Studia dzienne i zaoczne – kultura osobista – savoir vivre

Ten problem zgłosiła Pani Kasia: Studiuję stacjonarnie na uniwersytecie i mam pytanie związane ze studiami niestacjonarnymi na państwowych uczelniach. Wiele osób z mojej grupy odnosi się wręcz z pogardą do niestacjonarnych studentów. Znam kilku ludzi stamtąd i najczęściej taki tryb studiowania wynikał z ich chęci do rozwijania się zawodowego, zakładania biznesu, czy studiowaniu kilku kierunków naraz. Teraz w Polsce można studiować nieodpłatnie i stacjonarnie tylko jeden kierunek. Wybór tego trybu niestacjonarnego nie wynikał w ich przypadku z braków środków finansowych czy niewystarczających punktów na rekrutacji. Jednak, ci studenci, mają mniejszą ilość godzin wykładowych, ćwiczeniowych, czasem egzaminuje ich doktor, zamiast profesora. Czasem mamy wspólne egzaminy. Ilość materiału do opanowania wydaje się taka sama porównując ten sam kierunek stacjonarnie i niestacjonarnie. Studenci niestacjonarni często mówią, że sami muszą wykonać większą pracę od nas, bo mają inne zajęcia w życiu i mniejszą ilość godzin. Nie wiem, czy rzeczywiście w świecie kultury powinni być oni traktowani na równo z nami, studentami stacjonarnymi, czy osobom z mojej grupy brak kultury. Czy studia niestacjonarne na państwowej uczelni to gorsza jakość niż studia stacjonarne? Świat kultury to maksymalizm jakości. Moje pytanie dotyczy studiów pierwszego, drugiego i trzeciego stopnia.

Narażę się tutaj bardzo wielu osobom, ale trzeba sobie powiedzieć prawdę.

Prawdziwe studia to dzienne studia uniwersyteckie codziennie (również poza godzinami zajęć) przez wiele lat (co najmniej 5) w nieustannym kontakcie z profesorami i innymi studentami (kontakcie, w którym mówiło się o przedmiocie studiów).

Studia to zatem realizacja kilku form nauczania: zajęcia formalne, zajęcia nieformalne (kontakty z profesorami poza zajęciami, dyskusje, wypytywanie ich), praca w grupach nieformalna (dyskusje studentów poza zajęciami), praca indywidualna w bibliotece (studia w bibliotece), praca indywidualna w domu (studia w domu i pisanie tekstów)

Kiedyś realizowano to w ten sposób, ze uniwersytety były w małych miastach, co dawało taki efekty, że studenci i profesorowie stanowili większość mieszkańców, i co pozwalało na kontakty naukowe (z profesorami i innymi studentami) przez 16 godzin na dobę. Profesorowie mieszkali w danym miasteczku przez cale życie, a studenci przez co najmniej 5 lat przebywając przez ten czas wyłącznie w środowisku naukowym, nie podejmując żadnej pracy ani zajęć innych niż studia.

Zajęcia były w bardzo małych grupach (w Oxfordzie np. zwyczajowe było, między innymi) seminarium: jeden student na jednego profesora), a kontakty z profesorami były indywidualne (student przychodził do domu profesora) lub w niewielkich grupach (kilku studentów przychodziło do domu profesora).

Studenci gromadzili się w kawiarniach, winiarniach itp. dyskutując tam o tym, co poruszane było na formalnych zajęciach.

W takich mniej więcej studiach uczestniczyłem. Studiowałem w latach osiemdziesiątych w Akademii Teologii Katolickiej na Wydziale Filozofii…
Komuniści nie chcieli, aby było za dużo absolwentów tej uczelni., Ustali zatem limity studentów na poszczególnych kierunkach od 2 do kilkunastu osób. W efekcie np. moja zona, która studiowała etykę miała wykłady, an których przy udziale 100% studentów było razem z nią dwie osoby. Musiała się zatem umawiać z koleżanką, by wykład się odbył (jeśli obie nie przyszłyby na wykład byłoby na nim 0 studentów.

Już od I roku byłem w codziennym kontakcie telefonicznym ze swoim profesorem. Byłem u niego w domu przynajmniej 2 razy w tygodniu. Jako studenci spotykaliśmy się w różnych miejscach (przede wszystkim w mieszkaniach prywatnych i prowadziliśmy tam zajęcia (studiowaliśmy teksty). 5-9 razy w roku wyjeżdżaliśmy na kilkudniowe sympozja naukowe, na których wieczorami organizowaliśmy sesje na wybrane przez nas tematy (wygłaszaliśmy w pokojach hotelowych wykłady i dyskutowaliśmy).

