I znowu problemy w szpitalu

Te problemy zasygnalizowała Pani Ewita: Panie Doktorze, chciałam się podzielić kilkoma spostrzeżeniami z mojego pobytu w szpitalu, i prosić o odpowiedź na moje wątpliwości. Jestem „świeżo upieczoną” mamą, niestety tak się jakoś złożyło, że z powodu braku miejsc przez pierwsze dwie doby musiałam leżeć na oddziale ginekologicznym, zamiast z innymi matkami – na położniczym. Sala była trzyosobowa, razem ze mną leżały w pokoju dwie starsze panie. Problem się zaczął, gdy na drugi dzień po operacji cesarskiego cięcia dostałam synka do karmienia. Synek strasznie płakał, panie wprost mówiły, że im to przeszkadza (i z drugiej strony doskonale je rozumiem), niestety żadne miejsce na sali poporodowej się nie zwolniło, i pielęgniarka powiedziała, że jak chcę to może mnie przenieść na korytarz… Na moją sugestię, żeby w takim razie wzięła dziecko chociaż na noc do sali dla noworodków, okrzyczała że co ze mnie za matka, że dziecko musi być z matką. A skargę moich „towarzyszek” skomentowała, że szpital to nie hotel i warunki są różne, jeden jęczy, drugi płacze… Zastanawiam się jednak, co można było w tej sytuacji zrobić (poza wychodzeniem na korytarz, bo po operacji ledwie mogłam się ruszać). Jak można tę sytuację rozwiązać z punktu widzenia SV? Czy panie miały rację okazując zdenerwowanie? Inna sprawa, którą przy okazji chciałam poruszyć, to odwiedziny. Do jednej ze starszych pań przychodziła cała rodzina, mąż, dzieci, wnuki… a ja – przepraszam za dosłowność – z cewnikiem, z podkładami, i jeszcze z dzieckiem wiszącym u piersi. Było to bardzo krępujące. Rozumiem, że odwiedziny są miłe, ale apeluję o umiar i poszanowanie prywatności innych osób.

Panie nie powinny protestować. Sytuacja nie zależała od Pani Evity ani od personelu (ten powinien jednak być grzeczniejszy). Panie powinny zatem zacisnąć zęby, nie reagować i się tylko uśmiechać. Ich wypowiedzi przecież tylko wprowadzały dodatkową nieprzyjemną atmosferę.

Same zaś grzeszyły ile wlezie (zakładam, ze były chodzące). W takiej sytuacji powinny gości przyjmować wyłącznie poza pokojem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Służba zdrowia i pacjent. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „I znowu problemy w szpitalu

  1. dude pisze:

    Niestety, i sam to też często obserwuję, że ludzie starsi nierzadko uważają się za „święte krowy” tylko z racji swojego wieku. Nie mówię, żeby nie okazywać im szacunku z tego powodu tylko zauważam, że traktują swoją metrykę jako zezwolenie na chamskość.

  2. Melinda pisze:

    Panie Doktorze, zajmuję się organizacją szkoleń i konferencji, ostatnio organizowałam kurs dla nauczycieli liceum, a prowadził je młody doktor z tej dziedziny. No i to się niektórym nie spodobało, wprost pytali czy nie mogliśmy „zorganizować” kogoś starszego i bardziej doświadczonego, będącego dla nich autorytetem (aczkolwiek uwag co do jego kompetencji nie mieli; dodam też, że ten sam szkoleniowiec prowadził u nas zajęcia dla innych grup i wszyscy byli bardzo zadowoleni). Najgorzej, że tę niechęć wyraźnie dawali mu odczuć, np. jedna ze starszych pań zwracała sie do niego po imieniu, a raz nawet „drogie dziecko, ja to wszystko już wiem”. Podczas lunchu skomentowali wysokość kosztów szkolenia, pytając w jego obecności, kto płaci za nocleg i wyżywienie prelegenta, czy on sam czy z ich kieszeni, itp. Po tym komentarzu, wykładowca przeprosił nas wszystkich, wstał od stołu, i wyszedł. Na drugi dzień w ogóle nie pojawił się na lunchu – podejrzewam, że wyczuł wrogość i nie chciał stwarzać niezręcznej sytuacji. Mam po tym szkoleniu niesmak i wrażenie, że czegoś nie dopilnowałam, nie dograłam jako organizator. Pierwszy raz miałam do czynienia z takim zachowaniem. Tylko sama nie wiem, co mogłam zrobić, i jak zareagować na niekulturalne zachowanie naszych klientów, tak, aby ich nie urazić. Czy powinnam np. przeprosić szkoleniowca za zachowanie uczestników? A może wyczuwając niechęć słuchaczy powinnam była posadzić go przy osobnym stole podczas lunchu? Jak powinnam była zareagować po jego wyjściu? I czy on sam postąpił zgodnie z sv, wstając od stołu i nie pojawiając się na obiedzie? Jak się rozwiązuje takie sytuacje? Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź. Przyjmuję też na siebie wszelką krytykę.

  3. Michał pisze:

    Szanowny Panie doktorze,

    Zostałem zaproszony jako osoba towarzysząca na ślub. Z panną młodą kilka lat temu uczęszczałem na studia, ale nigdy nie utrzymywaliśmy bliższych kontaktów towarzyskich. Natomiast partnerka, z która udaje się na ślub wydaje się być dobrą znajomą panny młodej. Moje wątpliwości dotyczą prezentu ślubnego. Czy jako osoba towarzysząca powinien „dołożyć się” do prezentu mojej partnerki ? Czy może sprawić młodej parze osobny podarunek ? Dodam, że moja partnerka, prawdopodobnie przez dobre wychowanie nie poruszyła tego tematu.

    Wydaje mi się, że mój obowiązek względem młodej pary ogranicza się do bukietu kwiatów.

    Z wyrazami szacunku,
    Michał

  4. Niedługo odpowiem.

  5. Też to zauważam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s