Relacje profesor-student

Ten problem podjął Pan Willy: „Profesor to mistrz-ojciec, a doktorant to uczeń-syn.”
Proszę nie porównywać tych relacji do rodzinnych. Doktorant to ktoś, kto korzysta z uprzejmości, czasu i wiedzy profesora (obcego człowieka). Profesor wyświadcza mu przysługę, że jest jego promotorem. Jeśli już, to ten doktorant powinien zapłacić za obiad profesora, a nie na odwrót. To tak, jakbym komuś coś dał / pomógł, i jeszcze musiał za to zapłacić.

Po pierwsze.

Profesor senacki nie może zostać profesorem faktycznym – nadzwyczajnym bez posiadania doktorantów, która obronią doktoraty.

Profesor nadzwyczajny nie może zostać profesorem zwyczajnym bez posiadania doktorantów, którzy obronią doktoraty.

Profesor zwyczajny, który nie ma doktorantów jest nisko oceniamy.

Podsumowując profesor ma o wiele większy interes w posiadaniu doktoranta niż doktorant w uzyskaniu promotora.

Po drugie.
Właściwa i jedyna relacja pomiędzy profesorem i doktorantem to relacja mistrz-uczeń, ojciec (intelektualny_) – syn (intelektualny). Prawdziwy profesor musi wykształcić swoich zastępców-kontynuatorów.

Po trzecie.

I tutaj May już do czynienia z sytuacją savoir vivre sensu stricte. Profesor jest ważniejszą osoba i osobą i osoba zapraszającą. To on zatem sprawuje opiekę i, w konsekwencji, zaprasza na obiad i za niego płaci. (jeśli ma właściwą klasę)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii W szkole i na uniwersytecie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Relacje profesor-student

  1. czytelnik pisze:

    Ponadto profesor ma gwarantowany zysk który mu się liczy do dorobku, a przyszły etat doktoranta na uczelni jest mocno niepewny. Budżet profesora i doktoranta również jest nierówny.

  2. doktorant pisze:

    Panie Doktorze, pomylił pan stopnie, stanowiska i tytuły „profesorów”. Profesor „senacki” jak Pan go nazwał, to profesor uczelniany („podwórkowy”), czyli „nadzwyczajny” (stanowisko), zazw. jest to doktor habilitowany (stopień). Profesor „faktyczny” to profesor zwyczajny, czyli belwederski, czyli tytularny (tytuł). Aby dr hab (obejmujący zazwyczaj stanowisko prof. nadzwyczajnego, ale nie zawsze bo ja znam dr hab na stanowisku adiunkta) mógł zostać profesorem tytularnym, musi mieć co najmniej dwóch „obronionych” doktorantów, i to się akurat zgadza. Z tym, że nie do końca prawdą jest, że (cyt.) „profesor ma o wiele większy interes w posiadaniu doktoranta niż doktorant w uzyskaniu promotora”. Jak ktoś jest dobry, to doktoranci do niego „lgną” i taki zazwyczaj robi wręcz komuś przysługę, jak będzie promotorem (szczególnie jak uzyskał już tytuł profesora i kolejny doktorant do szczęścia mu niepotrzebny; znam jednak takich, co wypromowali po 20 dr). Nie ukrywajmy, bycie promotorem doktoratu to dodatkowa odpowiedzialność i ciężka praca z marnym wynagrodzeniem (albo i bez). Ale nie o pieniądze tu chodzi, dużo profesorów zgadza się promować dr mając z tego dużą satysfakcję (mimo że już nie muszą). Proszę więc nie uogólniać, że to profesor bardziej zabiega o doktoranta niż ten o profesora. Nie wiemy, czy dla ów profesora autor posta był pierwszym, czy dziesiątym doktorantem, czy ma tytuł profesora zwyczajnego czy też jest profesorem jedynie uczelnianym. Nie jest to istotne. Zgadzam się natomiast z Panem, że jeśli już profesor się zgodził z jakiegoś powodu być tym promotorem, to relacja ich powinna być jak „mistrz-uczeń” ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlatego to profesor powinien był zaprosić swojego doktoranta na obiad i zapłacić za niego (nie odwrotnie!), szczególnie jeśli byli cały dzień na wyjeździe, to czym ten doktorant miał się żywić? Powietrzem? A już odesłanie doktoranta do biblioteki podczas gdy sam udał się na obiad z kolegą to po prostu gwałt na sv.

