Jak tytułować małe dzieci?

Ten problem zgłosił Pan Dominik F:. Czy jeśli zobaczę w tramwaju małą dziewczynkę i chcę jej ustąpić miejsca lub jakoś się do niej odezwać to jak mam ją tytułować? „Tykać” czy może używać słowa „panienko” w przypadku chłopczyka „młody panie”?

Druga sprawa. Czy może Pan podać do wiadomości czym różni się „lub” od „albo”. S-v chyba zakłada precyzję języka?

Dziś do dzieci mówimy tylko „ty”.

„Lub” używamy wtedy, gdy do wyboru są dwie bardzo podobne rzeczy, np. jabłko czerwone lub jabłko żółte.

„Albo” używamy wtedy, gdy proponujemy dwie różne rzeczy, np. jabłko albo ananas.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Komunikacja, Tytułowanie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 odpowiedzi na „Jak tytułować małe dzieci?

  1. Bartosz pisze:

    Odnośnie „lub” i „albo” to w kwestii języka polskiego muszę się z Panem nie zgodzić.
    Słoto „albo” oznacz wybór pomiędzy alternatywą a albo b.
    Słowo „lub” oznacza wybór między alternatywą a, b, oraz a i b.

    http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/lub-i-b-albo-b;3994.html

  2. Alexandra pisze:

    Bardzo sie ciesze, ze sa jeszcze ludzie odrozniajacy „lub” od „albo”. W jezyku polskim istnieja dwa spojniki w alternatywie: „lub” oraz „albo”.
    Co do „albo” nikt nie ma watpliwosci, ze jest spojnikiem do alternatywy wykluczajacej („czarne ALBO biale” znaczy: czarne, a wiec nie biale albo biale, a wiec nie czarne. Dajac komus jednoznaczny wybor mowimy: albo – albo, majac na mysli, ze jezeli wybierze jedno, to wykluczy tym samym drugie: albo bedziesz grzeczny, albo nie pojdziesz do kina.). LUB jest spojnikiem do alternatywy nierozlacznej („kilka jablek czerwonych lub zoltych” znaczy: moga byc wszystkie czerwone, moga byc wszystkie zolte, ale jedno drugiego nie wyklucza, moze byc czesc takich a czesc takich. Natomiast jedna jablonka nie moze rodzic jablek czerwonych lub zoltych, tylko albo czerwone, albo zolte.)
    W wielu opracowaniach naukowych, na kongresach, widuje lub (sic!) slyszy sie irytujaca kalke z angielskiego „and/or”. „And/or” na pelnic funkcje spojnika w alternatywie (np. badania prowadzono na grupie osob cierpiacych na cukrzyce AND/OR otylosc” ma znaczyc, ze probandzi cierpieli na cukrzyce, albo na otylosc , albo na jedno i drugie). Anglicy musza sobie tak radzic, bo maja jedno biedne OR.
    A polskie LUB umieszczane jest w takich opracowaniach czesto w towarzystwie zbednego „I”: badania prowadzono na cukrzykach I/LUB alkoholikach. I tak to jest niestety wymawiane, jako „i-lub”.
    Byloby wspaniale, gdyby klasa srednia zadbala o czystosc jezyka i propagowala uzycie LUB / ALBO w odpowiednim kontekscie.

  3. Kazimierz Krynicki pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,

    Przyznam szczerze – jestem w kropce. Wiem, że temat był poruszany, ale też nie jakoś przesadnie intensywnie. Chodzi mianowicie o obronę pracy magisterskiej. Sam osobiście kiedyś pytałem Pana Doktora o to, czy wypada dać promotorowi butelkę dobrego alkoholu oraz jaki to powinien być trunek. Rzecz w tym, że w moim przypadku – i nie mam o to do promotora żadnych pretensji, wręcz przeciwnie (!) – pisanie mojej pracy magisterskiej odbyło się praktycznie w stu procentach samodzielnie. Promotor pomógł mi tylko sformułować wybrany przeze mnie temat i kilka rozdziałów pracy. I teraz – z tego co zdążyłem się zorientować – opinia braci studenckiej oraz niektórych absolwentów jest dosyć podzielona – czy należałoby i czy w ogóle wypada dać promotorowi jakikolwiek upominek w sytuacji, gdy i ja i on wiemy, że promotor nie wykonał – oględnie mówiąc – nazbyt wielkiej pracy przy opiekowaniu się swoim podopiecznym. Krótko mówiąc, mam wrażenie, że okazywanie wdzięczności w formie materialnej będzie w tej sytuacji większym nietaktem niż jej nieokazanie – promotor może być skrępowany całą sytuacją i uznać ją za dość fałszywą. Co Pan Doktor o tym sądzi? Co wtedy z kwiatami dla członków komisji? Są one zawsze niezbędne?

