Adresowanie maili na brytyjskiej uczelni

Ten problem zgłosił Pan Krzysztof S.: Pracuję na brytyjskiej uczelni i chciałbym podzielić się pewnym ciekawym doświadczeniem, jednocześnie pytając o Pana zdanie na temat mojego zachowania.
Niemal za każdym razem gdy otrzymuję korespondencję elektroniczną od innych pracowników uczelni, otwiera się ona słowami „Dear Chris”, to jest zdrobniałą (i zangielszczoną, ale to zrozumiałe) formą mojego imienia. Na początku mojego pobytu w Wielkiej Brytanii bardzo mnie to dziwiło. Nie czułbym się też dobrze odwzajemniając gest i na przykład zwracając się w e-mailu per „Linda*” do pani kadrowej, której w zasadzie nie znam. Nie komentuję oczywiście tego faktu, ale odpisuję bardziej formalnie: „Ms. Stratton”. I tu następuje cicha przemiana – w dalszej części korespondencji pani Stratton zwraca się już do mnie używając mojego nazwiska i stopnia doktora. Wprawdzie kilka miesięcy później, gdy ma do mnie kolejną sprawę, pierwszy e-mail znów rozpoczynają słowa „Dear Chris”, ale i wtedy moja odpowiedź przywraca automatycznie dozę formalności.
Ten sam proces napotykam w korespondencji z kadrą akademicką, choć ta ma zazwyczaj lepszą pamięć i nie zdarza im się powrót do nieformalności – oczywiście z wyjątkiem bliskich współpracowników, z którymi na co dzień jestem po imieniu i utrzymuję stosunki towarzyskie.
Od samego początku czuję się jednak z moim zachowaniem nieswojo, jakkolwiek skuteczne by nie było. Być może w Polsce czułbym się dobrze starając się narzucić w dość asertywny sposób ton, ale w Wielkiej Brytanii jestem mimo wszystko gościem. Jeśli tubylcy decydują się na masowe porzucenie formalności i nowym, powszechnym obyczajem nawet na uczelniach wyższych staje się spoufalenie, czy nie powinienem po prostu się dostosować? Z drugiej strony znam jednak Anglików (w większości starej daty) pomstujących na obecne rozluźnienie obyczajów i zanik formalności w brytyjskim społeczeństwie.
Nikt nigdy nie zareagował (w zauważalny dla mnie sposób) negatywnie na moje przejście na nazwiska, nie napotkało mnie też z tego powodu żadne ochłodzenie stosunków. Nie wiem jednak czy na przykład pani Stratton nie drażni nadęcie młodego doktorka z zagranicy.

Etykieta biznesu czyli, inaczej mówiąc etykieta instytucji jest taka sama na całym świecie i w takim samym stopniu obowiązuje. Korespondencja mailowa jest w ramach tej etykiety konstruowana dokładnie tak jak korespondencja papierowa. Zaczynamy ją zatem „Szanowny Panie,”, a kończmy „Z wyrazami szacunku”. Jeśli ze skrzynki do której kierujemy mail pisze więcej niż jedna osoba i może być problem z identyfikacją do kogo dany list jest skierowany piszemy w temacie: „Do Pana Jana Ptak”.

W świetle etykiety biznesu w każdej instytucji może być lokalny obyczaj (inny niż w etykiecie) wprowadzony przez kierownictwo lub przez pracowników (zaakceptowany jednak przez kierownictwo). Takim obyczajem może być sposób adresowania maili kierowanych przez pracowników instytucji do pracowników instytucji.

Pytanie: czy w tym wypadku nie mamy do czynienia z takim obyczaje? Jeśli tak Pan Krzysztof S. powinien się do niego stosować.

W jaki sposób się o tym dowiedzieć. Należy zapytać o to kilka osób: Jestem cudzoziemcem, nie znam panujących tu obyczajów i stosuję się do wymogów międzynarodowej etykiety instytucji. Czy jednak w tej substytucji nie ma obowiązującego powszechnie obyczaju, że…? Maile, które byłyby kierowane do osób spoza instytucji należy konstruować według wskazań etykiety.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Etykieta biznesu (nstytucji), Komunikacja i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Adresowanie maili na brytyjskiej uczelni

  1. Monika pisze:

    Jestem filologiem. Oficjalne listy w języku angielskim rozpoczyna się właśnie „Dear”.

