Czym jest prostactwo?

Gdy udałem się na spacer z kotem zadzwonił do mnie jakiś człowiek i rozpoczął długą dyskusję na temat prostactwa. Przedstawił pewną wizję, z która absolutnie nie mogłem się zgodzić. Jednak ta dyskusja pozwoliła mi ująć słownie zjawisko prostactwa. I tym się z Państwem podzielę.

Słowo prostactwo pochodzi ewidentnie od słowa prosty odniesionego do człowieka.

Co to znaczy, że ktoś jest prosty?

Oznacza to, że nie osiągnął pewnego podstawowego choćby wykształcenia i poziomu codziennej kultury.

Człowiek prosty może być jednak szlachetny, serdeczny, miły, uczynny, wrażliwy na potrzeby i uczucia innych.

Człowiek taki będzie zatem delikatny i taktowny, zrobi wiele rzeczy tak jak zrobiliby to człowiek ze świata savoir vivre.

Człowiek, który reprezentuje prostactwo jest prosty, ale zarazem posiada jeszcze inne cechy, mianowicie nie jest szlachetny i jest egocentryczny – nie myśli o innych.

Nie będzie on wiec delikatny i miły, serdeczny, a będzie grubiański i nietaktowny.

Gdy prostak zdobędzie wykształcenie i ogładę nie będzie już prostakiem. Będzie poruszał się w ramach etykiety nie łamiąc jej formalnie, ale nadal nie będzie serdeczny i delikatny. Nie będzie jednak już grubiański i nietaktowny. Będzie jednak nadal sprawiał nam przykrości i ranił nas, ale teraz zrobi to w „rękawiczkach”.

Będzie o nim mogli wtedy tylko powiedzieć „ma duszę prosta” albo „ma serce prostaka”, ale nie będziemy mogli powiedzieć, że to prostak.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Czym jest prostactwo?

  1. M. pisze:

    A jak radzic sobie z ludźmi, którzy właśnie ranią nas w taki zawoalowany sposób? (dokuczają nam, ale robią to „w białych rękawiczkach”). Niestety, mam w swoim otoczeniu takich ludzi.

  2. Maria Pina pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,

    Mam dwa pytania odnośnie tak często powracających zaproszeń ślubnych:
    1. Para znajomych zaprasza nas (osobiście, przy spotkaniu w miejscu pracy) na ślub i wesele, a my już w momencie tego zaproszenia wiemy, że nie będziemy mogli być obecni z ważnych powodów i od
    razu ten fakt komunikujemy. Czy w takiej sytuacji należy ponowić odmowę w formie
    listownej?
    2. Mieszkam obecnie za granicą i tu planuję ślub. Nie mam już w Polsce żadnej bliższej rodziny. Do przyjaciół i znajomych będę oczywiście wysyłać zaproszenia pocztą i ewentualnie dzwonić. Problem pojawia się przy chrzestnych… W jednym ze wpisów pisał Pan, że ich młodzi zapraszają osobiście. Ja z moimi chrzestnymi nie utrzymuję żadnych kontaktów (są to dla mnie w zasadzie obcy ludzie), mimo to nie chcę postąpić wobec nich niewłaściwie. Z drugiej jednak strony nie mam ochoty specjalnie wybierać się w podróż tam i z powrotem tylko po to, żeby wręczyć im zaproszenia na wesele, na które i tak z racji odległości raczej się nie wybiorą. Czy da się z tej sytuacji wybrnąć uprzejmie i na odległość?

  3. Pani Marii Pina:
    1. Od razu mówimy, ze nie możemy i sprawa zakończona.
    2. Osobiście zapraszamy tylko tych, którzy są w „rozsądnej” odległości od naszego miejsca pobytu. Ta odległość jest ewidentni znaczna. Warto tylko po wysłaniu zaproszenia ponowić je telefonicznie.

  4. Osobie M: To poważny problem odpowiem po 4 maja.

  5. Stały czytelnik pisze:

    Szanowny Panie,
    temat ślubów jest ostatnio na czasie, toteż mam pytanie z tej dziedziny. Kiedyś już zostało tu zadane, ale zaginęło w powodzi innych postów.
    Zostaliśmy zaproszeni na ślub kuzyna. Nie byłoby w tym nic trudnego, gdyby nie to, że kilka lat wcześniej nasz ślub został zbojkotowany całkowicie przez rodzinę, w tym tego kuzyna, z powodów rzekomo religijnych. Rodzina wysuwała roszczenia co do spraw związanych bezpośrednio z naszym sumieniem i zagroziła, że jeśli się nie podporządkujemy, nie przyjdzie na naszą uroczystość. Od tego czasu nasze kontakty, choć ochłodzone, doraźnie mają miejsce, będąc w mieście rodzinnym nie odrzucamy zaproszeń na kawę z pojedynczymi członkami rodziny, wysyłamy życzenia itp nie domagając się przy każdej okazji przeproszenia. Mamy jednak poczucie, że co innego spotkanie prywatne, a co innego publiczne w okolicznościach i w towarzystwie, które tylko przypominałyby nam koszmarny afront, za który do dziś nie zostaliśmy przeproszeni. Czy w tak ważnej sprawie pasuje przejść nad tym do porządku dziennego i udawać, że było-minęło, a kilka miłych spotkań załatwia sprawę i stosunki rodzinne zostały całkowicie naprawione? Czy napisać odręczny list do kuzyna i jego rodziców wyjaśniający, że dopóki za bojkot nie otrzymamy „zadośćuczynienia”, nie będziemy się dobrze czuli przy takich okazjach? Z góry dziękuję za odniesienie się do moich pytań.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s