Jeszcze raz o zdejmowaniu butów domu

Tern problem zgłosił Pan The D: Mimo że post już ma parę lat, nadal pokazuje się w wyszukiwarce na wysokiej pozycji i dyskusja też gorąca więc dorzucę swoje 3 grosze.
Zgadzam się z przedmówcami, którzy zwrócili uwagę na to że należy oddzielić wytworne przyjęcia w pałacykach czy rezydencjach od szarości dnia codziennego. To o czym pisze Pan Krajski ma dla mnie takie samo zastosowanie w odniesieniu do zwykłych wizyt jak etykieta dworska. Można o tym poczytać ale rzeczywistość jest troszkę inna.
W zasadzie wszystkie argumenty już podali przedmówcy, ja tylko dodam, żeby każdy zwolennik butów w domu zastanowił się jak postępuje u siebie w domu. Osobiście nie znam nikogo kto we własnym domu chodzi w butach, raczej gdyby któryś z moich szanownych kolegów wszedł do salonu bądź łazienki, szybko dorobiłby się odcisku buta na czole pozostawionego tam przez małżonkę. Sam należę do tych, którzy nie znoszą brudu i mam świadomość co można wnieść z dworu (odchody, pasożyty, guma do żucia, smoła, olej silnikowy itp). Na myśl że dziecko mogłoby potem polizać taką podłogę, zaczyna mnie mdlić.
Zdarzyło mi się dwukrotnie również wygonić monterów z firm telekomunikacyjnych i złożyć skargę – otrzymałem listowne przeprosiny. Pierwsza ekipa była po prostu bezczelna (jesień i odpowiednia do tego pogoda, w domu rodziców białe kafle i biało niebieski dywan, zwrócili się do mnie per TY oraz usłyszałem że „nie w takich pałacach byliśmy i nigdy nie ściągaliśmy butów”) a człowiek który innym razem przyjechał coś kręcić przy liczniku energii elektrycznej podał argument który rozłożył mnie na łopatki: „to jest moja odzież robocza i NIE WOLNO mi jej ściągać jak jestem w pracy”.
Mieszkam na śląsku od wielu lat, potwierdzam to co pisali inni, że zdjęcie butów jest dobrze widziane, oznacza szacunek dla domowników. W wielu miastach ludzie nie wchodzą w butach nawet do mieszkania i zostawiają je na klatce schodowej. O ile ten zwyczaj wydaje mi się trochę przesadzony, jak najbardziej go rozumiem i szanuję.

Zauważmy, że przez wieki ludzie z elit (i nie tylko) nigdy nie pokazywali się obcym (a nawet rodzinie) bez butów (czy to na bosaka czy w jakiegoś typu kapciach).

Po pierwsze, były buty domowe (które zakładało się tylko w domu).

Po drugie, butów „wizytowych” nigdy się nie brudziło, bo nie chodziło się w nich po świeżym powietrzu. Jechało się powozem i on podjeżdżał po same drzwi pałacu (czy dworu), a tam wchodziło się bezpośrednio na dywan. Jeszcze dziś w dobrych hotelach jest taki podjazd i wysiadanie z samochodu bezpośrednio na dywan.

Zauważmy, że nadal buty dzielą się na domowe (takie do chodzenia po pomieszczeniach) i buty do chodzenia poza pomieszczeniami. Te pierwsze mają skórzane podeszwy. Niektórzy przystosowują je do chodzenia po ulicy nabijająć na nie różne blaszki i gumowe podeszwy.

Kapcie wymyśliło mieszczaństwo (a raczej drobnomieszczaństwo) z oszczędności i kultu przedmiotów (podłóg).

Nie wyobrażam sobie nawet rodzinnego posiłku (choćby w święta), podczas którego wszyscy elegancko ubrani zasiadają do stołu na bosaka lub w „papuciach”.

Nie wyobrażam sobie przyjmowania w swoim domu starego wuja, którego witam w kapciach.

