Obowiązki młodych i obowiązki gości

Ten problem poruszyła Pani Anna: To dziwne, jak wiele osób uważa, że powinnam „oszczędzać” tą małolatę. Czyżbyśmy tylko my rodzice byli zobowiązani do wszelkich prac przy nich? Dzieci domagają się , aby traktować je jak dorosłych, sypiają ze sobą. -To odpowiedzialność za siebie nawzajem. Za prasowanie koszul także.
Ja wiem, że fajnie by było korzystać do woli z przyjemności, a matka niech po cichu załatwia tą czarną robotę. Ale ja tak nie uważam. Mało tego, jeśli jestem u kogoś w gościnie staram się, aby jakoś zrewanżować się Gospodarzom, by dobrze mnie wspominali.
Być może niektóre tu osoby mają podobną sytuację w domu: korzystają z pracy i dorobku rodziców bez ograniczeń i bardzo im to odpowiada. Nie trzeba się poświęcać, ciężko pracować jak oni. Skoro tak trudno w dzisiejszych czasach , to trzeba spuścić nieco z tonu i się dostosować do tego, co już kiedyś ktoś wypracował . I dostosować się do zasad panujących w domu , czy jak kto woli narzuconych przez Gospodarza. A jak nie, to przecież nikt nikomu nie broni stworzyć swój świat na swoje podobieństwo. Narzekacie, że tak ciężko dzisiaj się usamodzielnić, mało zarabiacie, a przecież kiedyś wcale nie było łatwiej, kiedyś brakowało wszystkiego. Czekało się na mieszkanie 20 lat. Pracowało się ponad siły. Z zazdrością patrzę na dzisiejsze sprzęty i pomoce dla młodych matek. Pampersy, nowoczesne wielofunkcyjne wózki, piękne kolorowe ubranka. Kiedy ja urodziłam syna sama musiałam szyć koszulki, prać i prasować pieluchy. A pralka automatyczna była luksusem.
Warto, aby młodzi to uszanowali, skoro sami nie potrafią wznieść się na wyżyny.
A ja wymagam przecież tylko podstaw sv .
Bardzo proszę o wypowiedź Pana Doktora.

Mam w planach wpis na ten temat, wpis poruszający obowiązki młodych wobec rodziców swoich i rodziców np. chłopaka czy narzeczonej. Na razie powiem tyle: w pełni się z Panią Anną zgadzam.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii gościnność, Przyjmowanie gości, Savoir vivre na co dzień. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Obowiązki młodych i obowiązki gości

  1. cirth pisze:

    Moim zdaniem problem Pani Anny nie kwalifikuje się na bloga/forum o tematyce savoir vivre, a raczej poświęconemu problemom rodzinnym lub psychologii.

    Z obydwu postów negatywny stosunek Pani Anny do dziewczyny syna i całkowita bezkrytyczność wobec synka aż bije po oczach. I, co ciekawe, nie podaje ona żadnych konkretów poza tym, że dziewczyna jest jakoby leniwa i wulgarna (jakieś przykłady?). Gdyby ktoś w progu domu wydał mi polecenie poprasowania koszul domownika (właściwie dlaczego szanowny synek ich nie uprasował? Przysłowiowych rączek Bozia nie dała?), nie wiem, czy zaproponowałabym pomoc przy wykonywaniu jakichś innych prac. „Syn nie potrafi wyegzekwować czasu na naukę” – dwudziestosześcioletni facet, który, jak wynika z wypowiedzi Pani Anny, ma wszystko podetknięte pod nos, nie potrafi się zmobilizować by skończyć studia? Jak widać za bardzo mu na nich nie zależy. Moim zdaniem to jest dopiero przejaw braku szacunku do (samotnej w dodatku) matki, nie spotykanie się z rzekomo wulgarną panną. I co ma znaczyć „rozwiązłość” młodych dziewczyn? Słowo to jest synonimem słowa „rozpusta”, a imputowanie komuś tejże jest po prostu poniżej krytyki. Pani Anna nie widzi chyba „rozwiązłości” swego syna, który, jak mniemam, w połowie w tej rzekomej rozwiązłości uczestniczy. Nie ma to jak podwójne standardy.

