Kiedy należy zdjąć buty, gdy odwiedzamy czyjeś mieszkanie?

K
Problem zdejmowania butów wciąż powraca. Tym razem podejmuje go Pani Natalinka: Pan Profesor ma rację, ale nadal Pan nie rozumie różnicy miedzy dniem codziennym a zaplanowana wizyta w gościach. W życiu zwykłych ludzi bardzo często zdarzają się sytuacje, ze wchodzimy do czyjegoś mieszkania, mimo że tego nie planowaliśmy. Przykład- idziemy z kimś na spacer, pada propozycja żeby wstąpić do niego na herbatę, takich przykładów można by mnożyć i mnożyć. Chyba nie sadzi Pan ze każdy będzie nosił obuwie zmienne jako standardowe wyposażenie swojej torebki, która i bez tego bywa niezwykle ciężka. A widok montera czy elektryka wyjmującego zza pazuchy zmienne buty… no niespotykany. Czytelnik o jednym, a Pan Profesor o drugim… i tak w kółko.

Nigdy nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego mieszkania i nigdy, nawet gdy buty są zabłocone nie skłaniamy gości do ich zdjęcia.
Gdy pojawia się taka sytuacja jaką opisała Pani Natalinka, a buty są zabłocone możemy, jako gospodarze zaproponować ich oczyszczenie. Sami goście tez powinni poprosić o taka możliwość.

Czym różni się dom mieszkalny od uniwersytetu, teatru czy opery? Czy w takim razie powinniśmy po operze chodzić na bosaka? W warszawskiej operze np. są przecież posadzki z najszlachetniejszych gatunków drewna.
Nakazywanie (czy pozwalanie na) zdejmowania przez gości obuwia to zwyczaj gminny i drobnomieszczański. Tego w świecie savoir vivre się nie robi.
Zauważmy przy okazji, że takie praktyki nie tylko zawierają w sobie brak szacunku dla ludzi, ale również mogą spowodować szkody dla nich. Można „złapać” grzyba od kapci (lub nawet podłogi) czy wejść na pineskę lub kawałek szkła z rozbitej szklanki.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przyjmowanie gości. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Kiedy należy zdjąć buty, gdy odwiedzamy czyjeś mieszkanie?

  1. Eugeniusz A pisze:

    Problem jest moim zdaniem nierozwiązywalny, zbyt mocno ta (zgadzam się) drobnomieszczańska maniera zakorzeniła się w naszym społeczeństwie, żeby próbować ją na siłę zmieniać zachowując się „jak trzeba”. Spotkałem się nawet kiedyś z twierdzeniem, że to jakoby polska kultura i zwyczaj nakazująca zdejmować buty i nie ma się czego wstydzić.

    Zauważmy, że pozostanie w butach w domu osób nieuświadomionych również może wywołać złe reakcje a nawet posądzenie nas o brak wychowania. Nie potrafię sobie wyobrazić nic gorszego, niż próba tłumaczenia gospodarzom, że tak wymaga s-v.

    Ja mam jedną zasadę, którą ktoś już tu kiedyś chyba zaproponował i generalnie daje ona dobre rezultaty: jeżeli gospodarze przyjmują mnie w bamboszkach albo skarpetkach, zdejmuję buty niezależnie od sytuacji (wigilia, stypa, potańcówka) i ubioru swojego oraz przyjmujących. Odstępuję od tego jedynie zachęcony przez gospodarzy. (Tradycyjne: „daj spokój, nie zdejmuj” – w to mi graj)!

    Jeżeli gospodarze są w butach – sytuacja jest jasna.

    Nie zmienia to faktu, że należy pamiętać o tym jakie zasady obowiązują, żeby nie popełnić gafy kiedy trafimy na ludzi bardziej uświadomionych.

