Jeszcze raz o usadzaniu gości w samochodzie

Opisałem na blogu szczegółowo sposób usadzania oficjalnych gości w samochodzie. Nie opisałem jednak sposobu usadzania w samochodzie osób nieoficjalnych, a zatem np. naszych przyjaciół.

W tym wypadku obowiązuje bezwzględnie jedna zasada: pytamy gościa: „Gdzie chciałbyś usiąść?”.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Jeszcze raz o usadzaniu gości w samochodzie

  1. M. pisze:

    A ja mam takie pytanie: jak reagowac, gdy ktoś nas pyta o cenę czegoś, co kupiliśmy?
    Przykładowa sytuacja: „ładny masz sweterek, gdzie kupiłaś, ile za niego dałaś?”
    Niby komplement, a jednak próba zdobycia informacji o naszych wydatkach. Dodam,
    że autorki pytań nie należą do rodziny, to bardziej znajome niż przyjaciółki.
    Naprawdę nie mam ochoty odpowiadac na takie pytania, miałam już sytuacje, gdy odpowiadałam, a reakcja była w takim stylu: „ojej, to strasznie drogo…” albo „przecież można kupic identyczny na bazarku za 30 zł”. Kiedy byłam młodsza, zaniżałam ceny w odpowiedziach, bo spodziewałam się takich reakcji jak wyżej, ale to było głupie… byłam nastolatką i miałam w swoim otoczeniu wiele zawistnych dzieci.

  2. Kazimierz Krynicki pisze:

    Szanowny Panie Doktorze,

    Przyznam szczerze – jestem w kropce. Wiem, że temat był poruszany, ale też nie jakoś przesadnie intensywnie. Chodzi mianowicie o obronę pracy magisterskiej. Sam osobiście kiedyś pytałem Pana Doktora o to, czy wypada dać promotorowi butelkę dobrego alkoholu oraz jaki to powinien być trunek. Rzecz w tym, że w moim przypadku – i nie mam o to do promotora żadnych pretensji, wręcz przeciwnie (!) – pisanie mojej pracy magisterskiej odbyło się praktycznie w stu procentach samodzielnie. Promotor pomógł mi tylko sformułować wybrany przeze mnie temat i kilka rozdziałów pracy. I teraz – z tego co zdążyłem się zorientować – opinia braci studenckiej oraz niektórych absolwentów jest dosyć podzielona – czy należałoby i czy w ogóle wypada dać promotorowi jakikolwiek upominek w sytuacji, gdy i ja i on wiemy, że promotor nie wykonał – oględnie mówiąc – nazbyt wielkiej pracy przy opiekowaniu się swoim podopiecznym. Krótko mówiąc, mam wrażenie, że okazywanie wdzięczności w formie materialnej będzie w tej sytuacji większym nietaktem niż jej nieokazanie – promotor może być skrępowany całą sytuacją i uznać ją za dość fałszywą. Co Pan Doktor o tym sądzi? Co wtedy z kwiatami dla członków komisji? Są one zawsze niezbędne?

  3. oczarowana pisze:

    Obawiam się, że się Pan myli. Jeśli jedziemy z przyjaciółmi to obowiązuje zasada: najsprytniejszy z przodu, najchudszy z tyłu pośrodku. 🙂

  4. Panu Kazimierzowi Krynickiemu: niedługo odpowiem.

  5. Pani M: niedługo odpowiem.

  6. Alicja pisze:

    Panie Doktorze, jeszcze raz dziękuję za ostatnio udzieloną odpowiedź. Wygląda na to, że również stanę się Pana stałą czytelniczką.
    Tymczasem nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie, które odpowiedzi dotychczas na blogu nie znalazłam: jak się zachować, gdy ktoś odwozi nas samochodem lub odprowadza do domu pod same drzwi? Dotychczas wydawało mi się, że w ramach rewanżu (oczywiście o ile nie jest to środek nocy) zawsze wypada przynajmniej zaproponować takiej osobie wejście na herbatę lub kawę. Ale czy stopień naszej zażyłości odgrywa w tym przypadku jakąś rolę? Przyjaciela zaprosiłabym tak czy inaczej, ale jak postąpić w przypadku, gdy podwozi nas np. szef albo kolega/koleżanka, z którymi na co dzień nie utrzymujemy intensywnych towarzyskich kontaktów?

