Savoir vivre i umiarkowany feminizm

Ten problem poruszyła Pani Agnieszka w dniu 8 grudnia. Dziś napisała komentarz przypominający mi, ze nie zareagowałem na Jej wypowiedź.

Reaguję zatem najpierw ją przytaczając: „Sama jestem katoliczką, jednak wyznaję umiarkowany feminizm. Istnieją katolickie feministki. Sprecyzuję co oznacza umiarkowany, mianowicie dotyczący codziennego życia w partnerstwie pomiędzy kobietą a mężczyzną. Przeczytałam post o nazwie ” Czy kobieta w świetle savoir vivre jest nikim?”, który wydał mi się samym tytułem mocno kontrowersyjny. Wiem, że Pan Profesor bardzo szanuje kobiety, co niesamowicie mnie cieszy, ale chciałabym poruszyć tutaj inną kwestię. Napisał Pan Profesor: “Nigdy nie rozumiałem jak feministki mogą się przeciwstawiać savoir vivre. Jak mogą domagać się, by kobiety traktowano gorzej niż się traktuje? Czy traktowanie kogoś tak jak VIP-a jest obraźliwe?” Pozwolę się tutaj nie zgodzić z tym sformułowaniem, gdyż wyjaśnię, co mam na myśli utożsamiając się z umiarkowaną odmianą tej ideologii.
Mianowicie takie kwestie jak, jednakowe wynagrodzenie za wykonywaną pracę na tych samych stanowiskach, o takich samych kwalifikacjach, wciąż wskazuje, że mężczyźni zarabiają więcej, potwierdzają to statystyki. Kobiety wciąż są postrzegane jako osoby, które powinny zajmować się domem i wychowaniem dziećmi. Niejednokrotnie, można dotrzeć do fachowej literatury psychologicznej, skąd można wyczytać, iż wielu psychologów podkreśla, jak ważna jest rola matki i ojca w wychowywaniu dzieci, nie samej matki. Mężczyznom, ojcom wybacza się, gdy spędzają kilkanaście godzin w pracy, gdyż zależy im na karierze, a matka, która chciałaby rozwijać swoją karierę, zostanie zlinczowana przez społeczeństwo i nazwana wyrodną matkę. Kobieta niestety wciąż jest sprowadzana tylko do roli gospodyni i matki. Wiele zawodów, czy funkcji jest zamkniętych dla kobiet, gdyż tak wymyślili mężczyźni, to jest bardzo niesprawiedliwe. Kościół katolicki nie pozwala kobietom pełnić ważnych funkcji w Kościele. Jak wiadomo, ze Starego Testamentu, Jezus otaczał się niewiastami i nie zarezerwował przewodzenia Kościołem tylko mężczyznom. To jest bardzo przykre, ale większość tej dyskryminacji, którą opisałam powyżej, jeśli nie całość, stworzyli mężczyźni. Przyglądając się historii, te przykłady można mnożyć. Nie rozumiem, dlaczego przez wiele wieków, tak bardzo zależało mężczyznom na ograniczaniu kobiet (oddzielając siłę fizyczną mężczyzn, kobiety mają z kolei większy próg znoszenia bólu fizycznego w celach rozrodczych), gdzie kobiety wiele funkcji zawodowych, duchowych mogą pełnić w sposób profesjonalny, bez uszczerbku dla samej pracy.
Zgadzam się z tym, żeby mężczyzna traktował kobietę lepiej niż samego siebie, ale powyższe przykłady wskazują na to, że w aspekcie społecznym, kobiety w porównaniu z mężczyznami, nie tylko nie są traktowane lepiej od nich samych, ale i są traktowane gorzej, co jest równoznaczne z dyskryminacją. Gdyby rozwijała się, w ostatnim stuleciu, cywilizacja ojców, to na ten moment nie tylko kobiety nie mogłyby kształcić się i rozwijać poza ogniskiem domowym, nie mogłyby niejednokrotnie same o sobie decydować i nawet nie przysługiwałoby im tak prozaiczne, jak na dzisiejsze czasy, prawo wyborcze, bierne i czynne. Zacytuję jeszcze dwa zdania Pana Profesora: “Nigdy nie pomyślałem też, że mężczyzna może być feministką? Ale może chodzi o to, że ten mężczyzna jednak nie chce uszanować kobiety, bo to sprawiałoby mu za duży wysiłek?”
To, o czym pisze Pan Profesor jest niesamowicie szlachetne i piękne, sama życzyłabym sobie, aby świat tak wyglądał, niestety tak nie wygląda. Czy to coś złego, iż mężczyzna jest feministą i chce, aby kobiety nie były dyskryminowane w sprawach, które opisałam powyżej? Obawiam się, że podążanie za samym savoir vivrem nie doprowadziło by pozycji kobiety w społeczeństwie do tego momentu, w którym znajduje się obecnie.
Stąd, zupełnie nie rozumiem, dlaczego savoir vivre postrzega umiarkowany feminizm jako kwestię negatywną?
Osobiście uważam, że zarówno savoir vivre jak i zdrowy feminizm może wiele dobrego przynieść światu i szeroko rozumianej kulturze”.

