Savoir vivre, śmiecenie i kot na smyczy (prezent dla Pana „Czytelnika”)

Zacznę od kota na smyczy. Zamieszczam zdjęcia, bo o to prosił (dwukrotnie) Pan „Czytelnik”, a to stały, dociekliwy i aktywny czytelnik bloga, który często mnie wspomaga wyjaśniając coś innym czytelnikom.
Kot na smyczy jest dobrym pretekstem do powtórnego zwrócenia uwagi na to jak możemy rozpoznać ludzi, którzy z savoir vivre nie maja nic wspólnego.
Człowiek savoir vivre nigdy, ale to przenigdy, nie śmieci. Człowiek savoir vivre nigdy, przenigdy, nie wyrzuca śmieci przez balkon. Palacz savoir vivre nigdy nie rzuca niedopałków gdzie bądź i zawsze, w związku z tym, nosi ze sobą przenośną kieszonkową popielniczkę.

Na moim osiedlu, na którym mieszkają sami jakby się wydawało kulturalni ludzie wiele osób wyrzuca różne przedmioty przez okna, co, jak już pisałem, rejestruję spacerując pod ścianami domów (tam są trasy kota, a kot, jak wiadomo chodzi swoimi ścieżkami) – patrz zdjęcie.

Ostatnio zamieniłem się w śmieciarza i sprzątam w ulubionych miejscach kota, bo nie mogę tego wytrzymać. Kwiaty zaczynają kwitnąc, trawa się zieleni i te śmieci psują obraz wiosny.

Ci, którzy śmiecą to już nie tylko ludzie spoza świata savoir vivre, to skrajni egocentrycy, którzy innych mają dosłownie „gdzieś” – to także barbarzyńcy.

IV 2015 007IV 2015 010IV 2015 011IV 2015 014IV 2015 015

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Savoir vivre na co dzień. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Savoir vivre, śmiecenie i kot na smyczy (prezent dla Pana „Czytelnika”)

  1. bpawel pisze:

    Czy należy sprzątać po swoim psie/kocie? Wydaje mi się, że tak.

  2. dude pisze:

    Panie Doktorze, ponieważ nadchodzi lato chciałbym poruszyć temat opalania się. Jak savoir vivre zapatruje się na tę kwestię obecnie? Kiedyś opalony chodził proletariat, a kto mógł to unikał opalenizny. A dzisiaj? Czy coś się zmieniło tu? Czy bladość nadal jest bardziej szlachetna?

  3. Sylwia pisze:

    Piękny kot! I wygląda na takiego z charakterem!

  4. K. pisze:

    Proszę napisać jak Pan nauczył chodzić kota na smyczy? Czy był uczony tego od małego? Moja kotka jest niewychodząca a próba wyjścia z nią na smyczy kończy się tym,że chodzi nisko przy ziemi na zgiętych łapach, jest przerażona

  5. czytelnik pisze:

    Szanowny Panie,

    Bardzo uprzejmie dziękuję za wspaniały prezent i docenienie mojej osoby. Szczerze mówiąc wyobrażałem sobie tego kota jako istotę o słuszniejszej posturze. Po tym, co Pan pisał o bladym strachu jaki pada na psy. Kto robił zdjęcie? Pan Michał czy szanowna Małżonka?
    pozdrawiam

  6. Kazimierz Krynicki pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,

    Przyznam szczerze – jestem w kropce. Wiem, że temat był poruszany, ale też nie jakoś przesadnie intensywnie. Chodzi mianowicie o obronę pracy magisterskiej. Sam osobiście kiedyś pytałem Pana Doktora o to, czy wypada dać promotorowi butelkę dobrego alkoholu oraz jaki to powinien być trunek. Rzecz w tym, że w moim przypadku – i nie mam o to do promotora żadnych pretensji, wręcz przeciwnie (!) – pisanie mojej pracy magisterskiej odbyło się praktycznie w stu procentach samodzielnie. Promotor pomógł mi tylko sformułować wybrany przeze mnie temat i kilka rozdziałów pracy. I teraz – z tego co zdążyłem się zorientować – opinia braci studenckiej oraz niektórych absolwentów jest dosyć podzielona – czy należałoby i czy w ogóle wypada dać promotorowi jakikolwiek upominek w sytuacji, gdy i ja i on wiemy, że promotor nie wykonał – oględnie mówiąc – nazbyt wielkiej pracy przy opiekowaniu się swoim podopiecznym. Krótko mówiąc, mam wrażenie, że okazywanie wdzięczności w formie materialnej będzie w tej sytuacji większym nietaktem niż jej nieokazanie – promotor może być skrępowany całą sytuacją i uznać ją za dość fałszywą. Co Pan Doktor o tym sądzi? Co wtedy z kwiatami dla członków komisji? Są one zawsze niezbędne?

