Problem z synem i jego dziewczyną

Ten problem zgłosiła Pani Anna: Mam po raz pierwszy w życiu problem z synem, z którego nie potrafię wybrnąć.
Syn ma już 26 lat i mieszkamy razem.
Były między nami zawsze zdrowe układy, wzajemna pomoc, empatia.
Syn studiuje od 8 lat na Politechnice. Zapytacie dlaczego tak długo?
Otóż poznał 2 lata temu dziewczynę i kompletnie mu odbiło.
Zawalał kolejne egzaminy, prace dyplomową dlatego, ze w ogóle nie poświęcał czasu studiom tylko dziewczynie.
Po kilku jej wizytach w naszym domu zauważyłam co to za dziewczyna: wulgarna, leniwa, traktująca życie z pozycji roszczeniowej. Uważa i mówi o tym głośno, że jest zajebista, ludzie ją wkurzają i że ma na wszystko wyrąbane.
Podam przykłady:
Kiedyś widząc, że syn nie potrafi wyegzekwować czasu na naukę poprosiłam ją aby poprasowała mu ciuchy. Odpowiedziała, że nie lubi prasować i nie będzie.
Innym razem pojechali na urlop moim służbowym samochodem, bo wygodniej.
Ona zostawiła swój samochód w moim garażu. Ustaliłam z synem, że powinien w tym wypadku załatwić z nią abym mogła w razie potrzeby użyć jej samochodu. Zgodził się ze mną.
Ale kiedy taka potrzeba nastąpiła, usłyszałam ku swojemu zdziwieniu, że powinnam ją o to poprosić.
Nadmienię, że nie było z jej strony żadnego gestu, żadnej propozycji przed wyjazdem.
Innym razem, kiedy zostałyśmy w domu same pracowałam w ogródku wykonując dosyć ciężkie jak dla mnie prace. Ona oglądała film, widząc moje zmagania. Nie zaproponowała nic, ani pomocy, ani choćby szklanki wody. Ale ostatnio syn zaatakował mnie pretensjami, że na nią nakrzyczałam. Zatkało mnie, bo to nie prawda. Powiedziałam, że nie życzę sobie jej przyjazdów.
Powiedziałam synowi, że szanuję jego wybory, ale nie jestem w stanie zaakceptować tej dziewczyny, dlatego jeśli decyduje się na nią jako swoją partnerkę życiową musi wyprowadzić się z domu. Ja z nią mieszkać bowiem nie zamierzam.
Jak powinnam się zachować w sytuacji, w której syn wymusza na mnie abym wyjechała z domu, bo ona przyjeżdża do niego? Dodam, że ona nie ma z tym problemu.
Czuję, że tracę kontakt z synem. Obwiniam go za to, że nie potrafi rozgraniczyć dwóch wartości: matki i miłości do dziewczyny. Stanowię teraz problem, bo przeszkadzam.
Kiedy ja miałam 26 lat nie do pomyślenia była taka rozwiązłość wśród dziewczyn, brak szacunku do starszych. Jak mam przeciwstawić się takim żądaniom? Uważam, że jest to upokarzające.
Jak mam znaleźć się w takiej sytuacji, gdzie stałam się przeszkodą na drodze do szczęścia syna?

To bardzo trudny problem i tylko w niewielkiej części problem z zakresu savoir vivre, choć jest to zarazem świetny, podręcznikowy wręcz, przykład do czego może doprowadzić, jak utrudnić i zatruć życie brak savoi vivre i nieprzestrzeganie wskazań etykiety (myślę oczywiście o dziewczynie).

Ja czuję się tutaj kompetentny tylko w perspektywie savoir vivre.

Tę perspektywę można uświadomić synowi, uświadomić mu, że gospodynią (i gospodarzem) jest w tym domu Pani Anna i należy się dostosować do jej wskazań oraz traktować ja z szacunkiem.

Te perspektywę syn powinien uświadomić swojej dziewczynie.

