Wesele i śmierć ojca panny młodej

Ten problem poruszyła Pani Elżbieta: Od pewnego czasu przeglądam archiwum tego bloga, który jest dla mnie bardzo interesujący. Temat żałoby i wesela jest dość mi bliski, bo sama planuję ślub w najbliższym czasie. Chcę jednak wspomnieć nie o własnym, ale o niedawnym doświadczeniu kolegi i o wątpliwościach z nim związanych.
Kilka lat temu, gdy owy kolega się żenił, na dosłownie tydzień przed weselem, nagle na atak serca zmarł jego ojciec. Wszyscy byli w tzw. „rozsypce emocjonalnej”. Na tydzień przed odwołanie wesela wiązałoby się z utratą całej wpłaconej sumy, która jak wiadomo nie jest wcale mała, a wesele w znacznej części sfinansowane i zorganizowane było właśnie przez zmarłego ojca.
Para młoda nie wiedziała co począć i po poradę udali się do księdza, który pochował ojca, a za tydzień miał udzielić im ślubu. Doradził młodym i wdowie po zmarłym, by potraktowali ślub jako sakrament i go nie odkładali, a wesele, niech będzie spotkaniem rodzinnym. Doradził też, by porozmawiali z orkiestrą i żeby ta raczej grała coś poważniejszego, raczej nie do tańca, ale „do kotleta”, do posłuchania.
Para młoda tak właśnie zrobiła. Goście (a było ich sporo, około 140 osób, zarówno rodziny jak i najbliższych przyjaciół) zostali już w kościele, przez księdza pouczeni o tym co i dlaczego będzie się działo na weselu oraz żeby potraktowali to jako spotkanie w rodzinnym gronie i celebrację sakramentu, którego przecież bardzo chciał niedawno zmarły ojciec pana młodego. Po udaniu się na salę goście spędzili czas na rozmowach i jedzeniu przy akompaniamencie orkiestry grającej spokojne ballady. Ślub był około 17, na sali przyjęcie rozpoczęło się około 19, a o północy, po tradycyjnych oczepinach goście się rozeszli. Atmosfera nie była radosna, ale bardzo rodzinna. Wszyscy się wzajemnie wspierali, wspominali zmarłego i cieszyli się szczęściem młodych życząc im najlepszego. Para młoda zatańczyła tylko jednego poważnego walca na początku, potem już nikt nie tańczył. Nigdy nie słyszałam żadnych negatywnych komentarzy, a raczej pełne wsparcia zapewnienia, że zrobili słusznie.
Nie wiem jak ma się ta historia do zasad savoir-vivre’u, ale w przypadku ludzi, którzy całe swoje oszczędności wydają na przyjęcie weselne (w naszym kraju to norma), nie jest możliwe odwołanie wesela, odzyskanie wpłaconych pieniędzy, a po roku zorganizowanie kolejnego. Nie wspominając już też o tym, że młodzi są osobami wierzącymi i nie chcieli odkładać sakramentu ślubu na kolejny rok, by nie żyć w grzechu.
Czy sądzi Pan, że takie rozwiązanie było właściwe? A może para młoda powinna całkiem odwołać wesele, wziąć cichy ślub tylko w obecności najbliższych, aby nikogo nie gorszyć? A może jednak powinni przełożyć wesele na kolejny rok?

Nie mam w zasadzie zastrzeżeń do przebiegu tego wesela. Sytuacje nietypowe rozstrzyga się nietypowo, ale z klasą i tak tu było. Za były dwa argumenty: wsparcie kapłana i zidentyfikowanie woli zmarłego ojca (na pewno chciałby żeby ono miało miejsce i na pewno taki jego przebieg by mu się spodobał. Ze względu na ludzi i zgorszenie zrezygnowałby jedynie z odtańczenia tego jednego tańca prze parę młodych lub dodałbym do niego krótki komentarza: „Tacie to by się podobało”.

Sądzę, że żadne osoba z minimalną klasą nie poczuła się na tym weselu zgorszona.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pogrzeb i żałoba, Ślub i wesele. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Wesele i śmierć ojca panny młodej

  1. Rafał Czubak pisze:

    Dzień dobry,

    Mam jedno zastrzeżenie, które ujmę jednym słowem. Oczepiny…

    Z uszanowaniem,
    Rafał Czubak

  2. Elżbieta pisze:

    Odpowiem na to równie krótko: zdjęcie wianka Pannie Młodej (zamiast welonu miała wianek z kwiatów i nałożenie jej przez matkę tradycyjnego czepca przy akompaniamencie śpiewów starszych kobiet (tak kiedyś wyglądały oczepiny, tradycyjne pieśni i tego typu obyczaje były praktykowane w rodzienie Panny Młodej i zdecydowano się na taką wersję oczepin). O głupkowatych zabawach nie było mowy.
    Z pozdrowieniami,
    Elżbieta

  3. Michał pisze:

    Za coś takiego to ja byłbym zlinczowany przez swoją rodzinę. Tutaj jak pojawia się choroba typu rak, to od razu reszta rodziny zachowuje się tak, jakby on już nie żył i była po nim żałoba, a co dopiero po jego śmierci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s