  4. Robert pisze:

    Jak interpretować tę sytuację, gdzie osoba dorosła ustępuje miejsca dziecku? Trochę mi się kłóci z zasadami SV, by dziecko siedziało, gdy dorośli stoją.

  5. Ja się z Panem Robertem zgadzam.

  6. Alexandra pisze:

    Panie Bartoszu,
    zapewne Pana komentarz czekal na moderacje w czasie, kiedy ja pisalam swoj.
    Milo, ze znalazly sie obok siebie. Pan to ujal znacznie krocej i trafniej.

  7. natalinkaa pisze:

    A ja się z Panem Robertem nie zgadzam, gdyz ustapienie miejsca przez dojrzalego mezczyzne kilkulatce swiadczy o jego niezachwianej męskości, szlachetności i przy okazji- pozwala jej poczuc się kobietą, co jest bardzo ważne w obliczu zanikających wzorców kobiecych i męskich. Ja mam lat 24 i notorycznie zdarza mi się stać w komunikacji miejskiej podczas gdy panowie 60-, 40-, a nawet 20 letni wygodnie siedzą. A kazdy z nich powinien ustapic mi miejsca jesli nie ma problemow zdrowotnych.

  8. Małgorzata pisze:

    Nie zgadzam się z panią podpisującą się jako Natalinkaa. Znam osobiście przypadek, gdzie starszy mężczyzna notorycznie ustępuje miejsca kilkulatce (swojej wnucze). Na początku było to zabawne, teraz wieje grozą, bo dziewczę się przyzwyczaiło i wręcz wypycha go z miejsca, gdy ten nie wstaje, a ona upodobała sobie jego miejsce. W przypadku dzieci najważniejsze jest wychowanie, a nie dochowanie form elegancji. Ten człowiek, w zasadzie, zrobił krzywdę dziecku i sobie. Dziewczynka zachowuje się jakby go nie szanowała (tak to wygląda przecież), dla niego jest to w jakiś sposób upokarzające, dziewczynka zaś sama wychodzi na bardzo niegrzeczną (co tez nie jest prawdą do końca). Chyba lepiej najpierw nauczyć dzieci obowiązków płynących z dobrych manier, a dopiero potem przywilejów.

  9. Alexandra pisze:

    Slusznie Pani Natalinkoo!
    Kobieta przyzwyczajona od dziecka do ustepowania doroslym panom nigdy nie poczuje sie jak prawdziwa kobieta.
    Mezczyzna wychowany od dziecka w duchu „rownouprawnienia” nigdy nie wstanie odruchowo na widok kobiety. Jezeli zapragnie byc dzentelmenem, bedzie musial stale o tym pamietac.
    Nie mowie oczywiscie o ustepowaniu osobom w podeszlym wieku czy tez ustepowaniu chlopcom przez dorosle kobiety. Niezgodnosc opinii wynika zapewne z braku definicji „doroslego” i „dziecka”. Jezeli mamusia ustepuje synkowi, to moze byc pewna, ze on za dziesiec lat nie podniesie sie na widok kobiety. Bedac w Pani wieku bylam w ciazy i zapragnelam usiasc w tramwaju. Zwrocilam sie do najblizej siedzacego mlodego czlowieka w podobnym wieku o ustapienie miejsca. Uslyszalam „a niby z jakiej racji?”

  10. chris pisze:

    O różnicy „lub” i „albo” uczy się przecież na matematyce, na logice dla prawników (to ma znaczenie, gdy w ustawie jest użyty jeden spójnik, a nie drugi).