Savoir vivre nie jest jakąś całościową filozofia. Nie dotyka zatem wielu problemów. Nie ustosunkowuje się więc również do żadnej formy feminizmu o ile ona nie wkracza w świat savoir vivre. W tym świecie chodzi o odniesienie mężczyzn do kobiet i kobiet do mężczyzn w codziennych i uroczystych kontaktach, przede wszystkim publicznie (choć również oczywiście w jakiś mierze w zaciszu domowym.

Savoir vivre staje w opozycji do feminizmu, gdy reprezentująca go kobieta nie zgadza się na to, by mężczyzna postępował wobec niej według wskazań etykiety lub sama je łamie.
Pozostaje tu jeszcze jedna kwestia związana związana z savoir vivre, choć nie bezpośrednio.

Filozofia savoir vivre podpowiada, o ile to tylko możliwe, takie życie, które jest właściwe dla prawdziwej klasy średniej, a zatem życie, w którym jesteśmy panami swego czasu, mamy dużo wolnego czasu, który możemy dowolnie zagospodarowywać (np. przeznaczać go na życie intelektualne, kulturalne i towarzyskie) i nie podlegamy bezpośredniej autorytarnej władzy innych ludzi, ludzi, którzy będą nas zmuszać do różnych zachowań, których sami z siebie nigdy byśmy nie podjęli.
Praca najemna, praca na etacie to najczęściej praca przymusowa (musimy ja podejmować dla pieniędzy). Często w jej ramach ludzie wykonują czynności, których sami z siebie, za darmo, dla przyjemności czy z poczucia jakiejś misji, chęci służby innym by nie wykonywali. Często stanowi ona tzw. harówkę, zabiera większość czasu, odbiera siły tak, że człowiek jest już tak bardzo zmęczony, że na nic nie ma ochoty.

Przed taką praca każdy człowiek savoir vivre ucieka jeśli tylko może. Kiedyś nie dotykała ona wielu kobiet. Gdy chciały być aktywne były panami swego losu i podejmowały różne inicjatywy: intelektualne, kulturalne, patriotyczne, religijne, charytatywne. Dziś wiele kobiet pracuje bo musi, pracuje kosztem swego, rozwoju, małżeństwa, dzieci, wyglądu.