  7. Alexandra pisze:

    Podczas jazdy prywatnym samochodem gore nad wymogami bon-tonu musza brac wymogi bezpieczenstwa.
    Z przodu siedzi ten, kto sie do tego nadaje lub ten, kto wie, dokad jechac (np. zna adres, juz tam byl, smialo spyta o droge, umie czytac mapy…).
    Gdy z przodu – przez szacunek – siedzi przyglucha i przyslepa babcia, ktora ze strachu chwyta za kierownice albo krzyczy „uwazaj!” jest to niebezpieczne. Niestety babcie trzeba wtedy posadzic z tylu z wnukami, nawet, jezeli poczuje sie urazona.
    Mielismy tez raz taka sytuacje:
    Z przodu nasz gosc (obcojezyczny), bo wsiadl pierwszy, z tylu syn z mapa i adresem. Jedziemy zwiedzac Polske. Skutek: syn mowiac do mnie wychylal sie miedzy siedzeniami, a gdy trzeba bylo pytac o droge, wychylal sie miedzy gosciem (obcojezycznym) a oknem.
    Matka – o ile nie prowadzi oczywiscie – powinna siedziec z tylu ze swoim dzieckiem, a jezeli dzieci sa male i znudzone dluga jazda, to najlepiej pomiedzy nimi, i czyms je zajmowac.
    Wszystko musi byc ustawione tak, zeby kierowca mogl bezpiecznie dowiezc pasazerow na miejsce.

    … i jak slusznie zauwazyla Pani oczarowana, tusza tez odgrywa pewna role…

  8. Aleksandra P. pisze:

    Odnośnie pytania Pana Kazimierza Krynickiego opowiem swoją historię z magisterką. Sformułowałam temat, wybrałam promotora, który jak mi się wydawało, będzie odpowiedni do tej gałęzi matematycznej wiedzy (logika) i zaczęłam pisać. Pisałam dość regularnie, systematycznie też przesyłałam kolejne fragmenty do promotora i w miarę często spotykaliśmy się na konsultacjach. I to by było na tyle, jeśli chodzi o pozytywy. W połowie semestru zorientowałam się, że nie jest dobrze, ponieważ promotor nie miał żadnych, większych, merytorycznych uwag do mojej pracy. Więcej wniosków i konstruktywnej krytyki otrzymałam na seminariach magisterskich, gdzie prezentowaliśmy nasze powstające prace przed innym, niż mój promotor, wykładowcą. Po pierwszym semestrze okazało się, że jeden z magistrantów mojego promotora, w ogóle nie został dopuszczony do obrony ze względu na jakość pracy. Wtedy się zestresowałam, ale było już za późno na zmianę strategii, więc trzymałam się do końca swojej wersji. Na godzinę przed obroną mój promotor podszedł do mnie z nietęgą miną zdradzając opinię recenzenta. Nie było źle, ale najlepiej też nie. Promotor zaczął się tłumaczyć i stwierdził, że najwidoczniej nie nadaje się do tego typu tematów prac. Do zasług doktora muszę doliczyć jego aktywny udział w obronie i razem zdołaliśmy odeprzeć zarzuty recenzenta tak, że całość wypadła lepiej niż dobrze. Miałam przygotowany podarunek: przepięknie ilustrowany album malarstwa impresjonistycznego i do dzisiaj nie żałuję, że go wręczyłam, mimo iż promotor mi za wiele nie pomógł, a wręcz mógł zaszkodzić. I choć też był tego świadomy, ucieszył się, aczkolwiek z pewna rezerwą.

  9. Pani Alicji: odpowiem niebawem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s