Jaki powinien być nasz stosunek do służby?

Ten problem zgłosił Pan Albien: Szanowny Panie, pozwolę sobie zadać takie pytanie dotyczące służby dzisiaj. Mój dobry znajomy, jeszcze z czasów studenckich (dziś obaj jesteśmy po 40-tce), znacząco się ostatnio wzbogacił, wybudował duży dom i na stałe zatrudnił służbę. Tzn. w wydzielonej części domu z osobnym wejściem mieszka na stałe pani, która opiekuje się domem (sprzątanie, gotowanie) oraz pan, który zajmuje się różnymi innymi sprawunkami (zakupy, drobne remonty, naprawy, załatwianie innych spraw zleconych przez gospodarza). Rodzina gospodarza zaś to żona i trójka dzieci w wieku 3-8 lat. Czyli w sumie mieszka tam 7 osób.
Zostałem zaproszony do tego kolegi w Pierwszy Dzień Świąt, razem z moją żoną, na obiad. Było bardzo miło i godnie, ale nie wiedziałem do końca jak się zachowywać (jako gość Pana Domu) wobec służby. Moja żona również. Oto kilka problemów:
– Czy pomagamy służbie w zbieraniu naczyń ze stołu i w serwowaniu dań, uzupełnianiu wina?
– Czy służba siada razem z gośćmi do stołu, jak już nie ma nic do zrobienia?
– Czy służba siada do wieczerzy Wigilijnej / śniadania Wielkanocnego razem z Państwem? (To pytanie od gospodarza.)
– Jak się ogólnie zachowują i odnoszą goście gospodarza do służby?
Zarówno ja, jak i mój kolega, bylibyśmy bardzo wdzięczni Panu Doktorowi za kilka pożytecznych i konkretnych wskazówek w tej sprawie. Obaj chcemy zachowywać się z klasą wobec tej, dla nas obu (a szczególnie dla niego) nowej sytuacji.

Służba to najemni pracownicy, których praca polega na tym, by ci, którzy są jej adresatami nie musieli sami wykonywać pewnych prozaicznych czynności. Profesjonalna służba to taka służba, której „nie ma” – nie widać ich i nie słychać, niczego nie trzeba im mówić, nie trzeba ich kontrolować. Oni sami zrobia wszystko co trzeba.

Zauważmy, że ze zjawiskiem służby tylko trochę w innym wymiarze spotykamy się w dobrych hotelach. Pokoje mamy posprzątane, ręczniki wymienione, pościel zmieniona. W łazience pojawia się papier toaletowy, szampony, mydła itd. Jeśli mamy jakieś ubrania wymagające prania czy prasowania zostawiamy je w worku i wychodzimy na spacer. Za jakiś czas pojawiają się w pokoju już wyprane i wyprasowane. Jeśli chcemy napić się herbaty dzwonimy i zaraz ktoś ją nam stawia przed nosem. Jeśli chcemy coś zjeść zamawiamy jedzenie do pokoju albo idziemy do restauracji, w której „niewidzialni” kelnerzy donoszą nam błyskawicznie potrawy, napoje, sztućce, sprzątają ze stołu nie przeszkadzając nam w rozmowie czy w czymkolwiek innym. Itp., itd.

Podręczniki savoir vivre mówią: nigdy nie rozmawiaj z kelnerem, wydawaj mu tylko polecenia, dziękuj skinieniem głowy, nie pomagaj mu w niczym, a na końcu, jeśli jesteś zadowolony z jego pracy nagradzaj go napiwkiem.

Służba w domu niczym nie różni się od personelu hotelu. W hotelu jesteś gościem (płatnym) jego właściciela, a on zatrudnia służbę. U siebie w domu ty jesteś pracodawcą.

Jeśli przyjeżdżamy często do jakiegoś hotelu znamy jego pracowników, zaczynamy z nimi rozmawiać, wymieniać uwagi o pogodzie itp. niektórych lubimy innych nie.

