Prawda, dobro, szlachetność, światopogląd, religia, polityka – życie towarzyskie i społeczne

Taki zespól problemów poruszyło w komentarzach dwóch panów: Pan Widawski2 i Pan Arapacz.
Pan Widawski2 napisał między innymi: „Pojawia się tu problem: jakie filozofie, ideologie, religie, poglądy etyczne itd. uznawać trzeba (bo chyba jakieś trzeba) za same w sobie sprzeczne z duchem i filozofią savoir vivre. Nadmieniony kodeks honorowy dosyć enigmatycznie podniósł zagadnienie zdrajcy – zdrajcą niejeden nazywał i do dziś (znacznie rzadziej) nazywa osobę podważającą w jakikolwiek sposób średniowieczne dziedzictwo europejskie na jakimkolwiek polu, inni z kolei tak określają ludzi już nie uległych wobec klasycznego liberalizmu, a obojętnych na kulturową rewolucję nowej lewicy i postmodernistów albo, z drugiej strony, “klerykałów i reakcjonistów”.
Wprawdzie rzeczony sąd wykluczy (lub nie wykluczy) kogoś z towarzystwa za jakieś “poglądy”, więc sprawa się zakończy, tylko czy taka decyzja była słuszna? Czy człowiekiem savoir vivre w pełni może być reprezentant każdej ideologi, religii itp., czy też wyzwanie tylko jednej, prawdziwej filozofii, religii czyni człowieka “mistrzem” savoir vivre’u? Szlachetność wymaga niewątpliwie posiadania prawdy na polu filozoficzno-religijnym”.

Pan Arapacz napisał przynajmniej 6 komentarzy an ten temat. Stwierdził, między innymi: „Co zatem z wyznawcami rozmaitych, mnożących się dziś jak grzyby po deszczu “związków religijnych”, osiągających przecież nieraz znaczne rozmiary: na przykład – wiccanizm, New Age, satanizm laveyański, scjentologia, nie wspominając o masonerii, klubach rotariańskich i tak dalej? Przecież i oni mogą się uważać za ludzi savoir vivre, a zapewne inni ludzie savoir vivre z “centrum i prawicy” uznawać mogą ich nie tylko za barbarzyńców, lecz i za osobników stanowiących zagrożenie dla ładu moralnego i państwowego. Ci pierwsi odparować mogę tę krytykę takim oto argumentem: i w średniowieczu za barbarzyńców i wywrotowców uważano ludzi, którzy później z upływem wieków stali się w zasadzie pełnoprawnymi członkami kręgu savoir vivre – wszelkiej maści wolnomyśliciele, libertyni, masoni i tym podobni”.

Napisał też: „Ktoś rzec może – savoir vivre wyrasta z tradycji europejskiej, zatem w kwestii bieżących problemów etycznych za szlachetne i obowiązujące uznawać należy, wbrew zachodzącym zmianom, te “staroświeckie” normy moralne. Pytanie tylko, czy pod takim stwierdzeniem podpisaliby się dziś czołowi teoretycy savoir vivre, zwłaszcza z krajów Zachodu? Mnie osobiście nie za bardzo chce się w to wierzyć – savoir vivre nie charakteryzuje się kanonicznym określeniem katalogu w miarę szczegółowych zasad aksjologicznych, skupia się na bardzo ogólnym wskazaniu pożądanych cech osobowych i całej “technice” towarzyskiej. Dlatego za przedstawicieli savoir vivre uważać się mogą ludzie o wręcz skrajnie odmiennych spojrzeniach na daną, niezwykle ważką materię moralną, z tym że oni sami mniemać mogą o sobie wzajemnie jako o indywiduach nieszlachetnych. Wprawdzie przytoczyć tu można różne kodeksy honorowe i tym podobne, ale dla dzisiejszych światowych ekspertów od savoir vivre nie stanowią one zapewne nienaruszalnego dogmatu. Powie ktoś: i kodeks Boziewicza pomijał wśród wykluczonych ze społeczności ludzi honorowych: rozwodników (też tych “notorycznych”), rozpustników, publicznych demoralizatorów i gorszycieli, antyklerykałów, socjalistów, liberałów i tak dalej, a tacy w wiekach średnich prawdopodobnie znaleźliby się poza “społecznością ludzi honorowych”.

Problem jest ważny, ale wokół niego pojawiło się kilka nieporozumień.

Trzeba pamiętać o tym, że należy rozpatrywać zawsze dwie perspektywy: savoir vivre i etykiety.
To nie jest tak, że wszyscy ludzie dobrze wychowani to ludzie savoir vivre. Savoir vivre to pewna życiowa filozofia i pewna aksjologia, ale to również etykieta.
Etykieta to pewne normy szczegółowe, wyrastające z savoir vivre, ale posiadające również pewien bardziej ogólny wymiar. Nie musi być tak, że ten kto przestrzega etykiety musi być człowiekiem savoir vivre.