Powinniśmy zatem mieć buty do chodzenia po pomieszczeniach (te najbardziej eleganckie i drogie), w których albo tylko przejeżdżamy od drzwi do drzwi i to w ładną pogodę albo które zakładamy dopiero w teatrze, operze, restauracji, czy w domu znajomych. Będą nam służyć lata i będą zawsze czyste i higieniczne.

Trzeba oczywiście o nie odpowiednio dbać. Buty czyścimy i pastujemy przed założeniem, po zdjęciu, nosimy je nie częściej niż co drugi dzień (muszą odpoczywać) i gdy nie są na naszych nogach wkładamy w nie drewniane prawidła.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Być damą, Elegancja, Klasa średnia, Przyjmowanie gości, Przyjęcia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Jeszcze raz o zdejmowaniu butów domu

  1. sylwester pisze:

    Tak na marginesie, co widzi Pan złego w chodzeniu w zwykłych butach skórzanych, z gładką skórzaną podeszwą, po ulicy ? Oczywiście mówię tu o butach bez dodatkowych "ulepszeń".

  2. Krzysztof S. pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,

    Pracuję na brytyjskiej uczelni i chciałbym podzielić się pewnym ciekawym doświadczeniem, jednocześnie pytając o Pana zdanie na temat mojego zachowania.

    Niemal za każdym razem gdy otrzymuję korespondencję elektroniczną od innych pracowników uczelni, otwiera się ona słowami „Dear Chris”, to jest zdrobniałą (i zangielszczoną, ale to zrozumiałe) formą mojego imienia. Na początku mojego pobytu w Wielkiej Brytanii bardzo mnie to dziwiło. Nie czułbym się też dobrze odwzajemniając gest i na przykład zwracając się w e-mailu per „Linda*” do pani kadrowej, której w zasadzie nie znam. Nie komentuję oczywiście tego faktu, ale odpisuję bardziej formalnie: „Ms. Stratton”. I tu następuje cicha przemiana – w dalszej części korespondencji pani Stratton zwraca się już do mnie używając mojego nazwiska i stopnia doktora. Wprawdzie kilka miesięcy później, gdy ma do mnie kolejną sprawę, pierwszy e-mail znów rozpoczynają słowa „Dear Chris”, ale i wtedy moja odpowiedź przywraca automatycznie dozę formalności.

    Ten sam proces napotykam w korespondencji z kadrą akademicką, choć ta ma zazwyczaj lepszą pamięć i nie zdarza im się powrót do nieformalności – oczywiście z wyjątkiem bliskich współpracowników, z którymi na co dzień jestem po imieniu i utrzymuję stosunki towarzyskie.

    Od samego początku czuję się jednak z moim zachowaniem nieswojo, jakkolwiek skuteczne by nie było. Być może w Polsce czułbym się dobrze starając się narzucić w dość asertywny sposób ton, ale w Wielkiej Brytanii jestem mimo wszystko gościem. Jeśli tubylcy decydują się na masowe porzucenie formalności i nowym, powszechnym obyczajem nawet na uczelniach wyższych staje się spoufalenie, czy nie powinienem po prostu się dostosować? Z drugiej strony znam jednak Anglików (w większości starej daty) pomstujących na obecne rozluźnienie obyczajów i zanik formalności w brytyjskim społeczeństwie.

    Nikt nigdy nie zareagował (w zauważalny dla mnie sposób) negatywnie na moje przejście na nazwiska, nie napotkało mnie też z tego powodu żadne ochłodzenie stosunków. Nie wiem jednak czy na przykład pani Stratton nie drażni nadęcie młodego doktorka z zagranicy.

    Z poważaniem,
    Krzysztof S.

    *Imię i nazwisko zmienione

  3. natalinkaa pisze:

    Pan Profesor ma rację, ale nadal Pan nie rozumie roznicy miedzy dniem codziennym a zaplanowana wizyta w gosciach. W zyciu zwyklych ludzi bardzo czesto zdarzaja sie sytuacje, ze wchodzimy do czyjegos mieszkania, mimo ze tego nie planowalismy. Przyklad- idziemy z kims na spacer, pada propozycja zeby wstapic do niego na herbate, takich przykladow mozna by mnozyc i mnozyc. Chyba nie sadzi Pan ze kazdy bedzie nosil obuwie zmienne jako standardowe wyposazenie swojej torebki, ktora i bez tego bywa niezwykle ciezka. A widok montera czy elektryka wyjmujacego zza pazuchy zmienne buty… no niespotykany. Czytelnik o jednym, a Pan Profesor o drugim… i tak w kolko.

