Wypowiedź Pani Lucyny, która mi się bardzo spodobała

Myślę, że my kobiety powinnyśmy brać w kwestii wulgarności czy prostackości ubioru przykład z mężczyzn. A zatem, mężczyźni zasadniczo ubierają się po to, żeby być zakryć swoje ciało, a nie po to, żeby w jakiś sposób oddziaływać „podprogowo”, mniej lub bardziej agresywnie, na płeć przeciwną. Jeśli coś ma ich zdobić to odpowiednie kolory, fason garnituru, dodatki, jakość butów, teczki, płaszcza itp. Wszelkiego rodzaju zwracanie uwagi na określone części ciała, czy specjalne podkreślanie muskulatury jest w przypadku klasycznego ubioru męskiego w złym guście i budzi niesmak. Ubranie powinno w naturalny sposób układać się na ciele, a nie je opinać. Mężczyzna przestaje być elegancki, gdy ma na sobie zbyt obcisłe spodnie, czy rozpiętą na kilka guzików koszulę. Powinnyśmy iść tą drogą. Dalej, tak, jak np. mężczyźnie nie wypada do garnituru założyć sandałów z okrytymi palcami, ani w ogóle żadnych sandałów (tym bardziej na gołe stopy), tak samo kobieta w kostiumie w sandałach z gołymi stopami wygląda czasem seksownie, czasem prostacko, ale nigdy elegancko.

Spódnice z rozporkami pokazującymi nogi mają to do siebie, że zwracają uwagę na miejsce, które pokazują, czyli na wewnętrzną stronę uda z tyłu, co jest zasadniczo wulgarne. Rozporek z tylu powinien być kryty. Elegancka kobieta woli zwracać uwagę na to, na co warto ją zwracać, czyli jej zalety i osobowość, a nie na „prywatną” część nogi.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ubiór, Wygląd, Zachowania niewłaściwe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Wypowiedź Pani Lucyny, która mi się bardzo spodobała

  1. Aleksandra P. pisze:

    Zgadzam się z opinią, że zarówno kobieta jak i mężczyzna, powinni ubierać się gustownie i zawsze odpowiednio do sytuacji. Nie zgodzę się natomiast z opinią pani Lucyny, że kobiety powinny brać przykład, w kwestii wulgarności czy prostackości ubioru, z mężczyzn. Moim zdaniem to slogan nie wnoszący wiele do dyskusji. Tak jak są kobiety ubrane, oględnie rzecz ujmując, bardzo nie na miejscu, tak są i mężczyźni, którzy uważają, że trampki są świetnie dopasowanym obuwiem do (czasem sportowego, a czasem nie) garnituru, a pod marynarkę zakładają T-szirt opinający tors. Jeszcze gorzej, kiedy mężczyzna nie zauważył, że wyszedł z sali treningowej i paraduje w workowatym dresie. Albo „uroczy” jegomość z rozpiętą, w letni upał, koszulą ukazującą okrągły brzuszek.
    Mężczyźni winni wzorować się na eleganckich i gustownie ubranych mężczyznach, kobiety na eleganckich i gustownie ubranych kobietach.
    P.S. Wydaje mi się, że rozumiem intencję i myśl autorki, a jednak sposób jej sformułowania mnie sprowokował do tego komentarza.

  2. Wojtek pisze:

    Ja się nie zgodzę z tezami Pani Lucyny również merytorycznie.
    Ani kobiety ani mężczyźni nie ubierają się by zakryć ciało.
    Poza prozaicznymi funkcjami jak np. zapewnienie ciepła, jedni i drudzy ubierają się by wyglądać pięknie albo w inny sposób odpowiednio do sytuacji.
    W naszej kulturze głęboko zakorzenione jest, że kobiety to „płeć piękna” a mężczyźni niekoniecznie.
    Kto nie wierzy niech otworzy pierwszą lepszą „Historię Sztuki”.
    Stąd mężczyźni odsłaniają mniej ciała gdyż nie jest ono w naszej kulturze uważane za piękne. Mimo to zwróćmy uwagę, że klasyczny ubiór męski i wskazania „arbitrów elegancji” podkreśla pewne „męskie cechy”: wzrost, szerokie ramiona, za to stara się niwelować cechy „niepiękne” np zmniejszyć brzuch.
    Ciało kobiece jest uważane za piękne i dlatego podkreśla się jego naturalne piękno strojem.
    Również tym z klasycznego kanonu SV.

