Savoir vivre i piękne chwile

Przypomnę, że savoir vivre to sztuka życia szlachetnego, pięknego, podniosłego, nadprzeciętnego, sztuka, która prowadzi do tego, że w naszym życiu jest maksymalnie dużo takich momentów. Momenty te kreujemy w sytuacjach codziennych i uroczystych. Szukamy też ich, takich specjalnych, wyjątkowych.

Podam trzy przykłady.

Gdy miałem 17 lat poznałem na Konkursie Chopinowskim Polkę z Wielkiej Brytanii, która miała 87 lat. Przyjaźniliśmy się potem przez wiele lat. Poznałem ja w ten sposób, ze nie mogła, z powodu słabego wzroku znaleźć wśród wielu biletów bilet na ten koncert, a bileter nie chciał jej pomóc i kazał je odejść. Wziąłem od niej te bilety i znalazłem właściwy.

Była ona jedną z moich nauczycielek życia. W ramach mojego „kształcenia” opowiedziała mi historię, która zdarzyła się w jej życiu pół roku wcześniej. Pani miała sporo pieniędzy i gdy dowiedziała się o jednej „zwariowanej” imprezie wykupiła w niej swój udział.

Samolotem, razem z innymi, poleciała do Nowego Jorku. Stamtąd mniejszym samolotem polecieli w pobliże Wielkiego Kanonu. Z lotniska specjalnymi dżipami pojechali and wielki kanion. Na jego brzegi postawiona była estrada, na której stał fortepian. Obok niej stały krzesła. Gdy na nich usiedli ich twarze zwrócone były na Zachód. Gdy słońce zaczęło zachodzić i stało się pomarańczowe na estradę wszedł pianista i zaczął grać utwór kompozytora, którego nazwiska dziś nie pamiętam, utwór pt. „Zachód słońca nad Wielkim kanionem”. Słuchali muzyki, patrzyli an zachodzące śle, widzieli jak kanion pogrąża się w mroku. Gdy zapadły całkowite ciemności pianista zagrał ostatnie takty utworu. Kilka minut siedzieli w ciszy. Potem wsiedli do dżipów pojechali do hotelu, a następnego dnia odlecieli do Wielkiej Brytanii.

Jakieś dziesięć lat temu prowadziłem dla studentów TWU (Tajny Wędrujący Uniwersytet). Wjeżdżaliśmy do pięknych miejsca Słowacji i tam prowadziłem wykłady. Wykłady były np. pod wodospadem, w jaskimi, na szczytach gór, na placach starówek. Kiedyś, gdy wracaliśmy przez Kraków i mieliśmy w nim przesiadkę po północy i musieliśmy czekać na następny pociąg dwie godziny przeprowadziłem wykład pod pomnikiem Mickiewicza obok Sukiennic.

Pewnego razu przyjechaliśmy do Terchowej w wysokich, skalistych górach o nazwie Mała Fatra. Pierwszego dnia padał deszcz, niebo było zachmurzone. Studenci chcieli bym zrobił wykład w którejś z restauracji. Ja pociągnąłem ich w góry. Najbardziej narzekały niektóre studentki. Wspinaliśmy się ścieżką przez ciemny, wysoki las. Deszcz siąpił i było zimno. Po dwóch godzinach dotarliśmy na polanę, czy raczej jeden ze szczytów, który był łysy (porośnięty tylko trawą). Wszyscy znieruchomieli. Tu świeciło słońce, niebo było bez jednej chmurki i było bardzo ciepło. Nie było wiatru. W dole widać było tylko wielkie, aż po horyzont morze chmur, z którego wystawały pojedyncze, zalane słońcem, skaliste szczyty gór. Cisza aż dźwięczała w uszach. Studenci stali i patrzyli. Stałem wśród nich i miałem łzy w oczach, a potem wyszedłem przed nich i spojrzałem na ich twarze. Wiele osób płakało.

1-4 maja spędziłem z żona i czwórką przyjaciół w Drohiczynie. Wynająłem dom, w którym byłem już jakieś 7-8 lat temu. Wynająłem go ze względu na widok, który się z niego roztaczał. Dom stoi dwa kilometry za Drohiczynem na szczycie góry. Ma wielki taras zwrócony w stronę widoku doliny Bugu. Po jakiś 5 km widok ten kończy się na przeciwległych wzgórzach.