  11. Alexandra pisze:

    @ chris:
    zgadza sie, ale nie kazdy jest prawnikiem. Za to kazdy predzej czy pozniej ma do czynienia z jakas umowa badz gwarancja, w ktorej uzyty spojnik moze miec kolosalne znaczenie.

  12. Pięknowłosy pisze:

    Pani Alexandro, pomijając słuszność reszty Pani wywodu, Pani bezpośrednie żądanie ustąpienia miejsca było niegrzeczne, żeby nie użyć tu mocniejszego słowa. Nie ma widoku bardziej żałosnego niż kobiety lub osoby starsze walczące w autobusach już nie tyle o samo miejsce siedzące, co o najbardziej dogodne miejsce. Kłótnie, wyzwiska, krzyki, wyścigi i przepychanki, tylko dlatego że ktoś o skrajnie egoistycznym nastawieniu chce sobie usiąść na pojedynczym, zwróconym ku przodowi miejscu. Bo przecież nie usiądzie sobie na „czwórce”, to by mu uwłaczało. Powiem szczerze, że takie postawy, w tym i takie jaką Pani tutaj deklaruje, skutecznie zniechęciły mnie do ustępowania innym miejsca. Robię to tylko w przypadku osób w podeszłym wieku lub niepełnosprawnych.

  13. Alexandra pisze:

    Szanowny Panie Pieknowlosy,
    przede wszystkim dziekuje Panu za poprawna pisownie i odmiane mego imienia. Jakos malo kto zauwazyl tego „iksa”.
    Zgadzam sie z Panem w zupelnosci co do tych tramwajowych walk, czasem jest to zenujace. Z drugiej strony im dluzej zyje na tym swiecie, tym czesciej mysle sobie – ze moze ten ktos ma powod. Moze faktycznie siedzac tylem dostaje zawrotow glowy, robi mu sie niedobrze, i mogloby dojsc do sytuacji dla obu stron wielce nieprzyjemnej. Podobnie te starsze panie, ktore maja dosc energii, zeby sie wepchnac, a stac potem juz nie moga, sa denerwujace, dopoki nie pozna sie mechanizmow rzadzacych takim zachowaniem. Nie wdajac sie w szczegoly – wepchniecie sie do tramwaju wymaga wyrzutu adrenaliny, taki wyrzut trwa pare sekund i wystarcza na zmobilizowanie energii do wepchniecia sie, ale nigdy nie starczy na wielominutowe stanie.
    Sudentka w ciazy tez ma swoje powody. Pomijajac sama ciaze, byc moze nie wolno jej stac, istnieje cos takiego jak zagrazajace poronienie. Co by jej Pan wtedy zaproponowal? Wysiasc? W nastepnym tramwaju bedzie to samo… A czemu nie ustapic?
    Znam czlowieka, ktory jest inwalida, ma duze trudnosci ze staniem, ale jest mlody i zdrowo wyglada. Kiedy siedzi w tramwaju, slyszy czesto „taki mlody, a siedzi”, a najgorzej, gdy skorzysta z naleznego mu miejsca dla inwalidy. Czasem musi sie o to miejsce upomniec.
    A Pan ustepuje miejsca tylko tym osobom, po ktorych „z daleka widac”.
    Sadze, ze kto ma w sobie dosc energii, ten powinien stac (to ja!). Nie siadam, poniewaz czuje sie mloda i zdrowa, a wokol mnie jest wielu, ktorzy sie tak nie czuja.

  14. Monika pisze:

    Do Pięknowłosego:
    Gdyby ludzie mieli dziś więcej kultury, to żadna kobieta ani osoba starsza nie musiałaby walczyć o miejsce w autobusie. Oczywiście nie bronię staruszek wchodzących do autobusu i wykrzykujących jaka to okropna jest polska młodzież w dzisiejszych czasach a potem wyklinających, że nikt im nie ustępuje, ale jeśli ktoś grzecznie prosi, to nie widzę problemu. Przecież Pani Alexandra nie prosiła osoby starszej czy niepełnosprawnej o ustąpienie jej, prawda? Z tego co rozumiem, to ten człowiek powinien jej sam z siebie ustąpić. Gdyby to zrobił, ona nie musiałaby prosić.

