Ile potraw powinniśmy zjeść na obiad?

Ostatnio ten problem powraca w moich wpisach i w Państwa komentarzach. Jesteśmy (zgrzebnie) przyzwyczajeni do obiadów dwu lub nawet jednodaniowych. Przyzwyczajone są do tego również polskie restauracje.

To postkomunistyczny, proletariacki obyczaj: obiad służy do zaspokojenia głodu.

W istocie obiad, przynajmniej w świecie savoir vivre to wydarzenie kulturowe i artystyczne. Jak napisał Jean Anthelme Brillat-Savarin w swojej słynnej „Fizjologii smaku” (polskie wydanie bardzo skrócone) posiłek to największa ze sztuk, ponieważ skupia w sobie wszystkie sztuki i jest sztuką dla wszystkich zmysłów.

Podstawowa cechą posiłku jest różnorodność, kompozycja i harmonia.

Zawsze staram się, o ile to tylko jest możliwe (nie powiem, że jest bardzo często możliwe) przynajmniej osiągnąć różnorodność.

Są na to pewne metody. Podam trzy przykłady z mojej wyprawy do Włoch.

Na włoskim lazurowym wybrzeżu zaskoczył mnie brak ryb w menu., w tym w menu restauracji. Jeśli już się pojawią nazywa się je tylko rybą (pesco). Nazwę pesco stosuje się też do w2szsytkiewgo, co żyje w morzu. Czytamy zatem w karcie dań „pesco”, zamawiamy i dostajemy: ryby, ośmiornice, krewetki, małże itd.

Wracaliśmy samochodem do domu w Złotej Dolinie z Albengi (przepiękne, nieznane turystom duże miasto nad morzem), którą cały dzień zwiedzaliśmy. Rodzina (przede wszystkim zona) zażyczyła sobie kąpieli w morzu. Zatrzymaliśmy się w urokliwym kurorcie Diano Marino (jedno z niewielu nowych miast, w XIX wieku w 100% zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi). Don Tomaso (ks. Tomasz Jochemczyk) zatrzymał samochód pod jedną z lepszych restauracji (bo było miejsce parkingowe). Rodzina poszła na palże, a my z księdzem usiedliśmy w tej restauracji. W karcie były tylko dwa dania z „ryb”. Zamówiłem obydwa i poprosiłem o dwa dodatkowe czyste talerze (Księdza ani kelnera to nie zdziwiło, bo w okolicy jest to normalne). Pierwsze danie to były kalmary i ośmiornice w małych kawałkach panierowane i smażone w głębokim tłuszczu bez żadnych dodatków. Drugie to był „mix ryb grillowanych”. Była to jedna ryba w całości, kawałki mięsa innej ryby, łapy dużej ośmiornicy, małe w ośmiorniczki i duże krewetki w całości też bez dodatków). Podano pieczywo. Miwliśmy zatem różnorodną ucztę (również dzięki temu, że takie to były potrawy).

Włoscy przyjaciele Księdza (dwa małżeństwa) zaprosili pewnego wieczoru Księdza i wszystkich jego gości (razem 12 osób licząc z moją rodziną) na pizzę do najsłynniejszej pizzerii w okolicy w miasteczku Valloria (50 mieszkańców; położone na szczycie jednej z gór w Złotej Dolinie). Zamówili 6 różnych pizz, po dwie sztuki z każdego rodzaju. Najpierw zatem na stole pojawiły się dwie pizze jednego rodzaju i każdy przełożył jeden kawałek (pizze zostały podzielone na 6 części) na swój talerz. Procedura ta powtórzyła się 6 razy. Mieliśmy zatem posiłek z 6 dań. Nie za bardzo lubię pizzę, ale w tym wypadku jakość i różnorodność spowodowały, ze uznałem ten posiłek za bardzo udany.

Pewnego dnia moja żona powiedziała, że nie lubi makaronów, którymi wszędzie raczono nas obficie. Reakcja Księdza była natychmiastowa. Powiedział do żony: „Nauczę cię lubić makarony” i zawiózł na so północy do Diano Marino do najsłynniejszej na Lazurowym wybrzeżu restauracji specjalizującej się w makaronach i noszącej nazwę „Macaroni”.

Ksiądz przesadził (chyba to był lekko złośliwy żart) i zamówił dla 6 osób 6 porcji makaronu (w każdej porcji był inny typ makaronu i inny sos).

Każdy dostał czysty talerz. Przyniesiono 6 wielkich misek makaronu (po jednej co 15 minut). Każdy nakładał sobie na talerz z każdej miski. Posiłek miał zatem 6 dań. Napisałem o „złośliwości” Księdza, bo ledwo wstaliśmy od stołu: makaron był rewelacyjny (choć za makaronem nie przepadam), a porcje duże. Cały posiłek wraz z jednym litrem czerwonego wina, wodą i kawą kosztował 10 euro na osobę.

Gdyby każdy z nas próbował jeść tylko „swój” makaron (tylko jedno danie) byłby to „kiepski” posiłek. Tak była to uczta.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przyjęcia, Stół, Złota Dolina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Ile potraw powinniśmy zjeść na obiad?

  1. a4342623 pisze:

    Bardzo lubie czytac tego typu artykuly. Dziekuje za wpis.

  2. czytelnik pisze:

    ja dziś na obiad mam łososia pieczonego w piekarniku i napój cytrynowy tzw. cytrynada z mięta. Niestety jednodaniowy. zamówiłbym sobie makaron ale mam ostatnio mało pieniędzy.

