Jeszcze raz o zdejmowaniu butów przez gości

W marcu 2011 r. obiecałem Panu Przemysławowi, że zareaguję na jego komentarz. Ostatnio napisał Pan podpisujący się jako Italianiec zwracając mi uwagę na to, że tego nie zrobiłem. Pamiętam, że dyskusja na temat zdejmowania butów, gdy wchodzi się jako gość do czyjegoś domu miała miejsce potem na blogu i w zasadzie wyczerpała temat. Może jednak warto jeszcze raz powrócić do niego. Przytaczam zatem wypowiedź Pana Przemysława:
Panie doktorze, a propos zdejmowania butów – biorąc pod uwagę fakt, że jest to obyczaj bardzo rozpowszechniony, jakie powinno być założenie, kiedy przychodzimy do kogoś pierwszy raz? Osobiście stosuję taką zasadę, że wchodząc do czyjegoś domu sprawdzam, czy gospodarz przyjmuje mnie w butach, czy bez – jeżeli bez, zdejmuję buty (chyba, że gospodarz sam z siebie oznajmi, że nie muszę) i przy kolejnych wizytach stosuję się do zasady poznanej za pierwszym razem. Czy takie zachowanie jest prawidłowe, czy też powinienem z założenia wchodzić w butach i zdejmować je tylko, jeżeli gospodarz wyraźnie mnie o to poprosi? Kiedyś tak robiłem, ale kilka razy spotkałem się z sytuacją, że zostało to źle odebrane – nie zwrócono mi uwagi przy samym wejściu, ale w trakcie spotkania lub przy wyjściu, przeważnie w formie “żartobliwej” aluzji, np. “Czy zna pan jakiegoś dobrego fachowca od układania parkietu? Od tego chodzenia w butach starł się lakier.”. Czasami też ludzie proponują założenie laczek lub kapci (niektórzy mają kilka par przeznaczonych specjalnie dla gości) – czy powinno się przyjąć taką propozycję, czy też odmówić i pozostać w butach?

Skłanianie do zdejmowania butów i samemu przyjmowanie gości na bosaka lub w kapciach jest obyczajem wiejskim sprzed kilkudziesięciu lat (stał się on obyczajem powszechnym np. w Czechach). Z punktu widzenia savoir vivre jest to niedopuszczalne, skandaliczne i obraźliwe dla gościa. Wyobraźmy sobie np. ministra czy premiera chodzącego po czyimś domu w skarpetkach. W perspektywie savoir vivre nie ma różnicy pomiędzy ministrem premierem, a panem Kowalskim.

Gość zaś może (i powinien) przynieść ze sobą drugie buty i w przedpokoju zdjąć te, w których przyszedł, a założyć te przyniesione – „wizytowe”.

Jeśli nadal gospodarze upierają się, by gość pozbył się butów (bo np. porysuje lakier) należy to zrobić, bo to gospodarz dyktuje co wolno, czego nie wolno i co należy. Ja bym jednak więcej do takiego domu nie poszedł i umawiał się z gospodarzami u siebie albo „na mieście”, a przyciśnięty przez nich dlaczego ich nie odwiedzam pozwoliłbym sobie na może złośliwą uwagę, że nie zwykłem paradować w takich sytuacjach na bosaka lub w kapciach.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przyjmowanie gości. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Jeszcze raz o zdejmowaniu butów przez gości

  1. czytelnik pisze:

    Czy oznacza to,że papcie gościnne są niedopuszczalne? Pan, by był urażony,że ma Pan paradować w papciach, jednak dla większości osób używanie papuci w tych sytuacjach jest normalne. Co z tego,że to obyczaj wiejski. Obecnie się przyjął i osoba niestosująca się do niego może innym sprawić przykrość. Uważam,że papucie gościnne są dobrym rozwiązaniem.

  2. Kazimierz Krynicki pisze:

    „Gość zaś może (i powinien) przynieść ze sobą drugie buty i w przedpokoju zdjąć te, w których przyszedł, a założyć te przyniesione – >>wizytowe<<”.

    Jak to powinien? Powinien chyba tylko w sytuacji, gdy na dworze jest śnieg, chlapa, ostry deszcz. Jaki sens za każdym razem ciągać buty na zmianę gdy jest sucho albo w złą pogodę podjechało się pod sam dom gospodarza np. taksówką?

  3. Martin pisze:

    Czy właściwa jest taka uwaga (złośliwą uwagę, że nie zwykłem paradować w takich sytuacjach na bosaka lub w kapciach)? Czy można tak mówić do osób gdy zauważymy, iż nie stosują się do zasad SV?