Jeśli te dwa uświadomienia i akceptacja zasad savoir vivre i etykiety każdego dnia się nie udadzą pozostaje sytuacja, w której ton nadaje pani Anna.
Zakładam, że nie chce tracić syna. Powinna być zatem uprzedzająco grzeczna, ale z dystansem, bardzo grzecznie, ale też bardzo stanowczo egzekwująca swoje prawa gospodyni.

Zrodzi się tu zapewne wiele szczegółowych problemów. Proszę Panią Annę, by je sygnalizowała. Będziemy je próbowali wspólnie rozwiązywać.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Savoir vivre na co dzień. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „Problem z synem i jego dziewczyną

  1. Jasza pisze:

    Dzień dobry!

    Ponieważ jak Pan Doktor zaznaczył, jest to temat w niewielkim stopniu związany z etykietą, mogę poradzić Pani informacjami z zakresu psychologii, o której mam pewne pojęcie. Należałoby zacząć od pytania, co 26-letni mężczyzna wciąż robi w domu rodzinnym (jako stały mieszkaniec)? Wiem, że wielu rodziców boi się syndromu pustego gniazda (gdy dzieci opuszczają pierwotne miejsce zamieszkania, zostawiając opiekunów samych), chce jak najdłużej utrzymać dzieci przy sobie, ale na litość Boską – to tylko szkodzi, przede wszystkim synowi.
    Jeśli chodzi o relacje z jego partnerką – również wspólne mieszkanie to najgorsze z możliwych rozwiązań. Kiedy nasze dziecko decyduje się na zawarcie jakiejś relacji, absolutnie nie powinno na stałe przebywać z rodzicami, swoimi bądź partnerki/partnera. Prowadzi to zawsze do problemów w kontaktach. Być może dziewczyna syna zachowuje się właśnie w taki skandaliczny sposób, ponieważ podświadomie odczuwa rywalizację z matką o swojego chłopaka? To już jedynie dywagacje, ponieważ przy tak niewielkiej ilości danych trudno wyrokować jakiekolwiek osądy.

    Podsumowują, najlepszym rozwiązaniem byłoby w delikatny sposób namówienie syna do przeprowadzki. I to niezależnie, czy dalej będzie spotykał się z tą samą kobietą, zerwie, czy jutro przyprowadzi kulturalną i ułożoną pannę.

    Rozumiem też, że ta interpretacja zapewne jest dla Pani trudna i być może ją Pani odrzuci. Cóż, ciężko tak uderzać „z grubej rury”, ale nie mamy tutaj czasu na inne rzeczy, pewnie nigdy nie będę miał czasu z Panią o tym porozmawiać, także postanowiłem jednak poinformować o tym jak wygląda sytuacja w świetle nauki.

    Z wyrazami szacunku,
    Jasza

  2. renata pisze:

    Bardzo zaciekawiły mnie słowa „rozwiązłość wśród dziewczyn” . Czyżby autorka listu nie widziała,że takie określenie może pasować także do chłopaków, w tym do jej syna? Chyba niesprawiedliwie o wszystko obwinia ową dziewczynę, nie widząc roli syna i niestety także swojej, jako osoby, która go wychowywała? Poza tym czy jeśli gospodarz poprosi gościa o wyprasowanie ciuchów i usłyszy odmowę, to ma prawo się obrażać? A jeśli do domu przychodzi gość, to czy nie wypada przerwać pracy, która nie jest ani pilna ani konieczna do wykonania? Mam na myśli pracę w ogródku. Oczywiście można ją kontynuować, albo wręcz rozpocząć jeśli gość jest już jakoś zadomowiony i chce coś obejrzeć w TV, i nie przeszkadza mu, że się oddalimy, ale czy przypadkiem nie było tak, że gość zaczął oglądać TV bo gospodarz udał się do ogródka? Oczywiście miłym gestem byłoby zapytanie czy trzeba w tej pracy pomóc, ale jeśli gość potraktował pracę w ogrodzie jako hobby gospodarza, albo nawet okazję do pozostawienia gościa samemu sobie, by uniknąć z nim kontaktu, to trudno o chęć pomocy. Nawet jeśli żadna z tych opcji nie wchodziła w rachubę, to też raczej trudno oglądając TV zobaczyć zmęczenie gospodarza, który pracuje poza domem i biec z propozycją pomocy. Oczywiście wyczuwam, że owa dziewczyna wbiła klin miedzy matkę i syna, ale mam wrażenie, że z wyraźnym przyzwoleniem syna i także ze sporą „pomocą” ze strony matki. Dziwaczną dla mnie jest sytuacja, w której matka ustaliła z synem (powtarzam z synem) zasady na jakich będzie dysponowała samochodem dziewczyny (powtarzam dziewczyny) i jest zdziwiona, że syn potem proponuje by o pożyczenie auta poprosiła jednak właścicielkę. Syn po prostu zorientował się, że pochopnie zadecydował za kogoś, czyli za dziewczynę. Nie mam pewności, ale przypuszczam, że propozycja by na wakacje jechać autem autorki listu wpadł raczej syn. Ale nawet gdyby było inaczej , to pożyczenie służbowego auta to tylko i wyłącznie sprawa między matką i synem, który jak rozumiem był kierowcą. A tak na koniec, to z doświadczenia w rodzinie wiem, że im bardziej się odrzuca wybrankę syna, tym bardziej go to do owej wybranki zbliża, a 26 lat to już za późno by kierować synem, bo i tak zrobi co zechce.

