Klient wyraził swoja wolę, którą należy uszanować (tym bardziej że zajmuje się mu jego czas) czy może on porusza się po koleinach myślowych, napotyka ograniczenia i należy mu pomóc?
Mógłby mi Pan napisać jakie jest Pana zdanie na ten temat?
Mógłby Pan mi podać (jeśli Pan się oczywiście z takimi spotkał) opracowania tej tematyki bo nie mogę ich znaleźć, a myślę że powinny takowe być”.

Pan X porusza tu dwojakie problemy.

Pierwsze związane są z dyskusjami na tematy światopoglądowe. W świetle savoir vivre nie podejmujemy ich w ogóle na spotkaniach o charakterze stricte towarzyskich. Jeśli chcemy je podjąć to tylko w ramach prowadzenia (czy spotkania) tzw. salonu. Organizujemy spotkanie towarzyskie i zapowiadamy wcześniej, ze elementem jego programu pojawiającym się o określonej porze będzie dyskusja na określony temat. Oczywiście można organizować tez w mieszkaniu prywatnym czy pomieszczeniu publicznym spotkanie, które będzie sprowadzać się do odczytu, wykładu, panelu, którym towarzyszyć będzie szersza dyskusja.
Powinien być ktoś prowadzący dyskusję, który ogłosi jej regulamin i metodologię i będzie pilnował, by odbywało się ono w ich ramach (tak by nie przekształciło się w jałowe spory czy tzw. pyskówkę).
Regulamin dotyczy kolejności i czasu wypowiedzi poszczególnych dyskutantów oraz formy dyskusji (np. nie wolno robić tzw. wycieczek osobistych czy używać słów obraźliwych typu np. kłamstwo, głupota, ciemnota itp.).

Metodologię narzucają temat i cel dyskusji (który należy określić).

Jeżeli np. tematem dyskusji jest aborcja i w dyskusji wezmą udział katolicy i ateiści tematem dyskusji nie może być np. „Aborcja – dobro czy zło?”, bo będzie to dyskusja tzw. jałowa.
Pierwszym etapem dyskusji na temat aborcji byłoby zatem uściślenie stanowisk. Katolicy podają zatem wykładnię problemu zawartą w nauce Kościoła, wykładnię, z którą musza się zgadzać jeśli są katolikami. Ateiści mogą wtedy wskazać twierdzenia, z którymi się nie zgadzają.
Dyskusja może zakończyć się w tym momencie. Jej celem byłoby wtedy poznanie i zrozumienie swoich stanowisk.

Dyskusja może mieć jednak drugi etap. W jego ramach można by wskazać punkty (tezy), co do których jedna strona lub jeszcze lepiej obie strony mogą zmienić poglądy.
Mogą się tu zatem pojawić takie np. tematy: czy istnieją wypadki, i jakie to są, ewentualnie wypadki, w których aborcja byłaby dopuszczalna (np. kwestia zagrożenia życia matki i stopień tego zagrożenia): jakie kary należałoby stasować za dokonanie aborcji kogo one mogłyby dotyczyć (taka dyskusję mogą prowadzić między sobą również katolicy); jakie są (lub czy ewentualnie są) przeciwwskazania medyczne i psychologiczne przeciwko dokonywaniu aborcji itp.

Podkreślmy dyskusja jest dyskusją jeśli prowadzi do konstruktywnych wniosków: uściślenia stanowisk, zrozumienia drugiej strony, znalezienia punktów wspólnych, zmiany poglądów w drobnej przynajmniej mierze.

Drugi typ problemów dotyczy rozmów na inne tematy niż światopoglądowe, przede wszystkim tematy dotyczące kwestii podjęcia decyzji, w tym decyzji o zakupie czegoś.
Mamy tutaj zjawisko przekonywania kogoś do czegoś.
Pierwszy punkt.

W każdym wypadku to przekonywanie musi się dokonywać za zgodą przekonywanego.

Drugi punkt.

Nie wolno przekazywać fałszywych informacji.
Trzeci punkt.
Informacje, które pojawiają się muszą być prawdziwe i nie mogą być cząstkowe (podaje się tylko część prawdy). Gdy są cząstkowe w praktyce nie różnią się od kłamstwa

Tu przykład.

