Doktorant bez obiadu

Oto opowieść Pana Jana N.: Panie Doktorze, bardzo proszę o podpowiedź wyjścia, zgodnie z SV, z następującej sytuacji. Mój szef i jednocześnie promotor poprosił mnie (jestem doktorantem) żebym mu towarzyszył podczas wizyty u jego kolegi-profesora w innym mieście, z którym piszemy wspólny projekt. W porze okołoobiadowej, panowie jakby nigdy nic udali się na obiad, przy czym zasugerowali mi żebym poszedł do biblioteki w tym czasie poszukać kilku rzeczy. Byłem głodny, więc przed pójściem do biblioteki udałem się do stołówki, w której siedział mój szef z tym profesorem. Gdy ich zobaczyłem, wycofałem się, bo nie wiedziałem, co mam robić. Dosiąść się – nie, bo nie zapraszając mnie wyraźnie dali do zrozumienia, że nie chcą rozmawiać w mojej obecności. Zająć inny stolik? Też bym przecież słyszał ich rozmowę, jako że stołówka była o tej porze pusta. Dodam, że była to jedyna stołówka otwarta w tym budynku ze względu na okres wakacji. Nurtuje mnie pytanie, jak powinienem był się zachować? Czy nietaktem byłoby mimo wszystko zjedzenie obiadu (wówczas przysiąść się do stolika, czy nie?)? Czy dobrze zrobiłem, że się wycofałem (kosztem obiadu) – w końcu mogłoby to być postrzegane przez mojego szefa jako niegrzeczne. Bardzo proszę o podpowiedź, jak się zachować w takiej sytuacji.

Zachowanie Pana Jana N. było delikatne i taktowne, takie właśnie jakie podpowiedziałaby wysoka kultura i savoir vivre.

Nie można tego powiedzieć o zachowaniu jego promotora. Powinien Pan Jana N. zaprosić (i to na swój koszt) na obiad, a „tajną” rozmowę z kolega profesorem przeprowadzić potem.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii W szkole i na uniwersytecie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Doktorant bez obiadu

  1. Jan N. pisze:

    Panie Doktorze,
    Bardzo dziękuję za tak szybką odpowiedź! Mam jednak wrażenie, że jest ona ucięta… Bardzo proszę o ponowne sprawdzenie.

  2. dude pisze:

    Chyba „urwało” panu końcówkę wpisu…

  3. Michał Wilczyński pisze:

    Panie Doktorze, bardzo proszę o odpowiedź, kto kogo powinien przepuścić (przez drzwi) osoba niepełnosprawna młoda, która jest mężczyzna czy kobieta?
    Czy było nie taktem jak przepuściłem kobietę jako pierwszą, mimo że poruszam się na wózku/ o kulach to nie zmienia faktu że jestem mężczyzna…

  4. Aneta T. pisze:

    Panie Doktorze na początku napiszę,że od dawna śledzę ten blog, czytam chyba każdy wpis nawet ten który mnie nie dotyczy. Bardzo mnie to ciekawi, z jakimi problemami i wątpliwościami zmagają się czytelnicy, jakich rad Pan udziela. Mój ‚problem’ polega na tym,że mój narzeczony pochodzi z drugiego końca Polski i o ile wiadomo, że ślub będzie to nie wiadomo co zrobić z weselem. Ze względów finansowych nie możemy sobie pozwolić na wielkie wesele, zwłaszcza, że byłoby to ok.200 osób. Wybieranie osób aby zmniejszyć listę też raczej nie wchodzi w grę. Powiem szczerze,że nie jesteśmy z tego powodu wielce smutni- oboje z narzeczonym nie lubimy wesel, najchętniej wcale byśmy go nie robili a sam ślub wzięli ‚po cichu’ aby była to ceremonia intymna. Zależy nam jednak na tym aby znaleźli się w tym dniu przy nas rodzice i rodzeństwo, dziadkowie. Jednak nie wiem jak byłoby poprawnie to zrobić aby nikt nie zarzucił,że źle się zachowaliśmy.Ślub chcielibyśmy wziąć w miejscowości rodziców narzeczonego i tam zaprosić na elegancki obiad do restauracji. Czy należałoby zaprosić więc moich rodziców, niepełnoletnią siostrę, dziadków(wiadomo,że ze względu na swój wiek i choroby nie pojechaliby-myślę,że tutaj należałoby potem zaprosić ich na obiad) i tak samo ze strony partnera? Tyle,że jego rodzeństwo jest w podobnym wieku do nas i są w związkach (jeden brat żonaty, drugi ma dziewczynę). Rozumiem,że żonę jak i dziewczynę też powinniśmy zaprosić. Czy w takim razie poinformowanie resztę dalszej rodziny poprzez wysłanie kartek ze zdjęciem będzie grzeczne?( Widziałam taką odpowiedź niedawno Pana Doktora) Czy należy w takiej kartce tłumaczyć swoje postępowanie, czy ma być ona czysto-informacyjna.Chcielibyśmy jeszcze poinformować rodziców,rodzeństwo, dziadków aby nie szykowali żadnych prezentów ani pieniążków, to chyba nie będzie niegrzeczne? Chciałabym bardzo aby Pan wyraził swoje zdanie na tę sytuację, może ma Pan jakieś lepsze rozwiązanie. Być może czytelnicy spotkali się z podobnymi sytuacjami?

  5. Tak urwało. Już poprawiłem. Nie wiem jak to się stało. Dziękuje Panu i przepraszam Pana oraz wszystkich Czytelników.

  6. Willy pisze:

    „Powinien Pan Jana N. zaprosić (i to na swój koszt) na obiad, a „tajną” rozmowę z kolega profesorem przeprowadzić potem.”

    A dlaczego na swój koszt? Przecież w końcu nie był on gościem swojego promotora? Obydwoje byli z wizytą.

  7. Profesor to mistrz-ojciec,a doktorant to uczeń-syn.

  8. Willy pisze:

    „Profesor to mistrz-ojciec,a doktorant to uczeń-syn.”

    Proszę nie porównywać tych relacji do rodzinnych. Doktorant to ktoś, kto korzysta z uprzejmości, czasu i wiedzy profesora (obcego człowieka). Profesor wyświadcza mu przysługę, że jest jego promotorem. Jeśli już, to ten doktorant powinien zapłacić za obiad profesora, a nie na odwrót. To tak, jakbym komuś coś dał / pomógł, i jeszcze musiał za to zapłacić.

  9. Agata P. pisze:

    Skoro zachowanie autora tego pytania (odmówienie sobie obiadu) było zgodne z SV, to czy gdyby mimo wszystko zjadł ten obiad w stołówce (bo był np głodny, osłabiony itp) nie zważając na obecność promotora, to byłoby to niezgodne z SV (tzn. powinien był głodować)? Oczywiście zakładając, że to była jedyna stołówka w okolicy, i nie miał możliwości posilenia się gdzie indziej.

  10. Mógł, kierując się delikatnością, poczekać aż profesorowie wyjdą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s