  3. Alinka pisze:

    Dużo jest nieścisłości w wypowiedzi p. Anny. Pisze Pani na przykład, że syn studiuje od 8 lat na Politechnice, a dziewczynę poznał 2 lata temu. Czyli jak ją poznał, to już dawno powinien skończyć studia (trwają 5 lat). Czyli „orłem” zapewne nigdy nie był, a egzaminy zawalał nie dlatego, że poświęcał czas dziewczynie, ale dlatego że – jak Pani pisze – „syn nie potrafi wyegzekwować czasu na naukę” (śmiem przypuszczać że z dziewczyną czy bez, tak samo długo by studiował). I tu leży problem. Dzielenie obowiązków „służbowych” i prywatnych to cenna umiejętność, pani Anno, warto w ten sposób porozmawiać z synem. Pisze Pani tez, że dziewczyna była jedynie kilka razy w Pani domu, czyli była gościem – jak można gościowi kazać prasować (bo „syn nie potrafi wyegzekwować czasu na naukę” – sic! – co to w ogóle za argument…)? Toż to jest dopiero sprzeczne z zasadami sv…

  4. Monika pisze:

    Jestem zaskoczona, że Pan Doktor nie znalazł błędów w zachowaniu Pani Anny, bo również wydaje mi się ono sprzeczne z zasadami savoir vivre.

  5. Anna pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie moja sprawą. Szczególnie za dwie pierwsze opinie, które są konstruktywne i dotykają sedna sprawy. Nie bez powodu zgłosiłam się tutaj- sama cenię sobie dobre wychowanie. Razi mnie dzisiejsza młodzież, a i dorośli ,zwłaszcza mężczyźni, którzy tak mało wiedzą o podstawach dobrego wychowania. No cóż obwinianie mnie przez wypowiadające się tu panie jest zbyteczne. Sama widzę jakie konsekwencje przyniosło moje wychowanie syna. Byłam od początku samotną matką, ale ciężko i z sukcesem pracującą, aby stworzyć dostatni dom. Nie znaczy to wcale, że było to kosztem syna. Odwrotnie – tak to zorganizowałam, że syn zawsze był najważniejszy. Zorganizowałam firmę przy domu. Z biegiem czasu i syn się w to włączył. Znajomi zawsze mówili: świetna z Ciebie matka, a syn nawet kiedyś powiedział : -„I świetny z niej ojciec.”
    Byłam dumna, zrealizowana. Ale teraz sama nie wiem co się dzieje. Wpływ tej dziewczyny, jej sposobu bycia, postrzegania świata i ludzi totalnie zawładnął moim synem. On jest jakby zaczarowany. Nasze rozmowy wyglądają tak, jakbyśmy przerzucali sobie piłeczkę.
    Nie widzę na razie możliwości porozumienia. Tak jak napisałam syn wie, że nie pozwolę sprowadzić tu jako członka rodziny tej konkretnej dziewczyny. Myślę , że synowi dobrze zrobi życie na własny rachunek, nauczy pokory, szacunku dla innych, nauczy liczyć tylko na siebie. Może za bardzo go chroniłam? Za mało wymagałam? Za dużo dałam siebie?
    Nie wiem.
    Kiedyś , jak syn miał ok. 15 lat dałam mu książkę savoir vivre. Nawet nie wiem czy ją przeczytał.
    Powiedział mi wtedy, że to obciachowe wobec kolegów. Tak, jak Pan profesor napisał: -Stosowanie tego bardzo ułatwiłoby życie.