    Podsumowanie nie będzie może miało zbyt wiele z savoir vivre wspólnego; trudno, najwyżej ten komentarz się nie ukaże. Jakoś nie wyobrażam sobie wzmiankowanych przez Panią Annę zdrowych układów i empatii, które doprowadziłyby do obecnej sytuacji, tj. kompletnie rozmemłanego, zależnego od mamusi i nie potrafiącego się ogarnąć chłopa, któremu bliżej do 30., niż do 20. Synek jest produktem wychowania, widocznie gdzieś pojawił się błąd. Ale winna jest oczywiście wulgarna i złaaa obca dziewucha, do jej pojawienia się wszystko było w najlepszym porządku (6 lat to i tak standardowy czas studiów na Politechnice + rok na ewentualną repetę, ale o tym nie wspomnę). Pani Anna najwyraźniej ma problem z zaakceptowaniem faktu, że jej pozycja najważniejszej i jedynej kobiety w życiu synka jest zagrożona i doszukuje się problemów wszędzie, gdzie się da. Szkoda tylko, że nie widzi ich w sobie i synku. Sama miała dość ciężko, więc w ramach sprawiedliwości dziejowej bardzo nieprzychylnym okiem patrzy na to, że współczesne kobiety z ich nielubianą, kradnącą synka reprezentantką na czele mogłyby mieć nieco lżej. Straszne rozgoryczenie, by nie rzec – frustracja przebija z tych słów.

    Najpierw proponuję spróbować obiektywnie i bez wybielania przyjrzeć się synkowi i jego zachowaniu, potem sobie, a dopiero na końcu dziewczynie, bo mam dziwne wrażenie, że na jej miejscu każda byłaby nieodpowiednia. Może poza Pippą Middleton lub Malią Obama.

  2. Arleta pisze:

    Przede wszystkim ciężko ocenić sytuację na podstawie ogólnego zarysu relacji panujących u Pani w domu. Opis jest subiektywny i definitywnie przemawia przez Panią żal i złość na ową „małolatę”. Jednak jako osoba młoda aczkolwiek już dawno dorosła i na dodatek matka nastolatka rozumiem Pani rozżalenie.
    Po pierwsze: matka to nie skarbonka, nie można na jej koszt będąc dorosłą samodzielną osobą żywić się, korzystać z mediów, auta, i wymagać uprania, uprasowania i posprzątania. Jeśli Pani syn tak właśnie robi to źle postępuje, zwłaszcza gdy uważa, że jemu się to należy i żyje w przekonaniu, że również jego partnerce. Rozumiem, że nie ma Pani ochoty gotować dla „darmozjada”, sprzątać i myć talerze po spożytym posiłku syna i jego partnerki, opłacać prąd i wodę którą zużywa również zupełnie obca dla Pani osoba. Nie jest Pani jej sponsorem ani w jakikolwiek sposób zobowiązana wobec niej.
    Po drugie: jednak problem tkwi w braku ustaleń między Panią i jej synem. Skąd partnerka syna może wiedzieć, jakie mają Państwo ustalenia w domu? Skąd ma wiedzieć, że wzięty serek z lodówki, to Pani zakup, skąd może wiedzieć, że woda w której się kąpie to rachunek opłacony tylko przez Panią? Ta kobieta może nie zna ustaleń między Państwem. Fakt, że po dwóch latach powinna mieć rozeznanie. Jednak, być może syn przekazuje jej inne informacje? Np., że pełna lodówka to także jego zasługa, że dzieli się z Panią rachunkami za dom, dając sygnał partnerce, że może czuć się swobodnie.
    Po trzecie: nie ma co narzucać partnerce syna, aby przy nim usługiwała, np.. prasując koszule. Jak to ktoś wcześniej powiedział „bozia rączki dała” więc nie ona lecz on powinien się „oporządzić”. Czy wyobraża sobie Pani analogiczną sytuację u niej w domu? Syn przyjeżdża z nią do jej rodziców a jej matka lub ojciec podchodzi do niego i mówi: „Marcin, weź jej poprasuj sukienki, bo ona nie ma czasu jest taka przepracowana”, nie jest to dość dziwne?
    Prośba skierowana do partnerki o pomoc w sytuacji gdy ta pomieszkuje od dwóch lat, jest jak najbardziej zasadna jednak w formie pomocy Pani a nie synowi, gdyby ten miał taką potrzebę sam powinien był się o to zwrócić do partnerki, a przede wszystkim to Pani powinna przestać skakać wokół syna. Np. prośba aby partnerka pomogła Pani w zrobieniu zakupów, odkurzeniu mieszkania, a najlepiej zaangażować w to także syna. Np., „Michał, Agnieszka pomóżcie mi proszę, może Ty odkurz dziś mieszkanie, a Ty pojedź ze mną na zakupy, a później może ugotujemy coś dobrego razem, po co dwa obiady robić, ale z tym obiadem to już ?”.
    Uważam, że Pani ma rację, ale nie we wszystkim, ponieważ sedno problemu tkwi w braku porozumienia i wcześniejszych ustaleń z synem, a nazywanie partnerki syna „rozwiązłą młodzieżą” tudzież „małolatą” świadczy o Pani braku kultury. Czy syn sypiając bez ślubu i zapraszając kobietę pod swój dach na koszt matki, nie jest małolatem, rozwiązłym i beztroskim nieodpowiedzialnym chłopcem?

