Dzieci na Mszy Świętej

Ten problem poruszyła Pani Myaka: Mam pytanie odnośnie obecności dzieci podczas Mszy Świętej. Co mają zrobić rodzice, których dzieci płaczą i krzyczą? Małe dzieci są nieprzewidywalne i czasami nagle potrafią zrobić się nieznośnie, rodzice powinni wtedy opuścić kościół? Czasami przez krzyki dzieci naprawdę nie można się skupić a z drugiej strony słyszymy słowa “Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”. Co robić w takiej sytuacji? Rodzicie mają chodzić do kościoła oddzielnie albo czekać aż dziecko wydorośleje na tyle, żeby umieć się zachować?

Savoir vivre rozwiązuje problem dzieci prosto i ostro: rodzice Nie mogą dopuścić do sytuacji, w której ich dzieci zakłócają spokój innym dorosłym.

Pisze się na ten temat dużo np. w odniesieniu do przyjęć. Albo dzieci się na przyjęcia nie zabiera, albo robi się dla nich oddzielne przyjęcie w innym pokoju i ktoś ich tam pilnuje albo wreszcie dziecko rodzic sadza przy sobie i stale skutecznie „pacyfikuje”.

Nikt nie dopuści, by dziecko zakłócało koncert w filharmonii, przedstawienie w operze czy teatrze.

Dlaczego dopuszcza się zakłócanie przez nie Mszy Świętej?

Jest przecież tyle metod doprowadzających do tego, by to nie miało miejsca.
Są specjalne Mszę Święte dla dzieci. W niektórych kościoła takie Msze Święte dla mniejszych dzieci są w tzw. dolnym kościele i tam przypadkowi dorośli wierni nie przychodzą.

W nielicznych kościołach są genialne rozwiązania (spotkałem takie w Zielonej Górze). Część bocznej nawy jest odgrodzona dźwiękoszczelną szybą. Tam udają się rodzice z małymi dziećmi. Ono słyszą i widza Mszę Świętą. Ich dzieci nie słychać i nie kręcą się po całym kościele.

Rodzice mogą wreszcie stać przy wyjściu i gdy dziecko zaczyna szaleć wyprowadzają je bez robienia z tego przedstawienia na zewnątrz. Nie przeszkadzają w ten sposób innym, a i dziecku to się przyda w perspektywie wychowawczej (będzie się uczyć, że w pewnych miejscach nie ma miejsca na pewne zachowania).

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, W Kościele. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Dzieci na Mszy Świętej

  1. Wojciech pisze:

    „Część bocznej nawy jest odgrodzona dźwiękoszczelną szybą.”
    Przyznam, że to rozwiązanie mnie wręcz zszokowało. Czy Jezus kogokolwiek ogradzał dźwiękoszczelną szybą? Nie…
    Zamiast takich barier, w zupełności wystarczy msza dla dzieci.

    Nie dość, że świat staje na głowie, to jeszcze wyważa się już otwarte drzwi.

  2. Aleksandra pisze:

    To trudny temat. Z jednej strony mnie też czasami przeszkadzają krzyki dzieci (nie chodzi o rozwydrzone jednostki, których nie potrafią spacyfikować rodzice, ale o maluchy, które kwilą), a z drugiej Msza Św. to nie przedstawienie w operze czy filharmonii. Ten młody człowiek ma się uczyć jak przyjmować Pana Boga już od najmłodszych lat, więc o ile tylko rodzice dokładają wszelkich starań aby dziecko wytrwało na Mszy Św. to ja zaciskam zęby. Bo we Mszy Św. wcale nie chodzi o MOJE skupienie, MOJE dobre samopoczucie na niej etc. Msza Św. jest modlitwą zbiorową, we wspólnocie takiej, jaka ona jest. Jeśli ktoś chce SIĘ pomodlić, niech zostanie po Mszy Św., niech nawiedzi kościół w międzyczasie, niech nawiedzi Najświętszy Sakrament w czasie adoracji. We Mszy Św. jako lub Boży mamy się pokłonić Panu Bogu i oddać mu należną chwałę, cześć i dziękczynienie na to, że jest i w swojej nieskończonej dobroci nas zbawił. Mogę równie dobrze oddawać Mu chwałę cierpliwie znosząc tego brzdąca. Ba! Nawet modląc się o wzrost wiary dla niego.
    A dźwiękoszczelna szyba jest moim zdaniem pomyłką. Bo rodzic wiedząc, że i tak nie słychać jego dziecka nie będzie aż tak go pilnował, upominał i uczył właściwego zachowania się na Mszy Św.
    Jednocześnie jestem oburzona zachowaniem niektórych rodziców zupełnie nie zwracających uwagi na swoją pociechę lub co gorsza radośnie się uśmiechających na widok jej wyczynów. Dla takich zachowań nie mam tolerancji.