    Dla rozwiania wątpliwości wypowiadających się tutaj pań:
    Dziewczyna przyjeżdzała do syna bardzo często i często na długo, nawet na święta, chociaż jej nie zapraszałam. bardzo szybko się dobrze tu poczuła. Byłyśmy też czasami same. Traktowałam ją jak gościa, chociaż nie moim gościem była. Gdybym była na jej miejscu, miałabym wewnętrzną potrzebę zrewanżować się w jakiś sposób matce chłopaka, dzięki której może z jej dóbr korzystać. nawet z samego faktu, że tak wypada . Wystarczyłoby chociaż wyprasować koszule swojemu chłopakowi, a i matka miałaby mniej zajęć. Czy to taki wielki wysiłek? Panie chyba same macie z tym problem.
    Przydałoby się myślę zrozumieć młodym, że nic im się nie należy z samego tylko faktu, że są.
    Nie dostaje się tytułu inżyniera tylko dlatego, że się zaczęło studiować na Politechnice.
    Trzeba popracować, zaliczyć.

  6. M. pisze:

    Pani Jaszo,

    Nie każdy 26-latek ma ochotę brac kredyt na mieszkanie lub wynajmowac je za równowartosc całości swojej pensji (wie Pani, ile zarabiają młodzi ludzie i ile kosztuje samodzielne życie na miesiąc?) Nie każdy ma potrzebę ani ochotę uciekac od rodzinnego domu. Ja jestem kobietą, mam 26 lat i z przyjemnością mieszkam z rodziną, nie tylko dlatego, że tak taniej czy wygodniej, ale też dlatego, że mam z nimi doskonałe relacje i po prostu lubię czuc obecnosc mojej rodziny.

  7. M. pisze:

    Pani Anno,

    Jak mogła Pani prosic tą dziewczynę o prasowanie?
    Dziewczyna zachowuje się koszmarnie, ale Pani również nie jest wzorem SV.

  8. Pani Monice: proszę wskazać te błędy.

  9. taka sobie zuzia pisze:

    Mój Pradziadek mawiał, że gość jest jak ryba i po trzech dniach zaczyna śmierdzieć, więc albo niech się bierze do roboty, albo niech wraca tam skąd przyszedł. Dziewczę zasiedziało się w cudzym domu. Jeśli uważa go za wpół swój i tam pomieszkuje, to niech przynajmniej odwdzięczy się pomocą, jakimś własnym wkładem. Nie widzę nic dziwnego w tym, by pomogła w ogródku czy przygotowaniu obiadu – tu buduje się relacje z przyszłą teściową. Dlaczego miałaby nie uprasować tych trzech koszul i przy okazji sukienki dla siebie – kiedyś będą to jej stałe obowiązki w życiu, partnerstwie, które wg słów Autorki wpisu, już próbuje budować. Myślę, że to wcale nie chodzi o dziewczynę, jako o dziewczynę, tylko po prostu o jej postawę korzystania z cudzego dobytku jak z dóbr oczywistych oraz kompletny brak elementarnego szacunku do Matki swojego chłopaka, jako właścicielki tego dobytku i głównej gospodyni. Nie umiem też zrozumieć braku wsparcia dla chłopaka, który powinien się uczyć – przecież to powinno być w jej interesie, żeby on je jak najszybciej skończył… Jeżeli stara się w jakiś tam sposób wejść do rodziny, to powinna mieć w nią swój wkład. Nie za bardzo rozumiem Państwa, którzy uważają, że po dwóch latach prawie-mieszkania w kimś, nie można oczekiwać od pół-domownika żadnego wkładu w dom. Toż to współlokatorzy w mieszkaniu studenckim więcej pracują na wspólną korzyść…