  2. Małgorzata pisze:

    Pani Natalinka przedstawiła bardzo interesującą rzecz. Jakoś nie rażą mnie goście, którzy od progu zdejmują u mnie w domu zimowe obuwie i z jakiegoś powodu wolą być boso, jednakże gdyby monter, hydraulik czy inny specjalista zdjął u mnie buty zanim zabierze się do pracy… Nie wiem, raziłoby mnie to bardzo. Może w tym zwyczaju zdejmowania butów utarło się już coś przyjacielskiego,sielskiego, coś, co wieje spoufaleniem się, jakimś stopniem zażyłości. Może w tym też tkwi ta niechęć do pozostawania w butach – bo to rodzi dystans.

  3. Wojtek pisze:

    Pani Natalinko!
    Temat wałkowany co roku – kiedyś i ja go wałkowałem dopóki nie zrozumiałem jednego:
    To nie są fanaberie Pana Doktora, nie przekonamy Go, gdyż wykłada On europejską etykietę, a nie swoje widzimisię i etykieta się poprzez nasze argumenty nie zmieni.
    Też mieszkam w niewielkim mieszkaniu, gdzie po salonie raczkują dzieci.
    Po prostu nie aspiruję do tego by reguły mego domu były w 100% zgodne z etykietą.
    Tak jestem spauperyzowany. Gdy będzie mnie stać na salon wyłącznie do celów towarzyskich, wyzbędę się pauperyzacji.

  4. jan pisze:

    Ale gdzie niby takie czyszczenie butów powinno się odbywać? Za progiem, przy wejściu? W specjalnym pomieszczeniu? W toalecie? Wydaje się, że jest to czynność dość niezręczna, zwłaszcza, jeśli miałoby przebywać w pobliżu (choćby w bloku) sporo osób.

  5. Małgorzata pisze:

    Odnośnie zdejmowania butów takie nasuwa mi się pytanie do Pana jak i Czytelników:
    Czy w sytuacji, gdy zapraszam kogoś do siebie na kolację i tę osobę przyjmuję w butach, ubrana elegancko, zaś ta osoba (ktoś, kogo bardzo lubię, proszę nie skupiać się na sprawach takich jak afront ze strony gościa, to nie wchodzi w grę, to mój przyjaciel) przychodzi w jeansach i mimo moich próśb od progu zdejmuje buty jako rzecz najoczywistszą z oczywistych (załóżmy nawet, iż jest to Ślązak – nie ubliżając nikomu, w kilku miejscach na blogu pojawiły się informacje o tym, iż na Śląsku taki jest właśnie zwyczaj, przyznam też, iż moi śląscy znajomi tak właśnie się zachowują w kwestii obuwia), to czy ja powinnam szybciutko zdjąć buty i ubrać kapcie tak,aby gość nie poczuł się „niedoubrany”, czy może raczej powinnam trwać w butach? Zazwyczaj trwam w tych butach ( i nie są to buty na obcasie, o nie, są to miękkie, ale ozdobne i eleganckie baleriny), ale jakoś tak czuję się… niegrzecznie wobec gościa, mam wrażenie, że taktowniej byłoby założyć kapcie, albo być tak jak gość, w samych skarpetkach, jakkolwiek żenujące by to nie było. Co jest ważniejsze w takiej sytuacji? Elegancja czy prawo gościnności? Mnie się wydaje, że jednak gościnność i fakt, aby gość czuł się jak król…