  3. czytelnik pisze:

    Mam pytanie dotyczące stopni i tytułów. Jak powinna się odezwać osoba, która jest doktorem,a tytułuje się ją profesorem (np. na blogu o dobrych manierach). Czy powinna to przemilczeć czy może w kulturalny sposób zwrócić uwagę na to jaki stopień istotnie posiada?

  4. Bubu pisze:

    Dzieci to rzeczywiście problem, ale rzadko ten płacz nie jest aż tak nieznośny, by zmusić rodziców do wyjścia. Sprawa na pewno jest delikatna i wymaga subiektywnej oceny rodzica, a ta czasami może być gorsza niż pozostałych osób, ponieważ rodzic odczuwa stres i odpowiedzialność. To, że małe dziecko czasem zakwili i pozwoli się utulić, albo od czasu do czasu coś głośno zawoła lub powie, raczej nikogo nie obrazi.
    Chciałabym móc coś poradzić, powiem o moich doświadczeniach z synkiem, może się komuś przydadzą. 🙂
    Gdy moje dziecko było małe, również miałam możliwość uczestniczenia we Mszy Św zza szyby. Muszę jednak przyznać, że w pomieszczeniu tym, wcale nie było tak głośno, jak można by się spodziewać. Co ciekawe, malutkie nawet dzieci przejawiały pewne zainteresowanie liturgią i od czasu do czasu przystawały, by poobserwować co się dzieje. Bawiły się też ciszej. Zauważyłam, że korzystając ze specyfiki miejsca, rodzice chętniej tłumaczyli maluchom, gdzie i po co są. Przynosiło to pozytywne skutki. Już nawet rocznemu dziecku można zacząć powtarzać i tłumaczyć, że jest w domu Pana Boga, pokazać ołtarz i Bozię i mówić, że trzeba być ciiii 😉
    Może warto spróbować w trakcie mszy coś dziecku szepnąć od czasu do czasu na uszko?
    Na przykładzie własnego synka mogę poradzić, żeby przetestować, jak maluch się zachowa, gdy wokół nie będzie innych dzieci – może jak nie będzie z kim szaleć, to będzie grzeczne?
    Wyjście z dzieckiem na dwór zwykle słabo się sprawdza – na dworze dzieciaki tracą wszelkie hamulce – co ostatecznie wyklucza udział w Eucharystii ich i ich rodziców. Poza tym skutek wychowawczy wychodzenia może też być taki, że dziecko nauczy się celowo wymuszać opuszczanie kościoła.
    Ewentualnie można zacząć nagradzać dziecko (pochwałą, jakąś szczególną zabawą itp.) za każdy udział, gdy było względnie grzeczne. Natomiast konieczność wyjścia na dwór z powodu złego zachowania oznaczałaby odebranie jakiejś korzyści, na której dziecku zależy – np. nie idziemy na lody po mszy.
    Dziecko ząbkujące, głodne, zmęczone czy odzwyczajające się od smoczka lepiej zostawić w domu.

  5. Mnie się często zdarza, że nazywany jestem profesorem. Ja to jednak rozumiem inaczej niż młode pokolenie. Kiedyś profesorem nazywano każdego nauczyciela liceum czy wielu wykładowców, np. w Seminariach Duchownych. Używa się tutaj tego tytułu jako zwrotu grzecznościowego odnoszonego do nauczających – jest to wtedy tytuł pedagogiczny, a nie naukowy.

