Odnalazłem Księżycową Dolinę – najpiękniejsze miejsce na świecie – krainę ze snów człowieka savoir vivre

Pierwszą zasadą savoir vivre jest zasada szlachetności – wszystko ma być najwyższej jakości – najwspanialsze, najpiękniejsze. Trudno spełnić te kryteria. Poznałem miejsce, w którym się one spełniają – Złotą Dolinę.

W liceum zaczytywałem się powieścią Jacka Londona pt. „Księżycowa dolina”. Jest to opowieść o małżeństwie, które poszukuje wymarzonego, idealnego miejsca do życia, miejsca, które nazwali Księżycową Doliną. Znajdują ją. Powieść kończy się opisem doliny i życia w niej. Poznałem wielu ludzi, którzy tak przejęli się tą powieścią, że całymi latami szukali swojej księżycowej doliny. Ja ją znalazłem. Księżycową Doliną jest Złota Dolina – miejsce, o którym każdy kto je poznał mówi, że to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, miejsce, którego kilka procent mieszkańców to ludzie z całego świata, którzy przez przypadek wjechali do niej na 15 minut i już z niej nie wyjechali – zostali tu na całe życie. Moim zdaniem to najpiękniejsze miejsce na świecie. Co ciekawe, gdy w niej byłem księżyc pojawiał się w południe i był obecny na niebie, gdy zasypiałem.

Dolina jest też w specyficzny sposób krainą savoir vivre – jest między innymi krainą przyjęć. Odbywają się w niej dziesiątki typów przyjęć, głównie na świeżym powietrzu (na placach miast, w gajach oliwnych, na polanach, które są na szczytach gór). Około 100 z nich to przyjęcia, na które każdy może bezpłatnie wejść. Są też przyjęcia płatne.
Jeden przykład. W miasteczku w środku doliny – Molini di Prela jest najlepsza restauracja w dolinie. Trzeba zarezerwować stolik. Restaurację otwierają o 20,00. Wchodzimy i w ten sposób zobowiązujemy się zapłacić taką sumę, jaką podadzą nam o północy (jest ona zresztą zawsze taka sama). Nie ma menu. Najpierw podają nam białe i czerwone wino (najlepsze gatunki win doliny) oraz wodę mineralną i czekadełko (wina, woda i pieczywo są bez ograniczeń). O 20, 15 właściciel restauracji i jego rodzina zaczynają podawać dania. Jest ich 12. Po jedenastu daniach podaje się digestif. Ostatnim daniem jest deser. Po nim jest kawa espresso. Wszystko dokładnie tak jak w podręcznikach savoir vivre. (opiszę to szczegółowo w oddzielnym wpisie)
O północy się płaci. Zgadnijcie Państwo: ile? Dla ułatwienia podam, że nad morzem pizza kosztuje 7-14 euro. Makarony 9-14 euro. Dania mięsne i rybne od 13 euro do góry (z reguły 15-20 euro).

Dolina zaczyna się nad morzem na poziomie 0 metrów nad poziomem morza przy wzgórzu, na którym leży cudowne miasto Imperia. Kończy się po 20 km przełęczą na wysokości 1360 metrów. Pierwsze 7 km to XXI wiek. Prawdziwa Dolina zaczyna się od jej stolicy – miejscowości Dolcedo, która w części ma 2000 lat w części 1500. Jest to duże jak na dolinę miasto. Ma 1000 mieszkańców i mieści się w samej dolinie. Droga idzie w górę. W samej dolinie (czyli na samym jej dole) są jeszcze dwa miasta Molini di Prela (500 mieszkańców) i Prela (200 mieszkańców). Dolina ma kształt trójzębu (na końcu przechodzi w trzy doliny), który ma dodatkowo jedną dolinę-wypustkę w Molini di Prela. Do wypustki tej można się dostać przez rzymski most sprzed 2600 lat (nie udało nam się jej poznać; podobno raj; są tam budynki sprzed 2600 lat). Pozostałe kilkanaście miast mieści się na zboczach i szczytach gór. Najważniejsze z nich to położone na szczycie jednej z gór miasto artystów Valoria (50 mieszkańców), położone na zboczu – wyżej, w odległości 4 km miasto Tavole (250 mieszkańców; poziom 470 metrów, tam mieszkaliśmy) i jeszcze wyżej w odległości 2 km (570 metrów nad poziomem morza) miasto Villatalia (150 mieszkańców). To ostatnie miasto ma widok na morze, pozostałe miasteczka i Imperię (widać na 20 km).