  3. czytelnik pisze:

    zjadłem makaron, ale nie zamówiony. zjadłem go w nocy po północy. miałem jakby 2 obiady, w tym jeden za sobotę. teraz nie wiem co spożyję w sobotę. może zamówię coś, ale to kosztuje. czasami zamawiam przez internet.

  4. Paweł pisze:

    Ciężko być człowiekiem SV w dzisiejszych czasach. Nas po prostu na to nie stać, zarówno finansowo jak i czasowo.

  5. Panu Pawłowi: niestety najczęstszej to prawda, ale można jednak też wiele zrobić.

  6. Wojciech pisze:

    Panie Pawle, przytoczę mój ulubiony ostatnimi czasy aforyzm – kto chce, ten szuka sposobu; kto nie chce, szuka powodu.
    Poza tym kuchnia polska oferuje mnóstwo dań tanich i różnorodnych, które w taki to różnorodny sposób można również podać. Wystarczy trochę wyobraźni wymieszanej z książkami kucharskimi (do znalezienie w antykwariatach) lub przepisami internetowymi, których w dzisiejszych czasach jest prawdziwe morze.
    Chyba, że przez sformułowanie „nie stać nas” rozumie Pan „czas”. Bywa go rzeczywiście mało i jest chyba najczęstszą wymówką lenistwa i oddalania tego co szlachetne.

  7. JotA pisze:

    Mam wrażenie, że „czytelnik” stroi tu sobie z nas żarty – prawie każdy komentarz jest w stylu „nie mam pieniędzy”.

  8. JotA pisze:

    Tzn ja rozumiem, że nie każdy, kto czyta tego bloga jest bogaty i może sobie pozwolić na życie zgodne z savoir vivre, ale to chyba nie jest zbyt eleganckie prawie w każdym komentarzu pisać, że się nie ma pieniędzy. Przepraszam za bezpośredniość, ale trochę mnie te komentarze irytują.

  9. Monika pisze:

    Czytelnik rzeczywiście stroi sobie żarty, ale doktor Krajski o tym wie i wielu innych komentatorów również. Ot, taka to konwencja Czytelnika.

  10. Paweł pisze:

    Tu nie chodzi tyle o pieniądze (chociaż o to też i jest to istotny problem!), co o czas. Kto ma ten różnorodny obiad ugotować i podać, kiedy zarówno kobieta i mężczyzna (mąż, żona) wracają do domu po 17 z pracy? Która kobieta chce dzisiaj zostać w domu, gotować obiady i zajmować się dziećmi (a raczej 1 dzieckiem, na które ledwo tę parę stać). Savoir vivre savoir vivrem, ale gotowanie obiadów, zajmowanie się domem i dziećmi to dla dzisiejszej 20-30 latki hańba. Zrobiono z nas ludzi byle jakich – tylko praca, praca, praca…

  11. B pisze:

    Obawiam się, iż nie mogę zgodzić się ze zdaniem Szanownego Autora. Oczywiście, pięknie podany, smaczny wielodaniowy posiłek w doborowym gronie na pewno pozytywnie wpłynąć może nie tylko na doznania kubków smakowych, ale również na ogólne „ukulturalnienie” kondycji człowieka. Nie zmienia to jednak faktu, że posiłek jako taki służyć ma właśnie zaspokojeniu głodu. Wydaje mi się, że nazywanie takiego podejścia proletariackim i postkomunistycznym jest bardzo nie na miejscu.
    Bardzo podoba mi się Pańskie podejście, Szanowny Autorze, jednak jestem zdania, że można być człowiek SV bez prezentowanego przez Pana czasami przerostu formy nad treści. Rzeczy, o których Pan pisze, jakby szlachetne i piękne nie były, nie mają już racji bytu. Owszem, można je próbować reaktywować. Należałoby mieć jednak przede wszystkim na uwadze, aby się w tym nie zatracić.

    Nie zmienia to jednak faktu, że jako wierny czytelnik Pańskich publikacji, dalej będę tu zaglądał od czasu do czasu.

    Pozdrawiam serdecznie,

    B.

  12. Patrycja pisze:

    Dzień dobry,

    mój komentarz to jedynie kwestia techniczna, ale wprowadzająca czytelników w błąd. Nie ma krainy geograficznej noszącej nazwę Włoskie Lazurowe Wybrzeże. Lazurowe Wybrzeże to inaczej Riwiera Francuska zaczynająca się od miejscowości Cassis w Prowansji, a kończąca się na granicy włoskiej. We Włoszech jej przedłużeniem jest to Riwiera Włoska lub Liguryjska. Bywam i tu, i tu stąd moje zdziwienie, ponieważ w tych miejscach nigdy nie słyszałam by ktoś tak je nazywał. Czytam Pańskie wpisy od niedawna i wydało mi się dziwne, że ktoś piszący tak kategorycznie o zaniku szeroko rozumianej wiedzy ogólnej, braku otwartości na świat zewnętrzny (czego przejawem jest indolencja na Kulturę przez duże K i wspominana przez Pana często proletaryzacja społeczeństwa) sam nie do końca wie o czym pisze. Chciałabym, żeby nie odebrał Pan mojej uwagi jako chęci dokuczenia Panu. Jedynie uważam, że człowiek opiniotwórczy, powinien wnikliwiej przyglądać się swoim publikacjom.

    Pozdrawiam serdecznie

    P.

  13. Pani Patrycji. Użyłem takie określenia, bo ktoś, ni pamiętam już kto, tam go wciąż ożywał, może na zasadzie – przez analogię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s