Co się dzieje z hotelem „Las Woda”?

Kilkakrotnie wypoczywaliśmy już w hotelu „Las Woda” w Wildze 50 km od Warszawy i zawsze, pomimo drobnych mankamentów, byliśmy zadowoleni. Za każdym razem byliśmy albo w ramach pakietu albo w ramach super promocji. Pakiet, tak jak w inny hotelach, był w cenie pokoi hotelowych a gratis było wyżywienie, czyli lunch i obiadokolacja w stylu szwedzkiego stołu, bogaty, różnorodny, obejmujący kilka zup, kilka drugich Dan, kilka deserów, kawę, herbatę, napoje, owoce. Super promocje to była oferta pokoi po cenach rzędu 50-70% normalnej ceny.
Pakiety w niektórych hotelach nie maja postaci szwedzkiego stołu, ale wtedy albo to są 4 dania (przekąska zimna, zupa, drugie danie, deser) do wyboru z 8 dań (każdego typu po dwa) albo jest to propozycja zamawiania z karty za 120 zł dziennie (z możliwością przeniesienia części kwoty na kolejne dni. Te 120 zł nie jest doliczane do rachunku (płaci się tylko cenę pokoju).

Doszliśmy do wniosku, że jesteśmy tak zmęczeni, ze musimy przynajmniej 3 dni wypocząć. Trzy dni to oznacza dwa dni dojazdu (jazda do hotelu, powrót z hotelu). Doszliśmy wiec do wniosku, że to musi być blisko. Padło na hotel „Las Woda”. Zajrzałem na stronę internetową hotelu. Były tam tylko pakiety i to koszmarnie drogie – 289 zł osoba na dzień + (jeśli chcieliśmy się zatrzymać w apartamencie dla nowożeńców z dużym tarasem 100 zł dodatkowo na dzień). To było praktycznie dwa razy więcej niż w poprzednich latach. Poza tym teraz pokój dwuosobowy kosztuje 395, a w pakiecie 598 (2x 289 zł), czyli wynikałoby z tego, że za lunch i obiadokolację dopłaca się 203 zł, czyli 100 zł za osobę. Przy apartamencie, który normalnie kosztuje teraz 583 zł, a w pakiecie kosztuje 698 zł to było, co ciekawe, 57 zł na osobę za wyżywienie.
Byliśmy zdeterminowani. Ponadto byłem tak zmęczony, że nie przesłuchałem telefonicznie recepcji, by dowiedzieć się, co pakiet obejmuje ( tak czy siak byśmy pojechali) zakładając, że jest taki jaki był w poprzednich latach.
Pobyt był bajkowy. Piękna pogoda. Nie za gorąco. Cichy las bez ludzi. Pusty hotel (paru gości). Na basenie krytym byliśmy sami. Śpiew ptaków, dojrzałe pachnące poziomki – mnóstwo. Mnóstwo jagód, trochę malin.

Pobytowi towarzyszyła jedna pewna (tłumiona irytacja). Wszystko się sypało i wszystko było nastawione na maksymalną oszczędność kosztem oczywiście gości.

Na basenie wisiała kartka (przez trzy dni) „Jacuzzi zepsute – przepraszamy). Prąd w basenie nie działał. Wodospad nie działał. Wyjścia na trawę były zabite na głucho, co było w miarę zrozumiałe, gdy działał basen odkryty. Teraz jednak basen odkryty był w remoncie.

Rozgrzebana budowa sali (hali) konferencyjno-weselnej przy restauracji powodowała hałas (o tej budowie nie mogłem jakoś znaleźć informacji na stronie internetowej hotelu).

Sprzątanie po łebkach. Na wyposażeniu apartamentu były filiżanki i talerzyki. Nie umyto ich.
Na wyposażeniu apartamentu były trzy torebki zwyklej herbaty ekspresowej i dwie saszetki kawy rozpuszczalnej oraz 4 porcje cukru. Kiedyś była to dobrej jakości herbata czarna, zielona, owocowa i kawa rozpuszczalna oraz więcej cukru.