  6. Bubu pisze:

    Ma Pan rację, zdejmowanie butów w czyimś domu kiepsko wygląda i może się źle zakończyć, zwłaszcza, gdy w mieszkaniu są twarde posadzki (kafelki, drewno, kamień itp.). Niektóre domy są jednak wymoszczone już od samych drzwi wejściowych delikatną, mieciutką wykładziną. Mieszkam za granicą i to jest tutaj bardzo popularne. Na szczęście wykładziny zawsze łatwo się czyści.
    Uderzyło mnie jednak coś innego – niektórzy moi goście (imigranci) są przedstawicielami kultury wschodniej, raczej muzułmańskiej. Są to nowoczesne i zasymilowane osoby, jednak zauważyłam, że zawsze – nawet mimo protestów – same uparcie ściągają obuwie. Na szczęscie wszędzie mamy mięki dywan…
    Dzisia odwiedziła mnie sąsiadka – Fatima i akurat się zastanawiałam, czy aby nasz polski nawyk ściagania obuwia nie jest raczej jakimś zapożyczeniem, przejawem tego, że polska kultura i mentalność kształtowały się zawsze na styku cywilizacji wschodnie i zachodniej? Może ten zwyczaj nie wynika z małodusznej niegościnności, z tego, że pani domu nie chce sprzątać, tylko po prostu jest to przejęty ze wschodu sposób okazywania szacunku gospodarzom?

  7. dude pisze:

    Pan doktor wspomniał o uniwersytecie, a mi się przypomniało, że jak byłem dzieckiem to w moich szkołach (zarówno w podstawówce jak i w gimnazjum) w miesiącach jesienno-zimowych był nakaz zmieniania przez uczniów butów w szatniach przy okazji zdejmowania kurtki. Oczywiście tymi butami zmiennymi zazwyczaj były tenisówki. Ech…
    Chciałbym się też przypomnieć z moim pytaniem o płaszcz dyplomatkę: czy w wariancie jednorzędowym guziki powinny być przykryte plisą czy mogą być widoczne?

  8. Wojtek pisze:

    Nawet z ilości komentarzy widać – nie ma innych tak kontrowersyjnych tematów na blogu, palenie i zdejmowanie butów 🙂

  9. Lucyna pisze:

    Widzę, że większość uparcie rozczula się nad stanem posadzek i dywanów i usiłuje nagiąć sv do zdejmowania butów. Z mojej strony będzie garść uwag z pozycji savoirvivrowych. Niesamowicie niezręcznie czuję się, gdy ktoś uparcie zdejmuje buty, nawet pomimo usilnych próśb, żeby tego nie robił. Dziwi mnie ta upartość, bo to takie uszczęśliwianie mnie na siłę. Po pierwsze, stawia mnie wówczas w niezręcznej sytuacji, bo nie przewiduję kapci dla gości i nie mam mu nic do zaproponowania – wychodzę na złą gospodynię. Po drugie, ponieważ po domu chodzi się czasem w butach, podłogi nie są przystosowane do chodzenia w skarpetkach i jest szansa, że gościowi pobrudzą się owe skarpetki – wychodzę ponownie na złą gospodynię. Po trzecie, zwykle ludzie w skarpetkach czują się niezdarnie, niezręcznie, podrzędni, gorsi, na wpół ubrani, a to ostatnia rzecz, jaką chciałabym, żeby czuli w moim domu – znów wychodzę na złą gospodynię. Po czwarte człowiek, który na klęczkach szamocze się z butami i pokazuje nieobute stopy sprawia upokarzające wrażenie i patrzenie na czyjeś upokorzenie jest żenujące, nawet jeśli nie jest takie dla samego zainteresowanego. Z dwojga złego już chyba wolę w ogóle nie mieć gości, którzy usilnie zdejmują buty, zamiast po prostu się „wyluzować”.

  10. Boruta pisze:

    Ten styk dotyczył przede wszystkim szlachty (oraz miast kresowych), a szlachcic wschodząc do dworu butów nie ściągał.

  11. taxus pisze:

    Pani Lucyna ma absolutnie rację. Proponowanie gościowi żeby zdjął buty i założył podane mu kapcie – jest obraźliwe dla gościa. Wyobraźmy sobie na przykład mężczyznę elegancko ubranego i… w kapciach! Jeżeli gość upiera się, że zdejmie buty i będzie w skarpetkach – to też nie jest właściwe.
    Mnie jak ktoś proponuje kapcie to odpowiadam: „w kapciach to ja chodzę u siebie w domu, zwłaszcza jak jestem w samych gaciach”. Brutalne ale niesamowicie skuteczne.