Po zrobieniu doktoratu zacząłem prowadzić najęcia zlecone. Prowadziłem je nie tylko na uczelni, ale również po domach studentów. W niektórych latach były dwa spotkania w tygodniu po 4-6 godzin każde.

Gdy uzyskałem etat adiunkta nadrabiałem braki w intelektualnej formacji studentów prowadząc TWU (Tajny Wędrujący Uniwersytet). Wyjeżdżaliśmy dwa razy do roku na kilka dni na Słowację (była wtedy niesłychanie tania) i włóczyliśmy się po wysokich górach miastach i miasteczkach. Zajęcia prowadziłem na szczytach gór, pod wodospadami, przy ognisku, w restauracjach i na placach miast (studenci siadali np. na bruku głównego placu w Żilinie, popijali wino, a ja wygłaszałem wykłady).

W latach dziewięćdziesiątych zaczęła się dyskusja o stopniu zawodowym licencjata. Zakładano pierwotnie, ze będzie to stopień, który będą uzyskiwali studenci zaoczni (stopień magistra był zarezerwowany dla studentów dziennych).

Studia zaoczne to nie są studia. Student studiów dziennych, który jednocześnie pracuje nie AM szansy przejść normalnego toku studiów.

Uniwersytet to miejsce, gdzie dokonuje się metanoja – olbrzymia „rewolucyjna” intelektualna i kulturowa przemiana – przemiana w myśleniu i formacji kulturowej (również tej związanej z savoir vivre). Przez „zanurzenie” wieloletnie w pracy naukowej student nabywa umiejętności myślenia właściwego dla swojej dziedziny naukowej wkracza na wyższy poziom kultury, opanowuje techniki i metody badawcze, uzyskuje sprawność samodzielnych badań i samodzielnego samodoskonalenia się w różnych dziedzinach.

Dziś tego typu studia są bardzo elitarne i odbywają się w niewielu uczelniach na świecie. Studenci, którzy chcą je podjąć muszą to robić z reguły na własną rękę.
Studia dzienne w niewielkim stopniu spełniając dziś, z reguły, wymogi prawdziwych studiów, ale jednak o niebo przewyższają tzw. studia zaoczne.
Brak prawdziwych studiów daje się odczuć społecznie w brakach związanych z savoir vivre i skutkuje tym, co nazywam proletaryzacją.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Studia dzienne i zaoczne – kultura osobista – savoir vivre

  1. Pięknowłosy pisze:

    Czy może siebie samą osoba określać wykształconą, mimo że nie posiada żadnego formalnego tytułu naukowego, ale kształci się na własną rękę, w domu, w czytelniach, nabywa wiedzy związanej z filozofią, historią, sztuką, teologią i językami obcymi?

  2. Oczarowana pisze:

    Podzielam ten pogląd. Pańskie argumenty są bardzo dobre, może by tak rozwinąć to do artykułu i opublikować w jakimś czasopiśmie? Przykro mi, że w dzisiejszych czasach kultura uczelni wyższych upada: profesorowie odpisują studentom maile zaczynając od „witam”, chodząc w dżinsach i wymiętych marynarkach.

    Jestem ambitną studentką, jedyną taką na 21 osób w mojej grupie, a moje działania są ukracane. Zwraca mi się uwagę że jestem ZBYT aktywna na zajęciach (kiedy podziękowałam, usłyszałam, że to nie był komplement). Nigdy nie spotkałam się z tym, by profesor czy doktor dążył do kontaktu ze studentami, by popychał ich do czegokolwiek więcej.

    Dlatego właśnie chciałabym zostać na uczelni, robić doktorat, habilitację- by pomóc odbudować kulturę studiowania, która teraz- nie tylko z winy studentów- nie istnieje.

  3. Magdalena pisze:

    Zgadzam się z Panem niemal w zupełności.
    Swoje zrobiło także to, że dzisiaj studia są tak łatwo dostępne, dostępne w zasadzie dla każdego, kto zda maturę. I to jest najgorsze. Wykształcenie wyższe posiadac będzie niedługo większosc ludzi, a tak naprawdę może tylko jakieś 15% naprawdę zasługuje na tytuł magistra. Przykre.