  3. Lucyna pisze:

    Pani Cirth: „Synek jest produktem wychowania, widocznie gdzieś pojawił się błąd. ”
    Niestety ludzie to nie piece kaflowe, w które ile węgla się wrzuci, tyle się wypali. Można dobrze dziecko wychować, a ono i tak ma wolną wolę i może nawet najlepsze wychowanie na którymś etapie życia odrzucić.

    Podobnie jak Pani Anna nie rozumiem tej gorączkowej obrony dziewczyny. Skoro dziewczyna przebywa w domu na zasadach półdomownika, to chyba dotyczą jej także jakieś obowiązki, a nie tylko przywileje półdomownika?

  4. Monika pisze:

    Ja również krytycznie spoglądam na wypowiedź Pani Anny. Sama jestem narzeczoną, z dość długim stażem i na krótko przed ślubem, ale z moimi przyszłymi teściami mam zdystansowaną relację i kiedy ich odwiedzam, w wizytowym stroju, nie mogę pracować w ogrodzie. Jestem wtedy gościem. Mam 24 lata, narzeczony 25, od długiego czasu utrzymujemy się samodzielnie, mieszkamy poza domami rodziców, sami gotujemy, pierzemy, sprzątamy. Kiedy odwiedzają nas rodzice, jestem gospodynią i to ja ich obsługuję, a kiedy my odwiedzamy ich, jest odwrotnie, z ewentualnie naszą niewielką pomocą. Nie rozumiem dlaczego matki miałyby wykonywać jakiekolwiek prace dla nas – narzeczony sam sobie koszule prasuje, a jeśli u Pani Anny w domu jest inaczej, to proszę się zastanowić – dlaczego? Syn ma już 26 lat i uważam za uwłaczające zarówno dla niego jak i dla jego matki prasowanie mu koszul i wykonywanie jakichkolwiek prac za niego. Proponowałabym wyrzucić go z domu, bo zorganizowanie tego pod jednym dachem może być trudne (jak tu kazać mu gotować dla siebie skoro mieszkamy razem i jest obiad zrobiony przez mamę, jak tu nie wyprać spodni wrzuconych do kosza razem z własnymi). Dziwię się, że nie nastąpił wcześniej moment odcięcia pępowiny i jak widać prowadzi to tylko do frustracji – syn przyzwyczajony do obecnego stanu rzeczy sam nie będzie wychodził z propozycją zmian, a matka się frustruje, że pracuje dla dorosłego, aktywnego seksualnie mężczyzny. Przykro, że cała ta frustracja jest wylewana na dziewczynę, bo z tego co rozumiem, gdyby nie ona i to, że syn z nią sypia, Pani Anna nie miałaby nic przeciwko prasowaniu koszul syna?

  5. Monika pisze:

    I jeszcze: dlaczego Pani Anna uważa, że prasowanie koszul syna powinno być obowiązkiem jego dziewczyny? Moim zdaniem to jego obowiązek, więc nie dziwię się, że dziewczyna tego nie robi, a Pani Anna robiąc to wciąż rozpuszcza (dorosłego już) syna. Chce chodzić w wyprasowanych – niech sam sobie prasuje (chyba, że ustalą jakieś obowiązki wspólnie, ale z tego co widzę to tu matka wykonuje wszystkie prace i zamiast zrzucić choć część na syna, to szuka mu dziewczyny, która będzie go hołubić jak i ona).

  6. Yennefer pisze:

    Czytając koleją wypowiedź Pani Anny trudno oprzeć się wrażeniu, że wybrała nieodpowiednie miejsce by poruszyć dość intymny temat. Gdyby komentarz było ogólny można by się zgodzić. Dotyczy jednak konkretnych osób. Pani Annie trudno się pogodzić się z faktem, że wychowała syna darmozjada. Każdy rodzic popełnia błędy wychowawcze ale to nie powód by ich konsekwencje roztrząsać publicznie. Syn Pani Anny zapewne wybrał dziewczynę, która do niego pasuje i to nie ona jest ” winna”. Trudo się przyznać, że źle się wychowało dziecko ale z mojej perspektywy tak to wygląda. W pełni zgadzam się z wypowiedzią cirth.

