Jeszcze raz o zapoznawaniu się i o… służbach specjalnych i sektach

Pan Justynian napisał: „Trochę nie mogę uwierzyć w to, co czytam. Czy mi się zdaje, czy Pan Doktor Krajski zaleca właśnie uciekanie się do oszustwa w sprawie tak drobnej wagi, jaką jest poznanie drugiej osoby? Więcej nawet niż oszustwa, wszak namawianie swojego znajomego, aby przestraszył niewinną (jakby nie było) i niczego niespodziewającą się kobietę, jest moim zdaniem karygodne. Zarówno ze względu na tę kobietę, przecież ona naprawdę może się bardzo przestraszyć takiego agresywnego człowieka, jak i na znajomego – stawia się bowiem w dwuznacznej moralnie sytuacji. Nie rozumiem tego podejścia i trudno mi je zaakceptować. Czy nie lepiej spokojnie podejść do nieznajomej kobiety, kiedy jest akurat sama, i grzecznie powiedzieć: “przepraszam bardzo, ale wygląda Pani naprawdę pięknie. Chciałbym Panią poznać, na imię mam Justynian”? Czyli mówię szczery komplement, przedstawiam się a zarazem komunikuję swoje intencje. Jeśli kobieta nie będzie zainteresowana, po prostu mówię “W takim razie przepraszam, życzę miłego dnia” i spokojnie odchodzę. W ten sposób poznałem wiele kobiet w różnych przypadkowych miejscach, np. w centrum handlowym, z wieloma się później spotykałem i uważam, że postępuję zarówno uczciwie, jak i grzecznie. Pozdrawiam Autora i Czytelników tego bloga”.

Pan Justynian odwołał się do wpisu z 18 grudnia zatytułowanego „Jak poznać kobietę, z którą nie mamy wspólnego znajomego?”. Potraktował bardzo poważnie moja radę, nad którą był nagłówek „Nieformalny(trochę żartobliwie)”. Może niepotrzebnie napisałem to słowo „trochę”. Oczywiście, że czegoś takiego savoir vivre nie doradza i żaden specjalista od dobrych manier by takiego zachowania nie poradził.
Dlaczego zatem o tym w ogóle napisałem? Dlatego, że w taki lub podobny sposób radzono sobie w przeszłości. Tak postępowali zakochani „do szaleństwa”, którzy nie mieli szans na formalne zapoznanie się.
Takie nietypowe zapoznanie się, wymuszone zdarzeniem zewnętrznym, pociągające za sobą znaczne niedogodności lub niebezpieczeństwa było przyjęte. Podajmy inny przykład. Dama jechała powozem prowadzonym przez stangreta. Gdy przejeżdżali przez las, daleko od miejscowości, urwało się koło. Pojawił się inny powóz, w którym siedział mężczyzna, zatrzymał się. Mężczyzna ten zaproponował podwiezienie kobiety, zawiózł ją do domu nadkładając drogi o kilkanaście kilometrów. Okazał szczególną grzeczność.
W takiej sytuacji, kobieta mogła, co było przecież wymuszone okolicznościami, rozmawiać i przebywać dłuższy czas z obcym mężczyzną. W takiej sytuacji musiało nastąpić zapoznanie się i sytuacja ta podpowiadała, ze gdy już dojechali do domu kobiety, zapraszała ona mężczyznę na herbatę czy kolację (oczywiście nie mieszkała sama).

Zdarzało się więc niekiedy, że ludzie specjalnie kreowali takie sytuacje. Było to ryzykowne. Jeśli wyszło na jaw taka osoba spotykała się z potępieniem środowiska i był to koniec znajomości (chyba, że byli już po ślubie).

W sytuacjach typowych etykieta zawsze bezwzględnie zabraniała (i zabrania) wszelkich kontaktów z obcymi ( i to nie tylko kobiety z mężczyzną, ale również kobiety z kobietę, czy mężczyzny z mężczyzną).