Etykieta savoir vivre jest podstawowym elementem etykiety biznesu i protokołu dyplomatycznego. W biznesie, dyplomacji i polityce na pewnym szczeblu muszą ich przestrzegać dosłownie wszyscy, a zatem ludzie reprezentujący różne religie, światopoglądy, aksjologie, orientacje polityczne.

To jest tak, że mamy prowadzić prywatne życie towarzyskie, jako ludzie savoir vivre wyłącznie z ludźmi savoir vivre. Jedno, co wymagamy, jako ludzie savoir vivre, od innych to przestrzegania etykiety.

Oczywiście możemy tworzyć grono naszych przyjaciół i bliskich znajomych wyłącznie z ludzi savoir vivre, ale nie może być tak, że tylko do nich ograniczamy nasze życie towarzyskie, bo byłoby to w 99% przypadków sprzeczne już nie tylko z etykietą, ale i z savoir vivre.

Oczywiście musimy mieć, przynajmniej potencjalnie, czarne listy. Są pewni ludzie, którym ręki nie podamy i w domu nie przyjmiemy, ale muszą to być jasne, oczywiste, klarowne przypadki i musimy mieć stuprocentową pewność, że dana osoba postąpiła nieszlachetnie i niehonorowo.

Dwa przykłady.

Przyjaźniliśmy się z małżeństwem, które mało 5 dzieci i było ze sobą 10 lat. Ona zapadła w pewnym momencie na raka, a on wtedy ją rzucił, zamieszkał z inna kobieta i nie płaci alimentów (znam taki przypadek wśród znajomych). Oczywiście skreślamy go z listy swoich znajomych.

Jeden znajomy drugiemu znajomemu pożyczył 10 tys. złotych. Po jakimś czasie wpadł w tarapaty finansowe, a ten drugi, choć miał możliwość nie oddał mu pieniędzy. Skreślamy tego drugiego z listy znajomych.

Możemy też (powinniśmy) an swoich czarnych listach umieścić osoby, które popełniły jakieś niegodne czyny.

Tak jednak jak w dyplomacji nie możemy umieszczać na tych listach wszystkich reprezentujących poglądy, których my absolutnie nie akceptujemy uznajemy za rodzące zło. Są sytuacje, w których powinniśmy czy nawet jesteśmy zmuszeni tolerować w swoich środowiskach i życiu towarzyskim (jak również być dla nich mili) osoby reprezentujące opcje nam wstrętne.

Nie może być tak, że ze względów aksjologicznych, światopoglądowych, religijnych tworzymy getta. Polska jest dzisiaj zespołem gett i życie społeczne w niej zamarło. Życie społeczne wyrasta z życia towarzyskiego, a to ma w sobie dużo z życia środowisk dyplomatycznych, gdzie na przyjęcia i spotkania oficjalnych i nieoficjalnych spotykają się reprezentanci wszystkich krajów i opcji.

Życie towarzyskie przebiega w kilku płaszczyznach.

Pierwsza: płaszczyzna rodzinna. Już tutaj mogą pojawić się sytuacje, w których muszą i powinni spotyka się ludzie z „wrogich światów”. Kiedyś poznałem małżeństwo: on przewodniczący SLD w swoim mieście, ona przewodnicząca Koła Radia Maryja w tym mieście (poznali się i pokochali w trakcie spływu kajakowego). Pojawiają się na spotkaniach rodzinnych, na spotkaniach towarzyskich SLD spotkaniach towarzyskich Rodziny radia Maryja. Nie wyobrażają sobie (ani ich rodziny i znajomi), ze wszędzie mieliby pojawiać się tylko pojedynczo.

Moja żona jest ortodoksyjną katoliczką i ma prawicowe poglądy. Ma dwie bliskie przyjaciółki, z którymi często się spotyka i które pojawiają się w naszych środowiskach towarzyskich. Z jedną mieszkała 4 lata w akademiku podczas swoich pierwszych studiów, z drugą wynajmowała przez 5 lat mieszkanie podczas drugich swoich studiów. Jedna z nich jest ortodoksyjną luteranką, druga libertyńską ateistką.

Brat Księdza Prymasa Glempa był wysoko postawiony w PZPR, rodzina Premiera Oleksego to ortodoksyjni katolicy.

Mój przyjaciel, z którym przyjaźniłem się cała podstawówkę, liceum i studia, z którym od dziecka wyjeżdżałem na wakacje (najpierw z rodzicami, a potem sami) jest dziś wyznawcą New Age (jak jestem katolikiem tzw. tradycyjnym). Dalej się przyjaźnimy.