Nigdy jednak nie powinniśmy się spoufalać z personelem ze względu na to, co można by nazwać logika instytucji czy logiką zwierzchnika. Dyrektor powinien utrzymywać dystans wobec swoich pracowników i nie wychodzić z roli szefa. Inaczej spadnie dyscyplina i jakość pracy.

Nasz stosunek do służby w prywatnym domu powinien być dokładnie taki sam.
Ten zatem kto zatrudnia służbę może wypłacić im z okazji świat premię czy wręczyć prezenty, ale do stołu zasiada tylko z rodziną i przyjaciółmi.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Służba. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Jaki powinien być nasz stosunek do służby?

  1. Pastrych pisze:

    Czy byłaby możliwość, aby podał Pan źródła opinii, które Pan wyraził w odpowiedzi na pytanie Pana Albiena? Jeśli tak, byłbym bardzo wdzięczny. Na drugorzędnym forum Gazeta.pl poświęconym tematyce SV dominuje bowiem „savoir vivre podwórkowy”, czyli ludzie nie mający pojęcia o tej dziedzinie wygłaszają absurdalne teorie i nie dociera do nich żadne tłumaczenie, o ile nie odwoła się do źródeł. Z poważaniem.

  2. dude pisze:

    To w ogóle jest bardzo ciekawy temat. A co zrobić w takiej sytuacji, kiedy przychodzą święta i służba też chciałaby spędzić ten czas z rodziną, a jednoczesnie muszą/powinni być przy stole u swoich pracodawców?

    Ciekawe też ile zarabia taka przydomowa służba…?

  3. Zawsze służyli w tym samym domu oboje małżonkowie. Po obsłużeniu państwa zasiadali z resztą służby do stołu wigilijnego w swoich pomieszczeniach.

    Jakże może być inaczej?

    W jaki sposób spędza święta obsługa hoteli, która w te dni przecież tez musi pracować?

  4. Tak jak pisałem. Gdy dzieci wyniosą choinkę na śmietnik będę miał dostęp do biblioteczki savoir vivre. Wtedy przytoczę źródła.

  5. Daniel Mysek pisze:

    A co w przypadku, gdy służba nie ma swojej żadnej rodziny i żyje z państwem pod jednym dachem, praktycznie 24 godziny na dobę? Czy Wigilię albo Wielkanoc mają spędzać zupełnie samotnie? Czy jednak państwo powinno zaprosić ich do stołu? Czy nie jest tak, że wtedy poniekąd służba staje się jakąś częścią rodziny? Jak się rozwiązuje takie problemy?

  6. Panu Danielowi Mysek: To już oczywiscie indywidualny wybór. Trochę tutaj teoretyzujemy. sadze,z ę w historii były takie wypadki, ale ta służba musiała być idealna, wierna rodzinie, pracująca dla niej wiele lat, pozostająca w silnych relacjach emocjonalnych z wszystkimi jej członkami (typu „stara, dobra niania).

    W literaturze powtarzały się narzekania dotyczące tego jak trudno znaleźc dobrą służbę. Zatrudniano ludzi, takich jacy byli dostępni („pod ręką), zatrudniano ich nie po by z nimi się przyjaźnić, ale po to by spełniali pewne prozaiczne czynności. Ludzie ci często nie stawali na wysokości zadania, źle wykonywali swoją pracę lub „po łebkach” byli bezmyślni, leniwi, kradli itp. Wyrzucano ich pracy, wciąż zmieniano służbę. Służba sama często odchodziła (bo np. pokojówka znalazła męża lub lepiej płatną pracę). Stąd „państwa” i służbę nie łączyły często żadne relacje „pozasłużbowe”i jedni oraz drudzy woleli świętą spędzać oddzielnie.

  7. Zenon Kuźniak pisze:

    Na tę stronę trafiłem szukając informacji właśnie o służbie w dzisiejszych czasach do artykułu, który obecnie przygotowuję. Bardzo ciekawe i cenne rady Pana prof. Krajskiego pozwolę sobie uzupełnić kilkoma własnymi obserwacjami oraz informacjami, które zdobyłem.