  15. taka sobie zuzia pisze:

    O, matko… Zwrócenie się z prośbą = bezpośrednie żądanie ???? To może by tak na użytek własny rozszerzyć definicję niepełnosprawnych o ciężarne ?, wszak są one coraz bardziej ograniczone ruchowo i motorycznie, a w wielu przypadkach, aż do krytycznego momentu osoby w podeszłym wieku… Takie 2 w 1. Dla mnie jest co najmniej niegrzeczne,żeby nie użyć tu mocniejszego słowa, udawać, że nie widzi się ciężarnej.

  16. Pięknowłosy pisze:

    Zgadzam się z Panią, Pani Zuziu.

  17. Pięknowłosy pisze:

    Pani Alexandro, to Pani jednak stoi dla zasady, a wcześniej pisała Pani o zwracanie się o ustąpienie miejsca. Pani wybaczy, ale osoby po których nie widać ich silnej niepełnosprawności powinny same informować o niej innych, gdy potrzebują usiąść, albo zrezygnować z jazdy autobusem, gdy jest pełen. Oczekiwanie od innych ludzi zdolności jasnowidzenia wydaje mi się mało skuteczną metodą w praktykowaniu savoir vivre.

  18. Pięknowłosy pisze:

    Och, przepraszam najmocniej. Jakoś zupełnie przeoczyłem, że Pani zwróciła się do mężczyzny będąc w stanie błogosławionym, nie doczytałem tego. Wszystko już jasne i ma Pani całkowitą rację.

  19. Dominik F. pisze:

    Faktycznie, podałem zły przykład. Ale jeśli do tramwaju wejdzie kulejąca mała dziewczynka to na pewno ustąpię. Jeśli małe dzieci mamy „tykać”, to do kogo możemy powiedzieć per „panienko”?

    PS Szkoda, że Pan też źle używał słów „lub” i „albo”. Na tym się można wiele stracić, co zauważyła powyżej Pani Alexandra.

  20. Alexandra pisze:

    Panie Pieknowlosy
    bardzo sie ciesze, ze Pan jednak doczytal. Przyjmuje przeprosiny z radoscia.
    Z drugiej strony oczom wlasnym nie wierze.
    „osoby po których nie widać ich silnej niepełnosprawności powinny same informować o niej innych, gdy potrzebują usiąść, albo zrezygnować z jazdy autobusem, gdy jest pełen”.
    Rozumiem, ze nikt nie jest jasnowidzem, tego mojego znajomego inwalide musialam o tym dlugo przekonywac, bardzo krepowal sie prosic o miejsce – rozwiazaniem bylo milczace pokazanie dokumentu „z wozkiem”.
    Ale przeciez chyba nie uwaza Pan na serio, ze ci, co stac nie moga, a siedziec nie maja gdzie, powinni ewentualnie zrezygnowac z jazdy autobusem na rzecz tych, co juz siedza i nie wstana? I co – chodzic piechota albo wziac taksowke? Przeciez ci, co moga stac, generalnie (sa wyjatki) lepiej zarabiaja niz ci schorowani lub starsi, ktorych na taksowke nie stac.
    Chyba rozumiem, o co Panu chodzilo (zapewne ze niesmialy inwalida sam jest sobie winien, ze mu nie ustepuja miejsca), ale jakos mnie tak drastyczne postawienie sprawy ugodzilo w serce.
    Ja wlasnie dlatego dla zasady stoje, ze nie wiem, kto obok mnie potrzebuje miejsca siedzacego. Chociaz z drugiej strony, moze powinnam zajmowac miejsce, zeby w razie potrzeby mial kto ustapic?

  21. Aluś pisze:

    Ależ państwo mają dziwną dyskusję. Ja w zasadzie nie jeżdżę zbiorkomem, bo nie lubię, ale wydaje mi się, że rozwiązanie jest łatwiejsze.

    Młody mężczyzna siedzi, wsiada starszy mężczyzna i mówi:
    – Przepraszam, czy mogę tu usiąść?
    I teraz dwa warianty odpowiedzi:
    – Oczywiście – mężczyzna młodszy wstaje
    Lub:
    – Przepraszam, ale jestem niepełnosprawny
    – Rozumiem i przepraszam – reakcja starszego

    Jest miło, grzecznie i z klasą.

