Savoir vivre, wykształcenie, zawód

Ten problem wywołał Pan Mateusz: Rozumiem, że wszystkie osoby po studiach technicznych należałoby nazywać rzemieślnikami. Czy tytuł naukowy ma na to jakiś wpływ? A jak wygląda sytuacja z innymi zawodami? Które zawody, w świetle etykiety, są najbardziej stosowne do wykonywania?

Wszystko zależy od tego, co ktoś robi. Może to być praca twórcza a może to być np. tylko konserwacja urządzeń.
Po 1989 r. zaczęto mówić o wprowadzeniu tytułu zawodowego licencjata. Zamysł wtedy był taki, że ten tytuł otrzymują ci, którzy skończyli studia zawodowe i ci, którzy skończyli jakiekolwiek studia zaoczne. Zamierzano podnieść rangę tytułu magistra, który jest tytułem naukowym i ma świadczyć o przygotowaniu do pracy naukowej. Przygotowanie do pracy naukowej zmienia człowieka, zaczyna on być obiektywny (czy intersubiektywny), otwarty naprawdę, dociekliwy, poszukujący, wciąż pogłębiający swoją wiedze i rozumienia, szybko i wciąż się uczy, wszystko chce zrozumieć, nie przyjmuje niczego (poza religią) na wiarę.

Dziś ludzie po studiach (a nawet po doktoracie) często tacy nie są.
Taki powinien być człowiek savoir vivre.

Studia do tego jednak nie są konieczne. Kiedyś ludzie potrafili to wszystko zdobyć w rodzinie i sami. Dziś to coraz rzadsze zjawisko.
Człowiekiem savoir vivre może być człowiek o każdym zawodzie i formalnym wykształceniu, tak jak każdy, kto spełnia pewne warunki, może być człowiekiem honoru honoru. Już ”Kodeks honorowy” Boziewicza mówił o tym, że człowiek honoru nie musi być szlachcicem i nie musi mieć (formalnie) wykształcenia. Musi mieć pewne cnoty, predyspozycje i postawy.

Człowiek savoir vivre zmierza do maksymalnej wolności i niezależności, do tego by jego dochody nie były „proletariackie”. Dziecko z rodziny savoir vivre będzie zatem wybierało wolne zawody (typu architekt, lekarz, adwokat) lub starało się założyć własną firmę.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Savoir vivre, wykształcenie, zawód

  1. Azalia pisze:

    Tytuł magistra jest tytułem zawodowym, Panie Doktorze

  2. Słowo magister oznacza nauczyciela i
    daje przygotowanie i podstawy formalne do doktoratu. Nie wiem jak to jest dziś formalnie, ale zawsze przez wieki był to tytuł naukowy. Skończyłem filozofię. Nie ma takiego zawodu jak filozof. To jest czysta teoria, praca naukowa, anie konkretny zawód.

  3. taka sobie zuzia pisze:

    szkolnictwo wyższe /jeśli się nie mylę/
    – tytuły zawodowe I i II stopnia: magister, inżynier, licencjat, lekarz i pokrewne
    – stopnie naukowe III stopnia: doktor, doktor habilitowany
    – tytuł naukowy: profesor /nadawany przez Prezydenta Państwa Polskiego/

    profesor to także szereg stanowisk pracy

  4. Paweł pisze:

    Panie Doktorze Krajski:
    Według Wikipedii to Czytelnicy mają rację. Proszę, poniżej link:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Tytu%C5%82_naukowy
    Według mnie to Pan ma rację.
    Bo zawód (konkretną pracę) to ma się po zawodówce, technikum lub po inżynierze (uczelnia techniczna). Można na zawodówce skończyć i iść do pracy. Pojęcia nie mam, co mógłbym o magistrach, doktorach i profesorach powiedzieć, o ich pracy.

  5. Panu Pawłowi: cieszę się, że Pan się ze mną zgadza.

    Nie chodziło mi o formę tylko o treść.

  6. Alexandra pisze:

    Alez Panie Pawle, Panie Doktorze,
    lekarz ma konkretna prace i zawod p.t. „lekarz medycyny”, a nie skonczyl ani technikum, ani uczelni technicznej, ani nawet zawodowki…

  7. Paweł pisze:

    Pani Alexandrze:
    Lekarz mający konkretną pracę (w moim rozumowaniu) to taki, który „grzebie” w ciele ludzkim własnymi rękoma. Są to chirurdzy, dentyści i inni podobni, którzy operacje i zabiegi przeprowadzają. To jest konkretna praca. Reszta działa tak jak poloniści, filozofowie, krytycy literaccy i inni. To jest pierwsza kwestia.
    Druga kwestia to taka, że magistrów teraz jest dużo. Większość pracuje fizycznie w knajpach, chłodniach i innych miejscach. Żeby pracować w chłodni nie trzeba było magistra. Żeby pracować w knajpie jako kelner, też nie trzeba było.