Każde miasteczko ma przynajmniej jeden kościół i swoją niepowtarzalną kulturę (przez wieki żyły własnym życiem) i jest samo w sobie dziełem sztuki (domy i kościoły mają po 1000 lub 500 lat).
W Dolinie zima trwa dwa miesiące (grudzień, styczeń), a to oznacza, że pada deszcz, a w nocy temperatura spada nawet do 5 stopni (w dzień często wynosi 24 stopnie; w ostatnie cztery Wigilie była taka). Klimat jest stabilny i wahania temperatury są niewielkie (przez 2 tygodnie w dzień było dokładnie 26 stopnie, w nocy 22; w słońcu do 40 stopni).

W Dolinie dominują lasy i gaje oliwne. Lasy są pełne dzikiej zwierzyny, owoców leśnych (np. jeżyn) i grzybów (prawdziwki, podgrzybki, kurki i dziesiątki nieznanych w Polsce grzybów jadalnych). Zwierzyna grasuje w nocy po szosach (spotkaliśmy dziki, lisy, łasice).

Wszędzie rosną bezpańskie: oliwki, figi, orzechy włoskie, kasztany jadalne, drzewa pieprzowe (byłem tam, gdzie pieprz rośnie),i wszelkie znane nam jadalne zioła. Kiedyś wyżywienie doliny opierało się na tych roślinach (z mąki z kasztanów pieczono chleb i robiono makarony i kluski). Gdy idzie się drogami czy ścieżkami i podziwia zapierające dech widoki pije się wodę ze źródełek i je co chwila figi (dwa gatunki: słodkie i kwaśne).

Mieszkańcy uprawiają dziesiątki warzyw (większość u nas nieznane) i owoców (wiele gatunków winogron do jedzenia, pomarańcze, cytryny, mandarynki, kako, kiwi, jabłka, gruszki, śliwki, brzoskwinie, owoce kaktusów, limonki, avocado itd.). Jest wiele winnic (w dolinie pije się tylko miejscowe wina i używa tylko miejscowej oliwy).

Ulice miast są naturalnie klimatyzowane (z reguły mają 150 cm szerokości) i temperatura na nich wynosi 18-20 stopni). Naturalnie klimatyzowane są też szosy, które są zacienione przez skały i drzewa i stanowią punkty widokowe (są głównie serpentyny).

Dolinę przez cały rok porastają setki kwiatów. Wszędzie rosną palmy i dziesiątki typów kaktusów. W dolinie są konie i osły. Gdy przez dolinę przejeżdża autobusik i daje co chwila sygnał specyficznie brzmiącym klaksonem osły odpowiadają mu swoim rykiem.

Mieszkańcy doliny to w 95% Włosi mieszkający tu od 1000 lat. Pozostali to ci, którzy zakochali się w dolinie, głównie bogaci ludzie (ale nie tylko), w tym milionerzy. W Dolinie swoją posiadłość ma Berlusconi. Mieszkał w niej też jeden z największych architektów świata w domu zbudowanym przez siebie. Gdy zmarł jego dom kupił za kilka milinów euro rosyjski milioner (nikt nigdy go jednak nie widział: przemieszcza się w nocy). Wielu ma domy w nieodstępnych i niewidocznych miejscach i prawie nikt nie wie, że są mieszkańcami Doliny. Kiedyś schodziliśmy szosą w dół (udawaliśmy się na plaże Imperii) i łapaliśmy autostop (jest to powszechny sposób poruszania się po Dolinie). Na szosie samochód pojawia się z reguły co pół godziny. Zeszliśmy więc kawałek podziwiając widoki i nagłe pojawił się samochód. Pojawił się nagle, bo nie było go słuchać i nie trąbił (wszyscy trąbią na zakrętach). Była to luksusowa, poruszająca się bezszmerowo limuzyna – BMW z francuską rejestracją. Samochód udawał się do Nicei, a zatem na autostradę. Nadłożył 15 km i zawiózł nas na najlepsza piaszczysta plaże. W środku była elegancka para ok. 50 lat. Okazało się, że to Ukraińcy mający od 3 lat dom blisko naszej miejscowości. Nikt z mieszkańców nie wiedział, że ma takich sąsiadów.

Czas w Dolinie zatrzymał się kilkaset lat temu. Jest mało samochodów (nie ma gdzie ich zaparkować; nawet jak ktoś ma pieniądze). Nie ma Internetu. Rządzi nią skrajna prawica, która nie wpuszcza cudzoziemców. Cudzoziemiec może jednak kupić dom w Dolinie (stąd taka ich liczba) lub gościć u kogoś. Myśmy gościli u polskiego kapłana, który jest tam proboszczem w 4 parafiach (na terenie jego parafii mieszka 950 osób). Gdy został proboszczem wszyscy domagali się od biskupa natychmiastowego jego uśnięcia (bo cudzoziemiec). Pisano petycje. Przychodziły delegacje. Domagały się tego lokalne władze. Biskup powiedział: „Dajcie mu pół roku”. Potem wszyscy pokochali proboszcza i mówią, że to najlepszy kapłan jaki kiedykolwiek był w dolinie. Kościół Doliny jest też sprzed kilkuset lat. Odprawia się tu po łacinie Msze św. trydenckie. Liturgia nie jest jednak bezpośrednio sprzed Soboru Watykańskiego II, ale sprzed setek lat.

