Czy wesele jest uroczystością rodziców? – część I

Takie pytanie zadała Pani Monka: Dlaczego w sytuacji, którą opisała Pani Lucy (młodzi sami organizują i płacą za wszystko) wesele jest wciąż uroczystością rodziców?
Pytanie to powraca. Zadawało je już, w różnych modyfikacjach, kilka osób.

Najlepiej by było, gdybym w tym miejscu przytoczył wypowiedzi na ten temat, które można znaleźć w podręcznikach savoir vivre. Zrobię to na początku stycznia, gdy będę miał dostęp do tej półki (teraz zasłania mi ją choinka).

W tym miejscu spróbuję wyjaśnić problem.

Na początek można krótko powiedzieć: To nie dlatego, że młodzi nie mają pieniędzy (bo np., jeszcze nie pracują) rodzice finansują wesele.
Tak jest w europejskim savoir vivre – wesele to uroczystość rodziców państwa młodych. Tak było zawsze w całej Europie, taka jest żywa tradycja i tego wymaga etykieta.

Teraz: dlaczego tak jest?

Na to pytanie można odpowiedzieć w kilku porządkach.

Pokażmy najpierw rolę rodziców w przebiegu ślubu i wesela.

Po pierwsze, na zaproszeniach sporządzonych według wymogów etykiety u góry pojawiają się imiona i nazwiska rodziców (jeśli któreś z nich nie żyje przy jego nazwisku jest krzyżyk) poniżej tekst: ‘zapraszają na ślub swoich dzieci (tu imiona i nazimka młodych).

Po drugie, najważniejszymi gośćmi na weselu są ci, wobec których rodzice młodych mają zobowiązania rodzinne i zobowiązania towarzyskie.
Po trzecie, bezpośrednio przed ślubem młodzi są w domu panny młodej pobłogosławieni przez czworo rodziców. Podczas tego błogosławieństwa w tym pokoju nie może nikt inny przebywać.

Po czwarte. Sprzed domu panny młodej rusza kawalkada samochodów. W pierwszym samochodzie są młodzi, matka pana młodego, ojciec panny młodej, w drugim matka panny młodej, ojciec pana młodego, świadkowie.

Po piąte, do ołtarza pannę młodą prowadzi jej ojciec, pana młodego jego matka.

Po szóste, wesele jest w domu rodziców panny młodej, którzy witają młodych chlebem i solą. Jeśli wesele jest w lokalu publicznym i tak rodzice panny młodej witają młodych chlebem i solą (oni są formalnymi gospodarzami)

Po siódme, uroczystość wesela zaczyna się toastem wzniesionym przez ojca panny młodej, kolejny toast, już w trakcie wesela wznoszą państwo młodzi (formalnie pan młody), którzy dziękują w nim rodzicom za wszystko.

Po ósme, koło pana młodego siedzi jego matka, a koło panny młodej jej ojciec. Pozostali rodzice mogą być usadzeni według różnych scenariuszy (zależy to od typu stołu), ale zawsze na honorowych miejscach). I tak np. w wersji, gdy goście siedzą z obu stron stołu rodzice ci siedzą dokładnie naprzeciwko państwa młodych.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ślub i wesele. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Czy wesele jest uroczystością rodziców? – część I

  1. Albien pisze:

    Szanowny Panie, pozwolę sobie zadać takie pytanie dotyczące służby dzisiaj. Mój dobry znajomy, jeszcze z czasów studenckich (dziś obaj jesteśmy po 40-tce), znacząco się ostatnio wzbogacił, wybudował duży dom i na stałe zatrudnił służbę. Tzn. w wydzielonej części domu z osobnym wejściem mieszka na stałe pani, która opiekuje się domem (sprzątanie, gotowanie) oraz pan, który zajmuje się różnymi innymi sprawunkami (zakupy, drobne remonty, naprawy, załatwianie innych spraw zleconych przez gospodarza). Rodzina gospodarza zaś to żona i trójka dzieci w wieku 3-8 lat. Czyli w sumie mieszka tam 7 osób.
    Zostałem zaproszony do tego kolegi w Pierwszy Dzień Świąt, razem z moją żoną, na obiad. Było bardzo miło i godnie, ale nie wiedziałem do końca jak się zachowywać (jako gość Pana Domu) wobec służby. Moja żona również. Oto kilka problemów:
    – Czy pomagamy służbie w zbieraniu naczyń ze stołu i w serwowaniu dań, uzupełnianiu wina?
    – Czy służba siada razem z gośćmi do stołu, jak już nie ma nic do zrobienia?
    – Czy służba siada do wieczerzy Wigilijnej / śniadania Wielkanocnego razem z Państwem? (To pytanie od gospodarza.)
    – Jak się ogólnie zachowują i odnoszą goście gospodarza do służby?

