Ateista w kościele – raz jeszcze

Ten problem zgłosił Pan Marcin: Nie przypominam sobie by jakikolwiek ksiądz się wypowiadał, że ateista ma klęczeć. Ale mam dojścia, znam kogoś bliskiego rzecznikowi Episkopatu Polski. Jeśli stwierdzi, że nie ma takiego obowiązku to nie ma. I tyle.

Wypowiedź księdza będzie dokonana w perspektywie przepisów kościelnych. Ja ukazuję problem w perspektywie savoir vivre.

W ten perspektywie zasady są następujące: nie powodować negatywnych reakcji, nie ranić, nie denerwować, nie gorszyć, szanować aksjologię i uczucia innych, stosować się do obyczaju gospodarzy.

Czy ateista wejdzie do kościoła z tabliczka na piersi „Jestem ateista”?

Powinien uklęknąć z szacunku dla innych i by zastosować się do obyczaju gospodarzy i aby nie ranić czy choćby denerwować innych. Jeśli nie chce tego zrobić na ten czas powinien opuścić kościół.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii W Kościele. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Ateista w kościele – raz jeszcze

  1. Oczarowana pisze:

    Przepraszam, ale w jaki sposób stanie w milczeniu rani czyjekolwiek uczucia? Lub siedzenie z tyłu i obserwacja?

    Żaden ateista nie pójdzie do kościoła z własnej potrzeby. Zwykle są to naciski rodziny i komentarze pt. „Bo wypada”. Kiedy bylam w kościele weszłam, nie zamoczyłam ręki w wodzie ani nie uklękłam, usiadłam w ławce i tak siedziałam przez godzinę nie zmieniając pozycji.

    Dla każdego świadomego człowieka to jego uczucia powinny być najważniejsze, uczucia innych są dopiero na drugim miejscu. Dla mnie klękanie byłoby upokarzające i upadlające i nikogo nie powinno interesować, czemu się na to nie zgadzam.

  2. Nie musi Pani wchodzić do kościoła. Mozę Pani stać w drzwiach jako ostatnia. Nie będzie się Pani wtedy rzucać w oczy.

    Pierwsza zasada savoir vivre: reguły zachowania określa gospodarz. Jeśli ktoś ich nie przyjmuje opuszcza dom.

  3. Lucyna pisze:

    Na pierwszej lepszej stronie o Turcji stronie stoi bardzo rozsądnie „W porze modlitwy osoby, które nie wyznają islamu, nie powinny wchodzić do meczetu. Odbywają się one 5 razy dziennie oraz w piątek – dzień święty.” Naprawdę nie rozumiem dziwnego uporu ateistów w tej kwestii. Chcą uczestniczyć, ale nie chcą okazywać uczestnictwa. Może chcą po prostu zamanifestować swoją obojętność czy niechęć do tego, co się tam dzieje?

    Z jednej strony pani Oczarowana pisze, że to naciski rodziny zmuszają ateistów do przebywania w kościele, z drugiej pisze, że dla świadomego człowieka to jego uczucia mają być najważniejsze. To czym się kierują ateiści w tej kwestii, naciskami rodziny, czy swoimi przekonaniami? Sądzę, że kiedy ktoś zaprasza do uczestnictwa w obrzędach religii, w których nie chce się uczestniczyć, np. z okazji ślubu, to żeby manifestacyjnie nie okazywać swojego podejścia do tej wiary przy ważnej dla zapraszających okazji, ani nie powodować oburzenia, najlepiej pojawić się o wyznaczonej porze w wyznaczonym miejscu, przywitać się z odpowiednimi osobami, całą ceremonię dyskretnie przeczekać na zewnątrz, po czym złożyć życzenia razem z innymi. Przecież to naprawdę proste.

  4. Paweł pisze:

    O ile różne odłamy chrześcijaństwa (z domu ‚jestem’ katolikiem, byłem kilka razy u protestantów) są dosyć „wolnościowe”, o tyle takie podejście wśród muzułmanów mogłoby stać się dla nas problematyczne. Wśród żydów pewnie trochę też. Więc pierwsza zasada SV, o której pisał Pan Krajski w komentarzu wyżej, jest najbezpieczniejsza dla wszystkich. Bo pewnie wielu z nas słyszało, co dzieje się z chrześcijanami wśród muzułmanów. A najbezpieczniej byłoby unikać i kłótni religijnych i politycznych, bo tak na prawdę to do niczego nie prowadzi.

  5. Aluś pisze:

    Ja w kościołach stosuję zasadę, że jak wszyscy stoją, to ja także, a gdy siedzą lub klęczą, to siedzę. Ponieważ siedzę wokół osób mi bliskich, to nikt z dalszych rzędów ławek nie widzi czy tak naprawdę siedzę, czy klęczę. Wilk syty i owca całą.