    Moi rodzice są po zawodówce (Mama o ile wiem nie skończyła technikum z przyczyn niezależnych od niej), pracują, są kilka młodsi od Pana Krajskiego. To co podstawowe i nawet więcej jest (sprzęty różne, wyjazdy tzw urlopowe, genialna działka). Niestety nie ma sztuki i piękna (teatr, filharmonia, opera) czego żałuję, ale to już jest inne podejście do życia. To jest taki głupi minimalizm i głupia oszczędność wynikająca chyba z życia w Polsce komunistycznej.

    Właściwie to jest dowód tego, że nie wszyscy nie muszą i nie potrzebują studiów. Jednocześnie z tego wynika, że tacy ludzie nie zdają sobie sprawy, że wiele rzeczy można ułatwić, uprościć i może jednocześnie zachowana być pewna, że tak powiem, elegancja, skromność, prostota, a więc piękno. I czasami zdarza się, że jeśli uda się tym ludziom utrzymać piękno na zewnątrz, to niestety wewnątrz panuje bałagan. Lub na odwrót.

    Kiedyś był taki film amerykański o sprzątaczu, który miał „świetny łeb” do nauki, był genialny. Rozwiązał zadanie matematyczne w kilka minut, nad którym naukowcy i profesorowie głowili się kilkanaście tygodni (albo i dłużej). Też nie miał studiów, ale nie zdawał sobie sprawy, że mógł odkryć wiele rzeczy i popchnąć naukę w przód. Mógł kilka godzin dziennie poświęcić na pracę z naukowcami, profesorami itd, mieć kupę kasy z tego powodu i pić piwo z kolegami w barze, lub spędzać czas z dziewczyną. Niestety, wybrał tylko ostatnią opcję.

    W technikum mam / miałem kolegę (teraz są matury), który też jest bardzo zdolny, ale ćpa różne dziwne rzeczy. Rok oblał. Nie bierze niczego na poważnie, ale chyba nie zdaje sobie sprawę z tego, że siebie niszczy.

    A ja biorę przykład z kolegi. Staram się nie przejmować, ale nie niszczę siebie, staram się doceniać piękno i w miarę możliwości finansowych korzystać z dobrodziejstw sztuki. Szkoda tylko, że nie mam talentu jak ten sprzątacz, bo wtedy i mnie by pomogło (więcej sztuki i piękna) i ja bym mógł pomóc. I zdecydowanie jestem za tym, by łączyć piękno z prostotą i minimalizm z użytecznością (pięknie skromnie prosto czyli chyba elegancko, prostota czyli i minimalistycznie i użytecznie, ale nie oznacza to bałaganu, chaosu, brzydoty wewnętrznej).

  8. Wojtek pisze:

    Wiem, że to już dywagacje odbiegające od tematu SV, ale warto znać fakty.
    Według PISA (agendy ONZ badającej edukację) Polska jest krajem, gdzie najwięcej osób zdobywa tytuł magistra na świecie. (Bada się to w ten sposób, że w określonym przedziale czasu, patrzy się, ile osób w dniu swych trzydziestych urodzin ma tytuł magistra).
    W Polsce ten współczynnik wynosi w ostatnich latach ok 75%. Dla porównania w Niemczech, ten wskaźnik jest najniższy w UE i wynosi ok 25%. (co pokazuje, że mamy wielką „nadprodukcję” magistrów). Niestety ilość nie przekłada się na jakość.
    Jest oczywiste, że wykształcenie przestało w jakikolwiek sposób kwalifikować do elit narodowych (bo elity nigdy nie mogą się rozrosnąć do 75%). Natomiast pracodawcy oczekują wykształcenia nawet szukając pracownika „na kasę” w sklepie. To wymusza zdobywanie wykształcenia na kolejnych rocznikach.

    Niestety zupełnie w ten sposób zatracono indywidualizm studiów i relację uczeń-mistrz. No może za wyjątkiem kierunków typu astronomia, gdzie na pierwszy rok przyjmuje się 7 studentów, a kończy ją dwóch.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s