  4. Joan pisze:

    To jest prawie że standard – święta, wszyscy w miarę elegancko ubrani i do tego „śliczne” papucie. Chyba zacznę jednak przynosić sobie buty typu baleriny, których będę używać tylko w domu. Zawsze to będzie lepsze niż te okropne kapcie podczas uroczystości świątecznych w domu.

  5. Dlatego maa skórzaną podeszwę bo są przeznaczone do chodzenia po pomieszczeniach.

    Jak ktoś chce może oczywiście chodzić w nich wszędzie.

  6. marrikesh pisze:

    Mam pytanie praktyczne: gdzie w teatrze należy zmienić buty? Chyba jednym dosc ustronnym choć niewygodnym do tego celu miejscem jest toaleta?

  7. Marcin pisze:

    Drodzy państwo przesadzają z tym zdejmowaniem butów. Buty to ja mogę zdjąć będąc u mojego dobrego kolegi kiedy wpadłem do niego nieformalnie obejrzeć mecz etc. Nigdy nie zdarzyło się abym ja czy ktoś z moich domowników nakłaniał kogoś do zdjęcia butów w naszym domu. Jeżeli ktoś sam chciał ściągać buty zawsze padało z naszej strony stwierdzenie żeby się nie wygłupiał. Będąc w gościach też nie zdejmuję butów i nie zdarzyło się żebym o to został poproszony. Nawet będąc kiedyś prywatnie u swojego przełożonego nie ściągałem butów i żadne przykrości mi się z tego powodu nie przytrafiły. Co do przegonienia ekipy remontowej to skomentuję to w taki sposób, że buty są integralną częścią stroju roboczego montera i chronią go przed uszkodzeniami stopy. Czy wyobrażacie sobie państwo pracownika, który przywiózł ze swoim kolegą lodówkę i wnosząc ją komuś do domu zdejmował buty? Dla mnie jest to dziwne… może mimo mojego młodego wieku jestem staromodny.
    P.S. Sam sprzątam u siebie w domu i nigdy jakoś o parkiety się zbytnio nie przejmowałem, nikt mi ich nie zniszczy (a nawet jeśli to raz na 10 lat nie zaszkodzi cyklinowanie i lakierowanie).

  8. Jakub pisze:

    Nic bardziej mylnego. Skórzany krupon podeszway to zazwyczaj jeden ze znaków rozpoznawczych dobrych jakościowo butów. Trwałość skórzanych spodów wbrew pozorom nie jest niska.

  9. A dlaczego nie mają dodatkowej ochrony?

    Poza tym są śliskie.

  10. O tym już pisaliśmy. Tak zmieniamy buty w teatrze i raczej w ustronnym miejscu.

  11. hiperkataleksa pisze:

    Monter z energetyki nie może zdjąć butów, ponieważ są one wykonane ze specjalnych materiałów izolujących i są jednym z elementów chroniących go przed porażeniem prądem podczas pracy pod napięciem.

  12. Suzzy pisze:

    Zgadzam się z Panem Marcinem. Przesada z tym ściaganiem butów- oczywiście gdy błoto „po pachy to co innego… ale ile razy chodzi sie w tak pobrudzonych butach? a jak ktos tak ceni swoje dywany- niech kupuje takie-na jakie go stać, by nie żałować wydanej kasy. Żenujące jest wypraszanie pracowników z domu i jeszcze radość z przeprosin. a co do wizyt prywatnych… nie jestem na Ukrainie, gdzie ta tradycja jest jeszcze bardziej praktykowana niż w Pl – i wolę nawet zapłacić za pranie dywanu niż przyjmować gosci bez butów, którym smierdzą skarpetki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s