Kiedyś ziemianki pracowały doglądając, tak jak mąż, „gospodarstwa” i miały mnóstwo czasu na wiele innych spraw. Same kształtowały i wybierały swoje obowiązki. Kobiety ze sfer ubogich, chciały czy nie chciały, szły nas dwanaście godzin do fabryki. Dziś kobiety częściej przypominaj te robotnice niż te ziemianki. Może nie idą do fabryki, ale do instytucji czy firmy, ale różnica jest tylko formalna.
W USA większość kobiet nie pracowała do 1971 r. Fakt, że większość kobiet tam dzisiaj pracuje nie jest efektem równouprawnienia, ale spadającego „na łeb na szyję” poziomu życia. Według danych statystycznych Amerykanie zachowali poziom życia z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych poprzez to, że kobiety poszły do pracy (dziś zarabiają realnie tyle samo, ale wtedy to był 1 etat, a dziś są 2). Kiedyś pracowały, gdy chciały i pracę wybierało niewiele. Dziś pracują, bo uważają, że muszą (bronią poziomu życia). Dlaczego nie chciały pracować zarobkowo? Bo miały wiele ciekawszych prac „społecznych” i były panami siebie.

I jeszcze jedno słowo, poza tematem savoir vivre, na które sobie jednak pozwolę. Chrystus otaczał się kobietami. To prawda. Ale nie powoływał spośród nich apostołów. Specjalne miejsce wyznaczył w Kościele swojej Matce (to ona, po Bogu jest najważniejsza) i specjalne miejsca kobietom. Zawsze w Kościele kobiety miały ważne miejsce. Dobrymi przykładami są tu św. Katarzyna ze Sieny (prosta dziewczyna, która pouczała papieży i została Doktorem Kościoła) czy św. Jadwiga.

Kobiety stały obok mężczyzn i za mężczyznami i często rządziły z tego „drugiego rzędu”, szczególnie w Polsce. Same ładowały się duchowo i moralnie, a potem podnosiły i uszlachetniały mężczyzn. Były szarymi eminencjami. Czy to było niewłaściwe, niesprawiedliwe, niewygodne?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Savoir vivre i umiarkowany feminizm

  1. Magdalena pisze:

    Co to znaczy, jeżeli mówimy, że dana kobieta „nie musi pracowac”? Oznacza to, że po prostu jest albo na utrzymaniu rodziców, albo na utrzymaniu męża? Czy bycie przez całe życie taką utrzymanką (najpierw rodziców, potem małżonka) jest wedle zasad savoir vivre właściwie?

    Uważam, że feministki zrobiły kobietom trochę złego. Mianowicie dzisiaj, gdy kobieta nie musi i nie chce pracowac, jest postrzegana jako leniwa, mało inteligentna, zależna od innych i zupełnie nie ambitna. Niegdyś kobietom nie wypadało pracowac, a dzisiaj kobietom nie wypada NIE pracowac. W dzisiejszym świecie wymaga się od kobiet pełnienia zbyt wielu ról naraz. W efekcie tego współczesne kobiety są często wręcz bardziej zapracowane od mężczyzn, co jeszcze sto lat temu byłoby nie do wyobrażenia. Dzisiaj takie kobiety mają niewiele czasu wolnego, przestają byc damami, przestają dbac o swoje maniery i o prezencję, skoro wszystko muszą robic szybko, szybciej, perfekcyjnie…

  2. sylwester pisze:

    Z tego co z Panem kilkanaście lat temu rozmawiałem, to pamiętam, że z wielką nonszalancją traktował Pan liczby i nauki ilościowe. Z tego wnoszę, że data 1971 pojawiła się przypadkiem (i boń Boże nie ma tam jakiejś próby sugerowania czegokolwiek).

    Parząc na statystyki USA, liczba pracujących kobiet rosła stale, odkąd prowadzone są dane, 1965, do roku 1990-go. Od tamtej pory frakcja kobiet w populacji pracującej ustabilizowała się. (link do FRED-u http://research.stlouisfed.org/fred2/series/CES0000000039?cid=32305 ) W dacie 1971 nic szczególnego się nie dzieje.

    Z czego wynika, że coraz więcej kobiet pracuje ? Po pierwsze, prowadzenie gospodarstwa domowego zajmuje coraz mniej czasu. Pralka automatyczna, kuchnia gazowa, zmywarka, to kilka godzin dziennie wolnego czasu. Po drugie, spadła dzietność. W USA do roządnego poziomu, w Europie do niskiego, w Polsce (i na Ukrainie) do katastrofalnego. Tym samym kobiety przez coraz mniej lat pozostają w sytuacji rodzinnej, kiedy praca nie jest możliwa.

