Wypowiedź Pana Alusia, pod którą się podpisuję

Wiedziałem, że pod tym artykułem rozwiąże się worek wszystkich tych, którzy jeżdżą zbiorkomem, ale nie chcą stawić czoła faktom. Niestety, prawda materialna ma tę paskudną właściwość, że jest odporna na nasze pobożne życzenia i próby kreacji rzeczywistości. Jeżeli ktoś chce jeździć tramwajem, to niechaj jeździ. Ale musi mieć na uwadze fakt, że jest to jakaś forma proletaryzacji, odarcia się od pewnej lepszej jakości, niż w przypadku podróży samochodem. To właśnie w samochodzie można wybrać trasę – czy, będzie ona prowadziła przez miejsca oferujące atrakcyjne widoki, wybrać muzykę, w spokoju zapalić papierosa czy nie być narażonym na nietypowe zachowania innych pasażerów – bo w ostateczności możemy swobodnie dobierać sobie towarzystwo podróży.

A co do tego, że członkowie brytyjskiego parlamentu jeżdżą zbiorkomem. Cóż, ludzie bogaci zazwyczaj są ekscentryczni i widocznie oddają się także i takim ekstrawagancjom. Ale ja osobiście nie wyobrażam sobie jeżdżenia komunikacją miejską. Nie tylko z powodów wyżej wymienionych, ale także i ze względu na czas. Gdybym miał do pracy jechać zbiorkomem zajęłoby mi to prawie godzinę z przesiadką na marznięcie na przystanku. Samochodem trwa do kwadrans.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Savoir vivre na co dzień, Sproletaryzowanie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Wypowiedź Pana Alusia, pod którą się podpisuję

  1. Pięknowłosy pisze:

    A mnie ta wypowiedź, zwłaszcza określenia(„zbiorkom”) zalatuje bardzo niskich lotów snobizmem. Pana Alusia pewnie mamusia woziła do szkółki samochodem codziennie, ale nie każdy był francuskim pieskiem i nikomu to nie odejmuje.

  2. czytelnik pisze:

    Proszę Pana!

    Pana poglądy niszczą demokratyczną tkankę społeczną. Demokracja wymaga wspólnoty narodowej, do której należą i bogaci i biedni. Nie jest ważne kto jak jeździ ale wspólna tradycja kultura. Pan proponuje świat atomów swobodnie kursujących swoimi samochodami, palącymi, zaniesczyszczającymi środowisko naturalne spalinami z rur wydechowych, trąbiącymi na siebie i oddzielającymi się od ludu pracującego, który podróżuje Komunikacją Publiczną.
    Jestem dumny z życia w rozwiniętym względnie Państwie, które zapewnia mi Komuinikację Publiczną,Opiekę Zdrowotną, Państwową Edukację itp. POsiadanie samochodu nie jest tytułem do chwały, gdyż wynika ze splotu wrodzonych (niezasłużonych) zdolności, wychowania (niezasłużonego), urodzenia w takim a nie innym miejscu i czasie oraz łutu szczęścia. Ponieważ bogactwo w małym stopniu jest efektem zasługi bogaci posiadacze samochodów zobowiązani są do PODZIELENIA SIĘ Z BIEDNYMI A NIE CHWALENIA SIĘ POSIADANYMI DOBRAMI MATERIALNYMI.

  3. Marcin pisze:

    Też podpisuję się pod tym komentarzem. Przytoczę banalną historyjkę z mojego życia, otóż będąc studentem mieszkałem w miejscowości oddalonej o około 30 km od miasta, w którym była moja uczelnia. Pierwsze 2 lata studiów dojeżdżałem każdego dnia na zajęcia masówką, z mojej miejscowości były to albo tzw. busy albo PKS, przeważnie jeździłem busami i nie wspominam tych chwil jako przyjemne bo zazwyczaj jechało się na stojąco w takim ścisku jak sardynki w puszce. To jednak nie było najgorsze, najgorsze były sytuacje kiedy trafił się osobnik typu menel i roztaczał wokół siebie aromaty inne niż paryskie perfumy. Potem jeszcze na miejscu musiałem dobijać się autobusem lub/i tramwajem do uczelni. Jak zaczynałem zajęcia o godzinie 8:00 to pobudkę miałem o godzinie 5:20, jak kończyłem zajęcia o 19:00 to do domu dobijałem na 21:00. Nie wspominam już o różnych innych większych lub mniejszych przykrościach, na które człowiek był narażony. Pod koniec drugiego roku kupiłem sobie pierwszy samochód (i już nigdy dobrowolnie nie zamienię własnego transportu na masówkę). Podsumowanie będzie takie – mój przyjaciel, z którym razem studiowałem a mieszkał w mieście uniwersyteckim, dłużej podróżował przez te kilka kilometrów zbiorkomem niż ja z mojej miejscowości swoim samochodem pod drzwi uczelni.