    Czasami prostuję, gdy jestem nazywany profesorem, głównie wtedy, gdy odnoszę wrażenie, że ktoś ze słuchaczy mógłby to odebrać w ten sposób, że jestem określany jako profesor uniwersytecki i nie reaguję na takie nienależne mi tytułowanie.

  6. Rozpoczęła Pani raczej dyskusję teologiczną.

    Najpierw powrócę do wątku savoir vivre: nie wolno nigdzie nikomu w niczym przeszkadzać – ta zasada jest tu łamana.

    Przechodząc do wątku z pogranicza savoir vivre i teologii.

    Kościół jest domem Bożym – wciaż przebywa w nim żywy i realny Bóg. Zachowanie w Jego bezpośredniej obecności powinien cechować szczególny szacunek i cześć. dzieci tego trzeba uczyć od najmniejszego.

    Msza Święta nie jest tylko modlitwą i nie tylko spotkaniem z Bogiem. Jest też ofiarą.

    To nie jest kwestia skupienia, ale zakłócania spotkania i misterium.

    Jest coś takiego jak uczestnictwo we Mszy św., które nie jest przecież samą obecnością.

    Nie może być tak, że czyjeś zachowanie powoduje, ze nie słyszymy np. słów Ewangelii.

  7. To teoria. W praktyce nie wszyscy rodzice są w stanie lub chcą z dziećmi iść właśnie na taką Mszę.

    Tu uwaga tak do Pana Wojciecha jak i do Pani Aleksandry. Po kilku wiekach Kościół usunął z Mszy przekazywanie znaku pokoju uznając, że to zakłóca przygotowanie do przyjęcia Komunii Świętej. Przywrócono etn znak pokoju dopiero w XX w. W Polsce nadal jednak obowiązują w tej mierze zalecenia Prymasa Tysiąclecia, który nakazał przekazywanie znaku pokoju wyłącznie przez ukłon, by nie zakłócać tego ważnego momentu.

  8. Muffa pisze:

    Ja ze swej strony myślę, że jeżeli nie umie się zapanować nad swym dzieckiem w kościele, to powinno się z nim zostać w domu. Msza dla dzieci (a raczej infantylna) niczego dzieci nie uczy – ani jak mają się zachować, ani żadnych prawd wiary, niczego, wręcz działa na nie destrukcyjnie. ‚Akwarium’ dla dzieci też jest kiepskim pomysłem – za niedługo ktoś pewnie wpadnie na pomysł, żeby tam wrzucić piłeczki i zrobić basen, bo dzieci i tak się tam przecież bawią. Nie tędy droga! Kilka rozwiązań tego problemu podałam u siebie na blogu:
    http://muffak.pl/brac-czy-nie-brac-dziecko-w-kosciele/

  9. marrikesh pisze:

    A ja jako matka dwulatka cenię sobie oba rozwiązania (msze dla dzieci i „akwarium”). Dobrze wiem, że dla mnie taka obecność na mszy nie jest prawdziwym w niej uczestnictwem (bo głównie pilnuje dziecka), ale uważam, że w ten sposób buduję w moim dziecku właściwe nawyki (samo chodzenie do kościoła, odpowiedni strój, itp.). A dzięki przytoczonym rozwiązaniom mogę to robić nie przeszkadzając innym, a tym samym z większym komfortem psychicznym dla siebie samej (świadomość, że wszyscy na mnie syczą i wywracają oczami, jest dla mnie bardzo trudna, dlatego wolę tego uniknąć, jednocześnie nie odcinając dziecka od Kościoła do czasu aż dorośnie i zrozumie).