  4. g.lo. pisze:

    Nie ukrywam, że jest to temat delikatny i krępujący. Nie ukrywam, że ostatnio byłem zażenowany, kiedy przyjechałem w gości, elegancko ubrany (bo było to wymagane) i od progu zostałem zaatakowany pytaniem czy przywiozłem sobie kapcie (byłem w obuwiu wizytowym, w którym właściwie poruszam się tylko w pomieszczeniach); nieprzyjemnie zaskoczyła mnie także reakcje gospodarzy kiedy powiedziałem, że nie. Ostatecznie dostałem od nich plastikowe klapki, ale cały dzień czułem się nie na miejscu, z jednej strony będąc w marynarce, a z drugiej w tak niestosownym obuwiu.
    Ponieważ była to moja pierwsza wizyta w tym domu, na przyszłość daruję sobie elegancki strój, zamieniając koszulę i marynarkę na koszulę polo i dżinsowe spodnie (zerwanie znajomości nie wchodzi w grę).
    I nauczka na przyszłość – odwiedzając kogoś po raz pierwszy będę wcześniej „badał” jaki jest stosunek gospodarza do zdejmowania obuwia w domu.

  5. dude pisze:

    Ja zawsze pytam na wejściu o to, jakie zasady obowiązują w danym domu: mam zdjąć buty, czy nie i się po prostu podporządkowuję.

  6. Niestety czasami tak trzeba.

  7. Oczywiście trzeba to wyrazić w taki sposób, by ta druga osoba nie poczuła się obrażona. Mamy jednak prawo do prezentowania innym standardów, do których jesteśmy przyzwyczajeni.

  8. Buty, których używamy w pomieszczeniach podczas przyjęć są przeznaczone tylko do chodzenia w pomieszczeniach. Dlatego mają skórzane (w całości) podeszwy. Przemieszczanie się w nich po ulicy nie tylko jw zniszczy, ale może również być dla nas niebezpieczne (łatwo się w nich pośliznąć: przybijanie do podeszwy warstwy gumowej jest nieporozumieniem)

  9. Tylko w wypadku przyjacielskiej, nieformalnej i nieoficjalnej wizyty.

    Czy zmuszałby Pan do nich swojego szefa (będącego szefem wielkiej firmy) gdyby odwiedził Pana w domu? Czy nakładałby Pan je na nogi Papieża, gdyby nagle zdecydował się on na odwiedzenie Pana domu?

    Każdego gościa traktujemy w taki sam sposób. Rodzinę i przyjaciół domu możemy oczywiscie traktować tak jakby byli domownikami.

  10. A co zrobić w sytuacji, gdy nasza wizyta w domu prywatnym jest spotkaniem biznesowym? Kiedyś ktoś powiedział, że osoba typu nauczyciel wchodzi do domu z misją taką samą jak lekarz, policjant czy choćby ksiądz i dlatego butów nie zdejmuje.
    Jestem korepetytorką, która przychodzi na ściśle określony czas w celu wykonania usługi. Zdejmuję palto i najczęściej wieszam w przedpokoju, natomiast zostaję w butach (zimą kozaki, wiosną i jesienią pantofle a latem klapki). Zwykle jest to akceptowane, natomiast ostatnio od progu wręczono mi kapcie. Ja – z uwagi na awersję do obuwia, które nosił ktoś inny – postanowiłam zostać w rajstopach, co jednak sprawiało mi dyskomfort, bo czułam się pozbawiona ważnego elementu wyglądu.

  11. Agnieszka025 pisze:

    Napisała Pani, że „zimą kozaki”. Może ostatnio nie zauważyła Pani i np. pobrudziła dywany w tym mieszkaniu/domu i dlatego dano Pani kapcie następnym razem? Napisała Pani, że „ostatnio”, a post jest ze stycznia, zatem zakładam, że była Pani zimą i może weszła Pani w brudnych kozakach i zrobiła ślady na dywanie u tych ludzi, stąd ich zachowanie. Czy mogło tak być? Chyba, że była Pani pierwszy raz w tym miejscu.

  12. catherine pisze:

    Właśnie, jak wcześniej „zimą kozaki” było to nie dziwię się że kapcie dali:)

  13. mania001 pisze:

    Jak zimą przychodzimy na korepetycje i przez np. 1-2 h jesteśmy u kogoś w butach to przepraszam bardzo to co tam zostawimy to smród i syf jeden. Warto wziąć zwłaszcza zimą jakieś buty na zmianę sobie, tak sądzę.

  14. Anulka* pisze:

    Zimą w kozaczkach popylac po dywanach no to nic fajnego dla gospodarzy 🙂

  15. Pisałem wielokrotnie, że kobieta zima przynosi ze sobą, jak idzie z wizyta, buty na zmianę. Pozs tym nigdy nie chodzimy w kozakach we wnętrzach budynków (np. w teatrze).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s