    Pozwolę sobie nawet na mocniejszą tezę. Kto nie uważa, że kobiecość w sensie fizycznym (a więc więcej niż samo ciało, ale też ruch, powab) nie jest piękna, sądzę że albo oderwał się od klasycznej kultury europejskiej, albo popadł w manicheizm i wszystko co cielesne kojarzy ze złem. Nie umiem znaleźć trzeciego wytłumaczenia.

    Na koniec chciałbym przypomnieć słowa które już na starość wypowiedział wielki malarz Jerzy Nowosielski, że „teraz maluje już tylko święte ikony i kobiece akty – na wszystko inne szkoda czasu”.

  3. Lucyna pisze:

    Z rozczarowaniem stwierdzam, że Państwo nie zrozumieli, co chciałam przekazać i przypisują mi rzeczy, których wcale nie miałam na myśli.

    Mnie nie chodziło o manichejską pogardę dla ciała, a o pogardę dla używania ubioru jako prymitywnego wabika, narzędzia dla wywołania zainteresowania natury seksualnej. To załosny cel i klasyczny ubiór męski do takiego celu nie służy. Kobiecy do tego także nie służył do czasu. W tym sensie kobiety powinny brać przykład z mężczyzn. Natomiast właśnie do wywołania takiego zainteresowania przecież służą przejrzyste białe bluzki pokazujące bieliznę, rozpięte na kilka guzików koszule biurowe, rozcięcia w spódnicach, ubrania za małe o rozmiar czy wysokie szpilki np. u pracowniczek banku. Tak ubranym kobietom dziś wydaje się, że są eleganckie. I niestety nie mają praktycznie żadnych wzorców właściwego ubioru w przestrzeni publicznej.

    W naszej kulturze podstawowym celem ubierania się jest jednak zakrycie ciała, co można wywnioskować po tym jak na misjach, na ekspedycjach, w koloniach pomimo klimatu ubierali się niegdyś przebywający tam Europejczycy. Wzbudzanie pozytywnych uczuć w ludziach, czy manifestowanie statusu jest nierozerwalnie związane z ubraniem, ale to cel drugoplanowy.

    Nie chodziło mi także o postulowanie, żeby kobiety ubrać w burki. Wyraźnie napisałam, że ubiór powinien naturalnie układać się na ciele, a nie że powinien luźno spowijać sylwetkę, tak by absolutnie nie pokazywać konturów ciała. Oczywiście, kobieta ma wyglądać jak kobieta, a nie jak namiot. I jest piękna, kiedy wygląda jak kobieta, a nie jak przynęta na mężczyznę.

  4. jdas pisze:

    Do Pana Wojtka
    Należy jednak uwzględnić, że obecna moda damska niszczy piękno kobiet, ich powab i kobiecość. Poprzez swoją obcisłość podkreśla za to wszystkie możliwe wady figury, a ponieważ idealne sylwetka jest rzadkością, to praktycznie żadna kobieta nie wygląda obecnie dobrze. Ponadto obcisłe stroje, pokazujące wszystko „kawa na ławę” i epatujące seksualnością są po prostu wulgarne i na pewno nie powinny być noszone publicznie. Proszę to porównać z klasyczną modą kobiecą np. lat 30-tych czy choćby 50-tych lub 60-tych XX wieku, które to stroje noszone wówczas tuszowały niedostatki urody i figury, znakomicie podkreślając urok i wdzięk. Dzięki temu, że strój tuszował drobne wady figury mniej było zakompleksionych na punkcie swego wyglądu kobiet, bo dzięki drobnym sztuczkom i trikom większość z nich mogła poczuć się pewnie wiedząc, że wyglądają atrakcyjnie i są dobrze ubrane. Obecne brzydkie stroje, wykonane z tandetnych materiałów wyglądają po prostu nieestetycznie, a kobiety je noszące tracą swój wdzięk i te cechy, które sprawiają że są piękne w oczach innych.

  5. Aleksandra P. pisze:

    Ja się pod komentarzem pana Wojtka podpisuję zamaszyście. Strzał w dziesiątkę.