  10. Kinga pisze:

    A ja mam pytanie również dotyczące dzieci, a konkretnie ich ilości. Co należy zrobić, gdy ktoś nam narzuca, że mamy się postarać o dziecko?
    Znalazłam dzisiaj mem z taką treścią:
    ZERO DZIECI – to kiedy dziecko?
    1 DZIECKO – to kiedy następne?
    2 DZIECI – SYN I CÓRKA – udało się wam!
    2 SYNÓW – Musicie się teraz postarać o córkę!
    2 CÓRKI – Musicie się teraz postarać o syna!
    3 DZIECI – To była wpadka?
    4 DZIECI – ykhm.. zaszaleliście (w domyśle: w domu nie było prądu i musieliście coś robić wieczorami?)
    5 DZIECI – współczuję.

    Jak zareagować, jeśli się słyszy takie komentarze? Jak zareagować na komentarze dotyczące „wpadki” przed ślubem? I czy można w jakikolwiek sposób ukrócić komentarze, których rodzice sobie nie życzą (jak na przykład porównywania dziecka do jego przodków, co nie dla wszystkich jest rzeczą tolerowaną)?

  11. Lucyna pisze:

    Do Pani Marrikesh:
    Można zestawić dwa podejścia. Pierwsze tradycyjne, w którym mama z niesfornym dzieckiem (chodzi tu tylko o niesforne dzieci, a nie o wszystkie) zostawała w domu, aż do czasu, kiedy dziecko było w stanie pobożnie zachowywać się w kościele przez okres trwania Mszy i rozumieć to, co dzieje się w kościele. Zasadniczo obowiązek niedzielny dotyczy dzieci, które osiągnęły wiek używania rozumu, czyli 7 lat. Zamiast Mszy święciła dzień święty, jak każe przykazanie, modląc się w domu z dzieckiem. Takie zalecenia były dla przykładu podane w księżce generałowej Jadwigi Zamoyskiej „O wychowaniu” z początku XX w, tak radzili księża pokoleniu obecnych dziadków i pradziadków.

    Drugie podejście, nowoczesne, zakłada, że bierze się niesforne dziecko do kościoła i tam albo walczy się z nim, albo zabawia, albo spaceruje wzdluż naw, albo goni za brzdącem wdrapującym się na schody prezbiterium.

    Efekty pierwszego podejścia są takie, że obowiązek niedzielny jest przez Polaków z tamtego pokolenia spełniany z dużą sumiennością. Efekty drugiego podejścia są takie, że młodzież i dorośli, u których wspomnianym przez Panią sposobem „wyrabiano nawyki”, którzy spacerowali, biegali między ławkami oraz chodzili na msze dziecięce, nie chodzą dziś do kościoła niemal w ogóle.

    Przekonywano mnie, że nowoczesne podejście jest lepsze, bo dzieci się bardzo szybko uczą przez obserwację. To prawda, w nowoczesnym podejściu dzieci bardzo szybko uczą się przez obserwację, że na Mszy mogą zachowywać się jak… dzieci, czyli chodzić, walić autkiem w ławkę, pić, biegać, krzyczeć, a nie muszą zachowywać się jak dorośli, bo się tego od nich nie wymaga. Pomaga im w tym postawa rodziców, dla których to one, tak jak poza kościolem, są centrum zainteresowania, a nie Msza. A jak im się znudzi spacerowanie po kościele, to zawsze mogą wymóc na rodzicu zmianę otoczenia przez krzyki i wiercenie, na co rodzic wyprowadzi je z kościoła.

  12. Pięknowłosy pisze:

    A ja zgadzam się z Panią Muffą. „Msza dla dzieci” często przypomina profanację Najświętszej Ofiary, a człowiek, który jako dziecko uczęszczał na „Msze dla dzieci”, najczęściej odsuwa się od Kościoła, gdy wchodzi w wiek dojrzewania. Dlaczego? Ponieważ kościół kojarzy mu się z infantylną szkółką niedzielną, gdzie ksiadz opowiada, że trzeba słuchać rodziców i odrabiać lekcje.
    Msza Święta wymaga powagi, bo jest największą świętością na ziemi i tak też powinna być przedstawiana wszystkim, w tym dzieciom.
    Mówi też o tym ks. prałat Roman Kneblewski.

  13. Zgadzam się z Panem Pięknowłosym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s