  7. Lucyna pisze:

    To nie Pani Anna wybrała nieodpowiednie miejsce, tylko Panie nieodpowiednio podchodzą do tematu. Temat wychowania jest tu drugoplanowy, tu nie chodzi o porady wychowawcze, ani o to, czy Pani Anna „wychowała syna darmozjada” czy nie, czy ma „wyrzucic go z domu” czy nie. Tu chodzi o to jakie prawa i obowiązki ma dziewczyna syna w takiej sytuacji, jaką zarysowała Pani Anna.

    Jestem zdania, że skoro funkcjonuje w tym układzie jako półdomownik, przebywa w domu przez wiele godzin (i np. ogląda samotnie tv – bardzo dziwne), to powinna mieć i poczucie pewnych obowiązków. Doraźne wyprasowanie dwóch czy trzech koszul (najczystsza z prac domowych), popielenie w ogródku, obranie jabłek na kompot czy wypłukanie sałaty na sałatkę to są drobne prace, w których można towarzyszyć domownikom przebywając w ich domu, tak jak to opisała Pani Anna. Niestety, jesteśmy sproletaryzowani, nie mamy służby i nasz czas w ciągu dnia nie może być w całości poświęcony „goszczeniu się”. Jeśli takiej osobie nie odpowiada taki układ, to należałoby się „odpółdomownikować”, przestać mówiąc dobitnie „siedzieć ludziom na karku” i odwiedzać syna jako gość-sympatia, czyli wg starych dobrych wzorców prawie w ogóle.

  8. renata pisze:

    Zgadzam się z panią Lucyną. Dodam, że moim zdaniem sama dziewczyna powinna dążyć do tego by w jakiś delikatny sposób wyjaśnić swój status w tym domu. „Kim ja tu jestem?”, „Dlaczego tu jestem?” „Co w takiej sytuacji powinnam?”. Obawiam się jednak, że być może dziewczyna zachowuje się tak a nie inaczej, bo naśladuje zachowanie swego chłopaka. Czy on, gdy jest dziewczyna pomaga w domu, pracuje w ogródku, obiera jabłka, płucze sałatę na obiad? Bo jeśli nie, to dziewczyna być może uważa, że i ona nie musi. Gdyby w czasie swojej wizyty zobaczyła, że chłopak zaczął pomagać mamie w ogródku, lub w kuchni to podejrzewam, że choćby dla zabicia czasu by się dołączyła. Jeśli tak wygląda sytuacja, czyli nie widzi, by chłopak pomagał, to trochę ją rozumiem, choć nie usprawiedliwiam.

  9. Anna pisze:

    Ciekawy efekt wywołał mój list.
    Nie od dzis wiem, że najczęściej efektem obrony jest atak. Nie ważne, czy na temat czy nie. Ważne, aby oskarżyć kogoś, kto demaskuje problem. Być może osoby, które tak zajadle mnie atakują jako ” matkę , która wychowała darmozjada” same mają podobną sytuację.

    Mnie nie jest potrzebna lekcja pokory. Życie już mi ją dało.
    Relacje z synem miałam jak najbardziej zdrowe. Syn dokłada się do życia w dużym procencie, sam sobie prasuje, potrafi świetnie gotować, potrafi wydajnie pracować.
    Jako matka byłam opiekuńcza , ale też wymagająca.
    Prasowanie koszul to nie problem sam w sobie. Każde z nas to robi .
    Problemem był fakt odmowy wykonania tegoż przez dziewczynę , kiedy o to poprosiłam .
    Zrobiłam to w sytuacji, kiedy zauwazyłam tą niby naukę mojego syna przy ciągłych chichotach dziewczyny. Syn niestety nie potrafił sobie z tym poradzić. Nie potrafił wyegzekwować czasu na naukę. Obserwując ich stwierdziłam, że nie potrafią rozdzielić czasu na obowiązki i przyjemności będąc razem. Stwierdziłam, że dziewczynie trzeba dać jakieś zajęcie, skoro sama na to nie wpadła.
    Kolejne sytuacje, które zaobserwowałam, a o których pisałam w swoim poście utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że problem braku wychowania dziewczyny nie musi być moim problemem. Tak jak napisałam, należy się dostosować do warunków i praw panujących w domu, w którym jest się częstym gościem, a nawet prawie współdomownikiem, albo stworzyć sobie swój świat na swoje podobieństwo.