  7. Piotr pisze:

    Szanowny Panie Doktorze
    Po lekturze kilku wpisów na blogach dotyczących mody męskiej mam pewne wątpliwości dotyczące garnituru wieczorowego, toteż zwracam się do Pana z prośbą o udzielenie mi odpowiedzi na nurtujące pytania.
    Po pierwsze, czy do takiego trzyczęściowego czarnego garnituru można założyć muchę wykonaną z czarnego jedwabiu (spotkałem się z opiniami, że czarna muszka jest zarezerwowana wyłącznie do smokingu) i białą jedwabną poszetkę?
    Po drugie, jeżeli zdecydujemy się założyć muchę, cz koszula do takiego zestawu powinna mieć bezwzględnie wykładany kołnierzyk i plisę kryjącą guziki (w tym przypadku także natrafiłem na stanowisko, że koszulę z łamanym kołnierzykiem można nosić tylko do fraku)?
    Z poważaniem
    Piotr

  8. Gleiw pisze:

    Zastanawia mnie co pan doktor sądzi o sytuacji wynikłej podczas obchodów wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, które odbyły się kilka dni temu.

    W uroczystościach uczestniczyło około tysiąca osób, w tym 90 byłych więźniarek, a także goście honorowi, w tym pierwsze damy Niemiec i Polski, a także przewodniczaca Międzynarodowego Komitetu Ravensbrück. Poza uroczystą wieczorną kolacją, która podobno obyła się (zapewne w węższym gronie) bez zgrzytów, zorganizowano też południowy lunch (w namiocie na terenie obozu), który wypadł dużo gorzej.

    Goście honorowi zjedli go w cywilizowanych warunkach, obsługiwani przy zastawionym porcelaną stole przez kelnerów. Równolegle reszta gości (w tym większość byłych więźniarek!) jadła poczęstunek z plastikowych talerzy i serwetek przy nieprzykrytych nawet obrusem stołach. Załączam poniżej link do artykułu, którego tytułowe zdjęcie eksponuje ten kontrast.

    http://www.spiegel.de/panorama/gesellschaft/kz-ravensbrueck-kritik-an-organisatoren-der-gedenkfeier-a-1030583.html

    Organizator (Fundacja Brandenburskie Miejsca Pamięci) broni się mówiąc, że był to jedynie lekki poczęstunek, a specjalne potraktowanie nielicznych gości honorowych wynikło z protokołu. Możliwe, że Fundacja nie miała funduszy by objąć takowym (wieczorną uroczystą kolację organizowały już władze Brandenburgii) wszystke więźniarki.

  9. Bartosz pisze:

    Do Pana Profesora.

    Przeglądając strony internetowe, natknąłem się na pewien tekst w którym autor przekonywał iż gentleman w znacznej większości przypadków nie powinien się tłumaczyć (cały tekst tutaj: http://czasgentlemanow.pl/2014/03/gentleman-sie-tlumaczy/)

    Czy mógłby Pan potwierdzić/zaprzeczyć poglądom autora?
    Z góry dziękuję.

  10. Panu Piotrowi: odpowiem niebawem.

  11. Panu Czytelnikowi: Michał. Psy się i tak boja, bo to pierwszy w ich życiu kot, którego widza od przodu i jeszcze się jeży, syczy i zbliża.

  12. Osobie podpisującej się K.: Po prostu założyłem mu uprząż, przypiąłem smycz i poszliśmy na spacer. Muszę tylko z nim współpracować i negocjować i reaguje pozytywnie na zaproponowane przeze mnie kierunki spaceru, przede wszystkim powrotu do domu, jeśli nie proponuję tego zbyt często w ciągu jednego spaceru.
    Takie są koty, każdy inny i nieprzewidywalne.

    Mój ostatnio robi wielkie awantury (np. syczy na mnie) gdy próbuję zmienić mu kierunek spaceru a jemu bardzo zależy na swoim.

  13. czytelnik pisze:

    Panu K. Krynickiemu:

    Szanowny Panie,

    Bardzo dobrze,że nie zaczyna Pan wiadomości od „witam” i zwraca się z należytą atencją do p. dr S. Krajskiego. Tym niemniej tytułów, stopni używamy jedynie na początek i koniec rozmowy. Dlatego też jak Pan zacznie wiadomość od „panie doktorze” i tak ją zakończy, to w środku wystarczy napisać „pan”.

    z poważaniem,

    czytelnik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s