  6. Wojtek pisze:

    Widzę, że wywołałem dyskusję. Dziękuję za odzew i polemikę.
    Swój wpis kierowałem jako obronę piękna kobiecego ciała na przykładzie choćby klasycznego stroju wieczorowego: (pozwolę sobie zacytować Pana Doktora)
    Kreacje uszyte jako kreacje wieczorowe są z reguły do ziemi (ewentualnie z rozcięciami po bokach), mają większy dekolt, odsłonięte ramiona i ewentualnie plecy. Wieczorem kobieta, jeśli, jak czytamy w niektórych podręcznikach savoir vivre`u, jest odważna (…) Niektóre podręczniki dopuszczają na wieczór sukienki krótkie i eleganckie kostiumy”.

    To co pisze Pani Lucyna „przejrzyste białe bluzki pokazujące bieliznę, rozpięte na kilka guzików koszule biurowe, rozcięcia w spódnicach, ubrania za małe o rozmiar ” oczywiście strojem SV nie jest, ale już w obronie „szpilek” stanę i wiele z wpisów Autora Bloga będzie mi w tym pomocą (wystarczy wpisać „szpilki” w wyszukiwarkę na blogu). Oczywiście szpilki szpilkom nie równe, a w całym SV liczy się piękno i wysoka (najwyższa) jakość.
    Nie bardzo mogę się zgodzić z argumentem „W naszej kulturze podstawowym celem ubierania się jest jednak zakrycie ciała, co można wywnioskować po tym jak na misjach, na ekspedycjach, w koloniach pomimo klimatu ubierali się niegdyś przebywający tam Europejczycy.”
    Gdyż wyjazd na misje ma specyficzny charakter i pracownikom misyjnym przystoi ubiór skromny, jak w kościele czy na pielgrzymce. Uczestnicy ekspedycji czy kolonizatorzy zakrywali swe ciało, gdyż ciało Europejczyków nie było nawykłe do mocniejszego słońca.
    Mimo to w wielu krajach kolonialnych wprowadzono z początkiem XX wieku chociażby krótkie spodnie do męskiego stroju urzędniczego, wojskowego czy towarzyskiego (pisze o tym np Ryszard Kapuściński) ten stan rzeczy utrzymał się do końca kolonializmu w latach 60-70 XX w.

    Zwrócę się też do (jak sadzę) Pana przedmówcy o nicku „jdas”.
    Zgadzam się, że „brzydkie stroje, wykonane z tandetnych materiałów wyglądają po prostu nieestetycznie.” To jest fundament SV.

    Każdy człowiek SV powinien się ćwiczyć w cnocie nazywanej przez wieki „pokorą” a w ostatnich latach „samoświadomością” i stanąć w prawdzie, będąc świadomym swych słabych, jak i mocnych (tak, to też pokora!) stron.

    Jednym z wielu aspektów życia jest wygląd fizyczny i tak jak w innych dziedzinach znając swe mocne i słabe strony należy akcentować te pierwsze, a nie chwalić się drugimi. Nikt nie każe każdej pani nosić np. odsłoniętych pleców, dekoltu itd. „triki” o których Pan pisze wciąż są możliwe do zastosowania.
    Po prostu apeluję by nie popadać w przesadę i nie uważać każdej pani w sukni z rozcięciem czy odsłoniętymi ramionami za „szczującą swą seksualnością”. Gdyż odsłonić można się też ze smakiem a odpowiednio przemyślany brak stroju na niektórych częściach ciała jest częścią stroju jako całości.

  7. Lucyna pisze:

    Panie Wojtku,

    ja pisałam o użytkowym stroju, do którego nosi się tę nieszczęsną spódnicę ołówkową z rozcięciem szytą w ten sposób pewnie od zamierzchłych czasów komunistycznych, kiedy trzeba było oszczędzać na materiale. Stąd określenie wulgarny o tej spódnicy odpowiada nawet znaczeniu wziętemu z łaciny „zwykły, pospolity, ludowy, związany z tłumem”. A Pan nie wiem czemu, broni kobiecego piękna na przykładzie strojów balowych. Rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach. Zresztą, nawet na balu można wyglądać olśniewająco nie odkrywając się, czego doskonałym przykładem są wspaniałe wieczorowe kreacje królowej Elżbiety. W tak ubranej kobiecie widzimy przede wszystkim piękną kobietę, w kobiecie ubranej wg Pańskiej zasady „obrony piękna kobiecego ciała” widzimy przede wszystkim piękne ciało umiejętnie wyeksponowane. To dwie różne filozofie ubioru. Opisał je w swojej książce pewien socjolog Oliver James. Zaobserwował, że kobiety z klasy średniej w krajach zachodnich tak dobierają ubiór, aby wyglądać atrakcyjnie (prymat tego Pańskiego pięknego ciała, które ma przyciągać od ang. „to attract”). Kobiety o tym samym statusie z krajów wschodnich (plus Rosja wg Jamesa) tak dobierają ubiór, żeby wyglądać pięknie. To pierwsze podejście wydaje mi się dość smutnym dopraszaniem się o uwagę, to drugie jest dumne, szlachetne i pełne poczucia własnej wartości.