  6. mroovkoyad pisze:

    Pani Lucyna pisze: „Naprawdę nie rozumiem dziwnego uporu ateistów w tej kwestii. Chcą uczestniczyć, ale nie chcą okazywać uczestnictwa”.
    Skąd u Pani takie doświadczenia? Czy spotkała Pani kiedykolwiek ateistę, który z uporem chciałby uczestniczyć w mszach?
    Otóż nie. Ateiści nie chcą uczestniczyć w mszach. Z reguły chcą tylko by zostawiono ich w spokoju. Dlaczego jednak niektórzy chodzą na msze? Powody są różne. Jedni nie mają na tyle silnej woli czy odwagi, inni nie mają wyboru (np muszą stosować się do woli rodziców, dopóki są na ich utrzymaniu. Kolejni mogą wręcz poświęcać się by nie ranić uczuć bliskich osób. Ja np. obiecałem swojej matce, że nikt spoza najbliższej rodziny nie dowie się o moim agnostycyzmie i apostazji (z jakichś powodów uważa ona, że to coś w rodzaju wstydu dla rodziny).

  7. Marcin pisze:

    Skoro ateista nie jest osobą wierzącą, to uczestniczenie w chrzcinach np kogoś z bliskiej rodziny nie jest żadnym „poświęceniem”. Chyba mylimy „ateistę” z wojującym antyklerykałem. A nie stosowanie się do „klękania” i „stania” w należytych momentach jest równoważne np. machaniu flagą UPA na zebraniu kresowiaków. To nic, że ktoś ma inne poglądy na temat działalności UPA, przyszedł na spotkanie kresowiaków.

  8. Bledus pisze:

    „Stanisław Krajski pisze:
    Czerwiec 16, 2015 o 21:27
    Nie musi Pani wchodzić do kościoła. Mozę Pani stać w drzwiach jako ostatnia. Nie będzie się Pani wtedy rzucać w oczy.

    Pierwsza zasada savoir vivre: reguły zachowania określa gospodarz. Jeśli ktoś ich nie przyjmuje opuszcza dom.”

    Panie Stanisławie, zauważam tu pewien brak konsekwencji z poprzedniki wpisami. Problem zupełnie odmienny acz analogiczny: historia Pani zmuszanej do palenia papierosów pod blokiem. Z obecnego wpisu wynika, że gospodarz miał pełne prawo żądać od niej by zjechała windą na dół i wyszła na mróz.
    Przecież gospodarz powinien troszczyć się by gość czuł się jak najmniej zakłopotany (o ile jego zachowanie nie jest profanacją miejsca), w związku z tym nieuczestniczenie w obrządku w sposób aktywny i usunięcie się na koniec kościoła jest rzeczą jak najbardziej do przyjęcia.
    Zajęcie miejsca w pierwszych rzędach i nieuczestniczenie, odebrałbym już jako ostentacyjne.

  9. Lucyna pisze:

    Do Mroovkoyad: Jesteśmy w dzisiejszych czasach w Europie nieco „rozbylejaczeni” bylejakim podejściem do sacrum. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby w jakiejkolwiek innej religii tolerowana była obojętność i bierność w najważniejszych momentach sprawowania kultu. To, co Pan opisuje to osobiste problemy pewnych osób, których to problemów współczuję, ale czyjś brak silnej woli, odwagi, czy niezależności nie może stanowić podstawy dla zasady ogólnej. Zgadzam się z dr. Krajskim i popieram jego propozycję zasady ogólnej przedstawioną wyżej.

  10. Gdy pisałem o palaczu pisałem o osobie zaproszonej i to do prywatnego domu.

    Kościół nie jest prywatnym domem i ateiści nie są do niego zapraszani.

    Kościół to miejsce kultu, do którego przychodzą ci, którzy wietrzą, że jest w nim żywy, prawdziwy Bóg.

  11. Bledus pisze:

    1.Nadal jest u wielka niekonsekwencja, „Pierwsza zasada savoir vivre: reguły zachowania określa gospodarz. Jeśli ktoś ich nie przyjmuje opuszcza dom.” , w domyśle gospodarz w prywatnym domu miał wszelkie prawo by wyprosić swojego gościa na zewnątrz z papierosem. Pani miała wybór albo palić na zewnątrz albo opuścić gościnę? W takim razie tamten temat i oburzenie względem zachowania gospodarz były całkowicie bezzasadne.
    2. Wiele lat temu jak brałem udział w wymianie międzynarodowej z francuzami, bardzo dziwiło mnie, że wchodząc do kościoła nie robią znaku krzyża. Powód był jeden, który uświadomiłem sobie wiele lat później, wszyscy wchodziliśmy do kościoła w czasie dostępnym dla zwiedzających, nie podczas mszy. Celem było zwiedzanie, nie modlitwa. A nasi goście byli osobami niewierzącymi. Miejsce to samo, ale cel wejścia pozwala (i odpowiednia pora) pozwala w pewien sposób oddzielić sferę sacrum od sfery o charakterze muzealnym.
    3. Gdy moje dziecko jest chrzczone bądź przystępuje do komunii świętej, to ja jako rodzic zapraszam na uroczystość w kościele i ewentualni na późniejsze świętowanie w domu. Nie jestem faktycznie gospodarzem miejsca, ale na czas trwania uroczystości poniekąd przejmuję część obowiązków (obowiązki to właściwe słowo, wiedzą to Ci którzy nie ograniczają się jedynie do przyjmowania księdza po kolędzie, ale czynnie uczestniczą w życiu parafii). Jak dla mnie większym nietaktem jest „udawanie”, że bierze się czynny udział we mszy świętej niż ciche obserwacja z tyłu kościoła. Moi goście chociaż są niewierzący, wiedzą że jest to rytuał i symbolika ważna dla mojej rodziny, w szczególności dla osoby mającej otrzymać sakrament. Z tego powodu chcą być świadkami tego zdarzenia, choć sami nie wierzą. Wolę po stokroć taką sytuację niż udawanie, i późniejszy festiwal próżności, sprowadzenie uroczystości do licytacji na koszt prezentów, itp…