    Do tego dochodzi trzeci element. Wzrost liczby świadczeniobiorców. Dla przykładu, w Polsce żyje 9 milionów (słownie: dziewięć milionów) emerytów, w ogólnym rozumieniu tego słowa (ZUS, KRUS, resortowi, renty rodzinne). Pensje emerytów waloryzowane są średnią pensją pracujących w przedsiębiorstwach – czyli 5.5 miliona osób. (słownie: pięć i pół miliona osób). Całkowita liczba pracujących w Polsce, w tym na śmieciówkach, to około 12 mln osób.

    Te 12 mln pracujących musi utrzymać 9 mln świadczeniobiorców. Coraz mniejsza populacja pracjących musi utrzymywać coraz większą populację ludzi, którym się naleźy. Tym samym coraz większe są obciążenia pensji.

    Kiedyś ojciec utrzymywał siebie, żonę i dwoje-troje dzieci. Czyli 5 osób. Teraz musi utrzymywać siebie, żonę, dziecko oraz dziadków.

    Wracając do tematu. Jeżeli nie przedefiniujemy kulturowych norm starych wobec młodych, to wymrzemy jako społeczeństwo. Nie spektakularnie, tylko po cichu.

  3. Lacek pisze:

    Proszę wybaczyć, ale posługiwanie się statystykami jest i złudne. Tekst typu „na takich samych stanowiskach, kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni, co pokazują statystyki” bardzo łatwo prowadzi do wyciągania błędnych wniosków. Przykładowo: kobiety rodzą dzieci, mężczyźni nie. Trzeba stawiać więc na kompleksowe badania. Statystyki to raczej proste jednoliczbowe wyniki zupełnie nieprzydatne do formułowania w zasadzie jakichkolwiek tez.

    Dlaczego od razu poruszać kwestię Kościoła? Wojsko też rzadko przyjmuje kobiety, a jeśli już, to głównie do zadań administracyjnych, rzadko do jednostek bojowych, co ma uzasadnienie biologiczne, a np na okrętach podwodnych praktyczne (kwestie obyczajowe możliwości utknięcia w ograniczonej przestrzeni osobnych miejsc do spania/toalet). Są wreszcie zawody zdominowane przez kobiety: przedszkolanki, gdzie to mężczyźni są ofiarami. Wydaje mi się, że mężczyzna w tym zawodzie ma trudniej z uwagi na podejrzenia o np pedofilię.

    Co do SV, to chyba zawsze występowały tam kobiety i o ile można powiedzieć, że w pewnych „obrzędach” wymaga się by mężczyzna kobiecie pomagał (np otwierając drzwi), to chyba trudno zintepretować otwieranie drzwi inaczej niż miły gest. Może trochę podparty tym, że kobiety jednak są fizyczne słabsze od mężczyzn (np w wojsku mają niższe wymagania sprawnościowe). Wieloma krajami rządziły kobiety i to w czasach „oczywistej dominacji mężczyzn”: królowa Wiktoria, caryca Katarzyna, Margaret Thatcher. Obecnie kobiety są też szefami partii politycznych (np Frontu Narodowego we Francji), głowami państw (Angela Merkel).

  4. Wojtek pisze:

    Jestem też bardzo ciekawy w którym miejscu STAREGO Testamentu Pani Agnieszka znalazła informacje które przytacza. Właściwie to któregokolwiek Testamentu.

  5. mroovkoyad pisze:

    Uważam za całkowicie normalne i wręcz słuszne, to że ktoś przedkłada wolność i niezależność ponad kanony SV (w przypadkach gdy nie da się ich pogodzić).

  6. Podałem datę 1971 r. jako datę odejścia od parytetu złota i początku wielkiej inflacji dolara. Informacje przytaczam za „Wojna o pieniądz” Hongbinga.