Poznajemy wspaniałego człowieka, który myśli i czuje tak jak my, ale jego żona reprezentuje świat nam wstrętny. Czy mamy go zapraszać na przyjęcia samego? A może w ogóle go nie zapraszać? (w oby wypadkach byłoby to sprzeczne z wskazaniami etykiety i zasadami savoir vivre)

Wyobraźmy sobie przeciętną wspólnotę sąsiedzką – grupę ludzi, którzy zabiegają razem o pewne sprawy, których łączy ta lokalna wspólnota, którzy wpadając do siebie po sól czy wiertarkę zaprzyjaźnili się i teraz zapraszają się na imieniny, grillują latem razem itp., itd.

W normalnym świecie wspólnota sąsiedzka przekształca się we wspólnotę towarzyska, a wspólnotę sąsiedzką bardzo często stanowią ludzie wszelkich, często bardzo dalekich od siebie opcji.

Wyobraźmy sobie uniwersytet, a na nim wydział nauk biologicznych – zespół naukowy zgrany złożonych z wy bitnych specjalistów, wielkich umysłów. W normalnym świecie będą prowadzić Zycie towarzyskie, choć dzielić ich będzie wiele, a nawet wszystko w perspektywie światopoglądowej, religijnej, politycznej.

Świetnie świat savoir vivre opisał Sienkiewicz w „Quo Vadis” opisując zetkniecie dwóch przeciwstawnych światów: świata pogańskiego i chrześcijańskiego. Wielu bohaterów tej powieści potrafiło na bazie etykiety zbudować mosty pomiędzy tymi światami. Byli tacy, którzy nie potrafili. Powinniśmy naśladować tych, którzy potrafili, powinniśmy umieć uszanować każdego i dotrzeć do każdego człowieka (łajdaków rzecz jasna unikamy jak możemy).

Człowiek savoir vivre szuka ludzi savoir vivre, ale prowadzi życie towarzyskie z całym światem, według zresztą reguł savoir vivre i wskazań etykiety, a zatem z tymi, których napotyka na swojej drodze czy to w życiu rodzinnym, w życiu zawodowym, czy w wspólnocie sąsiedzkiej czy na innych płaszczyznach.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre, Przyjęcia, Savoir vivre na co dzień, Życie towarzyskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Prawda, dobro, szlachetność, światopogląd, religia, polityka – życie towarzyskie i społeczne

  1. w.adamczyk pisze:

    Szanowny panie Doktorze – jednakże problem z wszystkimi niekatolikami, w tym z neopoganami masonami, antyklerykałami czy przedstawicielami Nowej Lewicy (na przykład edukatorami seksualnymi), jest taki, iż część z nich, zazwyczaj kulturalna elita, nie tylko wyznaje swe doktryny w czterech ścianach domów, ale i wychodzi z propagandą na ulice, nie wspominając o obecności w środkach masowego przekazu, szkołach, tekstach w prasie, wydawanych książkach, otwartych dla wszystkich konferencjach i tak dalej.

  2. krajski pisze:

    No dobrze, ale gdzie tu problem z zakresu savoir vivre.

  3. Nureddin pisze:

    Ze swojej strony dodam tylko, że w tekście zabrakło „Premiera Oleksego”. Generalnie w mediach brakuje mi zwrotów grzecznościowych Pan X, Pani Y, Pan Premier Z. W prasie cały czas pisze się per Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński a w mojej ocenie powinno być napisane Pan Prezydent Wałęsa /Prezydent Wałęsa obchodził urodziny, Prezydent Kwaśniewski bierze udział w rozmowach z Premierem Ukrainy, Prezydent Kaczyński udzielił poparcia Gruzji. Szanujmy „swoich” i „cudzych” a być może będzie nam wszystkim przyjemniej.

    Pozdrawiam
    N.

  4. krajski pisze:

    Ma Pan rację. Już poprawiam.

  5. w.adamczyk pisze:

    Miałem na myśli naturalnie życie towarzyskie prowadzone przez ludzi spełniających wymogi etykiety, do których zaliczyć na pewno można zapewne osoby propagujące lub nawet „dekretujące” etyczno-estetyczne barbarzyństwo.

  6. krajski pisze:

    W życiu towarzyskim każdy człowiek, którego do niego dopuszczamy jest traktowany tak samo i nie rozmawiamy z nim wtedy o sprawach, które nas dzielą.

  7. w.adamczyk pisze:

    Tylko czy według Pana środowisko o światopoglądzie nawet polskiej „katolewicy” powinno/ma obowiązek utrzymywać kontakty towarzyskie z publicznie propagującymi swe poglądy neopoganami, masonami, antyklerykałami, satanistami intelektualnymi, aborcjonistami, druidami, czarownicami, tzw. gejami (a co za tym idzie może z przedstawicielami innych dewiacji seksualnych), edukatorami seksualnymi ( w tym przedszkolaków i rozdającymi kondomy), lekarzami eutanazyjnymi, laickimi poligamistami, tzw. drag queens, wróżkami, okultystami, spirytystami, magikami, aktorami i aktorkami pornograficznymi, legalnymi prostytutkami (w tym męskimi), striptizerkami i striptizerami, legalnymi dilerami itp, itd.?