    Zarówno ja, jak i mój kolega, bylibyśmy bardzo wdzięczni Panu Doktorowi za kilka pożytecznych i konkretnych wskazówek w tej sprawie. Obaj chcemy zachowywać się z klasą wobec tej, dla nas obu (a szczególnie dla niego) nowej sytuacji.
    Wesołych Świąt

  2. nakreche pisze:

    Szanowny Panie,
    Zupełnie nie przekonał mnie Pan przebiegiem uroczystości do postawionej tezy. Nawet w zdecydowanej większości zasad wymienia Pan najpierw młodych a dopiero potem rodziców. Wszystko koncentruje się wkoło młodych, młodzi siedzą obok siebie, a dopiero obok nich rodzice, w samochodzie z młodymi jedzie jeden rodzic czy drugi (sam Pan napisał: „z młodymi”, a nie „z rodzicami jadą młodzi” – to pokazuje akcent). To młodych się wita, czy jak Pan pisze błogosławi. To oni są w centrum uroczystości. To oni są najważniejsi na przyjęciu. To po prostu ICH uroczystość. To wprost wynika z tego co Pan pisze.
    Z wyrazami szacunku,
    RU

  3. Maria pisze:

    Gdybym tylko pozwoliła rodzicom na organizowanie wesela, musiałabym również pozwolić na łamanie w każdym punkcie zasad SV, gdyż są to ludzie doszczętnie sploretariatowieni, którzy za jedyną słuszną rację widzą swoją. A więc wyglądałoby to tak, jak każda rodzinna uroczystość – traktowanie gości jak przedmioty, krzyczenie na siebie i na gości, żeby zabrać głos, trzeba krzyczeć i przekrzyczeć resztę, rzucanie się na jedzenie, obgadywanie innych, poruszanie tematów np. holokaustu i gloryfikowanie antysemityzmu i rasizmu. Oprócz tego ja jako panna młoda musiałabym robić wszystko, co sobie moi rodzice zażyczą. Tak więc, jeżeli chcę, żeby nasze wesele było w duchu SV i żebyśmy się dobrze na nim czuli, to właśnie my, jako para młoda, musimy wyprawić je sobie samym, traktując ofc z szacunkiem rodziców, ale nie pozwalając im na jakiekolwiek próby przejęcia władzy na weselu, gdyż zakończyć się to może jak zawsze – kłótnią.

  4. Marcin pisze:

    Bardzo dziękuję za odpowiedź na poprzednie pytanie. Dziękuję również za kolejny ciekawy wpis odnośnie wesela. Wiele rzeczy jest ciężkich do zaakceptowania Np. To że rodziców sadza się w opisany przez Pana sposób, no ale skoro tak jest w etykiecie, to pewnie po prostu tak jest. Ciekawe jest tylko kiedy te tradycje zaginęły. Pewnie z tego powodu, że nie spotyka się już raczej opisanych przez Pana rozwiązań, ciężko i mi się zgodzić że wesele to tylko uroczystość rodziców. To chyba powinien być wymarzony dzień Młodej Pary i zorganizowany tak, aby oni głównie oni byli szczęśliwi. Wszystkim gościom nie da się dogodzić, część i tak będzie potem obgadywać, że ‚niedobre jedzenie, słaba muzyka, źle siedzieliśmy’. Na koniec mała anegdotka – zetknąłem się z takim ‚weselem rodziców’, gdzie młoda nie mogła mieć takiej sukni jak chciała, bo wybrały ją teściowa i matka. (rodzice płacili za wesele). Młoda cierpiała całe wesele, nie mogła się swobodnie poruszać, nie czuła się też pięknie. A to tylko przykład jeden z wielu. Ja wierzę w zdrowy rozsądek i złoty środek.