  10. renata pisze:

    Nie wiem co savoir vivre mówi o gościach, którzy się zasiedzą, ale chyba nie daje im się alternatywy, że albo wezmą się do roboty , albo niech wracają skąd przyszli. Z listu pani Anny nie wynika, że dziewczyna u nich pomieszkuje, ani że syn pani Anny się jej oświadczył. Zatem chyba nie ma powodów, dla których miałaby już (jak to ujęła autorka listu podpisująca się pseudonimem taka sobie Zuzia) „budować relacje z przyszłą teściową”. Sformułowanie „ że „kiedyś będą to jej stałe obowiązki” w odniesieniu do prasowania koszul, uważam za całkowicie nieuprawnione, bo trudno wyrokować jaki będzie podział; obowiązków w jej przyszłym małżeństwie. Z listu pani Anny nie wynika, że to dziewczyna korzysta z jej dobytku, ale raczej, że robi to syn, chcąc swej dziewczynie nieba przychylić. Dlaczego się zatem jeszcze nie oświadczył, skoro tak mu zależy, nie wiem. Ale może jeszcze nie jest pewny, że to ta właściwa osoba, a skoro tak, to dziewczyna tym bardziej nie ma obowiązku traktować pani Anny w sposób należny przyszłej teściowej. Z listu pani Anny nie wynika też, że dziewczyna nie ma do niej elementarnego szacunku. To już bardziej syn zachowuje się niewłaściwie wypraszając matkę z jej własnego domu na czas przyjazdu dziewczyny. Przyznam, że na miejscu pani Anny również nie czułabym się komfortowo. Co z tym zrobić, to temat na cały artykuł, ale ja na miejscu pani Anny na pewno nie rezygnowałabym z praw i obowiązków przynależnych gospodarzowi, i starałabym się okazywać synowi dużo łagodnej troski i szczerze, ale spokojnie rozmawiać o swoich wątpliwościach, dając mu jednak wolność wyboru, bo jak wcześniej napisałam on najprawdopodobniej i tak zrobi jak zechce.

  11. renata pisze:

    Przepraszam, dopiero teraz doczytałam w drugim liście pani Anny, że dziewczyna jednak przyjeżdża do nich często i na długo. Zatem prawie pomieszkuje. Choć słowo „prawie” nie oznacza, że pomieszkuje, to jednak rozumiem, że można by oczekiwać od niej pewnych zachowań przypominających familijne. Dalej jednak nie daje mi spokoju niejasna pozycja dziewczyny w tej rodzinie. Z jednej strony nie jest zwykłym gościem, z drugiej jednak nie jest członkiem rodziny i nic nie wskazuje na to by jej status miał się zmienić. Jak traktować takiego gościa? Czego od niego oczekiwać? Co o tym mówi savoir vivre? Panie Doktorze, jeśli przeczyta Pan ten komentarz, uprzejmie proszę o podpowiedź.

  12. Jasza pisze:

    Szanowna Pani M.!

    Gwoli ścisłości, Jasza to męskie imię. Ale oczywiście nie czuję żadnej urazy za tę drobną pomyłkę, nie to też jest głównym tematem mojej odpowiedzi.

    Informacje które przedstawiłem nie mają charakteru opinii, tylko faktów. Są to naukowo udowodnione tezy z którymi jedyną formą polemiki jest przedstawienie badań przeczących ich zasadności. Oczywiście nauki społeczne to nie matematyka, nie da się wszystkiego przewidzieć w skali 1:1 i mieć 100% pewność. Nie jest powiedziane, że wspólne mieszkanie z rodzicami zawsze doprowadzi do wielkiej tragedii. Jednakże nie zmienia to faktu, iż nie jest specjalnie korzystne i dla zdrowego rozwoju dziecka oraz jego potencjalnego związku jest większa izolacja od rodziców (albo lepszym słowem byłoby – usamodzielnienie).