  3. Willy pisze:

    „Profesor ma o wiele większy interes w posiadaniu doktoranta niż doktorant w uzyskaniu promotora”
    Nie zgadzam się! Najczęściej jest dokładnie na odwrót, potencjalny doktorant „błaga” profesora żeby ten został jego promotorem.

  4. Pewna Pani w Starszym Wieku pisze:

    Szanowny Panie! Robi Pan w swoich tekstach bardzo dużo błędów typu literówki, przekręcenia wyrazów itd…, które chwilami uniemożliwiają zrozumienie tekstu. Czy to aby wypada? ;>

  5. Adelle pisze:

    Panie Doktorze, ten wpis natchnął mnie trochę do opisania mojej sytuacji, i zapytania, jak Pan to ocenia w kontekście sv. Otóż tak się złożyło, że profesor z jednego z przedmiotów na moich studiach jest jednocześnie narzeczonym mojej przyrodniej siostry. Dodam, że między nami jest różnica ok. 20 lat. Pytanie takie, jak powinniśmy się do siebie zwracać w sytuacjach prywatnych, np. podczas obiadu rodzinnego? Bo na uczelni powiedział mi wprost, że mam do niego mówić „panie profesorze”, natomiast prywatnie on zwraca się do mnie „proszę pani”, a ja do niego „proszę pana” albo „panie profesorze”, na co on nie protestuje. Wszyscy pozostali członkowie rodziny są z nim po imieniu. Jak Pan ocenia tę sytuację z punktu widzenia SV? Niedługo zostaniemy rodziną, czy SV dopuszcza zwracanie się do szwagra per „pan”, lub tytułując go?

  6. W zasadzie nie wypada, ale cóż, pisałem o tym kilkakrotnie. Mam do wyboru pisać o połowę mniej i idealnie, albo tak jak piszę licząc na wyrozumiałość Czytelników. Wybrałem to drugie.

  7. Wszystkim Profesorom, których znak, a z nam ich kilku, bardzo zależy na doktorantach.

  8. Być może, że nie jestem na bieżąco z „prawem profesorskim”. W taki razie przepraszam za błędy.

  9. Jest też druga strona medalu. Wychowano mnie w innym spojrzeniu na „profesorstwo” i moi profesorowie byli zawsze jak „ojcowie”, którzy chcą mieć jak najwięcej „dzieci” i każde nowe „dziecko” przyjmują z radością.

    Na czym polega etos profesora?

    To jest oddzielny temat i nie jest to perspektywa savoir vivre (a może jest? – perspektywa szlachetności)

  10. Alelala pisze:

    Droga Pani w Starszym Wieku,
    literówki mogą faktycznie razić, ale już bez przesady, że uniemożliwiają zrozumienie tekstu! Tym bardziej, że jest to zazwyczaj jedna literówka na całe zdanie, bez problemu więc można załapać jego sens. Pan Krajski pisze szybko chcąc odpowiedzieć jak największej liczbie czytelników, więc nic dziwnego że mu się czasem palec omsknie z klawiatury. Wie, że zdarza mu się robić literówki, za co wielokrotnie przepraszał.
    A swoim wiekiem proszę nie usprawiedliwiać czepialstwa.

  11. balthazarr pisze:

    Dorobek ważna rzecz. Jeśli profesor każe się „błagać”, to jest to nic nie warty pan, który najlepiej powinien już przejść na emeryturę, bo czas takich „mistrzów” już minął (lub powinien był minąć po ’89). Nikt nie powinien o nic błagać: prosta procedura z jawnymi ogłoszeniami na stanowiska oraz wysyłanie aplikacji. To jest normalne.

  12. Aneta T. pisze:

    Popieram Alelala. W końcu jest to blog Pana Doktora,i może na nim umieszczać co chcę i w jakiej formie chce. Jeśli ktoś nie chce to może nie czytać. Błędy każdemu się zdarzają, sami też popełniamy wiele błędów. U prawie każdego można byłoby znaleźć błąd ortograficzny,a jak nie ortograficzny to złą składnie zdania itp. Z pewnością się Pan stara pisać jak najlepiej a nie jest to wynikiem niedbalstwa jak co u niektórych. Wszystko jest zrozumiałe i jasne. Cieszmy się, że możemy korzystać z rad Pana Doktora, zadać pytanie i uzyskać odpowiedź, i przymykajmy oko na drobne błędy!:) Ja osobiście jestem bardzo zadowolona bo wielokrotnie odpowiedział Pan na moje pytania, problemy – chociażby ostatni wpis o skromnym obiedzie weselnym. Dziękuję serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s