Człowiek z klasą, człowiek z klasy średniej, nie zadaje się z byle kim. Ci, z którymi się zadaje muszą być znani środowisku i „pewni” (trzeba znać historie ich życia, ktoś ich musi polecać, ktoś za nich ręczyć). Przecież można trafić na oszusta, złodzieja, zboczeńca, chorego psychicznie, osobę tak nieszlachetną, że niegodną, by podać jej rękę. Skąd wiadomo, ze ten „kawaler” nie ma żony i gromadki dzieci. Skąd wiadomo, że to nie jest to morderca, który uciekł z wiezienia. Skąd wiadomo, że to nie jest kłamca o złych intencjach, ktoś z marginesu społecznego, z jakiejś mafii?
Jest jeszcze problem agentów służb specjalnych i obcych wywiadów. Zawsze byli, są i będą. Pojawiają się tam, gdzie wietrzą jakiś interes, tam gdzie blisko jest do tego, co stanowi przedmiot ich zainteresowania. Służby specjalne wkraczają często w życie kogoś bardzo wcześnie starając się uprzedzić fakty. Potrafią np. werbować agenta na I roku studiów zakładając, że przyda im się za 20 lat. Potrafią umieścić gdzieś agenta i „uśpić” go czekając na odpowiednia chwilę, by go „obudzić”. Mogą go „obudzić” w każdej chwili. Nie sposób dojść jakie informacje i jacy ludzie interesują służby specjalne. Ich zamysły są ukryte. Mogą potrzebować do czegoś. Tak było jest i będzie. Wielki polski pisarz Józef. I. Kraszewski, jak się okazało w ostatnich latach jego życia, był agentem francuskiego wywiadu. Francuski wywiad działał na terenach polskich (Polska była pod zaborami) przeciwko Niemcom, a jednak Polacy odsunęli się od Kraszewskiego i skazali go na śmierć cywilną (towarzyską).

W swoim czasie napisałem książkę, swoiste wspomnienia kombatanta z okresu PRL-u. Jako student byłem szefem tajnej młodzieżówki KPN. Tm, gdzie się poruszałem roiło się od agentów i to nie tylko komunistycznych służb. Nabywałem wiec pewnego życiowego doświadczenia. Ci agenci byli dosłownie wszędzie. Okazywali się nimi ludzie, których niesposób było o to podejrzewać. Z reguły jednak przychodzili znikąd. Jedną z moich najbliższych współpracownic była niejaka Matylda słodka, delikatna, inteligenta i kulturalna panienka z dobrego domu (ta była przynajmniej jej legenda, bo przecież przyszła znikąd). Okazało się po wielu latach, że był to jeden z najlepszych agentów komunistycznych służb (pracowała między innymi przy Komisji Krajowej Solidarności w latach 1980-1981 mając dostęp do wszystkich informacji). Dziś jest szefem amerykańskiego ośrodka zajmującego się bronią jądrową. Czy była tylko agentem komunistycznych służb?
Dziś służby specjalne działają w taki sam sposób i wcale ich agentów nie jest mniej. Powiedziałbym, że jest ich więcej, bo mają łatwiejsze pole do działania.

A co z sektami. W swoim czasie zajmowałem się i nimi. Są niebywale skuteczne i genialnie zakamuflowane. W wyniku ich działania ludzie znikają, popełniają samobójstwa, maja wyprane mózgi i służby im jak niewolnicy. Sekty są często narzędziami w rękach służb specjalnych. Wystarczy cokolwiek wiedzieć np. o scjentologach, którzy są już i w Polsce, scjentologach, których rząd niemiecki uznaje za jedno z największych zagrożeń dla wolności jednostek i dla państwa.