    1. Zwyczajowo służba, która jest na stałe, otrzymuje od Państwa skromny, ale miły prezent z okazji Świąt Bożego Narodzenia, np. tabliczkę dobrej czekolady, drobny kosmetyk czy książkę. Państwo również przełamują się krótko opłatkiem ze służbą, składają sobie ogólne życzenia i to tyle, jeśli chodzi o gesty Państwa wobec służby. Owe gesty nie skracają niepotrzebnie dystansu na linii pracownik – pracodawca a zarazem ukazują dobre serce Państwa w ten szczególny czas, jakim są Święta. Oczywiście goście Państwa (kim by nie byli) w żadnym razie nie uczestniczą w tym obrzędzie. Dotyczy to wyłącznie Pana i Pani domu.

    2. Służba, która ma swoją rodzinę czy innych bliskich, ale mieszka na stałe z Państwem nie otrzymuje na ogół wolnego na żadne święta. Dlaczego? Na zdrowy rozsądek: święta to okres najcięższej pracy dla Pani domu, jakim więc sensem byłoby posiadanie służby, która w tym czasie by nie pracowała? A zatem służba pracuje w Wigilię Bożego Narodzenia i Pierwszy Dzień Świąt (podobnie jak w Wielkanoc), natomiast Państwo, jeśli mają możliwości i gest, mogą dać służbie, np. Drugi Dzień Świąt wolny, aby spędziła go z rodziną / bliskimi.

    Punkty 1. oraz 2. dotyczą jednak na ogół wyłącznie służby, która jest z Państwem minimum parę lat, czyli takiej, która się sprawdziła i do której Państwo mają już nieco większe zaufanie.

    3. Służba na stałe jest zawsze dobrowolna. Każdy więc, kto się decyduje na taką pracę musi liczyć się z jej konsekwencjami. Jedną z nich jest właśnie brak wspólnych świąt z rodziną / najbliższymi. Jest to oczywiste, ale najlepiej, gdy Państwo wyraźnie to zaznaczą przed zatrudnieniem służby na stałe.

    4. Służba na stałe to, wbrew pozorom, znakomite i wymarzone zajęcie dla wielu osób. Np. dla samotnych (z różnych powodów) kobiet. Najczęściej bowiem Państwo zapewniają dach nad głową i wyżywienie oraz pewną pensję. Osoba pracująca w takim charakterze nie ma więc właściwie żadnych wydatków stałych (czynsz, opłaty za media, wyżywienie) i może sobie zarobione pieniądze odkładać na przyszłość czy w inny sposób nimi dysponować.

    5. Służba ma najczęściej jeden dzień w tygodniu wolnego, tzw. „wychodne”. Kwestią ustalenia między Państwem a służbą jest ten dzień.

    6. W dawniejszych czasach, jeszcze przed drugą wojną światową, szef całej służby na dworze arystokracji brytyjskiej, czyli kamerdyner, był jedną z ważniejszych i bardziej prestiżowych funkcji wśród klasy pracującej, czyli de facto znacznej większości społeczeństwa brytyjskiego.

    Tyle ode mnie. Jeśli Pan prof. Krajski miałby jakiś dodatkowy komentarz czy wątpliwości wobec poszczególnych rzeczy, które napisałem, z wielką przyjemnością się z nimi zapoznam.

    Dziękuję i pozdrawiam Autora oraz wszystkich Czytelników tego bloga.