Drugiego wieczoru było bardzo chłodno. Rozpaliliśmy ogień na kominku i skupiliśmy się wokół niego. Gdzieś koło północy wyszedłem na taras. Księżyc był w pełni. Jego srebrne światło zalewało dolinę. Śpiewały z czterech stron cztery słowiki. Normalnie z tarasu nie widać wijącego się w dole Bugu. Zasłaniają go drzewa. Teraz widziałem rzekę na przestrzeni kilku kilometrów. Była to rzeka płynącej korytem Bugu, nad wodą, mgły.
Patrzyłem i słuchałem śpiewu słowików. To była przepiękna chwila. Jedna, druga, trzecia, dziesiąta.

Poszedłem spać gdzieś około 2,00. Pokój, w którym mieszkałem z żoną miał okna na ten widok. Obudziłem się o 6,00. I wyjrzałem przez okno. Dolina była cicha, wypełniona mgłą, zalana słońcem. Udało mi się to sfotografować, choć fotografie nie oddają nawet części tego, co mogłem zobaczyć na własne oczy i nie tylko zobaczyć, ale i odczuć wszystkimi innymi zmysłami.

Życzę Czytelników bloga wielu takich, podobnych i innych, pięknych chwil.

Drohiczyn  15 068Drohiczyn  15 069Drohiczyn  15 070

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozofia savoir vivre. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Savoir vivre i piękne chwile

  1. Paweł pisze:

    Widok piękny.
    Tak sobie pomyślałem, że czas kiedyś wybrać się rowerem wokół Wisły i porobić kilka zdjęć aparatem o tej porze.

    W chyba drugiej klasie szkoły gimnazjalnej (około 5 lat temu) poszliśmy nad tamę włocławską. Było to jesienią (lub wiosną, ale raczej jesienią). Te wyjście było związane z patronem szkoły, księdzem Jerzym Popiełuszko.
    Szczegółów technicznych nie pamiętam (co kto jak i kiedy zrobił), ale widok Wisły zapadł mi w pamięć. Była wtedy mgła tak gęsta i powszechna, że ledwo widzieliśmy poziom wody (kilkanaście metrów w dół). W ogóle nie widzieliśmy brzegów, nie widzieliśmy też Katedry i zakładów azotowych oddalonych kilkanaście kilometrów dalej (których kominy – jak ktoś lepszy wzrok – jest w stanie bez problemu rozpoznać z tamy). Gdy staliśmy mniej więcej na środku, to nie widzieliśmy żadnych budynków, ani nawet krzyża (które są przy samej tamie, bardzo blisko).
    Był to bardzo piękny widok z dwóch powodów. Pierwszy to natura i jej, że tak powiem, możliwości. Drugi, o którym pomyślałem przed chwilą, to taki, że tak gęsta mgła może być różnie interpretowana, np religijnie, lub jak z epoki romantyzmu.
    Żałuję, że nie zrobiłem wtedy żadnych zdjęć.

  2. Mila pisze:

    Dzień dobry,
    Przeglądam Pana bloga dosyć często i podziwiam z jakim zaangażowaniem prowadzi go Pan. Pierwszy raz ośmielam się zadać Panu pytanie. Natrafiłam w internecie na zdjęcia ze ślubu jednego ze znanych dziennikarzy i moją uwagę przykuł fakt, że pan młody zdecydował się na założenie odznaczenia. W polskich warunkach nie spotkałam się z takim zachowaniem. I tutaj nasuwa się moje pytanie: Jak to jest z medalami i odznaczeniami? W jakich sytuacjach wypada je nosić? Do jakich strojów kobiety i mężczyźni mogą nosić odznaczenia? Byłabym bardzo wdzięczna za wpis na ten temat.
    P.S tu jest link do zdjęć http://film.onet.pl/andrzej-soltysik-i-patrycja-czop-wzieli-slub-w-krakowie/0dt8zp

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s