Savoir vivre wyrasta z wielowiekowej mądrości klasy średniej i jego wskazania maja zawsze głębszy sens. Zabrania kontaktów nieznajomymi i trzeba być naprawdę bardzo młodym, niedoświadczonym i nierozsądnym, by te wskazania ignorować. Oczywiście nie każdego kto je łamie dotknie największe zło, ale prawdopodobieństwo takiego dotknięcia gwałtownie wtedy wrasta.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przedstawianie się, Savoir vivre na co dzień. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Jeszcze raz o zapoznawaniu się i o… służbach specjalnych i sektach

  1. Marcin pisze:

    W mojej opinii poznanie kobiety „na rycerza” jak i „na komplement” jest delikatnie mówiąc dziwne. Ja podchodzę tylko do nieznajomej kobiety, która mnie zainteresowała i się najnormalniej w świecie przedstawiam i „zagaduję” – ważne żeby był tylko wspólny kontekst np. na szkoleniu, na uczelni, w bibliotece, na kursie językowym. Jeszcze nigdy nie przytrafiło mi się żeby któraś z pań uciekła, czy dała mi po twarzy, jeżeli nie miała ochoty na small talk po prostu przepraszała mówiąc „Przepraszam, śpieszę się” i tyle w temacie. Aczkolwiek Pan Doktor odpowiedział merytorycznie czyli zgodnie z duchem tego bloga – poznawanie kobiety w świetle zasad sv,

  2. Marek pisze:

    Szanowny Panie
    Chciałbym zapytać o sprawę mniej typową. W jaki sposób kulturalny mężczyzna, który ceni sobie zasady dobrego wychowania i stara się według nich postępować, powinien rozstać się z kobietą, z którą miał przelotny romans. Czy savoir vivre jakoś to reguluje? Czy długość romansu ma tu znaczenie, jeśli np. był to niecały miesiąc w jednym przypadku a w innym rok? Czy wiek kobiety ma tu znaczenie? Czy w ten sam sposób postępuje się z 20-latką i 50-latką? Zaznaczam, że nic nie było obiecywane (żadnych planów na przyszłość itp.), po prostu wspólna namiętność. Jak w takiej sytuacji się zachować zostawiając kobietę?

    Dziękuję i życzę Wesołych Świąt Panu oraz Pańskim Czytelnikom,
    Marek

  3. Monika pisze:

    A czy to nie jest tak, że według savoir vivre w ogóle taki romans nie powinien mieć miejsca?

  4. To jest trudne pytanie. Miłość niekiedy jest tak wielka, że przełamuje wszelkie bariery. Czy można zaś występować przeciwko wielkiej miłości?

  5. Monika pisze:

    Miłość? Tylko czymże jest miłość w tej sytuacji? Trzeba najpierw zdefiniować pojęcie miłości, by móc dalej rozważać tę sprawę. Czy sam pociąg seksualny, ewentualnie silna, ale krótka fascynacja (niekoniecznie tylko fizyczna) wystarczy?

  6. Marcin pisze:

    Pani Moniko,
    Głupstwa! Zasady SV nie mają nic wspólnego z intymnymi relacjami z drugą osobą (grupą osób), o ile człowiek się z tym nie obnosi. Człowiek kulturalny jest ZAWSZE dyskretny i robi wszystko, aby uniknąć zgorszenia. Jeśli jest akurat typem kobieciarza, to po prostu musi zadbać o to, żeby 1) nie siać zgorszenia w swoim środowisku, 2) nie zepsuć reputacji kobietom, z którymi się spotyka. W obu przypadkach odpowiedzią jest właśnie maksymalna dyskrecja. Miłość nie ma tu wiele do rzeczy. Dawniej, w dobrych czasach, gdy honor był czymś powszechnym, romanse arystokracji czy warstw wyższych były na porządku dziennym, ale prawie zawsze towarzyszyła im klasa – wymagało tego środowisko, z którego pochodził amant. Dzisiaj niestety panuje moda na obrzydliwy ekshibicjonizm, potęgowany przez media, toteż tak normalna rzecz, jaką są romanse (dla pewnej, specyficznej grupy prawdziwych mężczyzn) została strywializowana w środowiskach sproletaryzowanych, a jednocześnie zyskała niezasłużenie złą opinię w środowiskach konserwatywnych. Szkoda.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s