  5. taka sobie zuzia pisze:

    Bardzo czekałam na poruszenie tego tematu. Dziękuję. Będę go żywo śledziła. Może w jakiś sposób zrozumiem ten inny, niezrozumiały dla mnie punkt widzenia. O ile rozumiem, dlaczego śluby i wesela były niegdyś uroczystością Rodziców, którzy traktowali zwyczajowo życie swych dzieci jak pieczęć pod paktem, umową, podziałem ziem, zawartym sojuszem, dokumentem polityczno-dyplomatycznym /bo to jest właśnie ta ww tradycja europejska; układanie małżeństw poniekąd już od kołyski i zawieranie narzeczeństw już w wieku dziecięcym/, o tyle nie umiem zrozumieć, dlaczego w dzisiejszych czasach, gdy człowiek dorosły sam sobie swobodnie wybiera małżonka, niejednokrotnie nie pytając Rodziców o zdanie czy zgodę, a jedynie komunikując im dany fakt, czyli poniekąd łamie tradycję w kwestii fundamentalnej dla danej tradycji, nadal wymaga się od Rodziców tak szeroko rozumianej odpowiedzialności finansowej i zabezpieczającej byt wobec Młodych. Tradycja tradycją, ale nie możemy jej traktować wybiórczo wg tego, co nam wygodnie, co nam pasuje, co nam odpowiada… albo przyjmujemy i kultywujemy ją w całości, albo sami jesteśmy odpowiedzialni za siebie, za swoje wybory i ich konsekwencje. Pozostając w oczekiwaniu na kolejne odcinki cyklu „Czy wesele jest uroczystością Rodziców?” – taka sobie zuzia

  6. Wszystko zależy od tego czy pomiędzy młodymi i rodzicami są prawidłowe relacje.

    Dla młodych jest ślub, miesiąc miodowy, podróż poślubna i całe wspólne życie. Dla rodziców wesele. Można to potraktować jako dar wdzięczności od dzieci.

  7. Jeżeli jest taka sytuacja to nie robi się wesela tylko bardzo skromny i krótki obiad weselny, a n którym rodzice muszą być obecni. Po powrocie z podróży poślubnej można zrobić przyjęcie dla znajomych.

  8. Maria pisze:

    No właśnie – obiad weselny. Już wcześniej Pan proponował mi takie rozwiązanie, żeby zrobić tylko obiad weselny. Mam nadzieję, że wówczas możemy jako para młoda wyrazić swoją wdzięczność rodzicom za urodzenie nas (do wychowania to żadna ze stron się za wiele nie przyczyniła, bo puszczali nas „samopas”), jednak nie pozwolilibyśmy postawić rodzicom na swoim, a więc na zorganizowaniu tandetnej, a nawet chamskiej (!) biesiady. Chcę, żeby byli potraktowani jak rodzice powinni być traktowani wg SV. Ale żeby ich prawa były ograniczone (to znaczy, żeby nie rozporządzali nami i nie doprowadzali nas do łez, jak to obie strony mają w zwyczaju).

  9. Małgorzata pisze:

    Wyrażenie „wdzięczności za urodzenie” brzmi jednak nieco niegrzecznie. W zasadzie to nawet bardziej niż nieco. Nie lepiej byłoby się zastanowić nad, tak często polecaną przez Gospodarza bloga, szlachetną blagą, i podziękować jednak „za wychowanie”? Jakie by tam ono nie było. Słowa jakoś się przełknie, a jeśli rodzice są drażliwi, to gotowi się obrazić za to „urodzenie”… Z resztą, wcale bym się im nie dziwiła, bo o ile nie wyrzucali swoich dzieci z domu, nie wydziedziczyli ich, słowem, nie zachowywali się patologicznie, to jednak jakaś tam wdzięczność im się należy, a jeśli nie, to przynajmniej poza tej wdzięczności, namiastka, bo, było nie było, to są rodzice. Rozumiem, że Pani rodzice mogli być, delikatnie mówiąc, kiepscy, ale jeśli nie chce Pani popełniać ich błędów, jeśli chce Pani byc od nich lepsza (w sensie manier, nie mam tu na myśli wywyższania się nad nich, proszę mnie źle nie zrozumieć), co można wywnioskować z Pani wypowiedzi, to warto byłoby zdobyć się na wspaniałomyślność względem nich. Jak mówi Pismo – miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie. Mniej więcej.

  10. Zgadzam się z Panią Małgorzatą

  11. taka sobie zuzia pisze:

    „…można znaleźć w podręcznikach savoir vivre. Zrobię to /…/, gdy będę miał dostęp do tej półki (teraz zasłania mi ją choinka).” – słowo się rzekło, a my się nieśmiało przypominamy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s