  7. sylwester pisze:

    Jednostronne wypowiedzenie umowy Bretton-Woods przez NIxona w 1971 roku jest oczywiście samo w sobie interesującym tematem. Jedank nie ma argumentu, ktory by mówił, że był on przyczyną pójścia do pracy kobiet – być może Pan taki argument zna, jednak Pan go nie przytoczył. Jak pokazuje wykres powyżej, trend udziału kobiet na rynku pracy zaczął się wiele lat wcześniej, a od 1971 roku nie przyśpieszył, ani nie zmienił swojej natury.

  8. Agnieszka pisze:

    Panie Profesorze, dziękuję za odpowiedź.
    Zupełnie zgadzam się z tą ideą pracy, gdzie powinniśmy za wszelką cenę starać się być panami własnego losu. Jednak, to nie zmienia faktu, że w Polsce dyskryminacja kobiet na etacie była, jest i póki co, niestety będzie. Uważam, że należy z tym walczyć, bo nie każda kobieta może sobie pozwolić na prowadzenie własnej działalności gospodarczej. Kończąc ten temat, bardzo proszę o komentarz w dwóch poniższych kwestiach.
    1. Chciałabym dodać, że już kilka razy na Mszy Świętej (w różnych parafiach) usłyszałam od księdza, który wygłaszał kazanie, iż Kościół przeciwstawia się ideologii „Gender”, ale jednocześnie nie popiera dyskryminacji z uwagi na płeć w kwestiach społecznych. To mnie głęboko zastanawia. Wartości prezentowane przez savoir vivre i katolicyzm są pokrewne. Pierwszy raz o zaakceptowaniu umiarkowanego feminizmu usłyszałam w Kościele, a nie w miejscu, gdzie hołduje się wspaniałym wartościom, również katolickim, co jest dla mnie przykre. Proszę, by moje pytania nie budziły negatywnych konotacji. Pytam, gdyż chciałabym to w pełni zrozumieć.
    2. Często Pan Profesor przywołuje Coco Chanel jako przykład klasyki, stylu, dobrego smaku. Te porównania uważam za bardzo dobrze trafione. Coco Chanel zrewolucjonizowała damską modę, wprowadzając proste suknie i stosunkowo, jak na tamte czasy, krótkie sukienki. Wniosek jest jeden, Coco Chanel odeszła od obowiązującego ówcześnie kanonu, zachowując się w sposób nietradycyjny.
    Reasumując, dlaczego savoir vivre tę ikonę, która wprowadziła rewolucję w dobrym smaku ubioru, w pełni zaakceptował, a umiarkowany feminizm nie? Feminizm również był porzuceniem części konserwatywnych zachowań i, obiektywnie rzecz ujmując, przyniósł kobietom więcej możliwości decydowania o sobie (np. prawo wyborcze, bierne, czynne, czy dostęp do męskich zawodów, np. inżynier).

  9. Agnieszka pisze:

    Panie Wojciechu, z przykrością muszę to napisać, ale zaczynam odnosić wrażenie, iż Pana komentarza pod moimi pytaniami są pisane z ironią i złośliwością.

  10. Agnieszka pisze:

    Panie Wojciechu, ma Pan rację, powinnam była napisać, w Nowym Testamencie, a najlepiej w Piśmie Świętym. Pisałam ten komentarz późną nocą, stąd moja pomyłka, za którą przepraszam.
    „Jak wiadomo, z Pisma Świętego, Jezus otaczał się niewiastami i zarezerwował kierowanie Kościołem tylko mężczyznom.” Tak to powinno brzmieć.