  8. BartoszJ-M pisze:

    W mojej rodzinie przed II wojną zawsze była służba. Do młodych osób mówiło się na Ty, do starszych różnie. Jeśli to była osoba zatrudniona w średnim wieku, to była już Panią, Panem, a jeśli to długoletni pracownik, to mówiło się po imieniu bez względu na wiek. Służba zawsze jadła osobno, nie współuczestniczyła w imieninach, urodzinach, bo na to nie miałaby i tak czasu. Poza tym gospodarze i goście mają swoje tematy, często prywatne. Można zatem zapytać panią podającą do stołu w XXI wieku „A pani co o tym sądzi?” lub powiedzieć „Kolacja była pyszna, należą się pani gratulacje”. Nie powinien to być jednak sygnał, żeby ta osoba dołączyła do biesiadowania i sama powinna odpowiedzieć krótko, po czym szybko oddalić się. Trudno porównywać służbę hotelową z tą domową, bo mówiło się dawniej, że służba jest prawie jak rodzina. Słubie nie powinno się przeszkadzać w ich obowiązkach i np. zagadywać kucharkę lub ogrodnika, a nawet jeśli mają czas wolny, to nie zapraszać ich do rozmowy, jeśli tego nie zrobi gospodarz, najwyżej jedno pytanie. Mamy XXI wiek i to może wyglądać różnie. Gospodarze od międzywojnia zaczęli więcej rozmawiać ze służbą. Dziś jedna osoba może odpowiadać za wiele obowiązków. Co innego na osobności. Jeśli widzimy, że owa służąca znajomego siedzi np. z herbatą w ogrodzie, a my jesteśmy na kilka dni u tego znajomego, to nie widzę nic złego, żeby nawet usiąść i pogadać z ową służącą. Czas służby ociepla relacje z pracodawcą. Nie należy jednak zapominać, że odwiedzamy znajomego, a nie jego służbę, więc należy tak to robić, żeby nie słabła nasza atencja dla gospodarza i jego rodziny. Np. podczas posiłku raczej nie dziękujemy za serwowane za każdym razem potrawy, bo to obowiązek służącego. Co innego go konkretnie o cos poprosić, np. o herbatę, wtedy możemy podziękować, bo to zostało zrealizowane na życzenie. Nie dajemy też napiwków jak w hotelu czy restauracji. Ewentualnie za pomoc w przeniesieniu bagaży można dać napiwek, jeśli to leży w jej kompetencji lub ją specjalnie poprosimy, Robimy to jednak w taki sposób, by nie widzieli tego gospodarze. W sytuacjach, gdy gospodarze nie mają gości, to jeśli nie koliduje to z gotowaniem i przynoszeniem posiłków, uważam, że służąca zwana dziś raczej panią do pomocy, mogłaby usiąść do posiłku, jeśli gospodarze nie są strasznymi snobami lub nie poruszają w tym momencie jakiś poważnych kwestii. W XXI wieku zasady są luźniejsze i bardzo indywidualne. Sami zdecydujmy co wolimy i jak się czujemy bardziej komfortowo. Dawniej w wielkim domu było sporo służby, więc mieli oni swoje towarzystwo, a dziś jeśli to tylko jedna lub dwie osoby, które do tego z nami mieszkają 24 godziny an dobę, to wręcz wskazane byłoby okazywanie większej atencji tej lub tym osobom. Na obiedzie u księcia brytyjskiego na pewno by to nie uszło, bo wielki dom z dużą liczbą służby zobowiązuje. Z opowieści rodzinnym wiem, że w najważniejsze święta religijne, jak Wielkanoc i Boże Narodzenie, służba jadała z gospodarzami. Wtedy zanikały podziały, choć służba i tak musiała pomóc przy posiłkach i ich dostarczeniu do stołu. Zwyczaj ten obowiązywał bez względu na to, jak ważni goście byli zaproszeni do stołu. W karnawale urządzano wspólne przyjęcie, podczas którego gospodarze chowali podziały: jadali ze służbą, pili, tańczyli, nawet pomagali rozdawać pisłki czy alkohol. Te wspomnienia sięgają nawet XIX wieku. Na uwagę zasługuje fakt, że małe dzieci i młodzież nie miała takich praw do służby, jak osoby dorosłe, dlatego nigdy nie mogły prosić o śniadanie do łóżka lub wykorzystwać służbę na własne widzimisię. Miało to nauczyć je szacunku do służby, żeby w przyszłości sami nie traktowali źle swojej, tylko stosowali rozsądek i umiar.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s