    PS Sam jestem młodym człowiekiem, jeszcze studiuję. Nikt nie mówi, że jest łatwo, ale na własnym przykładzie mogę podać, że właśnie dzięki samodzielnemu mieszkaniu i konieczności zadbania o swoje sprawy we własnym zakresie, znacznie rozwinąłem umiejętności oraz charakter.

    Pozdrawiam serdecznie!

  13. Anna pisze:

    To dziwne, jak wiele osób uważa, że powinnam „oszczędzać” tą małolatę. Czyżbyśmy tylko my rodzice byli zobowiązani do wszelkich prac przy nich? Dzieci domagają się , aby traktować je jak dorosłych, sypiają ze sobą. -To odpowiedzialność za siebie nawzajem. Za prasowanie koszul także.
    Ja wiem, że fajnie by było korzystać do woli z przyjemności, a matka niech po cichu załatwia tą czarną robotę. Ale ja tak nie uważam. Mało tego, jesli jestem u kogoś w gościnie staram się, aby jakoś zrewanżować się Gospodarzom, by dobrze mnie wspominali .
    Być może niektóre tu osoby mają podobną sytuację w domu: korzystają z pracy i dorobku rodziców bez ograniczeń i bardzo im to odpowiada. Nie trzeba się poświęcać, ciężko pracować jak oni. Skoro tak trudno w dzisiejszych czasach , to trzeba spuścić nieco z tonu i się dostosować do tego, co już kiedys ktoś wypracował . I dostosować sie do zasad panujących w domu , czy jak kto woli narzuconych przez Gospodarza. A jak nie, to przecież nikt nikomu nie broni stworzyć swój świat na swoje podobieństwo. Narzekacie, że tak ciężko dzisiaj sie usamodzienić, mało zarabiacie, a przecież kiedyś wcale nie było łatwiej , kiedys brakowało wszystkiego. Czekało sie na mieszkanie 20 lat. Pracowało się ponad siły. Z zazdroscią patrzę na dzisiejsze sprzęty i pomoce dla młodych matek. Pampersy, nowoczesne wielofunkcyjne wózki, piękne kolorowe ubranka. Kiedy ja urodziłam syna sama musiałam szyć koszulki, prać i prasować pieluchy. A pralka automatyczna była luksusem.
    Warto, aby młodzi to uszanowali , skoro sami nie potrafią wznieśc się na wyżyny.
    A j
    a wymagam przecież tylko podstaw sv .

    Bardzo proszę o wypowiedź Pana Doktora.

  14. Pięknowłosy pisze:

    Z własnego otoczenia wiem, że wiekszości tych „samodzielnych” studentów mieszkających poza domem rodzinnym mamy sponsorują albo studia, albo opłaty za mieszkanie i cała samodzielność ogranicza się jedynie do dorobienia sobie na piwo i nowe ubrania. 🙂
    Pozdrawiam.

  15. Pięknowłosy pisze:

    Pani Anno, przepraszam najmocniej za bezpośredniość pytania, ale czy nie jest trochę tak, że jest Pani po prostu zazdrosna i przeżywa Pani tę sytuację jakby tamta dziewczyna zabrała Pani syna i nie jest on teraz zależny od Pani, ale od niej? Bo jednak wyraża się Pani o nim ciągle jak o niewiniątku, a wszelkie złe emocje przelewa na tę dziewczynę, nazywając ją jeszcze lekceważąco „małolatą”.
    Ma Pani w dodatku teraz żal do pokolenia Pani syna, czy ma to w ogóle jakiś sens? Kiedyś siła nabywcza złotówki była większa niż obecnie i rozwój technologii oraz przeróżnych gadżetów domowych nie daje większej przewagi, gdy się na takie rzeczy nie ma pieniędzy. Z Pani ostatniej wypowiedzi wylewa się pycha i arogancja w stosunku do młodych ludzi. Czy jest Pani pewna, że sednem problemu jest wyłącznie dziewczyna syna?
    Owszem, młodzież dzisiaj jest jaka jest, ale w dużej mierze to zasługa jej wychowania, a raczej jego braku. Atakami i złośliwymi aluzjami się nikogo nie zmieni, bo taka osoba nic z tego nie zrozumienia poza faktem, że ma nowego wroga.
    Trudno tu cokolwiek napisać, bo nie znamy Pani sytuacji i nie poznamy jej w opaciu o nawet najlepszą relację na piśmie, dlatego może warto po prostu porozmawiać we troje szczerze, zamiast atakować całe pokolenie na forum, bo 26-letni syn nie chce być Pani w stu procentach posłuszny.