  12. Katarzyna pisze:

    Zgadzam się w tej kwestii z panem Wojtkiem. Dorzucę kilka moich uwag:
    Zostałam „wychowana” w tej sposób, by okazywać szacunek pani domu i jej pracy. Nie potrafię, naprawdę nie potrafię nie zdjąć obuwia, gdy jestem u kogoś w gościach, a szczególnie gdy wiem, że w domu są małe dzieci (raczkujące, szorujące każdą częścią ciała po podłodze).
    Wielu mieszkańcom bloku salon służy często jako salon+jadalnia+sypialnia, nie wyobrażam sobie, aby po moim późnowieczornym wyjściu pani domu miała chwytać za odkurzacz i mopa, by móc spać w czystym miejscu. Ba, sama lubię i chodzę po domu w skarpetkach lub boso, i naprawdę nie mam ochoty „zbierać” brudu z zewnątrz, dlatego nie czynię nikomu, co mnie niemiłe.
    Nawiasem mówiąc, nie urządzam w domu wystawnych przyjęć, tylko luźne spotkania ze znajomymi.
    Zauważyłam natomiast ciekawą rzecz (na Śląsku): Rodzina mojego partnera to w większości mieszkańcy bloków. Gdy odwiedzają się nawzajem w blokach, buty ściągają od razu i bezwarunkowo. Gdy przychodzą w gości do mnie (dom) lub do ich krewnej również mieszkającej w domu, butów nie ściągają. Czy to jakaś zakorzeniona idea, że wielkopaństwo stać na służbę? 😉

  13. MarzenaDe pisze:

    @Katarzyna
    Postaram się odpowiedzieć na Pani pytanie zawarte w ostatnim akapicie. W przeciwieństwie do bloku dom jest często połączony z ogrodem. Często jest tak, że wizyta nie odbywa się tylko w domu, ale często wychodzi się zaczerpnąć świeżego powietrza, posiedzieć na tarasie, w altanie itp., a potem wraca się z powrotem do domu (na dłużej do salonu, albo na chwilę do toalety). W takim wypadku przy każdym wchodzeniu do domu uciążliwym jest ciągłe zmienianie obuwia. Wygodniej jest gdy gospodyni jeden raz wieczorem umyje podłogę mopem, niż gdyby 10 gości kilka razy podczas wieczoru musiało na przemian ściągać i zakładać buty.

  14. Katarzyna pisze:

    @MarzenaDe: Odpowiem historią z życia wziętą. Rodzina ma dom na wsi, z piękną rozległą działką – ogrodem, który zachwyca każdego gościa. Problem w tym, że na działce hoduje się drób. Drób ma to do siebie, że pozostawia odchody, rzecz oczywista. Zdarza się, że goście biegając z zachwytem pomiędzy domem a ogrodem, wnoszą do domu oprócz piasku i trawy również ptasie kupy. A że jest to dom w starym stylu, tj. w każdym pomieszczeniu są dywany, opcja umycia podłóg mopem raz wieczorem nie wchodzi w grę. Dlatego wydaje mi się, że człowiek kulturalny będzie wiedział, jak zachować się w takiej sytuacji, że nie zawsze trzeba na sztywno stosować się do reguł savoir-vivre’u, ponieważ czasem jest to nie tyle śmieszne, co po prostu chamskie (jak u chama ze słomą w butach, w tym przypadku dosłownie). Gdy osobiście mam wybierać pomiędzy kulturą osobistą polegającą na przestrzeganiu co do joty zasad a poszanowaniem drugiego człowieka i jego dobrego samopoczucia, to wybiorę to drugie 🙂 Mi od ściągnięcia obuwia i przebrania na zamienne korona z głowy nie spadnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s