    Panowie w koloniach do tych spodenek do kolan nosili skarpetki również do kolan, zatem mój argument o pierwszej funkcji ubioru dla Europejczyka nadal stoi.

  8. Alexandra pisze:

    Niedawno czytalam o ciekawym eksperymencie: ta sama kobieta najpierw w plaskich butach, a potem w niebotycznych szpilkach, stala na ulicy (chyba prowadzac jakas ankiete) i upuszczala dlugopis. Dopoki miala na sobie plaskie buty, malo kto jej ten dlugopis podnosil. Po wlozeniu szpilek – dramatyczna zmiana: wiekszosc panow rzucala sie na pomoc. Wedlug badaczy przyczyna jest lekkie, niezauwazalne prawie chwianie sie kobiety na szpilkach sugerujace bezradnosc. Prywatnie mysle, ze na kobiete o przedluzonych odnozach wiecej panow patrzy, a wiec wiecej panow widzi ten dlugopis.
    Tak czy inaczej, winni sa panowie. Jakby sie rzucali na pomoc kobietom w plaskich butach, to by nie trzeba bylo nosic szpilek…

    Pani Lucyno, slowo „atrakcyjny” pochodzi z laciny, podobnie jak „attract”. Od „(at)trahere” (por. np. ekstrakt).

  9. LadyM. pisze:

    Szanowna Pani Lucyno – na przestrzeni dziejów zarówno mężczyżni, jak i kobiety ubierali się zawsze tak, by wzbudzić zainteresowanie u osobników płci przeciwnej. I oczywiście zainteresowanie z podtekstem seksualnym, bo jakie inne może być między mężczyzna i kobietą. (Wszelkie podziwy dla intelektu itp nie dotyczą sfery kobiecości czy męskości)
    Czy kryza suto marszczona na Zygmusiu Trzecim czy Drugim miała służyć osłonięciu ciała? A ten aksamitny birecik z piórkiem? Czy te woreczki, w których panowie nosili swoje męskie atrybuty? A pudrowana peruczka Stasia Pe i innych w jego czasach?.Już nawet toga na Rzymianinie starożytnym nie była tylko kawałem materiału do owinięcia się przed chłodem. Może jeszcze skóra na jaskiniowcu taka funkcje spełniała.
    Pomijam oczywiście przypadki dekoltów do pępka, rozcięć w sukniach do pasa itepe. Przy czym zdarzają się one najczęściej na czerwonych dywanach, a wiadomo powszechnie, że aktor sprzedaje widzom nie tylko swój talent, ale tez ciało.
    Natomiast epatowanie dekoltami i innymi taki w miejscu pracy jest wyrazem braku kultury. Który niestety jest tak powszechny w naszym społeczeństwie, że nawet do kościoła nie tylko smarkule ale ich dorosłe mamy przychodzą wydekoltowane i porozbierane. I co gorsza nawet ksiądz nie zwraca im uwagi, a mógłby na lekcjach religii poruszyć sprawę odpowiedniego stroju i odpowiedniego zachowania w tym miejscu.Jakoś dawniej zwyczajne było wieszanie przed kościołami tablic zakazujących wstępu „białogłowom nieprzystojnie ubranym”. Dotyczy to zresztą nie tylko białogłów, ale tez panów wkraczających w te miejsca w krótkich gatkach, nadających się na plażę najbardziej.

  10. Lucyna pisze:

    Pani Alexandro, zgadzam się, że pochodzi z łaciny, ale wydaje mi się, że „atrakcyjny” na określenie „ponętny” znalazł się w polszczyźnie jako pożyczka z angielskiego.

  11. Lucyna pisze:

    Pani LadyM, ci, którzy się ubierali, to się ubierali. Za 200 lat być może ktoś poda lady Gagę czy Dodę jako przykład tego, jak i po co ubierały się kobiety w XXI w. Można dyskutować czy kryzy i piórka nie były oznaką statusu bardziej niż wzrazem seksualnych zakusów na płeć przeciwną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s