  16. Anna pisze:

    Do Pięknowłosego:

    Mam wyłącznie pretensje do własnego syna.
    Jestem zbulwersowana zachowaniem jego dziewczyny i nie mam ochoty tego akceptować w swoim domu. Syn może się wyprowadzić kiedy tylko zechce. Namawiam go do tego. Uważam, że dobrze mu to zrobi.

    „Małolata” to żadne obraźliwe stwierdzenie. Sama chciałabym to usłyszeć.

    Ja też żyłam w tamtych czasach i pamietam, że wcale nie było tak bogato.I chociaż były czasami pieniądze, nie było za nie co kupić. Czyż to łatwiejsza sytuacja? A te wszystkie gadgety o których napisałam są przeciez używane. Wózki, pampersy. Czy ktoś jeszcze dzisiaj używa pieluch? Prosze więc nie pisać, że na to społeczeństwa nie stać, bo to nie prawda. Tego jest wszędzie pełno. Samochód przynajmniej jeden w rodzinie. I to nie maluchy. Komputery, komórki itp. To się po prostu dzisiaj ma.
    Myslę, że przydałoby się wiekszości pożyć w trudnych warunkach, aby docenili co mają i nabrali trochę pokory i szacunku. Bo wydaje im się, że wszystko im się należy.

    A mój syn niech uchyla nieba swojej dziewczynie. Ale swojego nieba, a nie cudzego.
    Gdyby każdy znał swoje miejsce, nie byłoby takich problemów.

    A dla pana Doktora informacja:
    po przeczytaniu tych wypowiedzi mój syn spuścił nieco z tonu .

  17. Izabella pisze:

    Pan dr. Jacek Pulikowski którego bardzo sobie cenię i zna się dobrze na relacjach damsko – męskich, podpowiada, że kiedy jest problem z narzeczoną/nym czy z dziewczyną/chłopakiem naszego dziecka, albo kiedy sami nie jesteśmy pewni osoby z którą się spotykamy, warto jest zadać sobie pytanie, czy chciałabyś/byś, aby Toje dziecko kiedyś, było traktowane, tak jak Ty jesteś traktowana teraz przez niego, pytanie do Pani syna, czy chciałbyś być traktowany tak, jak traktuje mnie Twoja dziewczyna, przez np. chłopaka swojej przyszłej córki, czy ze spokojem patrzyłbyś z boku na takie zachowanie? i nie tylko, ale czy chciałby by jego córka zachowywała się tak jak zachowuje się jego dziewczyna. Czy pozwoliłby na to by jego jedyna córka na przykład chodziła sypiać do jakiegoś nowo poznanego ‚Antka’. Jej zachowanie świadczy o niej, o jej rodzinie, o wartościach jakie wyniosła ze swojego domu rodzinnego, życia, a raczej o ich braku. Pytanie czy widzi ją w roli żony czy matki pewnie byłoby za poważne dla niego i mógłby je wyśmiać jak wszystko co powiedziane było wcześniej, ale pytanie o relację byłoby jak najbardziej na miejscu.
    Przedstawić mu konkretną sytuację na którą będzie mógł sobie odpowiedzieć, jeśli to mądry chłopak, będzie znał poprawną odpowiedź.
    Sytuacja w której się Pani znalazła jest przykra i bardzo Pani współczuję,
    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.