  11. Agnieszka pisze:

    „Savoir vivre nie jest jakąś całościową filozofia. Nie dotyka zatem wielu problemów. Nie ustosunkowuje się więc również do żadnej formy feminizmu o ile ona nie wkracza w świat savoir vivre. W tym świecie chodzi o odniesienie mężczyzn do kobiet i kobiet do mężczyzn w codziennych i uroczystych kontaktach, przede wszystkim publicznie (choć również oczywiście w jakiś mierze w zaciszu domowym.
    Savoir vivre staje w opozycji do feminizmu, gdy reprezentująca go kobieta nie zgadza się na to, by mężczyzna postępował wobec niej według wskazań etykiety lub sama je łamie.
    Pozostaje tu jeszcze jedna kwestia związana związana z savoir vivre, choć nie bezpośrednio.”

    Panie Profesorze, chciałabym te słowa na koniec skomentować. Być może tutaj jest źródło nieporozumienia. Nie zgodzę się z tym, iż kobieta reprezentująca umiarkowany feminizm nie zgadza się na to, by mężczyzna postępował wobec niej wg wskazań etykiety. Sama jestem katoliczką i umiarkowaną feministką i codziennie odwiedzam Pana Profesora blog, gdyż hołduje takim wartościom, jakie są tu przedstawiane. Absolutnie, nie mam nic przeciwko temu, by zachowywać się tak, jak przewiduje protokół dyplomatyczny, savoir vivre, dzięki temu blogowi, zaczęłam bardziej analizować ten temat na moich studiach. Nie oburzam się, gdy mężczyzna otwiera mi drzwi, czy podaje kelnerowi rachunek wraz z zapłatą. To jest piękne, że jeszcze są tacy ludzie, dla których te drobne szczegóły mają znaczenie.
    Uważam, że zdrowy feminizm, to popieranie tych zasad, które w nie wkraczają w świat savoir vivre i go nie kwestionują, a takie kwestie, jak wybór zawodu, równe wynagrodzenie, za taką samą umysłową pracę na etacie (w sytuacji, gdy niestety nie mamy wyboru), czy prawo wyborcze, w moim odczuciu są takimi sprawami.
    Sporny jest ten temat dotyczący dopuszczenia kobiet do kierowania kościołem, ale to właściwie można zostawić.

  12. Pięknowłosy pisze:

    Panie Sylwestrze, a czy nie sądzi Pan, że to jednak niż demograficzny wynika z niepisanego acz realnego przymusu pracy(by żyć na odpowiednim poziomie lub w ogóle się utrzymać) kobiet, a nie na odwrót?

  13. Niedługo zareaguję.

  14. Niedługo zareaguję.

  15. To była uwaga na marginesie. To nie jest temat na ten blog.

  16. sylwester pisze:

    Panie Pięknowłosy, odpowiem przykładem.

    Pokolenie baby-boom w Polsce, czyli ludzie urodzeni w okolicach 1950 roku. W tym pokoleniu praca kobiet była powszechna. Powszechna była też wysoka dzietność (2-3 dzieci). Dlaczego ? Ze względu na pewność zatrudnienia. Choć standard życia był niski, wysoka stabilność bytu nie przeszkadzała w dzietności.

    Praca nie przeszkadza w normalnej dzietność – to co przeszkadza, to niska pewność zatrudnienia. Kobiety, które mają wysoki standard życia, ale niską pewność zatrudnienia, zwykle nie mają dzieci.

  17. Gdf pisze:

    Szanowny Panie „sylwester”, pozwolę sobie odnieść się do niektórych Pańskich nieścisłości i niedomówień, wynikających być może z Pana światopoglądu, warunkującego Pana pogląd na „właściwą” wielkość rodziny. Tylko ostatnia wypowiedź: pierwsze – nie jestem pewien, co wo owej „powszechności”: nie jestem pewien, ale poza wsią (praca kobiet na wsi to coś innego) mieszkała mniejszość kobiet i może nawet pracowało zawodowo „w mieście” widocznie mniej niż 50% ogółu kobiet tam bytujących; drugie: ta dzietność nie była obiektywnie wysoka; po trzecie: praca kobiet, też nisko opłacana, oczywiście przeszkadza w rzeczywiście normalnej dzietności, a niepewność zatrudnienia oczywiście jeszcze bardziej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s