  4. R.Pich pisze:

    Jako student pozwolę sobie wyrazić swoją opinię:
    To, co Pan napisał na temat studiów – tak być powinno, jednakże jest zupełnie inaczej –
    grupy dziekańskie mają po 30 osób, studenci widzą prowadzących tylko na zajęciach
    (o ile w ogóle na nie przychodzą, co również mówi dużo o obydwu grupach), coraz mniej
    jest sympozjów, o których Pan wspomina (u mnie na uczelni tylko jedno koło naukowe
    regularnie organizuje takowe) i, jak któryś z użytkowników wspomniał w komentarzu,
    ogólny trend to zmniejszanie wartości dyplomu akademickiego. Czyja to wina – trudno
    dociekać, to jest duży i złożony problem. Nie byłbym taki pewien też co do Pana słów
    o samodoskonaleniu studenta, gdyż żeby zaliczyć przedmiot, musi najczęściej wykuć
    na pamięć podręcznik bądź skrypt, podobnie przy pisaniu pracy licencjackiej czy
    magisterskiej.
    I na zakończenie powiem, że TWU musiał być całkiem ciekawy, w sumie chciałbym
    się przenieść w czasie na jeden z Pańskich wykładów na Słowacji.

  5. Małgorzata pisze:

    Trudno się z Panem Doktorem nie zgodzić. Miałam przyjemność studiować zarówno w trybie stacjonarnym jak i niestacjonarnym i szczerze powiedzieć mogę, że nie ma porównania. Studia niestacjonarne nigdy nie będą tym samym co studia stacjonarne i nie ma się co o to oburzać.

    Osobną kwestią jest okazywanie pogardy czy lekceważenia innym ludziom. Człowiek prawdziwej klasy innych traktuje z najwyższym szacunkiem, choćby miał do czynienia z żebrakiem. Są pewne rzeczy oczywiste dla wszystkich, typowe dla wszystkich, wiadome wszystkim, a mimo to pomijane w rozmowach. I cóż, że prawda jest taka, że studia stacjonarne są pod wieloma względami bardziej elitarne, lepsze niż studia niestacjonarne. Każdy wie, że lepiej jest być zdrowym, młodym, bogatym, doskonale wykształconym, niż starym, schorowanym, ubogim analfabetą, jednakże wywyższanie się ponad innych, choćby się miało do tego najprzedniejsze powody (tytuły naukowe, oklaskiwane publikacje, nagrodę Nobla, nieprzeciętną urodę, miliony na koncie czy nie wiadomo jakie inne zasługi) jest zwyczajnie w bardzo złym guście.

  6. Joan pisze:

    TO co Pan opisuje jest wspaniałe, jaka szkoda, że teraz tak nie jest. Profesorowie są teraz zajęci, biegają między uczelniami, nie mają czasu na rozmowy ze studentami. Niektórzy są też nieprzystępni, bunkrują się w swoich gabinetach i nie spoufalają się ze studentami. Uświadomiłam sobie w pełni jak wiele straciłam na studiach dopiero na ostatnim roku, gdy mieliśmy cotygodniowe spotkania z profesorem prowadzącym nasze prace magisterskie. To był wspaniały czas dyskusji, rozmów, wymiany doświadczeń. Dlaczego wcześniej tak nie było?

  7. Oczywiście, że tak.

  8. czytelnik pisze:

    Polecam darmowe zajęcia przez Internet z najlepszych uczelni świata prowadzone w językach obcych

    https://www.coursera.org/

  9. Paweł pisze:

    Panie Doktorze.

    Nasunęła mi się pewna myśl, która dotyczy kierunków technicznych. Załóżmy, że jest jakaś uczelnia, która umożliwia studiowanie zaocznie danego kierunku technicznego.

    Co SV mówi o podjęciu się pracy i studiów zaocznych związanych z tą samą dziedziną techniczną?
    Co Pan sądzi o takiej możliwości?

  10. W porządku. Zresztą parzcież, tak jak nawet mówił o tym sam Boziewicz, autor ostatniego kodeksu honorowego, człowiek honoru to może być człowiek bez żadnego formalnego wykształcenia, ale za to posiadający znaczne uposażenie kulturowe, które zdobył „na własną rękę”.

  11. Paweł pisze:

    Czy magister inżynier elektryk to człowiek bez formalnego wykształcenia…?

  12. To już zależy od niego. Na politechnikach zawsze były tzw. odchamiacze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s