Od pierwszego dnia weszliśmy głęboko w życie Doliny. Wprowadził nas w nie Ksiądz. Bywaliśmy w domach prywatnych, uczestniczyliśmy przez 13 dni w 8 przyjęciach. Byliśmy między innymi w domu arystokraty, w domu malarki, niemieckiego psychologa, domach prostych ludzi (wszędzie prawie mogłem robić zdjęcia). Każdy zresztą, kto znajdzie się przynajmniej na tydzień w Dolinie wchodzi w taki czy inny sposób w jej życie i uczestniczy w przyjęciach (jeśli np. jedzie się na dół stopem często jest się zapraszanym na przyjęcie).

Poznałem rzeczy, które nie śniły się filozofom. Widziałem niebywałe piękno, uczestniczyłem w niesamowitych wydarzeniach i, nie wstydzę się tego powiedzieć, często miałem w oczach łzy wzruszenia i szczęścia.

To naprawdę jest raj na ziemi i najpiękniejsze miejsce na świecie.

Na blogu opiszę to co ma jakiś związek z savoir vivre i zamieszczę niektóre zdjęcia (zrobiłem ich 1500).

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Złota Dolina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Odnalazłem Księżycową Dolinę – najpiękniejsze miejsce na świecie – krainę ze snów człowieka savoir vivre

  1. Izabela S. pisze:

    To zapewne cudowne uczucie odnaleźć swoje miejsce na ziemi! Jednak czy w tym wypadku powiedzenie „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal” nie będzie trafne? Wielka szkoda,że nie istnieje możliwość zamieszkania w takim miejscu, a i odwiedzanie go jest utrudnione.

  2. czytelnik pisze:

    niesamowite. Na ile to prawda a na ile poetycka przenośna efekt wzruszenia nie wiem. Ale że są takie miejsca w dzisiejszym świecie. jak to możliwe? przecież Włochy to nowoczesny kraj cywilizowany. Jak wygląda ta Msza sprzed setek lat. Czy biskup nie ma nic przeciwko? Piękne opisy. Ale czy to dobrze,że nie lubią cudzoziemców? Chętnie bym to cudne miejsce odwiedził czy można jakieś linki?

  3. dude pisze:

    Gratuluję udanego urlopu i być może znalezienia miejsca na wypoczynek emerytalny w przyszłości :). Czy to nie ten sam region (i pewnie ten sam ksiądz), o którym pisał już pan kiedyś w kontekście potraw?

    Opis brzmi delikatnie mówiąc zachęcająco, chociaż nie wiem czy byłbym w stanie obejść się bez Internetu…

    Co do ceny: 20 euro?

  4. To ten sam ksiądz. Był Pan blisko 25 euro (średnio 6 zł za potrawę).

  5. Lacek pisze:

    „Jak wygląda ta Msza sprzed setek lat. Czy biskup nie ma nic przeciwko?” – od kilku lat „wolno” odprawiać msze tradycyjne. Nawet uczestnictwo w mszy świętej odprawianej przez kapłana Bractwa Piusa X (popularnie zwanego „lefebrystami”) jest dozwolone, o ile nie jest to robione przeciwko Papieżowi, a by zaspokoić swoje potrzeby religijne.

  6. Msza św. Trydencka tez podlegała pewnym zmianom i zanikały pewne elementy ceremonii czy pewne zwyczaje. I tak np. adoracja Najświetlistszego Sakramentu wygląda w dolinie tak, ze na koniec kapłan bierze do reki monstrancję. Obok niego staje ministrant ze specjalnych, ozdobnym parasolem, który trzyma nad monstrancje. Kapłan wychodzi z monstrancję do wiernych i każdego z nich z osobna ja błogosławi.

    Biskup diecezjalny preferuje Mszę św. Trydenckie. Są one praktycznie wszędzie poza dużymi miastami. W miastach też są odprawiane, ale nie we wszystkich parafiach. Część starszych kapłanów odprawia w nowym rycie.

  7. czytelnik pisze:

    Panie Lacek, na mocy dokumentu św. Piusa V caly czas wolno było odprawiać Msze trydenckie. Ale to co mnie zdziwiło, to fakt, że jest to jeszcze starsza forma niż ta znana z lat 60tych. Jak zauważył P. Krajski ulegała ona ewolucji. Czy mógłby Pan przedstawić inne jeszcze różnice między Mszą trydencką z ostatniego stadium jej ewolucji, a Mszą z doliny?

  8. Skonsultuję się telefonicznie z Don Tomaso.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s