Kiedyś trafił do mnie przedstawiciel jednej telefonii i przekonywał mnie, że opłaca mi się mieć telefon w ich firmie, bo będę miał telefony za darmo po godzinie 18,00 i w sobotę i w niedzielę. Po kilku miesiącach zapłaciłem duży rachunek (okazało się, że jednak był pewien limit czasowy rozmów bezpłatnych w podanych przedziałach czasowych).

Czwarty punkt.

W trakcie przekonywania nie wolno stosować żadnego typu manipulacji ani tzw. racjonalnej ani emocjonalnej. To jest wielki temat.

Podajmy tylko dwa przykłady.

Przychodzi do ans przedstawiciel jakiejś firmy i płacze stwierdzając, że jeśli nam nie sprzeda jakiegoś towaru to wyrzuca go z pracy, a ma chorą żonę i chore dziecko.

Kiedyś słyszałem na plaży rozmowę małżeństwa. On: „Kochanie jeśli chcesz się ładnie i równomiernie opalić musisz się ruszać. Przynieś mi piwo” ( I co? Wyobraźcie sobie Państwo, że ta manipulacja była skuteczna. Poszła po piwo.)
Podane wyżej wskazania to element savoir vivre, bo to powodują zachowania, które nie są nieszlachetne i są podpowiadane przez tzw. kulturę wyższą).

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Komunikacja i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Przekonywanie i dyskusja

  1. Marcin pisze:

    To bardzo ważny temat, wiele ludzi nie potrafi dyskutować, a takie próby, nawet na mało istotne tematy często kończą się z ich strony przyjęciem agresywnej postawy. Sam dziś byłem świadkiem towarzyskiej rozmowy, w której jedna ze stron nie wyraziła nawet sprzeciwu, tylko wolę zmiany tematu, a druga strona stała się wobec niej jawnie agresywna i dawała upust swojej frustracji. Człowiek savoir vivre nigdy się nie unosi – to bardzo istotne wskazanie znacznie ułatwiłoby życie.

  2. Ja trochę nie na temat, gdyż zastanowiło mnie stwierdzenie, iż w gruncie rzeczy dyskusja na temat aborcji między katolikami, a ateistami byłaby jałowa. Zakładamy więc, że wszyscy katolicy są konserwatywni (a nie są) i będą zdecydowanymi przeciwnikami aborcji, zakładamy też, że wszyscy ateiści są liberalni obyczajowo (a nie są) i że będą za wolnym dostępem do aborcji optować. Ja mimo wszystko znam wielu ateistów zgodnie przeciwnych aborcji czy eutanazji, z kolei wiele osób uważających się za katolików ma bardzo liberalne podejście, typowe dla panującego dziś w Kościele Katolickim ekumenizmu i modernizmu od II Soboru Watykańskiego. Po wielu dyskusjach sądzę, że to nie jest typowe wśród moich znajomych, lecz jest to ogólny panujący „trend”.

  3. Tomasz pisze:

    „Kiedyś słyszałem na plaży rozmowę małżeństwa. On: „Kochanie jeśli chcesz się ładnie i równomiernie opalić musisz się ruszać. Przynieś mi piwo” ( I co? Wyobraźcie sobie Państwo, że ta manipulacja była skuteczna. Poszła po piwo.)”

    Doskonałe, pierwszy raz porządnie się uśmiałem czytając Pańskiego bloga. 🙂

  4. krajski pisze:

    Kwestia aborcji nie różni katolików konserwatywnych od innych. Rozstrzygnięcie na temat aborcji ma status dogmatyczny. Kto zatem go nie przyjmuje nie jest już katolikiem.

  5. Mi się Pańska postawa bardzo podoba i się z nią zgadzam, ale w takim razie za nieprzestrzeganie dogmatów, ekumenizm, modernizm i ogólnie za sprzeciw wobec „czystości doktrynalnej” za katolików powinniśmy przestawać uważać też wielu kardynałów i obecnego Biskupa Rzymu.

  6. krajski pisze:

    To nie jest takie proste. Są granice mniej wyraźne i bardziej wyraźne. Te wyraźne zakreślone są ekskomunikami i nie sądzę, by ktoś z wymienionych przez Pana osób, jak na razie, je z hukiem przekraczał.

  7. Z chęcią bym o tym jeszcze porozmawiał, ale wiem, że nie życzy sobie Pan dyskusji w komentarzach odbiegających zbytnio od tematu savoir-vivre. Sądzę jednak, że granice te się powoli zacierają.

  8. krajski pisze:

    Oj lepiej żeby się nie zacierały.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s