  2. Krzysztof S. pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,

    Dziękuję za odpowiedź. Postaram się do niej zastosować i zasięgnąć rady miejscowych kolegów po powrocie do Anglii – chwilowo jestem na urlopie w Polsce.

    Dodam przy tym, że moje wspomnienie o Anglikach „pomstujących na obecne rozluźnienie obyczajów i zanik formalności” wynikło z podobnej próby podniesienia tematu w dość luźnej rozmowie z zaprzyjaźnionym, nobliwym profesorem. Przedstawiłem mu mój problem z dobieraniu poziomu formalności w kontaktach z administracją uniwersytetu jako zabawną anegdotkę – on jednak z miejsca skomentował zachowanie pani kadrowej jako wyjątkowo niegrzeczne i rozpoczął ostrą tyradę na temat postępującego upadku obyczajów w brytyjskim społeczeństwie. Wydaje mi się, że coś w tym jest. Różnica w manierach między starszymi a młodszymi Anglikami bywa, nawet według mojego skromnego doświadczenia, szokująca.

    Profesor pracuje jednak na innej uczelni, więc jeśli to zwyczaje typowe dla mojej instytucji, faktycznie mógłby ich nie znać – choć podejrzewam, że uznałby istnienie takiego zwyczaju za kolejny dowód upadku.

    Pozdrawiam,
    Krzysztof S.

  3. AgnieszkaM pisze:

    Cytuję: „Jeśli ze skrzynki do której kierujemy mail pisze więcej niż jedna osoba i może być problem z identyfikacją do kogo dany list jest skierowany piszemy w temacie: „Do Pana Jana Ptak”.
    Trafił Pan na czuły u mnie punkt. Nazwiska się odmienia. Nie jestem polonistą, ale po prostu użytkownikiem języka polskiego. Każdego obowiązują jego reguły, a Pan tym nieodmienieniem nazwiska powielił coraz częściej spotykany błędny zwyczaje.
    Takie niedbalstwo językowe to chyba też przejaw proletaryzacji.

  4. Jestem studentem pierwszego stopnia na brytyjskiej uczelni (Leicester). Tutaj profesorowie, wykładowcy i w zasadzie wszyscy inni pracownicy uniwersytetu w ogromnej większości stosują rozluźnioną formę. Najczęściej podpisują emaile do studentów (!) swoim imieniem „Best, John” zamiast „Mr. Smith”. W rozmowie, gdy zwracam się do nich „Sir” lub „Professor”, niektórzy domagają się, by w zwracać się do nich po imieniu.
    Także proponuję, byś troszkę „rozluźnił krawat”. Jeśli masz lepsze samopoczucie, jak Twoja przełożona zwraca się do Ciebie „Dr. S…”, to OK – najwyżej wezmą Cię za dziwaka. Ale jeśli trzymasz się formalności bo tak jest w Polsce, pamiętaj – nie jesteś w Polsce!
    (analogicznie – kłaniałbyś się wszystkim w pas, bo przyjechałeś z Japonii. No OK, jeśli musisz… 🙂
    Pozdr!

  5. Nie zgadzam się. To nie tylko kwestia języka, ale u szacunku. Od pewnego czasu, gdy podpisuję książki mówią oni albo „moje nazwiska się odmienia” albo „moje nazwisko się nie odmienia”. Takie są ich życzenia, bo chodzi tu o nazwiska typu „Ptak”.

  6. AgnieszkaM pisze:

    To powiedzmy, że sobie zażyczę, że moje imię jest nieodmienne. Będzie Pan wtedy mówił: „pisałem do p. Agnieszka”, „dedykacja dla p. Agnieszka”?
    Ci ludzie, którzy tak mówią o swoich odmienialnych nazwiskach, po prostu są w błędzie i powinny się dowiedzieć, jak ma być. Szacunek owszem, zawsze. Ale czy pytamy kogoś, czy sobie życzy odmieniać? Nie wyobrażam sobie, żebym zanim napiszę do kogoś, miała dzwonić i się pytać, czy się nie obrazi, jak zgodnie z regułami j. polskiego odmienię jego nazwisko. To kuriozalne by było. Raczej chyba Pan założył, że niektórzy tak mają, więc lepiej popełniać błędy językowe i wychodzić na ignoranta. Poza tym łatwiej pisać w mianowniku, bo samemu nie trzeba znać reguł, a to wysiłek. Akurat ten przykład (Ptak) jest prosty w odmianie. Myślę, że taką osobę można spytać, czy gdyby ktoś nazwał ulicę jej nazwiskiem, to też by była nieodmienna: ul. Ptak. (Jak brzmi dla ucha ul. Mickiewicz, ul. Kościuszko?)