  4. Poet pisze:

    W Warszawie szybciej się dojedzie do celu zbiorkomem niż samochodem, bo unikamy w ten sposób półgodzinnego szukania miejsca parkingowego.

    Inna sytuacja. Kiedyś pracowałem w miejscu oddalonym o godzinę jazdy autobusem. W skali roku wychodzi prawie miesiąc. Miesiąc w roku wyrwany z życia. De facto zmarnowany ogrom czasu. Dojeżdżając samochodem można było skrócić ten czas skrócić o połowę. Wciąż to jednak byłyby 2 puste tygodnie w roku. Tymczasem jeżdżąc autobusem zagospodarowałem czas czytaniem. Przeczytałem na tamtej trasie wiele książek. I co tu jest gorsze: dodatkowy miesiąc w roku na czytanie czy 2 tygodnie przesiedziane bezproduktywnie w samochodzie?

  5. Wojtek pisze:

    Panu Poet,
    W samochodzie można słuchać radia, płyt lub audiobooków, uczyć się języków obcych, rozmawiać przez telefon lub przeznaczyć czas na relaks.

  6. czytelnik pisze:

    Informuję,że nie można, gdy należy się skupić na kierowaniu.
    Dziękuję.

  7. Aluś pisze:

    Zatem kolejno:
    Panu Pięknowłosemu – to nie jest ten poziom rozmowy, który mi odpowiada. Jeżeli chce pan powiedzieć coś merytorycznego czy nawet w najbardziej agresywny sposób zaatakować moje poglądy – zapraszam i zachęcam. Osobiste wycieczki będę ignorował.

    Panu Czytelnikowi – wspólnota narodowa nie polega na tym, że wszyscy będziemy jeździć autobusami (bo przecież nie wszystkie miasta mają tramwaje). Istotą wspólnoty narodowej jest podzielanie pewnych idei, wartości, związek z tym samym krajem, jego historia etc. Co zaś odnosi się do samego meritum, czyli zarzutu ekologiczności: ostatnio jechałem za Jelczem, który co dodawał gazu to wychodziły z niego takie kłęby czarnego dymu, jakby papieża wybierał. A w moim samochodzie aktywował się czujnik nocy.

    Panu Poet – ja nie potrafię się skupić w autobusie na lekturze. W autobusie tylko się stresuję obecnością innych pasażerów oraz zwracam uwagę na kulturę jazdy kierowcy. Więc czas ten jest i tak zmarnowany. Tyle, że dla mnie w skali roku jest to różnica 16 pełnych dni. Jakoś jestem w stanie wyobrazić sobie lepsze metody spędzenia tego czasu.

    Odnosząc się jeszcze do dwóch pierwszych komentarzy pragnę zaznaczyć, że zazdrość to bynajmniej nie jest cnota savoir-vivre. Skoro zdecydowali się panowie obrać savoir-vivre jako ścieżkę życia to powinni panowie także rozwijać w sobie cnoty, w tym także i cnotę życzliwości jako tę, która jest tradycyjnie przeciwstawiania zazdrości.

  8. dziad bojowy pisze:

    Kwestię tę rozstrzygną przyszłe dziesięciolecia, gdzie dostępność i cena paliw kopalnych jednoznacznie określą rozdział i sposób użytkowania pojazdów spalinowych.
    Przesadne poleganie na złudnym wrażeniu nieograniczenia paliw doprowadziło właśnie do tego typu dyskusji.
    Uważam, że dziś, w XXI wieku w złym tonie jest dopuszczanie ruchu samochodowego do centrów miast i utrudnianie poruszania się w nim pieszym. Polecam Wiedeń jako przykład miasta, z którego możemy czerpać wiedzę na temat kultury jazdy i hierarchii w komunikacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s