  22. Pięknowłosy pisze:

    Skoro niektóre osoby po prostu stać nie mogą zbyt długo z racji jakiejś konkretnej niepełnosprawności, to przecież nie mogą jechać w autobusie, nie mogąc siedzieć. I tylko o to mi chodziło, proszę Pani. A jeżeli o swojej niewidocznej dla innych niepełnosprawności informować nie chcą, to narażają się na stanie, którego nie są w stanie znieść. Tylko takie osoby miałem na myśli, a nie każdą niepełnosprawność.
    Na Pani miejscu bym siadał. I tak mało kto doceni, że Pani ustąpiła.

  23. wojtek pisze:

    A ja przewrotnie zapytam. A moze po prostu jazda komunikacją miejską nie ma nic wspólnego z SV? Tak jak wielokrotnie podkreslano na blogu czlowiek sv wybiera miejsce gdzie je (restauracja a nie fast food bistro) gdzie wypoczywa (hotel, pensjonat, Autor wiele o tym pisal ) to moze zbiorkom nie jest miejscem dla czlowieka SV?Zwłaszcza ze z nnajwyższą jakością nie ma wiele wspólnego?

  24. Panu Wojtkowi: niebawem odpowiem.

  25. Wojtek pisze:

    Czekam z niecierpliwością.
    Pytanie to nie wynika ze snobizmu. Wręcz przeciwnie.
    Zrodziło mi się w głowie po niedawnej „przygodzie”. Postanowiłem skorzystać z tramwaju. Ostatnio rzadko to robiłem, jeżdżę samochodem (wtedy wykorzystuję czas na rozmowy telefoniczne, słuchanie wiadomości lub muzyki) lub taksówkami (wtedy również rozmawiam przez telefon uprzedziwszy wcześniej kierowcę i zapytawszy „czy nie ma nic przeciwko” pracuję lub ucinam sobie pogawędkę z kierowcą, gdyż często są to ludzie mający ciekawe obserwacje.
    Więc po długiej przerwie jechałem tramwajem. Kiedy wsiadłem, był prawie pusty. Jako, że miałem dużo pracy, zająłem miejsce i zacząłem pracować na tablecie (kiedyś dawno temu zetknąłem się z opinią, że najbardziej poprawnym zachowaniem w komunikacji zbiorowej jest czytanie prasy, nie wskazane są za to rozmowy, zwłaszcza telefoniczne – nie weryfikowałem tej opinii, ale tablet wydawał mi się nowszą wersją prasy). Skupiony na pracy nie zauważyłem, że tramwaj przejechał przez bardzo popularny przystanek i tramwaj się zapełnił, a obok mojego miejsca stoją również panie. Gdy to dostrzegłem bardzo się speszyłem widząc, że popełniłem gafę i ustąpiłem miejsca, co jednak było bardzo kłopotliwe i „niezgrabne” musiałem się spakować, wydobyć sporą aktówkę ulokowaną ciasno przy nogach, przeprosić osoby by móc wstać, a to wszystko przy ostrym szarpaniu pojazdu.
    Wtedy sobie pomyślałem, jak dziwnym jest obyczaj obowiązujący w MPK, np. w restauracji nie ustępujemy miejsca komuś „godniejszemu” gdy nie ma już dla niego stolika. Albo w operze, gdy ktoś nie zdążył kupić biletu.
    Albo w filharmonii, gdy my mamy bilet a obok stoi studentka z „wejściówką”. (no może najbardziej szarmanccy panowie ustąpią, i przestoją koncert na schodach zamiast siedzieć obok żony).
    Pomyślałem sobie też, że organizacja MPK mocno utknęła w czasach niedostatku. Jeśli bilet MPK kosztuje 3 zł, a przejazd taxi 10, to porównując chociażby zaangażowanie kierowców, można by oczekiwać, że zostaną zapewnione miejsca wszystkim pasażerom Przecież bada się potrzeby komunikacyjne ludności i można je przewidzieć. Kiedyś gościłem kolegę z Holandii, był bardzo zdziwiony, widząc przejeżdżający autobus ze stojącymi ludźmi. „Nie ma miejsc siedzących” wyjaśniłem mu. Na to odpowiedział zdziwiony „Dlaczego u Was nie robi się autobusów z miejscami?”
    Po trzecie – miałem wiele lat temu epizod pracy w Wydziale Zdrowia Urzędu Miejskiego, wtedy bardzo niepokoiło odpowiedzialnych za to kolegów, że wśród bezdomnych mego miasta są nosiciele gruźlicy. A właśnie autobusy miały być miejscem potencjalnego siania chorób. (Ponoć wystarczy by osoba „skubiąca paznokcie” dotknęła rurki w autobusie, a potem druga w to samo miejsce, by się zakazić). Skojarzyło mi się to z argumentem Pana Doktora o grzybicy na dywanie, gdy się ściąga buty.
    Po piąte i szóste – zdarzające się incydenty w komunikacji zbiorowej, czy to naruszenia bezpieczeństwa, chociażby obcowania z wulgarnością, czy to estetyki – np. konieczność zajęcia miejsca przy niemytym od tygodnia bezdomnym, który spędza deszczowy czy zimowy dzień jeżdżąc w kółko autobusem.