Pakiet żywieniowy był żałosny. Przypomnę, że goście pokoi dwuosobowych płacą za niego 101,50 za osobę, a goście apartamentu 57, 50 zł.
Pierwszego dnia lunch to była półlitrowa karafka wody z plasterkiem cytryny i listkiem mięty, zupa grzybowa (w karcie 15,00 zł), dwa kawałki kurczaka z odrobiną puree ziemniaczanego z kilkoma zielonymi liśćmi czegoś tam, deser dwie-trzy rozgniecione bezy oraz kilka połówek świeżych truskawek (wszystko to polane owocowym sosem).

Obiadokolacja tego dnia to było jakaś drobna, zimna zakąska (już nie pamiętam co) kilka niewielkich kawałków dziczyzny (naprawdę odrobina), placuszki gryczane (w istocie kulki kasy gryczanej) i surowe ćwiartki gruszek z żurawiną, kilka zielonych listków i typowe ciasto z ciastkarni z galaretka.
Następnego dnia był chłodnik, dorsz, kartofle gotowane (lunch), rurki ze smażonego bakłażana nadziewane serem feta i makaron w białym sosie z kawałkami kurczaka oraz lody.

W sumie wyceniłbym jeden posiłek według rozsądnych cen restauracyjnych na ok. 20,00 zł, a zatem cały dzienny pakiet na ok. 40 zł.
Zauważmy ponadto, że dominuje kosztujący grosze i niezbyt zdrowy kurczak.

Kilka pozostałych, negatywnych uwagę zostawię sobie na drugi wpis.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Hotel, Recenzje i opisy hoteli. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Co się dzieje z hotelem „Las Woda”?

  1. Karol pisze:

    Rozumiem Pańskie zniesmaczenie, ale kompletnie nie rozumiem dlaczego nie działają tu prawa rynku: pakiet hotelowy jest drogi a w ramach tej ceny usługi są dość mierne (wg Pańskiego opisu), dlaczego więc konkurencja nie „wycina” takich przedsiębiorców? Odpowiedź jest bardzo smutna. Nam Polakom (większości z nas przynajmniej) nie przeszkadza to, że dostajemy kiepski produkt (usługę) za wygórowaną cenę. Nie głosujemy nogami (portfelami) i dlatego w branży usługowej jest tak a nie inaczej.

  2. jdas pisze:

    Dzieje się to co się dzieje coraz częściej z takimi przybytkami w Polsce. Od początku ceny były ustawione na maksymalnie wysokim poziomie. Stąd gości, zwłaszcza indywidualnych, przyjeżdżało niewielu, a gros dochodu zapewniali goście konferencyjni i weselni. Ponieważ w dziedzinie hotelarstwa, jak w większości dziedzin obowiązuje niestety absurdalna zasada, którą nazywam „filozofią ciągłego wzrostu” – czytaj, co roku trzeba więcej zarobić, bo jeżeli zarobimy tyle co w zeszłym to będzie źle bo przecież trzeba się „rozwijać”, właściciele chcą coraz więcej wycisnąć, więc podnoszą ceny i obniżają standard. Oczywiście jest to gra na bardzo krótką metę, bo zapewne Pan zrażony do standardu już tam więcej nie pojedzie, a i znajomi, czy czytelnicy bloga bardzo poważnie się zastanowią i pewnie wybiorą coś innego. Dlatego nie zdziwię się gdy za rok, dwa hotel zbankrutuje. I dobrze, bo dla mnie takie „golenie” klientów, traktowanych jak frajerów, jest niesmaczne i nie licuje z jakąkolwiek klasą.

  3. bpawel pisze:

    Panie Doktorze, czy są jakieś zasady określające kolor butów panny młodej. Czy jeśli suknia ślubna jest w kolorze np. ecur czy białym, to buty również powinny być w kolorze ecru lub białym? Czy do sukni białej (ale nie śnieżnobiałej) będą pasować ciemnobeżowe buty na średnim obcasie?

  4. Panu bpaweł: Zasada jest tylko taka: powinno kolorystycznie pasować. To trzeba zobaczyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s