  8. krajski pisze:

    Nie ma obowiązku ani nie powinno. Ja pisałem o czymś zupełnie innym. Nie o spotkaniach środowiskowych tylko towarzyskich, o zonach naszych przyjaciół, mężach naszych koleżanek, itp. i pisałem, że nie spotykamy się z łajdakami.

  9. w.adamczyk pisze:

    Panie Doktorze, pozostaje mi jednak nadal wątpliwość: kogo obiektywnie można nazwać łajdakiem, czyli osobą godną potępienia, pogardy, bo zapewne różni ludzie udzieliliby różnych odpowiedzi na me pytanie, zwłaszcza w kwestii obszarów życia ludzkiego objętych tzw, postępem, gdyż dziś łajdactwo bywa wynoszone do rangi cnoty? (Chodzi mi tu szczególnie o persony dopuszczające się czynów tzw. postępowych lub je promujące w jakiejkolwiek formie z zakresu mnie więcej tych pośrednio wymienionych przeze mnie w poprzednim komentarzu). A poza tym jakie poglądy same w sobie skutkować muszą bezwzględnym umieszczeniem ich reprezentantów na niepodlegającej żadnym wyjątkom „czarnej liście”, bo takie poglądy rzecz jasna istnieją Bezdyskusyjnie takiej sankcji podlegają chyba, na przykład, podnoszący na Zachodzie głowy rzecznicy „dobrej” pedofilii bądź jej legalizacji, aborcji postnatalnej, antykatolickich profanacji, ekstremalnej pornografii, przymusowej sterylizacji, tworzenia hybryd ludzko-zwierzęcych, nie wspominając o apologetach kazirodztwa, zoofilii czy kanibalizmu za obopólna zgodą? Ale co z chociażby ze zwolennikami radykalnie bezpłciowego wychowywania dzieci i pobudzania ich do samodzielnego jej wyboru, najlepiej zaś jakiejś bliżej nieokreślonej „trzeciej płci” czy nawet „zwykłym” adeptem ideologii tzw. homoseksualizmu (u Boziewicza aktywny tzw. homoseksualista był indywiduum niehonorowym)?
    I w stosunkach dyplomatycznych może dojść do bojkotu dyplomatycznego, ich zerwania i w końcu wojny. Ponadto stosunki dyplomatyczne są jednak, mimo podobieństw, czymś innym od kontaktów towarzyskich.

  10. krajski pisze:

    Zareaguję niebawem.

  11. w.adamczyk pisze:

    Szanowny Panie Doktorze, czy mogę się spodziewać od Pana jakiejś odpowiedzi, czy też, co zrozumiałe, po prostu nie ma Pan na nią czasu?

  12. Szanowny Panie,

    Odpowiem w najbliższym czasie. Niekiedy nie odpowiadam, bo się gubię (gubię pytanie). Niekiedy z innych powodów – chroniczny bark czasu i dużo pytań.

  13. w.adamczyk pisze:

    Szanowny Panie Doktorze, pozwolę sobie raz jeszcze uprzejmie przypomnieć o własnym pytaniu.

  14. Dla w.adamczyk

    Odpowiem niebawem.

  15. w.adamczyk pisze:

    Panie Doktorze, przepraszam że to mówię, ale posiadam, być może subiektywne, poczucie pewnego zlekceważenia.

  16. Do Pana W. Adamczyka: Nie rozumiem. Dlaczego? Proszę wuyjaśnić.

  17. w.adamczyk pisze:

    Panie Doktorze, wydaje mi się, że z powodu czasu oczekiwania na Pańską zapowiadaną odpowiedź w kontekście ogólnego funkcjonowania Pańskiego, skądinąd wyjątkowego w polskojęzycznym internecie, blogu – oczywiście, nie ma Pan żadnego obowiązku ustosunkowywać się do mych pytań, jednakże ja osobiście wolałbym, aby cała ta sytuacja odbyła się w sposób bardziej dla mnie czytelny.

  18. w.adamczyk pisze:

    Szanowny Panie Doktorze: kołaczcie, a będzie wam otworzone, zatem kolejny raz uprzejmie o sobie przypominam.

  19. w.adamczyk pisze:

    Szanowny Panie Doktorze, chciałbym ponownie wspomnieć o mym pytaniu (pytaniach).

  20. Już szukam ich i wkrótce odpowiem. Przepraszam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s