  18. Aluś pisze:

    Panie Jasza,

    Z typową swadą dla studentów kierunków społecznych przedstawia pan teorie naukowe, podkreślając, że są udowodnione, prawdziwe, a w domyśle pewnie też i falsyfikowalne. Nie zamierzam z tym polemizować, albowiem na swoich studiach nauki społeczne obchodziłem szerokim łukiem i w swoim życiu zawodowym także staram się unikać, chociaż to nie zawsze możliwe, brnięcia w takie sprawy.

    Tym niemniej każdy model ma tę cudowną właściwość, że jest uproszczeniem rzeczywistości. Rzeczywiście, samodzielne mieszkanie jest rozwiązaniem niezłym, a dla niektórych byłby spełnieniem ich marzeń związanych z pełną samodzielnością.

    Jednakże nie każdy ma ochotę utrzymywać bankierów tudzież kamieniczników i woli wydawać pieniądze na rzeczy piękne. Tak też i ja wolę mieszkać ze swoimi rodzicami i razem z nimi prowadzić gospodarstwo domowe, partycypując w kosztach i obowiązkach, niż zakładać sobie sznur ukręcony z franków szwajcarskich na szyję, albo finansować kogoś, kogo jedyną zasługą jest posiadanie mieszkań na wynajem.

    Dlatego postuluję, aby głosząc swoje naukowe teorie, uwzględnił pan także realia w których przyszło nam żyć.

  19. Pięknowłosy pisze:

    Pan Aluś dobrze napisał. To żaden wstyd mieszkać z rodzicami, jednak należy mieć do nich szacunek i potrafić się z nimi dogadać. Miałem to szczęście w życiu spotykać się z dziewczynami mającymi szacunek do starszych i nie tylko.

  20. Zgadzam się z Panem Pięknowłosym.

  21. Aluś pisze:

    Uzupełniając wypowiedź pana Pięknowłosego. Dobrze jest po poznaniu dziewczyny zaobserwować, jak traktuje swoją matkę. To zawsze wiele mówi na temat tego, jak będzie traktować swoją teściową.

  22. Klemensowa pisze:

    Pani Anno, czy mogę mówić o Pani „małolata”? Np. „Ta małolata zadała na forum pytanie”. Jak się Pani z tym czuje? Nie oczekuję odpowiedzi we wpisie.

  23. Reni pisze:

    Pani Anno, zadała Pani w pewnym momencie pytanie – nie nie za dużo z siebie dałam? Czy nie pozwoliłam na zbyt dużo? No własnie, może chciała Pani zrekompensować synowi brak ojca i poświęciła się Pani zbyt bardzo, tzn. pozwalając sobie trochę wejsć na głowę. Uważam, że przydałaby się większa umiejętność asertywności, wyznaczanie granic uzdrowiłoby i uporządkowałoby stosunki z synem, który nadużywa Pani dobroci, bo tak się nauczył, że mu wolno. Pozwala sobie na tyle, na ile Pani mu pozwala, i nie jest świadomy tego. Pierwsza sprawa, to 8 lat studiów, co jest ewidentnym wykorzystywaniem finansów matki, nieodpowiedzialnością. Była Pani zbyt wyrozumiała, i teraz płaci tego konsekwencje. Druga sprawa, to goszczenie dziewczyny syna, na Pani koszt oczywiście. Jeśli syn chce przyjmować gości, to niech sam sobie na nich zarobi, niech pójdzie do pracy, skoro nie chce się uczyć. NIe może mu Pani tak ulegać. Trzecie to kwestia moralności. Co to za pomieszkiwanie i robienie z własnego domu miejsce spotkań seksualnych syna? Do czego prowadzi taie wspólne mieszkanie razem? NIe ma pracy, nie uczy się, a bierze się za dziewczynę, i to jeszcze ma na to Pani zgodę, bo sama ją Pani u siebie gości. A jk dziewczyna zajdzie w ciążę? Gdzie odpowiedzialność jakaś, również Pani? Sami nie uczymy dzieci szacunku do sieie, moralności, wartości, pozwalamy na wszystko, a potem mamy pretensje o to, że chcą nas z własnego domu wyrzucić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s