    Mój syn właśnie przed kilkoma dniami obronił pracę. Jest inżynierem. Ale niestety musiałam wyegekwować kila spraw. Dziewczyna nie przyjeżdza od kilku miesięcy do nas, za to syn przyłożył się do napisania pracy. Została oceniona wysoko. Do obrony również podszedł z zazngażowaniem.
    Są tego efekty.
    Niestety skoro sam nie był na tyle silny, aby ustalić priorytety, musiałam mu w tym pomóc.

    Nalegam na to, aby syn wyprowadził się przynajmniej na jakis czas z domu.
    Uważam, że to jedyny sposób aby się dotarł jako mężczyzna, nabrał większego dystansu do zycia, a też nabrał pokory.

    Problem , który tu poruszyłam jest z kategorii wychowania młodych, często braku tegoż.
    Oczekiwałam mądrych podpowiedzi jak sobie z tym poradzić, jak wyegzekwować.
    Podteksty psychologiczne typu: „Jak sobie wychowałam syna” czy jak sama jestem wychowana”
    nie powinny mieć tu miejsca.
    Nie jesteście upoważnieni aby oceniać moje życie.
    Lepiej będzie dla wszystkich, jesli obiektywnie ocenicie swoje.

  10. Monika pisze:

    „Niestety skoro sam nie był na tyle silny, aby ustalić priorytety, musiałam mu w tym pomóc.”
    Nie musiała Pani. Syn jest dorosłym mężczyzną, powinien sam decydować o tym jak żyje, wybiera dziewczynę zamiast nauki? No to nie będzie wykształcony. To dla mnie chore, mama daje karę 26-letniemu synowi. Ja mojemu pozwoliłabym robić co zechce, byleby nie pod moim dachem.

  11. Monika pisze:

    Dodam jeszcze: opisuje Pani na forum publicznym szczegóły swojego życia rodzinnego – to chyba oczywiste, że będzie to ocenione. Jeśli to Pani nie odpowiada, to powinna Pani rozwiązywać swoje problemy w prywatnym gronie.

  12. Alinka pisze:

    Pisze Pani: „Niestety skoro sam nie był na tyle silny, aby ustalić priorytety, musiałam mu w tym pomóc”. Popełnia Pani błąd. Syn ma już prawie 30 lat – dokąd Pani mu będzie tak pomagać?

  13. renata pisze:

    Pani Anna ma wiele racji, ale ja na jej miejscu i tak cieszyłabym się na tak duży odzew. To co napisała zostało skomentowane, być może nietrafnie, ale może stawić pewien materiał do przemyśleń. Oczywiście że nie jest przyjemnie czytać o sobie być może trochę za śmiałe komentarze, ale przecież wiadomo, że to tylko subiektywne zdanie osób postronnych. Nie zgadzam się za to z krytyką pani Anny za to, że pomogła synowi ustalić priorytety. Wyraźnie zostało napisane „pomogłam” a nie „ustaliłam” . Nie widzę nic niewłaściwego, w tym że matka chce pomóc synowi, nawet dorosłemu. Poza tym przecież wiek 26 lat, to jeszcze młodość i czas kształtowania się nie tylko osobowości. Nie jestem lekarzem, ale o ile mi wiadomo u niektórych mężczyzn dopiero w tym wieku pojawia się owłosienie na klatce piersiowej. Z tego co opisała pani Anna wcale nie wynika, że jest nadopiekuńczą matką, a nawet jeśli odrobinę by tak było, to co z tego? Nikt nie jest idealny, Osoby ją krytykujące też.

  14. Klemensowa pisze:

    Nie podoba mi się takie szczegółowe opisywanie prywatnych spraw. Nie jesteśmy anonimowi w internecie na tyle, żeby nie dało się rozpoznać o kim mowa. Znajomi Pani Anny czy jej syna mogą się domyśleć.
    Miałam niedawno sen. Byłam w domu mojego chłopaka i słyszałam, będąc w zamkniętym pokoju, negatywne opinie jego rodziców na mój temat i było to bardzo nieprzyjemne. Nie ma ani nie miało nigdy to nic wspólnego z moją sytuacją życiową. Pomyślałam chwilę i doszłam do wniosku, że to był sen o dziewczynie syna P. Anny.
    Temat wykracza poza zasady etykiety. Oczywiście, Pan Doktor, jako Autor strony ma prawo zamieszczać co chce, ale co ma wspólnego z s-v kwestia tego, kto ma ciężej w życiu, że syn P. Anny się obronił itd. Czy to forum o życiu rodzinnym, żeby to kogoś interesowało?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s