  12. Wojtek pisze:

    Do Pana Mroovkoyad,
    to niedobrze, bo właśnie wszyscy się dowiedzieliśmy 🙂

  13. mroovkoyad pisze:

    Do Pani Lucyny: w takim razie trzeba takim niewierzącym-praktykującym w odpowiedni sposób dawać do zrozumienia, że ich zachowanie jest nie na miejscu. We własnym kościele ma się do tego święte prawo, zwłaszcza że ma się po swojej stronie zasady SV. Inną rzeczą jest to, jakie zdanie miałby na ten temat Jezus.

  14. res.hair pisze:

    Rzadko biorę udział w dyskusji ale ten temat wyjątkowo mnie poruszył.
    Teraz już nie pamiętam, ale chyba u Pana czytałam na blogu historie o osobie, która przez cała mszę stała i zastanawiał się Pan dlaczego? I dopiero później uświadomił Pan sobie, że to ateista, który z szacunkiem odnosił się do wiary katolickiej ale równocześnie pozostał wierny swoim zasadom. I takie wyjście uważam, za najlepsze. Osoba niewierząca może przecież stanąć gdzieś na uboczu alby nie rzucać się w oczy i z szacunku dla tradycji i religii przestać całą mszę. Czyli pogodzić obie kwestie.
    W innym wypadku (dostosowanie się do obrządku) jest:
    – pogwałceniem siebie i swoich zasad
    – bycie konformistom
    – i uważam, że taka osoba właśnie wyraża brak szacunku dla wiary
    Jeżeli w kościele znajdują się osoby, które taka postawa urazi, to w takim razie, co Pan odpowie na zarzuty, że stosując się do wielu zasad SV w dzisiejszych czasach bardzo często zachowujemy się dla innych „niekulturalnie”, np.:
    – nie mówiąc „smacznego”
    – „na zdrowie”
    – mężczyzna kiedy pierwszy zakłada kurtkę a dopiero później pomaga ubrać się kobiecie

    Dla mnie to żadnej, absolutnie żadnej formy szacunku nie ma w udawaniu, że się wierzy, żeby inni się lepiej czuli. Wręcz przeciwnie, to wyraz braku szacunku. Proszę to skonfrontować np. z udawaniem miłości do kogoś – czy aby nie urazić drugiej osoby mamy do niej udawać uczucie – takie zachowanie, to raczej wyraz jego braku.

    I jeszcze jedna kwestia – czy katolik, któremu przypadkiem zdarzy się przebywać wśród wyznawców islamu w czasie modlitwy, też ma w tym czasie zacząć się modlić? To wbrew przykazaniu po pierwsze, a po drugie czułby, że gwałci siebie i swoje zasady, więc dlaczego osoby niewierzące traktuje się inaczej (w domyśle jako gorsze). W ogóle zauważyłam tendencję, że osoby niewierzące są traktowane przez wierzących z pobłażliwością i pewnego rodzaju wyższością. Chrześcijaństwo w naszej kulturze bardzo mocno miesza się z życiem świeckim. 1000 lat tradycji powoduje, że nie jest łatwo wszystko rozgraniczyć i nie brać udziału we wszystkim, co ma związek z religią, dlatego m.in. ateiści też często uczestniczą w obrządkach religii chrześcijańskiej takich jak rodzinne uroczystości.

    Uważam, ze taka postawa prowadzi do tego, że w dalszej przyszłości obu stanowiskom będzie łatwiej ze sobą istnieć i się nie zwalczać, bo kiedy obie strony się szanują, to się akceptują. Świat się zmienia, ateistów będzie coraz więcej i jeżeli kościół i katolicy pójdą drogą pewnej formy izolacji i konserwatyzmu, to raczej religijność będzie zanikała a nie współistniała.

  15. Marek pisze:

    Jutro wraz z moją rodziną będę uczestniczył we mszy, pomimo tego, że nikogo z nas to uczestnictwo cieszyć nie będzie, szczególnie, że to wcześnie rano w sobotę. Ale będziemy tam ze względu na rodzinę mojej mamy, której to rodziny ta msza dotyczy. I pomimo naszego ateizmu będziemy klękać, wstawać, siadać wtedy, kiedy wszyscy inni.

    Zwyczajnie nie idziemy tam manifestować swoich poglądów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s