    Reasumując pomyślałem, że przyjemniej jest jeździć np. dobrym samochodem, wykończonym drewnem i skórą, słuchając muzyki z niezłej jakości zestawu głośników, albo nawet przeciętna taksówką, ale mając te kilka minut na relaks, niż znosić wymienione niewygody w zbiorkomie.
    Czy rozumuję dobrze, czy fałszywie?

  26. czytelnik pisze:

    Proszę Państwa,
    Niektórych nie stać na samochód i muszą poruszać się komunikacją autobusową publiczną. Mogą to być też ludzie kulturalni.

  27. Wojtek pisze:

    Panu Czytelnikowi:
    Ależ się z Panem zgadzam, stąd moje pytanie. Temat pieniędzy w SV wraca jak bumerang co miesiąc. Pan jako stały czytelnik pewnie śledzi jako i ja.
    Kultura jest niezbędna człowiekowi SV, ale nie wystarczająca, potrzebna jest też cnota wielmożności. Przypomnę choćby wpisy Autora bloga „Przypomnę, że savoir vivre to sztuka życia szlachetnego, pięknego, podniosłego, nadprzeciętnego, sztuka, która prowadzi do tego, że w naszym życiu jest maksymalnie dużo takich momentów. ” lub „Dobrze wychowanym można być w każdej sytuacji, nawet jeśli jest się w nędzy, ale nie da się bez pieniędzy żyć w pełni w świecie savoir vivre i wtedy następuje przymusowa proletaryzacja. Szlachetność wewnętrzna pozostaje (intelektualna, moralna, duchowa), ale powinna jej towarzyszyć szlachetność zewnętrzna – wszystko w życiu takie człowieka powinno być najlepsze, najpiękniejsze, najwyższej jakości. Nie oszukujmy się zewnętrznie to już szlachetność nie jest (nie jest to bowiem najwyższa jakość). Najwyższą jakość zastępuje namiastka, zgrzebność. Jeśli jesteśmy ludźmi savoir vivre będzie to nas boleć. Dorabianie teorii, by nie bolało może skończyć się proletaryzacją wewnętrzna.”

    Przypomina mi się notatka którą czytałem o Władysławie Boziewiczu – autorze najsłynniejszego Polskiego Kodeksu Honorowego. Ponoć napisał Kodeks po obserwacji, że istnieją co najmniej trzy niespójne porządki: Prawny, Kościelny i Honorowy. (Np. w porządkach Prawnym i Kościelnym nikogo nie można posiekać szablą, a w Honorowym owszem; w Prawnym i Honorowym można się rozwieźć a w Kościelnym nie; itd). Ponieważ Prawny i Kościelny były dobrze zdefiniowane, a ten ostatni nie, postanowił nadrobić brak.
    Wydaje mi się, że Savoir Vivre również jest takim porządkiem, człowiekowi ubogiemu nie można odmówić kultury, czy godności z powodu jazdy tramwajami, ale czy będzie to życie SV , czy proletaryzacja nie wiem i dlatego się pytam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s