  7. Krzysztof S. pisze:

    Panie Marcinie,

    Dla mnie dylemat jest mimo wszystko na nieco innej płaszczyźnie. Pracuję w Wielkiej Brytanii już trzeci rok i jestem świadomy rozluźnienia obyczajów; rzecz w tym, że nie jest to ani rzecz tak powszechna jak się na pierwszy rzut oka wydaje (na pewno powszechniejsza wśród młodzieży), a na dodatek bywa drażniąca dla pewnych środowisk, z którymi częściowo się utożsamiam i z których reprezentantami utrzymuję bliskie stosunki towarzyskie.

    Brytyjski konserwatysta czytujący Petera Hitchensa czy Theodora Dalrymple’a (np. http://www.spectator.co.uk/features/6439693/common-people/) widziałby w tym zjawisku raczej dowód na postępujący upadek brytyjskiej kultury i zjawisko podobne do proletaryzacji opisywanej przez doktora Krajskiego. Zachodnie uczelnie stały się w ostatnich dekadach ostojami lewicy, więc tacy konserwatyści są tam w mniejszości, ale występują; znam i cenię niejednego.

    Jako imigrant jestem więc w pewnym sensie między młotem a kowadłem. Starając się trzymać etykiety jestem dla lewicowca (a nierzadko i przeciętnego Brytyjczyka) dziwakiem lub gburem, a akceptując luźny obyczaj dołączam w oczach konserwatysty do awangardy fatalnych przemian społecznych.

    Przyznam się, że ze studentami pierwszego stopnia nie miewam na co dzień kontaktów. Jestem przede wszystkim pracownikiem naukowym – zajęcia miewam tylko z post-graduate’ami, a i to nieczęsto.

    Pozdrawiam,
    Krzysztof S.

  8. „Etykieta biznesu, czyli, inaczej mówiąc etykieta instytucji jest taka sama na całym świecie i w takim samym stopniu obowiązuje.”
    Być może Pan ma inne doświadczenia, ale moje doświadczenie mieszkania w Polsce, Wielkiej Brytanii i USA wyraźnie mówi, że formy grzecznościowe są w każdym kraju inne.

  9. W życiu prywatnym tak, w biznesie i instytucjach nie (wobec gości i kontrahentów). Tu obowiązuje międzynarodowa etykieta tak jak protokół dyplomatyczny w dyplomacji.

  10. Ustosunkuję się za 10 dni.

  11. Zatem, Panie Krzysztofie, zagadnienie sprowadza się do znalezienia środka między pretensjonalnością i wulgaryzmem. Moim zdaniem można mieć dobre maniery nie będąc ograniczonym krępującą etykietą. Czym innym jest kultura osobista, a czym innym jest ograniczanie się konwenansami, które uniemożliwiają komunikację.

    Porzucenie formalności, zbliżenie do siebie rozmówców, a przez to ułatwienie komunikacji, wymiany poglądów i przepływu myśli, zatem powstawania nowych pomysłów i współpracy – na pewno tylko służy nauce.

    I to Panu proponuję – budowanie kulturalnych mostów między ludźmi, bez względu na „status”: jestem kulturalny zarówno do młodszego ode mnie Franka, jak i do Vice-Chancellora.

    A konwenanse? Cóż, przychodzą i odchodzą, a potrzeba komunikacji pozostaje.

    (Ale co ja tam wiem, smarkacz ze mnie, nie mający pojecia o etykiecie).

  12. MarzenaDe pisze:

    W sprawie odmiany nazwisk podzielam stanowisko pani Agnieszki. Odpowiedź doktora Krajskiego była dla mnie dużym zaskoczeniem. Nie sądziłam, że reguły sv mogą być sprzeczne z regułami języka polskiego. Przecież osoba nie odmieniająca czyjegoś nazwiska w oczach osoby trzeciej może wyglądać na niedouczonego. Jeżeli na dyplomie albo innym dokumencie napiszemy „dla pana Jana Ptak”, to osoba czytająca taki dyplom łatwo wyrobi sobie zdanie o osobie, która go wypisywała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s